Dodaj do ulubionych

kolejna opuszczona

IP: *.pool.mediaWays.net 04.12.11, 00:50
Witam, tak jestem kolejna kobieta ktora zostala opuszczona. Powiedzial, ze nic juz do mnie nie czuje. Tydzien przed urodzianmi, tuz przed swietami. 12 lat zwiazku (bez slubu), dwoje dzieci i 12 lat braku pewnosci, bezpieczenstwa, ktore kazda kobieta potrzebuje w zwiazku. Czytalam wpisy na podobne watki i w sumie kazda z nas wie i czuje co nie nalezy. Ale niestety przyzwyczajenie nam nie pozwala tej wiedzy wykorzystac. Jestem zdruzgotana, mam chwjejki emocionalne. Ciezko mi sie pogodzic, wiec kazalam mu sie wyprowadzic, ale jak to bywa sa komplikacje. Tyle, ze ja juz nie moge zniesc, nie tyle, ze obojetnosci ale stanowczosci i tekstow a la przyjaciele, on z tym nie ma problemu i zero zrozumienia i zarazem pogarda tym ze to jest dla mnie na dany moment nie do pomyslenia. Nawet ze wzgledu na dzieci. Tak juz bym chciala miec ten czas cierpien za soba i nie myslec co bylo i robienia sobie nadzieji.

Wiadomo, wszystko ma swoja historie, nie byl to zwiazek patologiczny, to tez ciezko jak cholera i to ta najwieksza.

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • Gość: dd Re: kolejna opuszczona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.11, 13:17
      na pewno jest ci ciężko,"jak cholera" i nastaw się,że taki stan trochę potrwa.
      Trudno, siłą go nie zatrzymasz..!!!
      Masz zmaltretowanie i poczucie bezpieczeństwa i poczucie własnej wartości,a to boleć musi.
      Mam wrażenie,że jesteś rozsądna osobą i ten rozsądek i konieczność zajęcia się dziećmi,pozwoli ci stanąć na nogi szybciej niż się spodziewasz.
      Powodzenia.
    • ewa.zeromska Re: kolejna opuszczona 04.12.11, 13:41
      Ze ślubem, czy bez boli tak samo. Macie dwoje dzieci, 12 lat za sobą, a to oznacza, że nie można z takiego związku tak po prostu wyjść sobie.
      Nie wiem, o co poszło, dlaczego, ale ewidentnie coś się skończyło i pewnie oboje na to zapracowaliście.
      Nie wiem również jak wyglądają wasze rozmowy teraz. Jeśli ty krzyczysz, domagasz się, a on się broni, albo on coś ci tłumaczy, a ty nie słuchasz, to nie ma szans na dogadanie się.
      Emocje muszą choć odrobinę opaść i wtedy dopiero trzeba pogadać.
      W miarę spokojnie, racjonalnie.
      Przecież musisz wiedzieć, co nim powoduje. Czy ma dość waszego układu, a jeśli tak, to dlaczego?
      A może jest ktoś inny?
      Co on myśli robić dalej?
      Jaki jest jego stosunek do dzieci?
      Czy w ogóle ktoś z was bierze ich dobro pod uwagę?

      To bardzo ważne, żeby umieć w takim momencie rozmawiać ze sobą. Nie obrażać się wzajemnie , nie złorzeczyć, nie wyciągać spraw sprzed ośmiu lat, nie wrzeszczeć, tylko posłuchać siebie nawzajem.
      Krzyk, płacz, szalejące emocje mogą zniszczyć tę cieniutką, łączącą was nitkę, która jeszcze pozostała.
      Nie wiem, czy jest szansa, żeby to wszystko naprawić, ale trzeba spróbować. Przecież jesteście rodziną !
      • Gość: vera Re: kolejna opuszczona IP: *.pool.mediaWays.net 05.12.11, 00:07
        Dziekuje paniom za szczere wpisy i zyczenia.

        tak dla samej ciekawosci, on zostal ojcem wczesnie i nie wyszalal sie. Mial o tyle wolne od dziecka, bo studiowal w kraju a ja zylam zagranica. Skonczyl studia, dojechal do nas, ale nic sie nie dzialo, ani pracy, ani kursu, nic. Kiedy przez przypadek w padl jak pomagal na budowie, to musial przymusowo wrocic do kraju. A ja w tym czasie tuz przed porodem z drugim dzieckiem. Pozniej jezdzilam wte i wete. Staralam sie o szybki powrot do nas. W koncu pozanl w pracy inna, na co nie chcial do nas wracac. Skonczylo sie, ze wrocil. Ale przez ten caly czas nie mogl sie odnalezc i chcial wracac do kraju. Powody, zero przedsiewziecia cos robic, bez zezwolenia na prace i bieglego jezyka. Ja na wychowawczym bez grosza, wiec socjalne. W koncu oplacono mu Kurs jezyka do pewnej sumy i znowu zastuj. W koncu zalozyl dzialnosc, tyle, ze nie umie myslec jak przedsiebiorca, co wszystko niszczy i pozostaja resztki. On spokojny zrownowazony oczytany itd. Ja zawsze nie zadowolona, opryskliwa do swiata, nieszczesliwa, sama bez pracy bo z 2 dzieci i zerowym stazem o prace ciezko. Zycie towrzyskie zadne, zalapuje sie na jakies roboty po 6h tygodniowo. Temat z moim stalym problemem utrzymywania znajomsci z ludzimi, ktorych udalo mi sie poznac, stale jest aktualny i nonstop przerabiany. On co prawda nie ma tego problemu, ale jego znajomosci sa sporadyczne i nic nie wprowadza w nasze zycie. Czegos brakuje. Co roz rozmowy ja 101 pytan, a on tak, moze, nie.
        On zaszywa sie coraz czesciej komputerem, czytaniem i graniem, do pozna w nocy, teraz pali trawe co noc, tlumaczac sie ze to tylko 2-3 machy, do wszystkiego zmuszany, bo nie nauczony. Mama wszystko robila doslownie na zawolanie. Wiec staram sie go nauczyc, on sie stara, ale musze wydawac polecenia, bo sam nie widzi. Ja sama juz niemam ochoty co kolwiek robienia, jesli dom mialby byc jak ja sobie to wyobrazam, musialabym zaczac sprzatac po calej naszej 4-ce. Na caly etat. Ja jestem nieco realistyczna z przewaga do negatywnego. Brakuje mi luzu, szybko sie zloszcze o rzeczy, ktore sa w zyciu normalne cos sie psuje, cos sie nie udaje i trafia sie na glupich ludzi. W trakcie tego chodze 3 lata na terapie psy. Mozna by pomyslec, ze powinnam byc innym czlowiekiem, ale jedynie co sie zmienia to to, ze probuje i staram sie obserwowac swiat i ludzi z innej perspektywy. Co mi pozwala na maly luz, ale teraz on zaczyna stekac. Namawiam go do pracy w dziedzinie ktora studiowal (Pedagogika), malo godzin bo malo, ale zawsze poczatek. Niestet nie robi nic by to sie rozwialo, mimo milym warunkom w urzedzie pracy. 2009 robie kurs, koncze go w grudniu, a w lutym 2010 mam juz prace, niestety sa ze mnie nie zadowoleni, po 7 miesiacach koniec. Oczywiscie szukam przyczyn u siebie i winie siebie sama, co zas porusza temat tematow. Naszczescie w styczniu 2011 mam nowa prace i temat do tych czas nie ma mjejsca. A nasze zycie toczy sie dalej z przerywnikami na nie mile rozmowy, raczej jednostronne. Ostatniego czasu widze w nim agresje do mnie, dzieci i wielu sytuacji, gdzie kiedys nie bylo by do pomyslenia. Proponuje isc do poradni zgadza sie. Chcialam trzeciej osoby, ktora nam pomoze spojrzec innaczej. Pod koniec pazdziernika mamy ostatni z paru terminow, wiemy ze musimy sie nauczyc negocjowac i jednoznacznie decydujemy sie najpierw zastosowac wskazowki. W koncu trafia na prace na 10 h tygodniowo, jego wymazona, po poludniu i nawet do 5 rano. W listopadzie jedzie na tydzien do kraju, pozniej dowiaduje sie, ze tam juz oznajmil, ze raczej dojdzie do rozstania.
        Po powrocie dostaje umowe na 30 h tygodniowo. Wreszcie perspektywa bycia niezaleznym od urzedu. Ale odczuwam w nim frustracje, dochodzi do rozmowy, w ktorej oznajmia, ze lepiej bedzie sie rozstac, ale nie podejmuje decyzji, wiec nie moge sie odnalezc, a on zostawia mnie w wielkjej niewiadomej. Pisze mu list z prosba o ustosonkowanie sie, on dalej milczy, wiec ja boruje, az w koncu wieczorem wypowiada te slowa "rozstanie". Wiadomo z dnia na dzien zadajesz pytania o konkretna przyczyne i najpierw slysze, ze nie moze mi odwzajemnic uczuc, ktore mi sie w koncu udalo w obec niego okazywac i mu z tym zle bylo. Pozniej dodaje, ze moje zachowania (wyzej opisane) do tego doprowadzaja. Przez tyle czasu wiedzial, ze to moj czuly punkt i zarzekal sie, ze moje zwierzania sa ok. Teraz pragnie przyjazni, do kraju juz nie chce wracac, bo chce byc ojcem dla dzieci. Nie ma wyrozumialosci na moja zlosc. Przez ten tydzien same zachwiania raz lepiej raz gorzej, powiedzmy, ze normalne. W koncu mowie, ze musi sie wyprowadzic, co go dziwi, ze juz teraz. A nadal nic nie robi w tym kierunku, przytula mnie, czasami nawet gada jak nigdy nic, albo wcale. Dzisial byl dzien spokojny jak by nigdy nic, obejmowal i przytulal mnie. I ani razu nie odwazylam sie pruszac tematu.Czy to zdrowe? Przed chwila telefonowalismy i napomknelam jak milo bylo, to powiedzail, ze tak moglo byc caly czas, od oficjalnego rozstania, ma sie rozumiec. Co znowu mnie zasmucilo.
        Moje teorie siegaja wszelkich mozliwosci, a najbardziej prawdopodobne to to, ze juz niema ochoty miec rodzine na co dzien ale na kiedy mu sie chce.

        Co do dzieci to jeszcze nic nie wiedza, widza mnie tylko nieszczesliwa, zaplakana.
        Postanowilismy to omowic z terapeutka, termin jest na wtorek. Starsze dziecie caly czas mnie pociesza, mowiac jak b. mnie kocha. Jest naprawde b. dzielne. Ja sama wiem, ze to rozstanie musi byc, chocby po to aby on sam sie przekonal czego chce, aby w koncu moze i nawet sie przekonac, ze chce zyc z rodzina, a nie obok jak dotychczas.

        Dla mnie totalne rozczarowanie, bo w koncu nie bylo i nie ma tu tego co pani Ewa opisuje, a mimo to jestem zla, ze nie potrafil ze mna rozmawiac tylko czekal na moment bez wyjscia i mozliwosci zmienieia. Gdzie ja zawsze prosilam o szczerosc i dawalam niejedma szanse na podjecie decyzji. Automatycznie nazuca mi sie pytanie, od jak dawna walczyl z ta mysla? I czy nie przypadkiem od bardzo, bardzo dawna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka