ae911truthorg
14.01.14, 18:24
Wymagają więcej dokumentów z Polski, niż sami dostarczają.
A zaniechania po stronie rosyjskiej są ogromne. Dość powiedzieć, że w ostatnim rzucie, w październiku zeszłego roku, trafiły do nas akta zawierające m.in. przesłuchania świadków z czerwca 2010 roku.
– Do chwili obecnej Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie oczekuje na przekazanie przez stronę rosyjską materiałów wskazanych w niezrealizowanych wnioskach o pomoc prawną w rodzaju; szczątków samolotu Tu-154M nr 101 wraz z rejestratorami lotu, dokumentacji dotyczącej lotniska Siewiernyj w Smoleńsku, jego wyposażenia, osób pracujących na lotnisku 7 i 10 kwietnia 2010 r. (w szczególności członków Grupy Kierowania Lotami ), aktów normatywnych regulujących system sprawowania kontroli ruchu lotniczego na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj w odniesieniu do sytuacji z dnia 10 kwietnia, czy też brakującej dokumentacji fotograficznej z oględzin miejsca katastrofy – wylicza prok. Wójcik.
Ale to tylko część nieprzekazanych rzeczy. W drugiej połowie zeszłego roku prokuratorzy wskazywali, że nadal jest niekompletna dokumentacja sądowo-medyczna ofiar.
Dlatego pod koniec sierpnia śledczy ponownie zwrócili się m.in. o „przesłanie uwierzytelnionej kopii wskazanych szczegółowo nieprzesłanych dotychczas dokumentów sądowo-medycznych” oraz o materiały dotyczące lotniska.
– Można dojść do różnych wniosków i w różny sposób tłumaczyć ilość wniosków, że Polacy szersze piszą te wnioski, dlatego ich mniej potrzebują, ale problem jest głębszy – mówi Kownacki.
– Na pewno ta wymiana jest z ujemnym saldem dla nas. Nie ma żadnej wątpliwości, że oni na tym wychodzą lepiej, ale to jest kwestia naszej postawy. Uważam, że nie ma co szukać winy po drugiej stronie, tylko trzeba się zastanowić, gdzie jest u nas – podkreśla Pszczółkowski.
Cały artykuł