prof. M. Wnuk potwierdza kompetencje Biniendy.

23.05.12, 11:07
Lemingi co nie rozumieją na czym polegają kompetencje w jakiejś dziedzinie,
mają kolejną osobę do opluwania.
Szczególnie, że po drugiej stronie są tuzy intelektu jak: Artymowicz, Łoziński czy Wałęsa.


Z prof. Miłoszem (Michaelem) Wnukiem, fizykiem z Uniwersytetu Wisconsin w Milwaukee i przewodniczącym Rady Polskiej Fundacji Kultury Amerykańskiej im. Ignacego Jana Paderewskiego, rozmawia Piotr Falkowski


Jak Pan się zetknął z faktami podważającymi oficjalne raporty na temat katastrofy smoleńskiej?
- Pracowałem w komisji, która badała katastrofę promu Columbia. Tam są elementy nawet trochę podobne do katastrofy smoleńskiej. Właśnie stamtąd znam prof. Wiesława Biniendę, który wykonał obliczenia na temat jej przebiegu.

I jak Pan je ocenia?
- Bardzo dobrze. On zrobił to, co do niego należy, czyli symulację komputerową. Myślę jedynie, że miał może za mało danych. Powinien te prawdziwe dane zdobyć i słyszałem, że chciał. Widzę, że Binienda jest jakby na granicy zdrowego rozsądku i matematyki. Twierdzi, że brzoza nie mogła uciąć skrzydła oraz że nawet gdyby się tak stało, to ten kawałek skrzydła nie upadłby tak daleko. Sądzę, że wszystko trzeba jeszcze raz sprawdzić, by wyeliminować sprzeczności w oficjalnych ustaleniach. Może nie we wszystkim Binienda ma rację, ale prawie we wszystkim.



Wywiad
    • absurdello Z tym wnioskowaniem, że jak pracował przy Columbii 23.05.12, 11:22
      to ma rację we wszystkich innych tematach jest jak z wnioskowaniem o ilości tych co zginęli w danym wypadku, na podstawie innego wypadku ...

      Poza tym dokąd p. B. nie ujawni pełnej drogi od założeń do animacji, to wiarygodność jego w tej sprawie jest żadna (szczególnie, że wiadomo, że rzeczywiste dane konstrukcyjne Tu154m nie są dostępne, a domysły, to nie to samo co rzeczywistość i nawet sprzęt za 10 mln $ tego nie zmieni:

      GARBAGE IN -> GARBAGE OUT

      W końcu pan B. nie robi tej symulacji by nią handlować (co by sugerowało ukrywanie szczegółów) tylko podobno z patriotycznego porywu serca, by wyjaśnić sprawę ...
      • ae911truthorg Nie pleć ignorancie. 23.05.12, 11:31
        absurdello napisał:

        > to ma rację we wszystkich innych tematach jest jak z wnioskowaniem o ilości tyc
        > h co zginęli w danym wypadku, na podstawie innego wypadku ...
        >
        > Poza tym dokąd p. B. nie ujawni pełnej drogi od założeń do animacji, to wiarygo
        > dność jego w tej sprawie jest żadna (szczególnie, że wiadomo, że rzeczywiste da
        > ne konstrukcyjne Tu154m nie są dostępne, a domysły, to nie to samo co rzeczywis
        > tość i nawet sprzęt za 10 mln $ tego nie zmieni:
        >
        > GARBAGE IN -> GARBAGE OUT
        >
        > W końcu pan B. nie robi tej symulacji by nią handlować (co by sugerowało ukrywa
        > nie szczegółów) tylko podobno z patriotycznego porywu serca, by wyjaśnić sprawę
        > ...

        Nie znasz się na tym.
        Jutro o 15 na Krakowskim Przedmieściu (jest spotkanie) zadaj pytanie Biniendzie.
        Idź ośmiesz się swoją niekompetencją.
        Nie masz pojęcia o zasadach stosowanych w obliczeniach konstrukcji, nawet tych najprostszych.
        "Ujawni drogi..." , no i co z tym zrobisz ?
        Na suwaku sprawdzisz ?
        Idź sprawdź chirurga jak robił operację na otwartym sercu, każ mu się wytłumaczyć.
        Żałosna istoto.
        • absurdello Niestety to ty pleciesz zamiast pomyśleć (co 23.05.12, 16:52
          nie boli)

          > Jutro o 15 na Krakowskim Przedmieściu (jest spotkanie) zadaj pytanie Biniendzie

          Świetna pora na spotkanie ... większość osób jest w pracy a do 14 czy 15, to pracują przeważnie pracownicy wykonujący mniej intelektualne prace (nic do nich nie mam oczywiście), więc oni nie zadadzą niewygodnych pytań.

          > Nie masz pojęcia o zasadach stosowanych w obliczeniach konstrukcji, nawet tych
          > najprostszych.

          Ale mam pojęcie o symulatorach i tym, że jak się da inny model czegoś (niby podobny), to wychodzą INNE wyniki mimo tego samego zakresu zmian parametrów wejściowych.

          Tak więc mi kitu nie wciskaj, że jak ktoś symuluje zderzenie skrzydła z drzewem, pomijając elementy istniejące pomiędzy zderzającymi się obiektami (klapy skrzelowe i ich mocowania), to mu wyjdzie to samo jakby je uwzględnił. Taki bajer to możesz p. Markowi Dąbrowskiemu a nie mnie wciskać.

          > "Ujawni drogi..." , no i co z tym zrobisz ?

          Nie ja, tylko ci co się zajmują tego typu symulacjami, CHOCIAŻBY DLA SPRAWDZENIA I POEKSPERYMENTOWANIA JAK RÓŻNE PARAMETRY WPŁYWAJĄ NA WYNIK SYMULACJI.

          Tworzenie innego modelu nie ma sensu, bo każdy model mimo, że tego samego, da inne wyniki.

          To trochę jakbyś z mojej dziedziny rzucając przykład badał wzmacniacz pod kątem różnych jego parametrów i było by ci zupełnie obojętne czy jest on jednostopniowy czy wielostopniowy, na oddzielnych tranzystorach czy na wzmacniaczach operacyjnych, bo przecież to wzmacniacz i to wzmacniacz więc wyniki powinny być identyczne.

          > Idź sprawdź chirurga jak robił operację na otwartym sercu, każ mu się wytłumaczyć.

          Widać jakie masz pojęcie o temacie:

          - operacja = naprawa serca fizycznie istniejącego

          - symulacja = badanie zachowania matematycznego modelu serca

          daj w modelu matematycznym inny przekrój czy rozkład naczyń wieńcowych i otrzymasz inne wyniki CHOCIAŻ TO SERCE I TO SERCE.

          > Żałosna istoto.

          Zerknij do lustra, zobaczysz gościa co nie ma innych argumentów jak inwektywy ...żenua.
          • don_eugenio Re: Niestety to ty pleciesz zamiast pomyśleć (co 23.05.12, 21:19
            absurdello napisał:
            > > Jutro o 15 na Krakowskim Przedmieściu (jest spotkanie) zadaj pytanie
            > Biniendzie
            > Świetna pora na spotkanie ... większość osób jest w pracy a do 14 czy 15,

            nie można zadawać pytań .Bydło od Sakiewicza i UBecja od Macierewicza pilnują aby tylko były pytania od wcześniej wytypowanych osób.
            Wszystkie spotkanie Biniendy są tylko z tzw.moherami ,a już studenci nie mają wstępu .nie mówiąc o naukowcach.Jedynie naukowcy zweryfikowani przez UBecję.No i takie matołki jak Marek Dąbrowski.
          • ae911truthorg Pleciesz, bo gdybyś umiał myśleć samodzielnie. 23.05.12, 21:46
            absurdello napisał:


            > Ale mam pojęcie o symulatorach i tym, że jak się da inny model czegoś (niby pod
            > obny), to wychodzą INNE wyniki mimo tego samego zakresu zmian parametrów wejści
            > owych.
            >
            > Tak więc mi kitu nie wciskaj, że jak ktoś symuluje zderzenie skrzydła z drze
            > wem, pomijając elementy istniejące pomiędzy zderzającymi się obiektami (klapy s
            > krzelowe i ich mocowania), to mu wyjdzie to samo jakby je uwzględnił. Taki baje
            > r to możesz p. Markowi Dąbrowskiemu a nie mnie wciskać.


            Jesteś ciemny jak tabaka w rogu.
            Może znasz chociaż takie rozumowanie ze szkoły ...podstawowej ?

            2<5<x<8 tzn., że x>2

            Tak samo jest ze skrzydłem i jego modelem. Tłumaczy to Binienda na video.
            Puść sobie z 10 razy, może zrozumiesz. Chociaż osobiście wątpię.


            >
            > > "Ujawni drogi..." , no i co z tym zrobisz ?
            >
            > Nie ja, tylko ci co się zajmują tego typu symulacjami, CHOCIAŻBY DLA SPRAWDZENI
            > A I POEKSPERYMENTOWANIA JAK RÓŻNE PARAMETRY WPŁYWAJĄ NA WYNIK SYMULACJI.
            >
            > Tworzenie innego modelu nie ma sensu, bo każdy model mimo, że tego samego, da i
            > nne wyniki.

            Jak wyżej.

            > To trochę jakbyś z mojej dziedziny rzucając przykład badał wzmacniacz pod kątem
            > różnych jego parametrów i było by ci zupełnie obojętne czy jest on jednostopni
            > owy czy wielostopniowy, na oddzielnych tranzystorach czy na wzmacniaczach opera
            > cyjnych, bo przecież to wzmacniacz i to wzmacniacz więc wyniki powinny być iden
            > tyczne.

            Nie znam się na elektronice, ale z tego co wiem z doświadczenia to liczy się efekt.
            Audiofila nie obchodzi na jakich podzespołach, ważne jaki dźwięk daje.
            Podobnie w przypadku mechaniki - badasz przypadek krytyczny, lub bardziej niekorzystny.
            Z tego wnioskujesz, że słabsze drzewo i mocniejsze skrzydło ulegną podobnemu zjawisku, skrzydło nie zostanie odłamane.
            Nie ma potrzeby udowodnienia ile drzazg odłupie się od brzozy.

            Martwisz się o sloty.
            Mówi o tym Binienda. Pokazuje, że nie zostały nawet minimalnie wgięte ! Widać to na zdjęciach.



            Pisałem ci o tym wszystkim, ale jesteś tępy jak trzonek i powtarzasz brednie nieustannie.

            ..żenua.
            • absurdello Re: Pleciesz, bo gdybyś umiał myśleć samodzielnie 23.05.12, 23:36
              > Nie znam się na elektronice, ale z tego co wiem z doświadczenia to liczy się efekt.

              Nie mówimy o efektach tylko o symulacji matematycznej pracy konkretnego obiektu czy przebiegi zjawiska, a na to struktura modelu ma wpływ (szczególnie jak model zawiera składowe nieliniowe czy nieciągłe).

              > Audiofila nie obchodzi na jakich podzespołach, ważne jaki dźwięk daje.

              Audiofila to osoba do dojenia z forsy pod pozorem wciskania mu "wysokiej jakości" ocenianej na podstawie:

              wysoka cena = wysoka jakość,

              choć w tym równaniu tylko lewa strona jest prawdziwa. Audiofil kupi złoty kabel sieciowy z 20000 zł za metr jak mu się wmówi, że to wpływa na dźwięk, a już zupełnie nie zauważa, że to gniazdko elektryczne, do którego wtyka wtyczkę, jest zasilane w ścianie najgorszej jakości przewodem z żyłami aluminiowymi utlenionymi przez lata braku konserwacji do granicy przewodzenia.

              > Podobnie w przypadku mechaniki - badasz przypadek krytyczny, lub bardziej nieko
              > rzystny.

              Jak zrobisz zbytnie uproszczenia, pomijając pewne elementy, które wydają ci się być nieistotnymi, to powodujesz, że przy symulacji nie wystąpią pewne zjawiska, które mogą mieć wpływ na wynik końcowy.

              A zapewniam cię, że wbicie elementu odchylającego klapę do wnętrza skrzydła spowoduje więcej szkody niż samo uderzenie drewna w powłokę. Ten odchylacz klapy musi wytrzymać ileś ton oporu powietrza i się nie zgiąć ani nie schować pod naciskiem. Jak go uderzysz, to działa jak nóż -> niszczy podłużnicę, do której jest przymocowany mechanizm wysuwania klapy i to jeszcze nim powłoka skrzydła uderzy w drzewo.

              Jak to pominiesz, to symulacja na pewno da inne wyniki.

              > Z tego wnioskujesz, że słabsze drzewo i mocniejsze skrzydło ulegną podobnemu zj
              > awisku, skrzydło nie zostanie odłamane.

              Nie. Wyobraź sobie faceta z gwoździem przymocowanym, na wysokości serca do klatki piersiowej wpadającego na drzewo.

              Jak pominiesz gwóźdź, to mimo prawidłowej symulacji materiału drzewa, faceta i samego zderzenia wynik symulacji (czy eksperymentu) będzie inny dla faceta niż w przypadku gdyby tego gwoździa jednak nie pomijać

              a popychacze odchylania klap skrzelowych, to właśnie taki gwóźdź ...

              > Nie ma potrzeby udowodnienia ile drzazg odłupie się od brzozy.

              Nie zajmujemy się ilością drzazg na brzozie tylko niedokładnym odwzorowaniem konstrukcji skrzydła.
              • calun_torunski mala korekta ... 24.05.12, 07:39
                >> Audiofila nie obchodzi na jakich podzespołach, ważne jaki dźwięk daje.

                >Audiofila to osoba do dojenia z forsy pod pozorem wciskania mu "wysokiej jakości" >ocenianej na podstawie:
                >wysoka cena = wysoka jakość,

                to duze uproszczenie - godne Biniendy, radze sprobowac samemu - choc to dluga droga i dosc kosztowna (choc mozna trafic na wiele okazji, redukujac koszty zakupu), za to dostarcza wiele przyjemnosci na lata, przy okazji pozwala nawet osobom pozbawionym talentu muzyczne mozliwosc obcowania z pieknem na co dzien, przezywac spotkania z legendami muzyki

                > choć w tym równaniu tylko lewa strona jest prawdziwa. Audiofil kupi złoty kabel sieciowy z > 20000 zł za metr jak mu się wmówi, że to wpływa na dźwięk, a już zupełnie nie zauważa,
                > że to gniazdko elektryczne, do którego wtyka wtyczkę, jest zasilane w ścianie najgorszej
                > jakości przewodem z żyłami aluminiowymi utlenionymi przez lata braku konserwacji do
                > granicy przewodzenia.

                takie kable sieciowe raczej sie nie zdarzaja - zreszta zanim sie kupuje kabel sieciowy, kupuje sie wlasna "elektrownie" czyli kondycjoner sieciowy, zasilacz itp, majace na celu zapewnianie wlasciwego zasilania wzmacniacza, no i tu i komponenty i pomiary fizyczne sa obiektywnie sprawdzalne, dopoki sie nie ma najprostszego stabilizatora zakup kabla powyzej 50 PLN to wyrzucone pieniadze

                zerszta audiofilem nie zostaje sie z marszu - zakupienie drogiego sprzetu to wyrzucone pieniadze, szpan, przede wszystkim wazna jest muzyka, potrzeba sluchania i przezywania muzyki, rozwijanie umiejetnosci sluchania, koncerty, poznawanie nowego repertuaru i nowych brzmien i trzeba zmenic kilka zestawow, by nauczyc uszy sluchania i dobrac sprzet do wlasnych predyspozycji

                dokladnie jak z pozostalymi zmyslami - np. kazda wytwornia zywnosci zatrudnia osoby specjanie szkolone w odkrywaniu i ocenie smakow - osoby te trafiajace po selekcji i odpowiednio szkolone sa dopowiedzialne za zapewnienie wlasciwego poziomu jakosci i stalosci smaku produktow

                kazdy laik deklaruje np. rozroznia Pepsi i Coke - rzeczywiscie po postawieniu dwoch szklanek przez testerami amatorami ponad 60% osob poprawnie wskazuje Pepsi i Coke. Jednak po postawieniu trzeciej szklanki poprawnosc wskazan spada drastycznie. Profesjonalisci od smakow zdaja ten test celujaco.


                • absurdello Nie mylmy audiofila z melomanem :) 24.05.12, 13:26
                  > to duze uproszczenie - godne Biniendy, radze sprobowac samemu

                  Akurat zawodowo mierzę też urządzenia audio (pro) więc mam pewne odniesienie :)

                  - choc to dluga droga i dosc kosztowna (choc mozna trafic na wiele okazji, redukujac koszty
                  > zakupu), za to dostarcza wiele przyjemnosci na lata, przy okazji pozwala nawet osob
                  > om pozbawionym talentu muzyczne mozliwosc obcowania z pieknem na co dzien, prze
                  > zywac spotkania z legendami muzyki

                  Mnie nie chodzi o piękno, bo to każdy odczuwa inaczej a sugerowanie się (czy kogoś), że jak będzie miał kabel sieciowy za 20000, to będzie miał lepszy dźwięk ze sprzętu niż przy użyciu kabla (fabrycznego, pomińmy samoróbki) za 15zł :)))

                  > z reszta audiofilem nie zostaje sie z marszu - zakupienie drogiego sprzetu to wy
                  > rzucone pieniadze, szpan,

                  Jak napisałem nie mylmy audiofila z melomanem :)

                  > przede wszystkim wazna jest muzyka, potrzeba sluchania i przezywania muzyki,
                  > rozwijanie umiejetnosci sluchania, koncerty, poznawanie nowego repertuaru i nowych
                  > brzmień

                  Tu pełna zgoda, trzeba być odbiorcą, jak to mówią, przygotowanym.

                  > i trzeba zmenic kilka zestawow, by nauczyc uszy sluchania i dobrac sprzet do wlasnych
                  > predyspozycji

                  A tu już niepełna zgoda, bo zestaw najwyżej może jakoś modyfikować istniejące nagranie (wprowadzać zniekształcenia podbarwiające lub odbarwiające dźwięk) choć powinien być przezroczysty. Dobieranie dźwięku do własnych predyspozycji jest raczej niecelowe, bo człowiek ma niejako zmienne predyspozycje (zależnie od nastroju, stanu zdrowia, zakatarzenia ;) słuch danej osoby też się zmienia (wystarczy nawet chwilowe zaatakowanie silnym dźwiękiem, niekoniecznie muzycznym by na jakiś czas mieć "odstrojone" ucho).

                  Poza tym odsłuchując nagrania robimy to w innych warunkach akustycznych niż ono było nagrywane (studio, sala koncertowa, plener), w innych (reżyserka jej wymiary, nagłośnienie) niż słyszał je realizator tworzący miks końcowy, a jeszcze bardzo często tzw. przestrzeń w utworze jest tworzona sztucznie (różne urządzenia efektowe: pogłos, echo) a odbiorca słucha tego jeszcze w innych, do tego jego sprzęt wprowadza swoje "korekcje" choć raczej nie powinien.
                  Przeważnie słuchacz nawet nie wie na jakim sprzęcie realizowano nagranie czy konsoleta była analogowa czy cyfrowa, czy nagrywano na 24bity/96kHz czy może tylko na 16bitów/44.1 kHz jakich mikrofonów używano, jak były rozstawione, czy realizator był artystą czy tylko chałturnikiem ze słuchem zniszczonym zbyt głośną muzyką.

                  W tym momencie sprzęt domowy najwyżej może tylko pogorszyć jakość tego co słyszymy. Może przyciąć pasmo, zniekształcić widmo dźwięku (statycznie i dynamicznie), wprowadzić jakieś dodatkowe dźwięki na skutek rezonansów mechanicznych w głośnikach kolumny.
                  Dodatkowe zniekształcenia wniesie też pomieszczenie mające własny czas pogłosu, różny dla różnych częstotliwości, własne rezonanse, które podbiją albo osłabią jakieś zakresy (to akurat można wyrównać korektorami graficznymi) częstotliwości.

                  Ogólnie, odbiorca nawet nie wie jak to co nagrywano brzmiało w oryginale niem przeszło przez "przewód" pokarmowy od instrumentu do jego ucha. Ocenia to raczej na zasadzie podoba się/nie podoba się.

                  Na samą jakość odbioru muzyki to wpływ ma głównie jakość samego nagrania, jego realizacji, wykonania a nie sprzęt odsłuchowy (nie mówię już o jakimś zupełnym badziewiu, które rżnie pasmo gdzie się da, jego charakterystyka częstotliwościowa przypomina zarys terenu na podejściu do lotniska w Smoleńsku czy i ma dynamikę rzędu 5 dB).

                  Oczywiście można tu jeszcze dodać odczucia estetyczne wynikające z wykonania urządzenia (obudowa, światełka, gałeczki) ale to już jest sprawa osobnicza: jeden potrzebuje kwadratowych gałek a innemu wystarczy zapalenie świecy by atmosfera była :))
                  • calun_torunski to widac sa jeszcze stadia posrednie 24.05.12, 15:24
                    meloman potrafi z kiepskiego dzwieku - np. radio, szumiaca plyta uzupelnic sobie dzwieki, tak jak je slyszal na koncercie dziesiec lat temu, gdzie wykonanie bardziej mu sie podobalo niz piec lat wczesniej ...

                    a teraz wchodza stadia posrednie i audiofile - ktorzy wiedza, ze nie sa w stanie odtworzyc brzmienia orkiestry (kilkadziesiat m kw zrodel akustycznych) w swoim mieszkaniu (nawet wytlumionym) i na swoim sprzecie - ale w ramach posiadanego budzetu pragna jak najblizej i najwierniej odtworzyc prawdziwe brzmienie, wiedzac, ze jest to kompletnie niemozliwe

                    skadinad w najlepszej sali koncertowej optymalny dzwiek slyszec moze tylko nieduza czesc sali - cala reszta znajduje sie w zlym miejscu

                    > A tu już niepełna zgoda, bo zestaw najwyżej może jakoś modyfikować istniejące n
                    > agranie (wprowadzać zniekształcenia podbarwiające lub odbarwiające dźwięk) choć
                    > powinien być przezroczysty.

                    a czy ja mowie cos innego ??? kazdy zestaw ma swoj sposob podbarwienia - w miare wolne od tego sa juz wylacznie bedace poza zakresem mozliwosci normalnego czlowieka

                    > Dobieranie dźwięku do własnych predyspozycji jest
                    > raczej niecelowe, bo człowiek ma niejako zmienne predyspozycje (zależnie od nas
                    > troju, stanu zdrowia, zakatarzenia ;) słuch danej osoby też się zmienia (wystar
                    > czy nawet chwilowe zaatakowanie silnym dźwiękiem, niekoniecznie muzycznym by na
                    > jakiś czas mieć "odstrojone" ucho).

                    ale to sa raczej chwilowe odstepstwa od sredniej - wynikajacej z budowy ucha, sluch oczywiscie mozna i zepsuc i trenowac

                    >
                    > Poza tym odsłuchując nagrania robimy to w innych warunkach akustycznych niż ono
                    > było nagrywane (studio, sala koncertowa, plener), w innych (reżyserka jej wymi
                    > ary, nagłośnienie) niż słyszał je realizator tworzący miks końcowy, a jeszcze b
                    > ardzo często tzw. przestrzeń w utworze jest tworzona sztucznie (różne urządzeni
                    > a efektowe: pogłos, echo) a odbiorca słucha tego jeszcze w innych, do tego jego
                    > sprzęt wprowadza swoje "korekcje" choć raczej nie powinien.

                    przede wszystkim realizator slyszy na sluchawkach lub monitorach studyjnych - a wiec w warunkach blizszych odsluchowi domowemu niz koncertowi

                    > Przeważnie słuchacz nawet nie wie na jakim sprzęcie realizowano nagranie czy ko
                    > nsoleta była analogowa czy cyfrowa, czy nagrywano na 24bity/96kHz czy może tylk
                    > o na 16bitów/44.1 kHz jakich mikrofonów używano, jak były rozstawione, czy real
                    > izator był artystą czy tylko chałturnikiem ze słuchem zniszczonym zbyt głośną m
                    > uzyką.

                    jak posluchasz sobie wczesnych nagran Pink Floyd to zobaczysz ile dzwieku tam nagrali, w tamtych czasach 99,99% nabywcow plyt PF nie mialo pojecia, za sa tam nagrane, obecne techniki nagraniowe rowniez przerastaja rozsadne budzetowa mozliwosci przetworzenia na dzwiek ale i takze zakres slyszalny przez czlowieka

                    > W tym momencie sprzęt domowy najwyżej może tylko pogorszyć jakość tego co słysz
                    > ymy. Może przyciąć pasmo, zniekształcić widmo dźwięku (statycznie i dynamicznie
                    > ), wprowadzić jakieś dodatkowe dźwięki na skutek rezonansów mechanicznych w gło
                    > śnikach kolumny.

                    i tak sie dzieje - nikt tego nie kwestionuje, stad zainteresowanie kosztownym minimalizowaneim tego zjawiska

                    > Dodatkowe zniekształcenia wniesie też pomieszczenie mające własny czas pogłosu,
                    > różny dla różnych częstotliwości, własne rezonanse, które podbiją albo osłabią
                    > jakieś zakresy (to akurat można wyrównać korektorami graficznymi) częstotliwoś
                    > ci.
                    >
                    > Ogólnie, odbiorca nawet nie wie jak to co nagrywano brzmiało w oryginale niem p
                    > rzeszło przez "przewód" pokarmowy od instrumentu do jego ucha. Ocenia to raczej
                    > na zasadzie podoba się/nie podoba się.

                    po raz kolejny - upraszczasz jak Binienda

                    > Na samą jakość odbioru muzyki to wpływ ma głównie jakość samego nagrania, jego
                    > realizacji, wykonania a nie sprzęt odsłuchowy (nie mówię już o jakimś zupełnym
                    > badziewiu, które rżnie pasmo gdzie się da, jego charakterystyka częstotliwościo
                    > wa przypomina zarys terenu na podejściu do lotniska w Smoleńsku czy i ma dynami
                    > kę rzędu 5 dB).

                    przy tym samym nagraniu - np. plycie CD, roznica tego co sie slyszy zalezy od sprzetu odsluchowego w sposob fenomenalny - szczegoly, barwa, przestrzen, wyrazistosc, potrafia zaskoczyc po przesluchaniu tego samego kawalka znanego od lat, na nowym sprzecie, to jest poza dyskusja

                    > Oczywiście można tu jeszcze dodać odczucia estetyczne wynikające z wykonania ur
                    > ządzenia (obudowa, światełka, gałeczki) ale to już jest sprawa osobnicza: jeden
                    > potrzebuje kwadratowych gałek a innemu wystarczy zapalenie świecy by atmosfera
                    > była :))

                    wybacz, ale testowalem to na zbyt wielu osobach, by przyznac ci racje


                    • ae911truthorg Całun sponiewierał absiego. 24.05.12, 17:06
                      Co z tego jak absurdalny propagandziarz nic nie zrozumie.
                      To typowy przykład zakapiorstwa intelektualnego, charakterystyczny dla MacMillerów.
                      Nawet w Wikipedii nie sprawdzi kto to audiofil.
                      Ja wiem, on nawet nie sprawdzi.
                      Melomanem to byłem ja, za młodu.
                      Nie mam słuchu muzycznego, żeby zostać audiofilem.
                      • calun_torunski niekoniecznie, biorac pod uwage, ze 98% ludzi 24.05.12, 17:15
                        slucha MP3 i jest z tym szczesliwa, audiofilstwo jest kompletnym marginesem, obszarem zapalencow

                        malo tego - wiele osob odczuwa dzwiek zbyt bogaty za nieprzyjemny i agresywny, wazniejszy jest dla nich rytm, niz szelesty i alikwoty

                        ale zeby posluzyc sie tym tematem - rozwazania Biniendy to wmawianie, ze z plyty akustycznej odtwarzanej na recznym gramofonie tubowym jest stanie policzyc miejsce i ksztalt sali koncertowej i pokazac, gdzie i jakiej marki instrumenty graly
                        • ae911truthorg Re: niekoniecznie, biorac pod uwage, ze 98% ludzi 24.05.12, 17:30
                          calun_torunski napisał:

                          > slucha MP3 i jest z tym szczesliwa, audiofilstwo jest kompletnym marginesem, ob
                          > szarem zapalencow
                          >
                          > malo tego - wiele osob odczuwa dzwiek zbyt bogaty za nieprzyjemny i agresywny,
                          > wazniejszy jest dla nich rytm, niz szelesty i alikwoty
                          >
                          > ale zeby posluzyc sie tym tematem - rozwazania Biniendy to wmawianie, ze z plyt
                          > y akustycznej odtwarzanej na recznym gramofonie tubowym jest stanie policzyc mi
                          > ejsce i ksztalt sali koncertowej i pokazac, gdzie i jakiej marki instrumenty gr
                          > aly

                          Zgadzam się z każdym słowem co do muzyki, nie co do Biniendy.
                          Porównanie jest błędne.
                          Jeżeli już, to Bienienda stwierdził, że grał ktoś na skrzypcach, a nie na saksofonie.
                          Uczyłem się długo w tej dziedzinie. Binienda jeszcze dłużej.
                          Można tylko podziwiać rzetelność tego co zrobił.
                          To jest poważny człowiek, z wyrobionym nazwiskiem.
                          O jego skromności i kompetencjach świadczy choćby to,
                          że uznał iż nic więcej w dziedzinie wyjaśniania OKOLICZNOŚCI katastrofy (bo tym się zajął),
                          nie może zrobić.

                          P.S.
                          Co do 98 %, o ile pamiętam z czasów jak się tym interesowałem, przeciętna to 16 000 Hz.
                          Powyżej ludzie nie słyszą, albo dużo słabiej. Pomijając kobiety, które odmiennie niż mężczyźni mają wyczulony słuch w górnych partiach ( z własnych doświadczeń ;).
                          • calun_torunski niekoniecznie, biorac pod uwage, ze 98% ludzi 24.05.12, 22:35
                            > Zgadzam się z każdym słowem co do muzyki, nie co do Biniendy.
                            > Porównanie jest błędne.

                            znaczy, ze jest perfekcyjnie dokladne - a ty nie potrafisz go zanegowac

                            > Jeżeli już, to Bienienda stwierdził, że grał ktoś na skrzypcach, a nie na sakso
                            > fonie.

                            owszem, mogl sie jeszcze upierac ze slyszy mooga na tej plycie akistycznej

                            > Uczyłem się długo w tej dziedzinie. Binienda jeszcze dłużej.

                            szkoda, ze bez efektow - oprocz propagandowych

                            > Można tylko podziwiać rzetelność tego co zrobił.

                            z tego to mozemy sie co najwyzej posmiac

                            > To jest poważny człowiek, z wyrobionym nazwiskiem.

                            jak g.. w betoniarce

                            > O jego skromności i kompetencjach świadczy choćby to,
                            > że uznał iż nic więcej w dziedzinie wyjaśniania OKOLICZNOŚCI katastrofy (bo tym
                            > się zajął),

                            on nie wyjasnia zadnych okolicznosci - on sie przyczepil do modelowania SKUTKOW katastrofy, o czym nie ma zielonego pojecia

                            > nie może zrobić.

                            on niczego w tej sprawie nie moze zrobic, jest po prostu zadufanym w sobie amatorem
                            nie osiagnal nawet I stopnia wtajemniczenia - swiadomosci wlasnych niekompetencji
                            >
                            > P.S.
                            > Co do 98 %, o ile pamiętam z czasów jak się tym interesowałem, przeciętna to 1
                            > 6 000 Hz.

                            mp3 i 16 khz - dobre !!!

                            > Powyżej ludzie nie słyszą, albo dużo słabiej.

                            nielicznie 30-latkowie, 40 - koniec na 14 kHz, 50 - gora 12 kHz, ale nie o to chodzi w mp3 - tylko o zlepianie probek - kompresje danych, w efekcie nie w najnizszych mp3 nie mozna odroznic klaskania od stukania kijkiem w parapet

                            > Pomijając kobiety, które odmienni
                            > e niż mężczyźni mają wyczulony słuch w górnych partiach ( z własnych doświadcze
                            > ń ;).

                            jestes kobieta ???
                            • kiks4 Nie dajmy się zwariować 24.05.12, 22:55
                              Kaczyński jest wytrawnym znawcą ludzkiej natury i potrafi sprawnie manipulować tłumami. Nie raz tego dowiódł. I tym razem też próbuje nami kręcić. Proszę zauważyć, że obecnie dyskutujący o katastrofie smoleńskiej skupiają się na wątku brzozy- czy w razie uderzenia skrzydłem o brzozę to pada brzoza czy odpada skrzydło. I mamy temat niekończących się sporów.
                              A ja pytam- co to ma za znaczenie dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy? Brzoza była narzędziem. Przyczyny były liczne i daleko od brzozy. Brzoza nie miała znaczenia- mogła być, mogło jej nie być- i tak do katastrofy by doszło.
                              To samolotu w tym miejscu nie powinno być. Dlaczego więc był? Był- bo musiał lądować, żeby Pan Prezydent nie spóźnił się na uroczystość w Katyniu.
                              A dlaczego mógłby się spóźnić? Bo nikt nie przygotował planu "B" na taki właśnie wypadek, na mgłę w Smoleńsku. Zatem kto nie przygotował? Ano ten, kto tę podróż przygotowywał- czyli zamawiający, Kancelaria Prezydenta.
                              I tu jest pies pogrzebany. Czy Macierewicz wspomina coś o Kancelarii? Nie, on z pomocą Biniendy weksluje temat na brzozę. Nie dajmy się wpuścić w maliny. Mówmy głośno i wyraźnie: Binienda, brzoza to ściema!
                              • calun_torunski swiete slowa - jak dotad historia lotnictwa 24.05.12, 23:02
                                nie zna przypadku unikniecia katastrofy samolotu klasy TU154M znajdujacego sie we mgle 6 metrow nad ziemia z daleko od osi i progu pasa startowego

                                brzoza, koza, mimoza - to szczegoly bez znaczenia

                                100% pewnosci, ze przywali w ziemie, zabijac wiekszosc - albo wszystkich na pokladzie
                              • ae911truthorg Brzoza dowodem sfałszowania czarnych skrzynek. 25.05.12, 10:30
                                o wartości raportów nie mówiąc. To nie jest zbyt skomplikowany wniosek, nawet dla ucznia liceum.
                                • calun_torunski Posty ae911tru dowodem sfałszowania rzeczywistosci 25.05.12, 10:40
                                  co tam liceum !!!!

                                  w przedszkolach katolickich na Podlasiu dzieci obudzone w srodku lezakowania recytuja bez zajakniecia - raport MAK g....no wart
                                  a raport Millera niech wezmie chol...ra
                                  zabili nam elite i w PiS zostaly same ciule bite
                      • absurdello Nie mam słuchu muzycznego ... audiofilem 24.05.12, 18:57
                        Audiofil (w swojej masie) nie potrzebuje słuchu tylko przekonania, że im droższy ma sprzęt tym lepiej słyszy ;)))

                        Jakiś czas temu miałem okazję obejrzeć w środku wzmacniacz kupiony jako audiofilski, za audiofilską cenę ... wszyscy się zachwycali jego dźwiękiem (to byli profesjonaliści, zawodowo zajmujący się dźwiękiem).. dokąd nie spalił bardzo drogiej kolumny głośnikowej.

                        Po rozebraniu okazało się, że to jakaś produkcja "Made in Garage", która nawet nie miała układu zabezpieczeń przed wystąpieniem napięcia stałego na wyjściu ani porządnego układu odłączania głośników ... tylko obudowę miał ładną ... z piękną niebieską diodą sygnalizującą włączenie zasilania ;))

                        Sam układ, który miał podobno dawać efekt wzmacniacza lampowego, okazał się być standardową lipą jaką można spotkać w czasopismach dla amatorów. Najdziwniejsze, że wszyscy słyszeli ten efekt choć w układzie nie było nic co by go dawało.

                        Siła sugestii jest straszna :))

                        Przy zasilaniu końcówki napięcie +/-50V i bezpiecznikach 6A na liniach zasilania okazało się, że rezystancja kolumny (dla prądu stałego) zabezpieczyła bezpiecznik przed uszkodzeniem ;)))

                        > Nawet w Wikipedii nie sprawdzi kto to audiofil.

                        Nie muszę, stykam się z nimi i nawet tak "poważne" źródło informacji jak Wikipedia nie zmieni mojego zdania o nich ;))
                        • ae911truthorg Nie masz kilku rzeczy. 24.05.12, 20:47
                          Piszesz ciągle o pseudo-audiofilach.
                          Znaczenie "2" z Wikipedii.
                          Nawet Bronek wie jak się douczać, spróbuj .
                          Ci o których piszesz, to kolekcjonerzy sprzętu uważanego za audiofilski.
                          Podstawowe kryterium - audiofil musi mieć słuch !!!
                          Pies tropiący musi mieć węch.
                          Ekspert od konstrukcji musi mieć wykształcenie w tej dziedzinie.
                          Elektronik jest głąbem z wytrzymałości materiałów i mechaniki.
                          Inżynier budowlany jest głąbem z elektroniki
                          Proste.
                          • calun_torunski Binienda musi umiec biniendzic 24.05.12, 22:51
                            na dowolny temat
                        • calun_torunski sorry absi ale mylisz audiofilstwo z wiejskim 24.05.12, 22:50
                          tuningiem

                          w dzisiejszych czasach firmy garazowe nie sa w stanie zaistniec z audiofilskimi cenami i kazdy nowy sprzet jaki sie pojawia jest rozkladany na kawalki i w obie internetu kazda proba takiego oszustwa szybko zostaje zdemaskowana - np. wkladanie odtwarzaczy budzetowych do wiekszej obudowy ... takie numery firma moze robic raz w zyciu - a potem wchodzi syndyk

                          to jest trudny rynek, wiele firm skonczylo zywot bankructwem, bo przeszacowalo chlonnosc rynku

                          w szczegolnosci w przypadku spalenia kolumn po prostu idzie sie do sadu - co zreszta nie wyklucza, ze w okreslonych warunkach brzmienie bylo OK - to sa dwie strony tego samego zagadnienia, ja ostatnio mialem problem z CDP - gral kiedy chcial, ale jak gral to czapki z glow ...

                          hochsztaplerstwo typu Binienda w tej chwili raczej dotyczy akcesoriow - jak np. zatyczki do nieuzywanych wyjsc, lakiery do plyt CD, ale w duzych klockach jest z czego wybierac u sprawdzonych producentow i nowa firma musi sie naprawde wysilic, zeby wejsc na rynek i nie zrobi popeliny

              • ae911truthorg Re: Pleciesz, bo gdybyś umiał myśleć samodzielnie 24.05.12, 11:57
                absurdello napisał:

                > > Nie znam się na elektronice, ale z tego co wiem z doświadczenia to liczy
                > się efekt.
                >
                > Nie mówimy o efektach tylko o symulacji matematycznej pracy konkretnego obiektu
                > czy przebiegi zjawiska, a na to struktura modelu ma wpływ (szczególnie jak mod
                > el zawiera składowe nieliniowe czy nieciągłe).

                To jest właśnie błędne rozumowanie. Zadaniem Biniendy było stwierdzenie, czy brzoza może
                urwać skrzydło. Dokonał dopuszczalnych uproszczeń i sprawdził efekt.
                Nie miał na celu idealnego odtworzenia zjawiska.
                Jeżeli most się zawali, to nie ma znaczenia czy odłamki będą spadać 3 czy 3,5 sekundy - mostu nie ma, co było do sprawdzenia.


                >
                > > Audiofila nie obchodzi na jakich podzespołach, ważne jaki dźwięk daje.
                >
                > Audiofila to osoba do dojenia z forsy pod pozorem wciskania mu "wysokiej jakośc
                > i" ocenianej na podstawie:
                >
                > wysoka cena = wysoka jakość,
                >
                > choć w tym równaniu tylko lewa strona jest prawdziwa. Audiofil kupi złoty kabel
                > sieciowy z 20000 zł za metr jak mu się wmówi, że to wpływa na dźwięk, a już zu
                > pełnie nie zauważa, że to gniazdko elektryczne, do którego wtyka wtyczkę, jest
                > zasilane w ścianie najgorszej jakości przewodem z żyłami aluminiowymi utleniony
                > mi przez lata braku konserwacji do granicy przewodzenia.

                Piszesz o pseudo-audiofilach, szpanerach.
                Ty taki jesteś - szpanujesz setkami słów odstającymi od logicznego myślenia i faktów.

                >
                > > Podobnie w przypadku mechaniki - badasz przypadek krytyczny, lub bardziej
                > nieko
                > > rzystny.
                >
                > Jak zrobisz zbytnie uproszczenia, pomijając pewne elementy, które wydają ci się
                > być nieistotnymi, to powodujesz, że przy symulacji nie wystąpią pewne zjawiska
                > , które mogą mieć wpływ na wynik końcowy.
                >
                > A zapewniam cię, że wbicie elementu odchylającego klapę do wnętrza skrzydła spo
                > woduje więcej szkody niż samo uderzenie drewna w powłokę. Ten odchylacz klapy m
                > usi wytrzymać ileś ton oporu powietrza i się nie zgiąć ani nie schować pod naci
                > skiem. Jak go uderzysz, to działa jak nóż -> niszczy podłużnicę, do której
                > jest przymocowany mechanizm wysuwania klapy i to jeszcze nim powłoka skrzydła u
                > derzy w drzewo.
                >
                > Jak to pominiesz, to symulacja na pewno da inne wyniki.

                Po pierwsze "element odchylający kalpę" jest skonstruowany tak, aby się chować bez niszczenia czegokolwiek. Co najwyżej sam może ulec zniszczeniu.
                To podstawy projektowania konstrukcji.
                Po drugie jak zwykle w twoim trollowaniu - sloty nie są zniszczone.
                Brzoza przeniknęła przez nie bez śladu, siejąc zniszczenie milisekundy później ?
                Robisz się śmieszny jak Artymowicz.


                > Nie zajmujemy się ilością drzazg na brzozie tylko niedokładnym odwzorowaniem ko
                > nstrukcji skrzydła.


                Odwzorowaniem wystarczająco dokładnym zajął się Binienda, ty pieprzysz bez sensu.
                Masz zerową wiedzę w tej dziedzinie, co wykazałem ci wcześniej.
                Nie masz śladu godności.
                Rosjanin wyszedł z odczytu w Pasadenie, nie mógł słuchać, ale nie chciał się ośmieszać
                zaprzeczeniami. Ty będąc ignorantem, wypowiadasz się udając fachowca.
                • absurdello Dalej się nie rozumiemy ... 24.05.12, 15:28
                  > To jest właśnie błędne rozumowanie. Zadaniem Biniendy było stwierdzenie, czy br
                  > zoza może urwać skrzydło. Dokonał dopuszczalnych uproszczeń i sprawdził efekt.

                  Wg mnie te uproszczenia diametralnie zmieniają wynik symulacji. W tym co on zrobił, to rzeczywiście mogło mu tak wyjść choć mnie osobiście nie przekonuje wizja obłej krawędzi skrzydła wykonanej z zagiętej blachy z niepełnym podparciem (żebra sądząc z rysunków w dokumentacji są na tym odcinku co ok. 40cm czyli porównywalne z grubością drzewa) ścinającej lite drewno.

                  Pominięcie klap skrzelowych a szczególnie ich wsporników łączących je z mechanizmami odchylania zamontowanymi wewnątrz skrzydła, usuwa możliwość zaistnienia pewnego typu uszkodzeń.

                  Może użyję analogii: Wyobraźmy sobie, że analizujemy następujący wypadek: Jeden samochód uderza w drugi wiozący pręty wystające poza tył samochodu. Kierowca z tyłu ginie bo się nadział na pręt (nie będący normalnym elementem wyposażenia samochodu z przodu).

                  Teraz ktoś chce zasymulować ten wypadek, bierze standardowe modele matematyczne obu typów samochodów i osób w nich zasiadających, dokładnie odtwarza parametry ruchu obu samochodów, kąt najazdu ... wykonuje prawidłową symulację, z odpowiednik krokiem czasowym ... i wychodzi mu, że jakby nie zmieniał parametrów, wybierał najsłabsze możliwe wersje materiału człowieka, brak ubrania na klatce piersiowej, ciężką osteoporozę, to w żaden sposób z symulacji nie wychodzi mu, ta dziura w sercu jaką znaleziono u kierowcy z tyłu.

                  Z czego wyciąga pewny wniosek, że zderzenie nie mogło być przyczyną śmierci kierowcy, a został on po fakcie zasztyletowany przez nieznanego sprawcę ...

                  A wszystko przez uproszczenie polegające na nieuwzględnieniu w modelu wypadku pręta sterczącego z bagażnika samochodu z przodu.

                  I w przypadku modelu pana B. (pokazanego na nagraniach z tych wykładów) jest to samo, on pominął wspornik-popychacz klapy, który wbity w momencie kolizji do środka skrzydła uszkadza jego strukturę wewnętrzną drastycznie zmniejszając wytrzymałość skrzydła na tym odcinku, a resztę załatwiają, działając wspólnie i w porozumieniu: siła nośna działająca na fragment skrzydła za miejscem kolizji, darcie blach poszycia i samo "siłowanie" się z drzewem.

                  Co do darcia poszycia, to chociażby na takim filmie reportera (chyba CNN) robionym następnego dnia po katastrofie są zbliżenia fragmentów leżących w okolicy tego ostatniego asfaltu, wśród drzew o które zaczepiał samolot. Widać tam, że ta blacha powłoki darła się jak papier.

                  > Nie miał na celu idealnego odtworzenia zjawiska.

                  No to się napracował bez sensu.

                  > Jeżeli most się zawali, to nie ma znaczenia czy odłamki będą spadać 3 czy 3,5
                  > sekundy - mostu nie ma, co było do sprawdzenia.

                  To nie jest dobre porównanie, lepszym było by czy w modelu mostu uwzględniliśmy wszystkie nity czy tylko co drugi.

                  > Piszesz o pseudo-audiofilach, szpanerach.

                  Mylisz audiofila z melomanem :))

                  > Ty taki jesteś - szpanujesz setkami słów odstającymi od logicznego myślenia i f
                  > aktów.

                  Oczywiście, ty zaś jesteś alfa i omegą, tyle, że nie zauważasz faktów niewygodnych, bo one mogły by zachwiać twój, jedynie słuszny oczywiście, pogląd na sprawę.

                  Wszyscy inaczej myślący, to kochankowie Anodiny (platoniczni czy już sypialni ;) i miłośnicy MAK-owca (bo z założenia nie może nikomu wychodzić ten sam wynik co im na podstawie tych samych danych ;))

                  > Po pierwsze "element odchylający kalpę" jest skonstruowany tak, aby się chow
                  > ać bez niszczenia czegokolwiek.


                  Tak, o ile jest chowany mechanizmem do tego przeznaczonym, a nie wbijany na siłę do środka będąc zablokowanym w pozycji otwarte. Zapominasz, że przy lądowaniu ta klapa jest odchylona i na nią działa siła naporu powietrza, a klapa się nie może z jego powodu zamknąć w sposób niekontrolowany.

                  Normalnie ta klapa odchyla się lub chowa w czasie nie większym niż 15s, więc liczenie, że samohamowny mechanizm schowa się w czasie setnych części sekundy, nie przenosząc sił zderzeniowych do wnętrza skrzydła jest chyba liczeniem na cud.

                  W dokumentancji technicznej są rysunki pokazujące mechanizm napędu klap i jego pominięcie to usunięcie tego pręta z przykładu z samochodami.

                  > Co najwyżej sam może ulec zniszczeniu.

                  Tiaa, w ułamku sekundy ;)))

                  > To podstawy projektowania konstrukcji.

                  Chyba nie tych ;))

                  > Po drugie jak zwykle w twoim trollowaniu - sloty nie są zniszczone.

                  Widzę, że masz podobny zasób wiedzy o tym samolocie jak i p. Binienda.

                  Fragment skrzydła był urwany przy żebrze nr 28 a to wypada na granicy 2 i 3 sekcji klap slotowych (licząc od końca skrzydła), więc jak miały zostać uszkodzone przy kolizji ??
                  Za to w tym miejscu jest mechanizm odchylający klapy i te wsporniki, o których mówię.

                  Proponuję więcej czytać dokumentacji samolotu niż bajek o trollach ;)))

                  > > Brzoza przeniknęła przez nie bez śladu, siejąc zniszczenie milisekundy później

                  Kładę powyższe zdanie karb nieznajomości konstrukcji skrzydła ;)))

                  > Robisz się śmieszny jak Artymowicz.

                  Wolę śmiesznego Pawła Artymowicza od nieśmiesznego ciebie, on przynajmniej myśli.

                  > Masz zerową wiedzę w tej dziedzinie, co wykazałem ci wcześniej.

                  A ja wykazałem, że ty wiesz zero o tym samolocie, nawet ci się nie chciało dokumentacji przestudiować.

                  > Nie masz śladu godności.

                  Zabrakło ci argumentów merytorycznych ???

                  > Rosjanin wyszedł z odczytu w Pasadenie, nie mógł słuchać, ale nie chciał się ośmieszać

                  No właśnie, nie mógł słuchać głupot o STUTONOWYM SAMOLOCIE i zatrzymywaniu obrotu silnikami czy podobnych "precyzyjności"

                  A może nie chciał ośmieszać prowadzącego ?

                  > zaprzeczeniami. Ty będąc ignorantem, wypowiadasz się udając fachowca.

                  Za to ty jesteś znawcą co nawet nie zna konstrukcji skrzydła samolotu ani opisu jego uszkodzeń ale pouczasz wszystkich dookoła co mają myśleć, mówić i jakie wnioski wyciągać ;)))
                  >
                  • ae911truthorg Ja ciebie rozumiem. 24.05.12, 17:16
                    Tyle, że głupstwa pleciesz i nic do ciebie nie dociera.

                    > Mylisz audiofila z melomanem :))


                    Akurat ty mylisz, sprawdź chociaż w Wikipedii.
                    Audiofil to człowiek ze słuchem przynajmniej muzycznym.
                    Później szpanerzy zaczęli nazywać siebie audiofilami, dowodem czego miał być
                    drogi sprzęt.
                    Meloman to miłośnik, a nie ekspert.
                    Cała reszta twojego wywodu to bajdurzenie przedszkolaka.
                    Nie ucz mnie mechaniki, bo się ośmieszasz. Możesz spróbować elektroniki, chociaż nie wróżę sukcesów ;) - kompletnie nie moja bajka.
                    • absurdello Re: Ja ciebie rozumiem. 24.05.12, 19:11
                      > Audiofil to człowiek ze słuchem przynajmniej muzycznym.

                      Może w pobożnych życzeniach ale w praktyce, to osoba zastępująca ten parametr protezą w postaci bardzo drogiego (co nie oznacza z automatu bardzo dobrego) sprzętu, na której żerują różni handlarze złudzeń jak tu :)

                      Krótkie kabelki głośnikowe w długiej cenie ;)))

                      > Później szpanerzy zaczęli nazywać siebie audiofilami, dowodem czego miał być
                      > drogi sprzęt.

                      Tiaaa, a teraz jest 99.9999 % szpanerów i 0.0001% tych co rzeczywiście słyszą (szczególnie po ogólnie ogarniającej nas "obróbce" hałasem) ...

                      > Nie ucz mnie mechaniki,

                      Przecież ja cię nie uczę tylko zwracam uwagę co pan B. pominął w modelowaniu ;)))

                      > Możesz spróbować elektroniki, chociaż nie wróżę sukcesów

                      Wszystkiego się można nauczyć, kwestia tylko by się nie uprzedzać :))
                      • ae911truthorg Czy masz podstawową wiedzę ? 24.05.12, 20:35
                        Nie umiem latać i nie chcę próbować.
                        Wiem, że ty chcesz i próbujesz, ale wyniki są żałosne.
                        Ponieważ jesteś leniem to :

                        Audiofil (z łac. audio "słyszę"[a], z gr. philos "kochający") – osoba szczególnie zainteresowana wysoką jakością odtwarzanego dźwięku i posiadaniem sprzętu odtwarzającego najwyższej klasy[1]. Wg innych źródeł audiofile to grupa konsumencka kupująca najdroższy domowy sprzęt nagłaśniający[2].



                        > Przecież ja cię nie uczę tylko zwracam uwagę co pan B. pominął w modelowaniu ;)
                        > ))

                        To jest uczenie, na pierwszy rzut oka widać co Binienda pominął.
                        Są to nieistotne szczegóły.
                        Ach, zapomniałem..ty znasz się lepiej i widzisz czego inni nie widzą ;)))
                        Opanowałeś już tajemną wiedzę na temat różnicy wspornik-belka ?
                        Wiesz na czym polega metoda elementów skończonych ?
                        Rozwiązałeś chociaż jedno zadanie z tego tematu, najprostsze ?
                        Czy wiesz jakie są stany graniczne ?
                        Masz w pigułce:

                        16.Stany graniczne konstrukcji budowlanych

                        Stan graniczny konstrukcji należy utożsamić z takim stanem , po osiągnięciu którego ustrój konstrukcyjny lub jego element składowy przestają odpowiadać założonym wymaganiom realizacji lub użytkowania.

                        Ogólne stany graniczne można podzielić na:

                        · Stan graniczny nośności (SGN) – odpowiadające max nośności konstrukcji lub świadczące o całkowitej jej nieprzydatności do eksploatacji. Stan ten może być spowodowany:

                        - utratą równowagi występującą w części lub w całości ustroju traktowanego jako ciało sztywne

                        - zniszczeniem krytycznych przekrojów konstrukcji w wyniku wyczerpania nośności ustroju

                        - przekształceniem się ustroju w mechanizm, co prowadzi do jego zniszczenia

                        - utratą stateczności w wyniku nadmiernych odkształceń

                        - zniszczeniem przekrojów z powodu zmęczenia materiału (stali zbrojeniowej sprężającej lub betonu w elementach konstrukcji, w wyniku działania obciążeń wielokrotnie zmiennych)

                        Sprawdzenie stanów granicznych nośności polega na wykazaniu, że w każdym miarodajnym przekroju w (w elemencie) konstrukcji, przy każdej kombinacji oddziaływań obliczeniowych spełniony jest warunek:

                        Sd<Rd gdzie Sd- siła wew wywołaną tymi oddziaływaniami

                        Rd – odpowiednia nośność obliczoną przy założeniu, że wytrzymałości mat gran ica plastyczności stali osiągają wartości obliczeniowe.

                        SGN stwarzają niebezpieczeństwo wystąpienia awarii, czyli dużych strat mat, oraz zagrażają życiu ludzkiemu

                        · Stan graniczny użytkowalności (SGU) – odpowiadające kryteriom, związanym z eksploatacją i trwałością konstrukcji. SGU to stany mające negatywny wpływ na przydatność konstrukcji. Są one spowodowane :

                        - nadmiernymi odkształceniami i przemieszczeniami ustroju

                        - zarysowaniem połączonym z wystąpieniem rys o nadmiernej szerokości

                        - zbyt dużymi naprężeniami

                        Do SGU sprawdzanych według zasad normowych należą:

                        - SGN (nośności) – sprawdzenie tego stanu wykonuje się w obliczeniowej sytuacji początkowej konstrukcji sprężonych.

                        - SGZ (zarysowania) – polega na wykazaniu, że występujące w konstrukcji siły zew wyznaczone dla kombinacji obciążeń nie powodują rozwarcia rys prostopadłych do osi elementu i rys ukośnych większych od szerokości uznane za graniczne.

                        - SGU (ugięć) – polega na wykazaniu, że występujące w konstrukcji siły wew wyznaczone dla kombinacji obc nie powodują ugięć większych od uznanych za graniczne ze względu na przeznaczenie budowli, możliwości uszkodzenia elementów przylegających do konstrukcji, estetykę, oraz poczucie zagrożenia i bezpieczeństwa użytkowników.

                        Wymagania bezpieczeństwa i zasady projektowania

                        METODA STANÓW GRANICZNYCH - zawiera analizę konstrukcji w fazie użytkowania i w fazie -zniszczenia.

                        Założenia:

                        1. Naprężenia w stali rozciąganej są równe fyd .

                        2. Beton rozciągany nie pracuje.

                        3. Wykres naprężeń w betonie jest prostokątny o wartości a* fcd (współczynnik a uwzględnia niekorzystny sposób przykładania obciążenia oraz wpływ obciążenia długotrwałego)

                        4. Względna wysokość strefy ściskanej x = x/ d < xlim

                        warunek ten wynika z racjonalnego wykorzystania stali

                        Bezpieczeństwo konstrukcji zostało zapewnione przez przyjęcie częściowych wsp. bezpieczeństwa:

                        · materiałowych

                        Dla betonu przy obliczaniu wytrzymałości obliczeniowej na ściskanie fcd i na rozciąganie fctd przyjmuje się następujące współczynniki:

                        acc - wsp. uwzględniający wpływ obciążenia długotrwałego, niekorzystny efekt sposobu przyłożenia obciążenia, a w przypadku słupów również wpływ małych przekrojów, na wytrzymałość obliczeniową betonu na ściskanie

                        act - wsp. uwzględniający wpływ obciążenia długotrwałego oraz niekorzystny efekt sposobu przyłożenia obciążenia na wytrzymałość obliczeniową betonu na rozciąganie

                        gc - częściowy współczynnik bezpieczeństwa dla betonu

                        fcd=acc*fck/gc

                        fctd=act*fctk/gc

                        Najczęściej, gdy nie ma nietypowych sytuacji, współczynniki te przyjmuje się acc i act=1,0.

                        Wyjątek stanowią sytuacje związane z faktem wymiarowania elementów konstrukcyjnych o wyjątkowym znaczeniu, których zniszczenie pociągałoby za sobą katastrofalne skutki społeczne i materialne.

                        Częściowy współczynnik bezpieczeństwa przyjmuje się równy:

                        1. W sytuacji trwałych i przejściowych

                        gc = 1.5 - dla konstrukcji żelbetowych i sprężonych

                        gc = 1.8 - dla konstrukcji betonowych

                        2. W sytuacji wyjątkowej

                        gc = 1.3 - dla konstrukcji żelbetowych i sprężonych

                        gc = 1.6 - dla konstrukcji betonowych



                        Dla stali obliczeniową granice plastyczności fyd wyznacza się dzieląc charakterystyczną granicę plastyczności przez częściowy współczynnik bezpieczeństwa gs równy:



                        1. W sytuacjach przejściowych i trwałych

                        gs = 1.15

                        2. W sytuacji wyjątkowej

                        gs = 1.0
                        • absurdello Re: Czy masz podstawową wiedzę ? 24.05.12, 21:44
                          Mnie nie interesuje definicja audiofila, bo ta jest szczytna i oh, ah, tylko rzeczywistość, a tę z doświadczenia znam.

                          I problem nie w zainteresowaniu jakością dźwięku (co oczywiście jest zrozumiałe) tylko tym, że wielu mierzy jakość ceną (jak kiedyś, że tylko to radio jest dobre, które jest duże i ciężkie ;)).

                          > To jest uczenie, na pierwszy rzut oka widać co Binienda pominął.
                          > Są to nieistotne szczegóły.

                          To są istotne szczegóły - jak pominiesz coś co może wybić dodatkową, osłabiającą konstrukcję dziurę, to otrzymasz inny wynik niż w rzeczywistości choćbyś nie wiem jak precyzyjnie odtworzył parametry zderzania, to brak wystającego elementu zmieni wyniki.

                          I nie mów mi, że taki model

                          ) |||

                          -----> V

                          czyli skrzydło-brzoza, da identyczne wyniki jak model

                          ) --) |||

                          ----> V

                          czyli skrzydło, wspornik, klapa - brzoza

                          A tu masz filmik, z badań samolotu, widać, że jednak nawet cieńszy od brzozy słup telegraficzny obcina końcówkę skrzydła



                          > Ach, zapomniałem..ty znasz się lepiej i widzisz czego inni nie widzą ;)))

                          Już było paru takich (niby z renomowanych firm) co mnie mieli za nic (no bo co może inżynierek z Polski, jak oni są z firmy co to ma siedziby w trzech krajach), tyle, że potem na moje wyszło i w końcu ja więcej wiedziałem o ich wyrobie niż ci co go przyjechali uruchamiać u nas (najbardziej "radosne" było jak ci co przyjechali nie posiadali nawet na swój użytek dokumentacji urządzenia i dosyłano im z zagranicy fragmenty faksem ;)))

                          > Czy wiesz jakie są stany graniczne ?

                          Problem nie jest w stanach granicznych tylko w innej konstrukcji tego co jest w modelu i tego co jest w rzeczywistości. W uproszczonym modelu "bez bolca" mogło mu tak wyjść jak mu wyszło choć wg tego filmu wyżej nawet ten wynik nie jest pewny (patrz słup telegraficzny działający na koniec prawego skrzydła).

                          Poza tym to co przytoczyłeś dotyczy konstrukcji litej, nie robisz przecież warstwy-powłoki z betonu (wypełniającego całą przestrzeń przekroju poprzecznego) jakbyś to robił z blachy aluminiowej ?

                          Różnica jest jak uderzenie w puszkę pustą i wypełnioną zastygniętym betonem, w obu przypadkach z zewnątrz jest puszka, a doznania przy uderzeniu jakby różne.

                          A za informację dziękuję, zawsze coś nowego, choć nie wiem czy będę miał okazję wykorzystać tę wiedzę :)
                          • ae911truthorg Re: Czy masz podstawową wiedzę ? 24.05.12, 22:05
                            OK,uważasz że na PW tylko na elektronice uczą zawodu, reszta to głąby.
                            Na zdrowie.
                            • absurdello A gdzieś tak napisałem, że tylko na Elektronice ? 25.05.12, 13:12
                              ??????????
                              • kiks4 Ja nie jestem profesorem ale swoje wiem 25.05.12, 18:47
                                Zbierając wszystkie dostępne informacje zbudowałem następujący model katastrofy:
                                Wybuch był- bo tak wskazują sondaże uliczne podczas comiesięcznych uroczystości pod Pałacem Namiestnikowskim, tylko odgłosu wybuchu nie zarejestrowały mikrofony w kabinie i nie skomentowali odgłosu wybuchu piloci. Jak to wyjaśnić: bardzo prosto- Amerykanie jak wiadomo od dawna pracują nad niewidzialnymi samolotami typu Stealth. Kilka modeli już wprowadzono na uzbrojenie. Ale niewidzialny samolot nic nie byłby wart, gdyby podwieszone pod skrzydłami bomby były widoczne. Więc opracowano także niewidzialne bomby. Do kompletu trzeba było opracować także kombinezony- niewidki dla załogi, bo widok ludzi szybujących na niebie sygnalizowałby wrogowi, że gdzieś koło nich jest także samolot.
                                Rosjanie- jak wiadomo- natychmiast wykradają amerykańskie rozwiązania i udanie kopiują.
                                Więc w trakcie postoju Tutki tydzień wcześniej, gdy przyleciał nią ten ryży Tusk, ekipa Rosjan w kombinezonach- niewidkach niezauważona weszła na pokład wnosząc bomby. A dokładniej jedna bombę umieszczono w bufecie, licząc na wzmocnienie efektu eksplozji przez bombki prezydenckie.
                                Drugą bombę umieszczono w lewym skrzydle po rozmontowaniu blach za pomocą niewidzialnego śrubokręta.
                                No i najważniejsze na koniec: niewidzialne bomby cechują się tym, że wybuchają z ogromną siłą ale całkiem bezgłośnie. I nie pozostawiają ani śladów niedopalonego materiału wybuchowego ani nie rozrywają krawędzi blach w charakterystyczny dla eksplozji sposób.
                                Teraz już wszystkie niejasności są wyjaśnione, można pisać końcowy raport
    • calun_torunski teza o dowolnym przenoszeniu kompetencji pomiedzy 23.05.12, 11:24
      dziedzinami jest bledna

      sugeruje takze uwazne przeczytanie wywiadu i nie korzystanie z niego jak z cepu do mlocenia - bo jego wymowa jest watpliwa

      Wnuk mowi wyraznie o braku danych i dzialaniu na granicy rozsadku (cokolwiek by to mialo znaczyc)

      ani Wnuk ani hochsztapler Binienda nie maja pojecia o modelowaniu zderzen w przypadku obiektow niejednorodnych, nie maja tez pojecia o aerodynamice

      i po co klamac ???
    • don_eugenio Re: prof. M. Wnuk potwierdza kompetencje Biniendy 23.05.12, 11:34
      dotarłem do list specjalistów wyjaśniajacych "Colambię"(około 200)nazwisk i nie ma tam nazwisk
      ani Binienda ani też Wnuk.Powyższe listy były tutaj w swoim czasie publikowane.
      Tak że to kolejny (chyba) kłamca udający fachowca.
      Nie mam tylko wykazu szoferów co zwozili pikapami cząstki w/w wahadłowca .Bo może na tym ich współpraca polegała.
      To tak samo jak sprzątaczka w budynkach NASA może mówić że współpracuje z w/w instytucją.
      Ilu jeszcze hochsztaplerów tutaj nam UBecja od Kaczyńskiego przyśle?
    • drobnicakurica Re: prof. M. Wnuk potwierdza kompetencje Biniendy 24.05.12, 16:26
      Polscy naukowcy aprobują badania Biniendy. Naukowcy, doktoranci i studenci polskich wyższych uczelni technicznych, zebrani wczoraj na Uniwersytecie Jagiellońskim, po zapoznaniu się z badaniami prof. Wiesława Biniendy dotyczącymi katastrofy smoleńskiej, stwierdzili, że aprobują metodę jego badań. Według symulacji prof. Biniendy - skrzydło samolotu Tu-154 po uderzeniu w brzozę przecięłoby ją, nie naruszając zdolności nawigacyjnych samolotu.

      Portal Niezalezna.pl dotarł do najnowszego komunikatu zespołu parlamentarnego ds. katastrofy smoleńskiej pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza. W komunikacie czytamy, że wczoraj w Krakowie przyjęte zostało stanowisko o poniższej treści:

      Naukowcy, doktoranci i studenci polskich wyższych uczelni technicznych zebrani na Uniwersytecie Jagiellońskim w dniu 23 maja 2012 r., po zapoznaniu się z badaniami prof. Wiesława Biniendy z Uniwersytetu w Akron Ohio USA dotyczącymi technicznych aspektów katastrofy smoleńskiej Tu-154M w dniu 10 kwietnia 2010 r. stwierdzają, że przesądzają one w sposób ostateczny, iż gdyby skrzydło samolotu uderzyło w brzozę, to z pewnością przecięłoby ją nie naruszając zdolności nawigacyjnych samolotu. Oznacza to, że katastrofa ta nie mogła zostać spowodowana na skutek ułamania skrzydła samolotu przez brzozę.

      Stanowisko to potwierdzili: prof. dr hab. inż. Janusz Kawecki – Dyrektor Instytutu Mechaniki Budowli Politechniki Krakowskiej, prof. dr hab. inż. Andrzej Michał Oleś – z Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego, prof. dr hab. inż. Jacek Rońda – z Wydziału Inżynierii Metali i Informatyki Przemysłowej Akademii Górniczo-Hutniczej, prof. dr hab. Edward Malec – Dyrektor Instytutu Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego, prof. dr hab. inż. Piotr Witakowski – z Wydziału Geomechaniki, Budownictwa i Geotechniki Akademii Górniczo-Hutniczej.
      • aaneta niezależni naukowcy 24.05.12, 16:55
        Niezależni naukowcy, powinieneś dodać.

        Zapewne jedynie zupełny przypadek sprawił, że Oleś i Malec byli członkami komitetu poparcia Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich w 2010 roku :)
        • ae911truthorg Re: niezależni naukowcy 24.05.12, 17:02
          aaneta napisała:

          > Niezależni naukowcy, powinieneś dodać.
          >
          > Zapewne jedynie zupełny przypadek sprawił, że Oleś i Malec byli członkami komit
          > etu poparcia Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich w 2010 roku :)

          Ty jako magister administracji jesteś bezstronna i zorientowana w temacie wytrzymałości materiałów i mechaniki.
          • calun_torunski fakt, ze adminitracja powinna sie zajac Binienda 24.05.12, 17:07
            psychiatria jest juz bezsilna
          • don_eugenio Re: niezależni naukowcy 24.05.12, 22:29
            ae911truthorg napisał:
            > Ty jako magister administracji jesteś bezstronna i zorientowana w temacie wytrz
            > ymałości materiałów i mechaniki.

            ale wobec architekta wnętrz (to zawód dla mężczyzny?) nie mam żadnych kompleksów.
            A jako że kiedyś puszczałem latawce to mogę stwierdzić jednoznacznie że ktoś kto twierdzi :
            ten kawałek skrzydła mógł przelecieć tylko 12 metrów jest kompletnym durniem.
            A to Tobie pseudo-fizyku wcisnął Binienda.
            I choćby go jeszcze stu naukowców z komitetów poparcia Kaczyńskiego na Prezydenta poparło to i tak praw fizyki Binienda nie zmieni.
        • calun_torunski ultraniezależny naukowiec Janusz Kawecki 24.05.12, 17:05
          www.radiomaryja.pl/query.php?__s=janusz+kawecki&__a=1
    • niegracz prof. astrofizyk potwierdza kompetencje Biniendy 03.06.12, 08:35
      prof. dr. hab. Edwardem Malec, kierownik Zakładu Teorii Względności i Astrofizyki Instytutu Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego,
      przybyło 250 naukowców ze środowiska krakowskiego. Przybyli głównie fizycy i specjaliści nauk technicznych,.... Profesor Binienda referował problem na seminarium w sposób bardzo merytoryczny. Podkreślał, jakie przyjmuje założenia, jakie założenia mogły być przyjęte, ale on ich nie robi z różnych względów - braku czasu itp. Zrobił bardzo dobre wrażenie na słuchaczach. .....odniosłem wrażenie - tak samo jak zresztą inni - że pan profesor używał zupełnie standardowych narzędzi stosowanych w amerykańskim przemyśle lotniczym.

      Jest Pan fizykiem - jakie techniki badawcze zastosowałby Pan przy ustalaniu przyczyn katastrofy smoleńskiej?
      - Jestem fizykiem teoretykiem, specjalistą od tzw. czarnych dziur. Zastosowałbym te metody, które zastosował prof. Binienda. To jest na pewno problem hydrodynamiczny, tu są gotowe programy numeryczne.
      • kiks4 Re: prof. astrofizyk potwierdza kompetencje Binie 03.06.12, 08:56
        Drogi Niegraczu! Nikt nie kwestionuje jakości programów komputerowych używanych przez amerykański przemysł lotniczy ale jeśli kiedykolwiek zetknąłeś się z modelowaniem matematycznym choćby najprostszego problemu- powinieneś wiedzieć, że od zarania ery komputerowej mówiło się, że jakie dane wprowadzisz taki wynik otrzymasz.
        Pan Profesor Binienda nie zbierał danych na miejscu katastrofy, nie dysponował dokumentacja konstrukcyjną samolotu, nie dysponował informacjami o aktualnym stanie wytrzymałości poszczególnych elementów. W bardzo wielu przypadkach, zdaniem fachowców- w zbyt wielu przypadkach wprowadzał dane szacunkowe. Stąd i wiarygodność wyniku jest wysoce wątpliwa.
        Meteorolodzy, posługujący się matematycznym modelowaniem zjawisk w atmosferze mówią, że jeśli nie uwzględni się trzepotania skrzydełkami motyla w Brazylii to prognoza pogody dla Europy może być całkowicie błędna.
        To samo mamy w tym przypadku. A już wyciąganie wniosku, że samolot rozpadł się w wyniku wybuchu bomby podłożonej przez Rosjan jest czystą paranoją.
        To sugeruje, że Rosjanie maja nadprzyrodzone zdolności- przewidzieli, że w Smoleńsku będzie mgła, że samolot zejdzie na 2o metrów nad ziemia i będzie przelatywał obok brzozy i wówczas odpalili bombę, umieszczoną w skrzydle przez dywersantów w czapkach- niewidkach.
        Wracając do Bieniendy- obok kwalifikacji potrzebna jest także uczciwość. Historia nauki zna tysiące przypadków uznanych badaczy, którzy dla sławy naginali wyniki swoich badań. To nic nowego.
        Czy gdyby nie ogłoszenie wyników przez Biniendę słyszałbyś kiedykolwiek o nim? Albo gdyby z rachunków wyszło mu, że samolot uderzając w brzozę stracił skrzydło, wykonał pół beczki i uderzył w ziemię- czyli gdyby potwierdził raport Millera? A tu nagle zyskał sławę niemal światową publikując raport odpowiadający Macierewiczowi i zdejmujący odpowiedzialność z tych, którzy byli za katastrofę odpowiedzialni . Nie każdy oprze się pokusie.
      • jot-es49 Re: prof. astrofizyk potwierdza kompetencje Binie 03.06.12, 10:07
        niegracz napisał:
        > prof. dr. hab. Edwardem Malec, kierownik Zakładu Teorii Względności i Astrofizy
        > ki Instytutu Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego,

        55. prof. dr hab. Edward Malec, UJ
        • kiks4 Czy jest z nami prawnik 03.06.12, 10:20
          1. Trwa prokuratorskie dochodzenie w sprawie katastrofy smoleńskiej.
          2. Pan poseł Macierewicz dysponuje obliczeniami amerykańskiego naukowca wyjaśniającymi mechanizm katastrofy.
          3. Obliczenia te są ważnym dowodem w sprawie jak w p.1
          4. Pan poseł Macierewicz nie udostępnił tych danych prokuraturze
          Pytanie: Czym zagrożone jest przez polski kodeks karny ukrywanie dowodów istotnych dla prowadzonego przez prokuraturę śledztwa śledztwa?
          • don_eugenio Re: Czy jest z nami prawnik 03.06.12, 10:58
            > Czym zagrożone jest przez polski kodeks karny ukrywanie dowodów ist
            > otnych dla prowadzonego przez prokuraturę śledztwa śledztwa?

            Binienda nic nie ukrywa.Macierewicz posyła makulaturę do Prokuratury i bije pianę.
            Nikt nigdy i nigdzie nie zobaczy podpisu Biniendy pod tymi papierami.
            Binienda świadomie przystapił do tego oszustwa ,a żona-prawnik dobrze mu wytłumaczyła aby nic nie podpisywał.
            Te "papiery" które udowadniają są podpisane przez "Sekretariat Zespołu Parlamentarnego"
            - typowa metoda Macierewicza ,na SKUNKSA.Nasmrodzić a potem: to nie ja.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja