Gość: zmieszana
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
12.09.11, 12:39
Spotykałam się z facetem rok. Między nami od razu była chemia i wzajemna fascynacja. Jednak szybko okazało sie, że różnimy się bardzo od siebie ( były ciągłe kłotnie z tego powodu). On uważał, że przesadzam bo go denerwowało to, że ciągle coś mi nie pasowało, że zadawałam za dużo pytań itd. Dla niego życie powinno być miłe i już. Czyli zero niepotrzebnych pytań, zero wyrzutów, kłotni i zakazów... Ale ja uważam, że w życiu tak się nie da bo kurcze trzeba mówić co się czuje, co nam sie podoba a co nie ale jemu to nie odpowiadało;/ Zresztą nawet nie słuchał tego bo prawie za każdym razem jak zaczynałam coś mówic co mu nie odpowiadało to się rozłączał albo przeklinał. Po drodze rozstawałiśmy się 2 razy i wracaliśmy do siebie ale nie były zmiany na lepsze. Wkurzało mnie to, że potrafi być miły tylko wtedy jak ja jestm miła. ehh. Oczywiście w domu to ja jestem uważana z atą zła bo bo pomagał mi w wielu sprawach i był towarzyski wiec taki chłopak to skarb a ja jestem ta zła ;( Rozstaliśmy sie 2 miesiace temu ostatecznie. W domu oczywiście słyszałam, ze to moja wina, że sama nie wiem czego chce itd ;/ pewnego dnia mialam problem i przyjechal mi pomóc i tak sie zaczeły nasze spotkania ( raz na tydzien mneij wiecej). Naty ch spotkaniahc sa pocałunki a awet wylądowaliśmy w łożku ( teraz tego unikam). Jest mi z tym zle bo ja go nie przestałam kochac ale wiem ze on chyba sie nie zmieni i jeszzce w domu słucham ż epowinnam znalezc sobei kogos bo mam 23 lata i już czas;( Na ostatnim spotkaniu powiedziam, że już raczej mnie nei kocha bo ciagl emarudze i zadaje za dużo pytań;/ Ale on juz kilka razy powiedział, iż mnei nie kocha ale po kilku dniach zmieniał zdanie... Nie wiem co mam zrobić bo nei jest mi obojetny ale nie cce zniszczyć sobie zycia. A u rodziny zamiast mnieć wsparcie to jest jak jest...