Dodaj do ulubionych

Raporty końcowe?

29.12.10, 08:46
Beznamiętnie i nie ubłagalnie zbliża się moment upublicznienia Raportu Końcowego MAK odnoszącego się do katastrofy smoleńskiej.
W Polsce polityczna biegunka nasila się z każdym dniem.
Z pewnym zażenowaniem słucham o publikacji Raportu Polskiego (?) ukazującego przyczyny tej katastrofy.
A już całkowicie nie mieści mi się w głowie Raport który ma opublikować zespół Macierewicza.

No więc tak!
Raport Komisji MAK (oficjalnego przedstawiciela ICAO) będzie poważnie traktowany jedynie przez Organizacje Międzynarodowe.
Polska olewa go chłodnym, zimowym moczem bowiem nie spełnia on naszych oczekiwań bowiem wszystkie czynniki mające istotny wpływ na katastrofę są po naszej stronie.
Nie rozważam tu winy czy odpowiedzialności - o tym pisałem już kilkakrotnie.

No więc po pierwsze, piąte i dziesiąte "przyczyny systemowe":

- lotnictwo wojskowe i zasady w nim obowiązujące są dalekie od zasad obowiązujących lotnictwo cywilne. Wojsko ze swojej natury nastawione jest na ryzyko (ryzykanctwo?), bez ryzyka bowiem niewielka jest przydatność obronna wojska, stąd tolerowanie naruszania podstawowych zasad bezpieczeństwa w imię wykonania zleconego zadania. Ryzykowanie własnym życiem w imię wypełnienia zadania jest podstawą funkcjonowania każdej armii. I nie jest to niczym nadzwyczajnym gdy w grę wchodzi obrona Ojczyzny! Błąd systemowy polega na powierzeniu wojskowym zadań cywilnych, gdzie przesunięto środek ciężkości z wykonania zadania na bezpieczeństwo wykonania. I to bezpieczeństwo jest priorytetem, a nie samo wykonanie zadania.

- systemowe ignorowanie wyszkolenia na rzecz oszczędności finansowych jest, moim zdaniem, drugim błędem systemowym. Żołnierz przestaje być podmiotem, staje się "mięsem armatnim", przedmiotem w grze wojennej. Widać to dobitnie w nienaszych wojenkach poza granicami Polski. Dobitnie dał temu wyraz gen. Skrzypczak i tym samym skreślił siebie samego. Pozostali wolą zachować dyskretne milczenie, aby nie podzielić jego losu. To milczenie i spolegliwość umożliwiła np. gen. Błasikowi błyskawicznie awansować na kolejne stopnie generalskie a ten tragiczny lot był jego lotem po czwartą gwiazdkę generalską.

- do tych przyczyn systemowych zaliczyć również trzeba "kompetencyjność". Dwa ośrodki władzy: prezydencki i rządowy walczyły nieustannie o palmę pierwszeństwa a w gruncie rzeczy o kompetencje.
Brak dokładnych regulacji i perfekcyjnego rozgraniczenia kompetencji - do dnia dzisiejszego nie pozwolił na dokładne określenie, kto na jakim etapie i w jakim zakresie odpowiadał za zorganizowanie tej wyprawy. A dokumenty pisane (czyli dokładnie ukazujące poszczególne etapy przygotowań) nie mogą ujrzeć światła dziennego. Dlaczego akurat one muszą pozostać tajne łamane przez poufne? W imię dobrego samopoczucia jednych i niekalania pamięci innych?

Jak sądzę te trzy przyczyny "systemowe" wyjaśniają powód katastrofy po stronie polskiej - i w żaden sposób nie da się w to wmanewrować Rosjan.

Niejako rykoszetem tych systemowych błędów i zaniedbań stało się to wszystko co nastąpiło dnia 10 kwietnia 2010 roku. W tym dniu bowiem wszystko co najgorsze skumulowało się w czasie tych tragicznych 80 minut. Gdyby bowiem nie zaistniała tylko jedna z tych wymienionych przeze mnie przyczyn - do katastrofy by nie doszło.

Gdyby bowiem załoga była cywilna - nie podjęłaby żadnego ryzyka, bowiem tak szkoleni są piloci cywilni.

Gdyby szkolenia naszych lotników odbywały się zgodnie z zasadami, zgrana załoga znająca swoje miejsce w szyku i prawidłowo oceniająca sytuację również nie podjęłaby nawet próby podejścia.

Gdyby owe dwa ośrodki władzy potrafiły ze sobą normalnie współpracować przestrzegając wzajemnie wszelkich procedur formalnych i czasowych związanych z organizacją i przygotowaniem lotu, byłaby wystarczająca rezerwa czasowa na lądowanie na lotnisku zapasowym i spokojne kontynuowanie zaplanowanej uroczystości.

A wina Rosjan? Jest - owszem!
W okresie pewnego ocieplenia stosunków, kroków wykonanych przez obie strony na spotkanie z prawdą historyczną Rosja nie chciała tego przekreślić. Dbając o swój wizerunek na arenie, może nie międzynarodowej, ale europejskiej na pewno - obawiała się prowokowania skandalu związanego z uniemożliwieniem stronie polskiej odbycia uroczystości zgodnie z planem.
A więc niejako z tej obawy zezwoliła na wykorzystanie nieczynnego lotniska wojskowego, zabroniła obsłudze naziemnej zakazywania lądowania pozostawiając ostateczną decyzję w rękach Polaków.
I to jest najpoważniejszy błąd strony rosyjskiej.

Drugim błędem było potraktowanie strony polskiej jako poważnego, rzetelnego partnera w prowadzeniu badania przyczyn katastrofy. Bardzo szybko bowiem pokazaliśmy na co nas stać!

A w tym wszystkim najbardziej przerażające jest to, że katastrofa ta obnażyła nasze najgorsze narodowe cechy, naszą indolencję, nasze "niedowładztwo".

Katastrofa ta pokazała, że nie potrafimy z godnością przyjmować krytycznych osądów a jedyne co potrafimy to dzielnie trzymać się stołków lub jeszcze dzielniej o nie walczyć...
I to wszystko z imieniem Boga, Honoru i Ojczyzny na ustach.
Obserwuj wątek
    • absurdello Zgadzam się ale ... 29.12.10, 14:12
      to co podano o scysji na temat odlotu i niechęci kpt Protasiuka do złamania procedur upewnia mnie, że on tam nie planował wcale lądować a całe podejście miało na celu realizację powiedznie "by wilk był syty i owca cała" ... załoga była owcą.

      Tyle, że przez brak pełnej informacji o ukształtowaniu terenu doszło do błędu (niezamierzonego) w miejscu rozpoczęcia odejścia i nadmiernego przyziemienia na zadrzewionym terenie.

      Dla mnie oni się poślizgnęli na tych 100m, bo ich TAWS rozproszył dając dwa PULL UP, PULL UP na wysokości 100m gdzie nie było żadnego zagrożenia. Pierwsze PULL UP zagłuszyło do tego pierwszy odczyt 100m nawigatora (pokrywają się czasowo) i 2 pilot dopiero kolejne 100m potraktował jak miejsce do rozpoczęcia odejścia, a to było 475m dalej, co powodowało zupełnie inne warunki terenowe i zwariowanie RW.

      Nieznajomość terenu spowodowała, że pilot zrobił odejścia natychmiast tylko z opóźnieniem kilku sekund a to na tamtym terenie oznaczało życie albo śmierć.
      • jot-es49 też się zgadzam, ale... 29.12.10, 14:33
        Ty raczysz wracać do samej końcówki tego historycznego lotu, ja zaś zastanawiam się nad tym wszystkim co na długo wcześniej miało miejsce...
        Końcówka to tylko rykoszet, jak napisałem, tych wszystkich systemowych niedociągnięć - wcześniej czy później do tego musiało dojść. Potrzebne były tylko dodatkowe okoliczności takie jak pośpiech, fatalne warunki pogodowe i kilku Ważniejszych Od ...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka