sloggi
08.10.06, 22:47
"Disintegration" doskonale sprawdza się jako dźwiękowe tło do wieczornych
spacerów po zatłoczonych ulicach (fascynacji?). To tak jakby ktoś jednym
magicznym przyciskiem wyłączył odgłos świata. Zabiegani ludzie, szczęsliwe
pary, nędzni żebracy, porzuceni kochankowie, bezimienne postacie... wszyscy
oni biorą udział w przedstawieniu, są niczym marionetki, którym muzyka układa
scenariusz. Brzmi tak, jakby była dźwiękowym odzwierciedleniem myśli i serca.
Pełno w niej chłodu, ale i piękna. Pełno szczerości i zaangażowania. The Cure
doskonale wiedzą jak to zrobić. Zaufaj i podążaj wraz ze mną na Ulicę
Fascynacji...
/z recenzji albumu Desintegration grupy The Cure/