30.04.13, 08:02
www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,13814001,Bitwa_pod_Grunwaldem_w_1810_r__i_74_poslow_w_Sejmie_.html#Cuk

I mam bardzo mieszane uczucia , bo :

materiał wybrany tendencyjnie


przeprowadzający rozmowę też inteligencją nie tryskają

pani Wigura narzeka na poziom aboslwentów, a kto na miłośc boską przyjmuje na studia tych, którzy kiedyś byli co najwyżej w szkołach policealnych, przecież przemocą się tam nie wdarli

wyrażaja ubolewanie, że testy to nauka na pamięć chociaż (tu polegam na Was), podobno niewiele trzeba pamiętać, wiekszośc jest podana na tacy.


I dalej " w system" tym bardziej jestem przekonana, że problem tkwi w uczelniach przyjmujących wszystkich jak leci.
Obserwuj wątek
    • Gość: menodo Re: artykuł IP: *.adsl.inetia.pl 30.04.13, 12:21

      Pani Wigura niech siedzi cicho, bo ona być może ma robotę tylko dlatego, że jej wydział produkuje hurtową liczbę bezrobotnych.
      Na socjologię (dzienną!) dostała się koleżanka mojej córki z rozszerzonym wosem w wymiarze 28 proc. Nie wiem, jakie tam były kryteria przyjęć, czy ten wos był w ogóle wymagany, ale wiem, że z innych przedmiotów też panna nie błysnęła szczególnie, bo startowała na inne wydziały i się nie załapała. Ta dziewczyna nie interesuje się niczym, a na pewno nie sprawami dotyczącymi społeczeństwa czy polityki - i wierzę pani Wigurze, że obcowanie z takimi studentami może być bolesne.
      Z tym że wydział socjologii może sobie dowolnie ustalać zasady rekrutacji; co jak co, ale to akurat wydziałowe mózgi potrafiłyby zrobić znakomicie - najwyraźniej nie czują takiej potrzeby, ale w takim razie niech nie biadolą na poziom studentów.
      To mniej więcej tak, jakby firma zatrudniała niekompetentnych pracowników, marnie ich opłacając, a następnie władze tej firmy publicznie ich krytykowały: że głupi są, kradną, piją w pracy i ogólnie do niczego się nie nadają :D


    • joa66 Re: artykuł 30.04.13, 12:47
      Komentarze pod artykuem też są denne. W każdym pokoleniu było sporo idiotów czy niedouczonych, ale nagonki na taką skalę na młodziez nie pamiętam. Konsekwentnie wybiera się do "badania opinii publicznej" ;) najsłabszy sort, a potem uogólnia na całe pokolenie i szkolnictwo. A króluje w tym najgorszy sort "dziennikarstwa".

      Nikt z młodych nie skacze z okna z tego powodu, ale miłe to nie jest.

      A wokół mnóstwo młodzieży oczytanej, z ogromną wiedzą , o niebo wyższą niż ta, którą mają krytykanci. Młodzieży znającej języki obce, czującej się pełnoprawnymi mieszkancami Europy i nie przynoszącej nam wstydu. Młodzieży ambitnej. Co oni myślą o nas, dorosłych?






      • menodo Re: artykuł 30.04.13, 22:03
        Od jakiegoś czasu nie pojawia się tu Hawa - a szkoda; jestem ciekawa, jak jej się wiedzie i myślę, że jej głos byłby tu bardzo a'propos.
        Kiedyś pisała, jak to przyszła na dyżur do wykładowczyni na swoim swoim wydziale, a pani jej powiedziała - trzeba było wcześniej się umówić, bo ja teraz muszę jechać z dzieckiem do ortodonty.
        Może coś przekręciłam, ale opowiedziałam to swoim dzieciom i od tego czasu - często słyszę od swojej córki anegdotki typu - no wiesz, przyszłam na dyżur, a pan/i znowu do ortodonty z dzieciakiem pojechał/a :D
    • jakw Re: artykuł 06.05.13, 22:37
      Moja córka raczej wie kiedy była bitwa pod Grunwaldem , z kim Polska graniczy itp. Z tym, że na wydział pani Wigury raczej się nie wybiera.
      Btw wymaganie od uczniów, żeby podawali dokładną datę jakiegoś zdarzenia to raczej wymaganie wiedzy encyklopedycznej czy mi się wydaje? Btw chyba byłoby lepiej gdyby uczniowie mieli jakieś pojęcie skąd się wzięli Krzyżacy, Polacy, Litwini wszelkiej maści (od tych pułków smoleńskich i Tatarów poczynając ) niż klepali daty.
      • tinywee Re: artykuł 07.05.13, 23:27
        całej rozmowy można posłuchać na podcastach w tokfm, w zakładce konfrontacje z 26 kwietnia (o ile komuś się chce).

        Dla równowagi linkuję inny artykuł, z rzepy, o tym jaką potęgą Polska jest:
        www.rp.pl/artykul/1004893-Polska-potega-nastoletnia.html
        Co do socjologii UW, to niedawny znajomy absolwent mówił, że jego kolega przez trzy lata nie przeczytał żadnej książki/skryptu/podręcznika, ale obronił się na luzie.

        Nie wiem, czy trzeba klepać daty, ale chyba na czymś pamięć ćwiczyć należy. Bo oczywiście pytanie, czy znajomość dat poszerza horyzonty i czy posiadanie wiedzy encyklopedycznej boli, pozostaje otwarte.
        I po co te horyzonty, też.
        • jakw Re: artykuł 08.05.13, 23:04
          tinywee napisała:
          >
          > Nie wiem, czy trzeba klepać daty, ale chyba na czymś pamięć ćwiczyć należy.
          Ja proponuję na PINach - najbardziej praktyczne. A mimo ćwiczenia pamięci na datach czy wierszach mam problem z pamiętaniem 4 PINów. I raczej nie jest to skutek nadchodzącej starości ;-)

          >Bo
          > oczywiście pytanie, czy znajomość dat poszerza horyzonty i czy posiadanie wiedz
          > y encyklopedycznej boli, pozostaje otwarte.
          Jeśli zakuwanie wiedzy encyklopedycznej odbywa się kosztem uczenia jej wykorzystania - to boli. Bo w dobie wikipedi, googla , tabletów czy e-booków encyklopedia nie musi być w postaci 3 metrów bieżących półki wypełnionej opasłymi tomami tylko w postaci czegoś co masz w kieszeni, torebce czy plecaku. Czyli jest dostępna na wyciągnięcie ręki - i nawet nie musisz znać kolejności liter alfabetu. Gorzej, jeśli po wykuciu 5 wzorów na pole trójkąta i tak nie potrafisz obliczyć tego pola w żaden sposób.

          > I po co te horyzonty, też.
          Jakoś wiedza, że Mount Everest ma 8848 m npm a Mont Blanc 4810 aż tak strasznie moich horyzontów nie poszerza. W każdyn razie bawienie się mapami turystycznymi w wieku lat 8 czy 9 poszerzyło moje horyzonty jakby ciut bardziej.
          Nie poszerzyło też moich horyzontów wkuwanie kiedy była która Międzynarodówka - i tak teraz tego nie pamiętam. I nie wiem też w jaki sposób miałoby to być mi teraz potrzebne.
          • Gość: agatka_s Re: artykuł IP: *.dynamic.chello.pl 09.05.13, 13:34
            No ale już np. wiedza o tym ile rok ma dni, albo jaki jest wzór na pole kwadratu ciut się przydaje. Nawet trochę bardziej niż ciut, bo np. jak ktoś nie zna wzoru na pole kwadratu, to pojecie metra kwadratowego jest dla niego abstrakcyjne, stad też będzie mu zapewne wszystko jedno czy kupi mieszkanie 30 m2 czy 50 m2, już nie mwiac o pojęciach typu średnia cena za m2 i takie tam koszt kredytu na m2.

            Dziewczyny, te pytania naprawdę nie dotyczyły jakiś Himalajów (nomen omen) wiedzy. Można zapomnieć która z kolei jest ziemia od słońca, albo nie znac dosyć archaicznych już pojec typu mendel czy kopa, ale większość tych pytań to "oczywista oczywistość" i naprawdę te dzieciaki jeśli mają takie luki w wykształceniu ogólnym, nie powinny aspirować do nauki w liceum. Po prostu jeśli liceum ma uczyc (douczać) wzoru na pole kwadratu, no to rzeczywiście matura niedługo będzie polegac na pokolorowaniu obrazka.
            • jakw Re: artykuł 09.05.13, 20:15
              Agatka, ale sądząc po ilości "gimbusów" pojawiających się w programie to niewiedzę nt pola kwadratu posiadała raczej mniejszość. I nie wiesz, ilu pytanych odpowiedziało dobrze. A koszty kredytu bywają dość abstrakcyjne dla i 30-latków z wyższym wykształceniem ścisłym/technicznym. Te koszty to chyba tylko specjaliści od kredytów ogarniają ;-/.
              Z kolei wiedza typu ile rok ma dni to gimnazjalistom się jeszcze aż tak nie przydaje. Oni liczą dni do wakacji , ferii itp a nie do końca roku.
              To samo jest z wiedzą nt gotowania jajek - pewnie mamy im te jajka gotują ;-). Btw co do prawidłowej odpowiedzi na temat gotowania jajek to mam spore wątpliwości.
              • Gość: Agatka_s Re: artykuł IP: *.dynamic.chello.pl 09.05.13, 21:04
                Nie wiem ilu nie wiedzialo a ilu nie, i to nie bylo badanie statystyczne, tylko satyryczny program, podobnie jak matura to bzdura. Nawet jeden gimnazjalista czy absolwent ktory nie wie tak podstawowych rzeczy to porazka. I moim zdaniem nawet bardziej domu niz szkoly, bo rozumiem ze szkolne sito moze przepuscic, ale ze w domu nie zadbano o takie praktyczne sprawy to moim zdaniem naprawde kiepsko. No i poprostu mowmy otwartym tekstem mlody czlowiek ktory nie wie tak podstawowych rzeczy to naprawde powod do wstydu. A to co mnie najbardziej wkurza to kompletny brak zazenowania, gdybym ja wyszla na idiotke gdy bylam w wieku tych mlodych ludzi, bylabym zazenowana, a tu nic, jedynie dobra zabawa i dobre samopoczucie. Powiem raz jeszcze nastolatek ktory nie wie tak podstawowych rzeczy, ma ogromne luki w wyksztalceniu i nie powinien aspirowac do liceum, powinien troche jeszcze pozglebiac tych podstaw, albo zakonczyc edukacje z wyksztalceniem podstawowym.
                • joa66 Re: artykuł 09.05.13, 21:14
                  Słyszałam, że wiele młodych ludzi świetnie się bawi udzielając takich (oczekiwanych) odpowiedzi:

                  Dl manie bardziej bulwersująca była pani Wigura komentująca poziom swoich studentów na socjologii i oskarżająca system szkolny. Przepraszam, ale jeżeli ta pani nie wie dlaczego ma takich studentów (i ma to nie wiele wspólnego z programem gimnazjum i liceum) to albo jest głupia, albo bezczelna, albo jedno i drugie.

                  Poza tym konsekwentnie porównuje się 10-20% naszego pokolenia z 60-80% współczesnego pokolenia. Oni nie mają szans w takich porównaniach :D

                  To może porównajmy ucznia Czackiego czy Kopernika z uczniem zawodówki "naszych" czasów. Równie reprezentatywne i sensowne.
                  • Gość: agatka_s Re: artykuł IP: *.dynamic.chello.pl 10.05.13, 11:26
                    No 100% racji. Ja pisze o tym od dawna. Umasowienie edukacji na podobnym poziomie dla mas to nic dobrego i powoli to równanie zgodne z poprawnoscia polityczna, w dół, doprowadzi nas do katastrofy. Te 60% (rozumiem że to liczba umowna, bo ja nie znam statystyk z naszych czasów) kiedyś poszłaby do szkół zawodowych, albo od razu do zawodu, czesc do techników, liceów zawodowych, a Ci naprawdę najlepsi do liceów, a potem jeszcze przesiani maturą i egzaminami na studia, prezentowaliby rzeczywiście poziom osoby z wyższym wykształceniem (uogólniam bo i w naszych czasach zdarzali się debile z dyplomem magistra ;-). W takich warunkach gdy dokonujemy RZECZYWISTEJ selekcji na poszczególnych etapach, to i LO i studia mogą trzymać poziom. Natomiast jeśli w tej chwili do liceum trafiają niedouczeni gimnazjaliści, bez absolutnych podstaw, to LO nie ma czasu aby ich dociągnąć do poziomu dającego szanse studiować. To jest w teorii zarządzania zwane "wyuczoną biurokracją" tu mamy do czynienia z pewną trawestacją "wyuczone obniżanie poziomu edukacji", system powiela deficyty z poziomu na poziom, spadając w dół i w dół i nikt nie ma odwagi powiedzieć STOP.

                    To jest ze szkodą dla tych 30%-40% które naprawdę nadaje się na wyższe uczelnie, nadaje do LO, bo poziom jest dostosowywany do tej magmy z deficytami poznawczymi. Są szkoły elitarne, typu najlepsze warszawskie licea, czy czołówka krajowa i kto tam trafi ma szczęście bo uczy się kompletnie inaczej niż np. wymaga tego matura, ale ogół liceów dziś musi uczyc cwiercinteligentów nie znających wzoru na pole kwadratu, czy nie znających kultowej wręcz daty dla Polaków 1410 (sorry ale nikt mi nie wmówi że to normalne i OK, nazwijmy rzeczy po imieniu to są TROGLODYCI), tak aby byli w stanie osiągnąć to karykaturalne maturalne 30%, które zresztą z roku na rok osiagnąc jest łatwiej (naprawdę niedługo matura będzie polegac na kolorowaniu obrazków).

                    wyborcza.pl/1,132486,13878556,Polski_absolwent__mechanik_czy_humanista___LIST_.html

                    Z tym listem BARDZO się zgadzam.
                    • joa66 Re: artykuł 10.05.13, 11:57
                      Te 60% (rozumiem że to liczba umowna, bo ja nie znam statystyk z naszych czasów)

                      Umowna. Kiedyś spotkałam się z informacją, że 10% młodzieży szło do LO, ale nie pamiętam żródła. A jednak 10% wydaje się byc zaniżone.

                      I tak, było sito - najpierw kwestia dostania się do LO lub technikum czy liceum zawodowego. Potem zdanie matury. Potem zdania egzaminów na studia.

                      Akurat zgadzam się z Hartmanem, który mówi "Myślących i wykształconych studentów nie ubyło. Tylko że występują w rozproszeniu, ukryci w tłumie wlewającym się z ulicy.
                      • Gość: agatka_s Re: artykuł IP: *.dynamic.chello.pl 10.05.13, 12:07
                        No ale to jest koszt umasowienia edukacji na tym samym (czyt: niskim) poziomie.

                        Dobrze, że są szkoły 2j, dobrze że są szkoły społeczne, które już od poziomu gimnazjum dokonują selekcji. Dzięki temu naprawdę zdolni (często ze zdeterminowanymi rodzicami) mają szanse uczyc się "po staremu" czyli ambitnie.

                        Natomiast zgadzam się z autorką. Rewolucje trzeba zacząć od dołu. Stworzyc dobre szkolnictwo zawodowe(vocational education po angielsku, bardzo cenne np. w UK), tak aby dyplom przysłowiowej szkoły kucharskiej czy hydraulicznej, był dużo bardziej prestiżowy niż dyplom słabych studiów typu politologia, czy europeistyka (przy czym jak na te politologie nie będzie tylu kandydatów, to i one będą ksztalcic potrzebnych ludzi, no bo kilku politologów pewnie jest też potrzebnych).

                        No i wywalić karte nauczyciela. Dac szanse dobrym nauczycielom z pasją. Wywalic obiboków i leserów, wręcz szkodliwych dla młodzieży (a teraz przy niżu jest szansa jak nigdy !!!!!).

                        Ale to marzenia.....bardziej stawiam na to że pójdziemy w kierunku kolorowanek na maturze.....
                        • joa66 Re: artykuł 10.05.13, 13:48
                          Rewolucje trzeba zacząć od dołu.

                          Tak, ale mówimy teraz o poprawie kształcenia dla wszystkich, hydraulików też. I ja się z tym zgadzam.

                          Ale zastanawiam się na ile to realne jeżeli nie będzie bata. A batem może byc to, że uczelnie nie przyjmą wiekszości na studia, jeżeli ta większośc nie będzie spełniała wysokich wymagań. Nie będą tez mogli narzekac na niski poziom studentów. A kiedy na "rynku" pojawią się masy z wyksztalceniem ogólny średnim, naturalną , chociaż wymuszoną reakcją będzie rozwój szkolnictwa zawodowego na poziomie średnim i policealnym.
                      • jakw Re: artykuł 10.05.13, 20:47
                        Ale i wtedy były słabe licea, a spora część maturzystów szła po prostu do szkół policealnych. Gdyby liczba miejsc na studiach była podobna co teraz i młodzież byłaby przyjmowana jak leci - byłoby to samo co dzisiaj, jeśli chodzi o poziom studentów. A co do zawodówek - proponuję spojrzeć na tegoroczną ofertę edukacyjną w Wwie. I co widzimy? Coś dla przyszłych kucharzy, cukierników, mechaników itp, monterów telekomunikacyjno-elektronicznych, fryzjerów, cukierników, po 1 klasie dla przyszłych sprzedawców, fotografów , ogrodników, złotników, kilka klas wielozawodowych ... - i to chyba wszystko. Jak pamiętam, to za "moich czasów" istniało w Wwie jeszcze coś takiego jak przemysł. Niezbyt lotny młody człowiek mógł pewnie po prostu pójść do jakiejś szkoły przyzakładowej przy FSO, Kasprzaka czy Hucie Wwa . A potem skręcać jakieś śrubki czy lutować druciki. Teraz czasy się po prostu zmieniły i zapotrzebowanie na zawody związane z produkcją przy taśmie to jest w Chinach , Indiach czy Bangladeszu.
                • jakw Re: artykuł 09.05.13, 21:18
                  A skąd wiesz, kto z tych gimnazjalistów wybierał się do liceum, kto do technikum, a kto do zawodówki? Przecież na czole nie mieli napisane? A brak zażenowania do najwyraźniej parcie na szkło - w końcu liczy sie liczba wejść i nie brak różnych żenujących programów z żenującymi celebrytami. Co do których nie mamy pewności, że w wieku lat 16-tu byli mniej żenujący niż obecnie i że mieli większą wiedzę niż dzisiejsi 16-latkowie.
                  • jakw Re: artykuł 09.05.13, 23:23
                    Btw tak zastanawiam się czy na pewno chciałabym tego młodego człowieka , który miał problem z polem kwadratu, widzieć jako glazurnika liczącego ile płytek trzeba kupić. Może niech lepiej zostanie socjologiem ;-)
                    • joa66 Re: artykuł 09.05.13, 23:53
                      Woleć to sobie możesz. Ale tacy własnie glazurnikami itp zwykle zostają :) Zawsze tak było.
                      • jakw Re: artykuł 11.05.13, 10:13
                        Ja to wiem. Ale pójscie takich osób do jakiegoś kiepskiego liceum i zostanie glazurnikiem czy hydraulikiem dopiero potem może jednak by spowodowało, że glazurnik będzie umiał policzyć ile płytek, a hydraulik jaką wstawić rurę ?
    • joa66 Z ciekawości.. 10.05.13, 00:02
      Czy uważacie, że Wasze dzieci są naprawdę głupsze niż Wy w ich wieku?
      • Gość: agatka_s Re: Z ciekawości.. IP: *.dynamic.chello.pl 10.05.13, 12:14
        Mój syn jest w pewnych rzeczach geniuszem w stosunku do mnie w jego wieku. Wie więcej o swiecie, jest bardziej na bieżąco z tym co tu i teraz. Jest bystrzejszy, ma milion razy lepszą pamięć (wręcz małpią).

        Natomiast czasem zdumiewa mnie jego nieporadność w pewnych sprawach życiowych, takich na codzień. Brakuje mu takiej smykałki jaka np. miałam ja. To nie jest podejście "jak nie drzwiami, to oknem", które np. dla mnie było naturalne. Myśle, że to kwestia tego w jakich warunkach wyrastaliśmy-ja w czasach gdy trzeba było nieustannie kombinować, głowkowac, on w przysłowiowym kaczym puchu, gdzie wszystko jest praktycznie na tacy i nie wymaga wielkiego (nawet intelektualnego) wysiłku.

        Ale czyu jest mądrzejszy ? Raczej chyba zdolniejszy niż ja, ale ja byłam bardziej ambitna i zdeterminowana za to ;-)))) co chyba bywa cenniejsze w takim zwykłym życiu.
      • jakw Re: Z ciekawości.. 11.05.13, 10:56
        Ja już dawno doszłam do wniosku, że narzekania "ta dzisiejsza młodzież..." to w dużej mierze wynik tego, że "zapomniał wół jak cielęciem był". Człowiek po tylu latach już nie pamięta jak był głupi czy irytujący mając lat 15 czy 16. Albo nie zdaje sobie nawet z tego sprawy. W rezultacie porównuje swoją aktualną mądrość zdobytą po kolejnych 10-ciu, 20-tu czy 30-tu latach życia z aktualną mądrością i głupotą 16-latka. Tymczasem 16-latek ma jeszcze kolejne 16 lat, żeby zdobyć mądrość i doświadczenie 32-latka; i 2-gie 16 lat, żeby zdobyć mądrość i doświadczenie 48-latka.
        Podobny mechanizm może występować też wśród nauczycieli. Pamiętam jak na I-szym roku odwiedziłam moją wychowawczynię i nauczycielkę polskiego z liceum. Strasznie narzekała na ówczesną I klasę, którą dostała: "Wy to jeszcze myśleliście, oni wcale nie potrafią myśleć". Tyle, że porównywała maturzystów, kórych przez 4 lata urabiała własnym trudem z 15-latkami których właśnie dostała...
        • joa66 Re: Z ciekawości.. 11.05.13, 11:44
          Moje pytanie dotyczyło mądrości szkolnej :) czyli wiedzy, umiejętności itd, czyli wszystkiego tego nad czym teraz załamują ręce media, "specjaliści" i bliżej nieokreślone masy.

          I w tej kategorii nie widzę specjalnych różnic (poza językami obcymi, ale to osobna historia). Zastanawiam się nawet czy tej wiedzy nie ma więcej młodzież współczesna - dostęp do wszelkiej informacji, dostęp do kultury jest większy niż kiedykolwiek wczesniej.

          Młodzież tez czyta- tak samo jak my kiedyś. W mojej klasie licealnej w dobrym liceum, nie czytało 2/3-3/4 klasy (poza "obowiązkowymi" w tamtym czasie samizdatami). Teraz nie jest gorzej, naprawdę.


          To, że CKE układa durne testy świadczy o durnocie CKE właśnie, a nie o młodzieży. Notabene, CKE to przecież światli ludzie, którzy kształcili się porządnie w dawnych dobrych czasach.

          I specjalne dla tinywee, bo wiem, że wątpisz ;) - naprawdę czytają :) Tyle co "my" kiedyś"

          I zawsze byli ci, którzy "Otella" znali i ci, którzy nie mieli o nim większego pojęcia. Wśród ludzi z wykształceniem wyższym też. Humanistycznym też :)
          • jakw Re: Z ciekawości.. 11.05.13, 20:32
            Załamują ręcę, ale konia z rzędem temu, kto tak naprawdę pamięta co umiał, a czego nie umiał mając lat 15. Bo ja raczej nie pamiętam. Tzn pewnie wiedziałam że bitwa pod Grunwaldem była w 1410, bo historia jak najbardziej była w kręgu moich zainteresowań, ale jakieś szczegóły z chemii czy biologii przyswajałam na zasadzie ZZZ.
            Pamiętam też jak zbulwersowała mnie na maturze osoba z biol-chemu pytająca mnie scenicznym szeptem czy Przedwiośnie to Prus napisał ;-) (prawdę mówiąc nie wiem po co tej osobie było Przedwiośnie, bo do każdego tematu pasowało dość średnio, ale może to było na zasadzie "tonący brzytwy się chwyta"). Problem z czytelnictwem lektur był ciągle, a wspominana pani wychowawczyni przez 4 lata załamywała nad tym ręce. Tyle że obiboki lekturowe zamiast streszczeń w necie czytały mądre opracowania z lekturami. I nie było to ostatnie liceum w Warszawie...
            PS
            To ja jestem osobą, która o "Otellu" ma słabe pojęcie. Wiem tyle, że Otello był zazdrosny i udusił żonę. A wszystko to opisał niejaki Szekspir...
      • Gość: paszczakowna1 Re: Z ciekawości.. IP: *.dynamic.chello.pl 11.05.13, 11:23
        Moje dziecko jest bez porównania bardziej wyedukowane niż ja byłam w jej wieku (czy mądrzejsze, trudno ocenić). Lepiej czyta, lepiej liczy, ma większą wiedzę ogólną, jakieś pojęcie o dwóch językach obcych (ja nie miałam o żadnym). Z tym, że moje dziecko ma świeżo skończone 7 lat, więc trudno to uznać za sukces systemu edukacji.
        • joa66 Re: Z ciekawości.. 11.05.13, 11:59
          Z tym, że moje dziecko ma świeżo skończone 7 lat, więc trudno to uznać za sukces systemu edukacji.

          NIGDY poziom wykształcenia nie zależał tylko od szkoły.
          • tinywee Re: Z ciekawości.. 18.05.13, 02:00
            joa piszesz:
            'I specjalne dla tinywee, bo wiem, że wątpisz ;) - naprawdę czytają :) Tyle co "my" kiedyś" '

            Nie wątpię, że jest jak piszesz - szkoda tylko, że nie w moim doświadczeniu. W moim (na szczęście niewielkim, mam nadzieję w przeciwieństwie do Twojego) – nie czytają i niespecjalnie widzą potrzebę, choć czasem chodzą do najlepszych szkół. Albo uważają, że książki są głupie (tak jak młody, zresztą łebski i osiągający sukcesy w swojej dziedzinie zainteresowań, człowiek od Otella). A poza wszystkim, kompletnie nie czują obciachu, jeśli czegoś nie wiedzą. I to jest dla mnie – zgadzam się z Agatką z innego wątku – troglodytyzm. Ani obciachu ani potrzeby.
            Ale to już nie mój problem. Dowód osobisty odebrany, więc mogę powiedzieć, że uprawiłam ile mogłam tego ogródka, a czego się nie udało to już się raczej nie uda. Teraz idę uprawiać własny. I szczerze mówiąc mało mnie obchodzą cudze horyzonty i nikogo do niczego nie zamierzam przekonywać. Wystarcza mi, na mój własny użytek, przekonanie, że – aczkolwiek niewymierne i trudno sprowadzalne, do everestu czy innych poszczególnych kawałków informacji – te tak zwane horyzonty czy wiedza ogólna czy też, inaczej patrząc, wspólna płaszczyzna (common stock of knowledge?), gdzie można się spotkać, być może, to podglebie, na którym ma szanse wyrosnąć wiele innych rzeczy. Ba, a nawet jeśli nic nie wyrośnie, to i tak warto. Wiedzieć.
            • joa66 Re: Z ciekawości.. 18.05.13, 09:25
              Pisałam o swojej szkole dobrej, też wiele osób nie czytało w ogóle. :)

              Jedyna różnica, że kiedyś faktycznie człowiek się tego wstydził, a teraz nie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka