agniecha_p1984
09.05.13, 12:05
Nigdy nie byłam Tygrysicą łóżkową, ale seks był. Z mężem jestem już 10 lat, od 2 lat mamy dziecko. To był mój pierwszy partner, więc nie mam rozezniania jak to jest z innym.
Odkąd mamy dziecko jest totalna posucha, głównie z powodu zmęczenia, obowiązków domowych, praca, dziecko, wieczorem padam na pysk. Mąż ma pretensje, że nie inicjuje seksu, lub w połowie go odrzucam. Mamy zupełnie odmienne temperamenty, ja wolę czuło, delikatnie, on znowu na ostro, dużo seksu oralnego. Przyznaje, że znudził mnie seks. Zawsze to samo, wiem co po sobie nastąpi itd. Mąż nie patrzy na moje potrzeby, ważne,żeby on był zaspokojony. Kiedyś był czuły, romantyczny. Seks jest rzadko, raz na pare tyg. Wpływ na to wszystko mają problemy poza łóżkiem, nasze nie porozumienia, żale, szarość dnia. Mąż przeważnie dominował w rozpoczynaniu seksu, teraz on mówi, że mu się to znudziło i chce więcej zaangażowania z mojej strony, a ja nie umiem się przemóc. Nie wiem co dalej będzie, wszystko prowadzi do katastrofy nie tylko łóżkowej.
Może ktoś napisze, że wystarczy,że ja się zangażuje, ale skoro mąż dominował przez tyle lat, teraz wymaga zangażowania z mojej strony, ale jak ja go proszę by zwrócił uwagę na moje potrzeby, a on ich nie realizuje, to poraz kolejny ja muszę wyjść mu naprzeciw, bo on jest najważniejszy, a gdzie ja w tym wszystkim jestem? Staram się w innych dziedzinach, ale dla niego to wciąż za mało, kiedy on jest odrzucony seksualnie jest rozpacz, odgrywanie się,że skoro ja go tak to on mnie oleje. Błędne koło prowadzącego donikąd, tylko do rozpadu.