skiela1
04.07.06, 15:34
Upał. - Co się pan tak pcha? - pytam mężczyznę, który, wsiadając do autobusu,
wciska mnie w poręcz. - Bo wszyscy się pchają - pada odpowiedź. Wychodzę z
autobusu, chciałbym iść po chodniku, ale nie mogę, bo przeszkadzają mi
zaparkowane na nim samochody. Mógłbym wejść na trawnik, ale tam też stoją
auta. No to schodzę na jezdnię i już ktoś na mnie trąbi. Zresztą na trawnik
nie, bo tam pies stojący w pozycji kangura wypróżnia się z wysiłkiem.
Właściciel z radością spogląda na pupila. Kupa była, czas wracać do domu. -
Dlaczego pan nie sprząta po swoim psie? - pytam. - Spierd... - rzuca jegomość.
Potrzebuję ochłody, pić się chce. W sklepie podchodzę do kasy. W koszyku mam
wodę mineralną i dwie bułki, a w ręku banknot stuzłotowy. - Drobnych pan nie
ma? - pyta kasjerka. I jakoś tak strasznie na mnie patrzy.
serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,3454567.html