Dodaj do ulubionych

Przsladuje mnie ten dzwiek...

18.04.05, 11:24
Kiedy w piatek przywieziono mnie do szpitala ( mialam potworne bole,
zemdlalam dwa razy probujac doczolgac sie do lazienki) "zaparkowano mnie "w
korytarzu pod jedna z sal... Drzwi byly uchylone i glosno slychac bylo dzwiek
aparatu KTG. Myslalam, ze serce peknie mi z bolu.
Nie bylo mi dane uslyszec bicia serca mojego dziecka.
Potem, powieziono mnie przez korytarz pelen ciezarnych kobiet z pieknymi,
ogromnymi brzuchami, gdzies w tle uslyszalam placz noworodka....

Od tej pory codziennie sni mi sie dzwiek KTG. Budze sie zlana potem, dotykam
swojego pustego brzucha i nie moge powstrzymac sie od placzu.
Obserwuj wątek
    • karolty Re: Przsladuje mnie ten dzwiek... 18.04.05, 13:49
      Witam !
      wiem co teraz czujesz bo ja też w taki sposób straciłam dziecko. Było to co
      prawda już parę lat temu ale ciągle powraca. Ale nie piszę ci tego żeby cię
      zdołować ale zeby pwoedziec że może to i lepiej. Wiem że to potworne co teraz
      napisałam ale jeżęli dziecko miało jakąś wadę ktora nie pozwoliła mu się
      rozwijać to może lepiej. Ja na początku też byłam załamana i njie docierały do
      mnie takie persfazje. Byłam w podobnej sytuacji jak ty dzień po moim wyhjęciu
      ze szpitala pszyszła do mnie w odwiedziny kuzynka z 2 miesięcznym dzieckiem, i
      strasznie mnie to zabolał chociaż ona chciała dobrze. Długo nie mogliśmy się
      zdecydować na kolejną ciąże chociaż ja bardzo chciałam, była wielka obawa a
      teraz żałuje że nie odczekałam tych 6 miesięcy i nie spróbowałam. Moja córeczka
      urodziła się dwa lata od poronienia jest zdrowa i śliczna ma 5 lat, i mam już
      też drugą ma roczek. Więc sama widzisz że poronienie to nie jest wyrok. Tak po
      prostu miało być. Jest to bardzo przykre ale niestety tak "KTOŚ" sobie to
      wymyślił A za jakiś czas spróbujecie znowu i uda się wam na pewno.
      Z pozdrowieniami
      • angieblue26 Re: Przsladuje mnie ten dzwiek... 18.04.05, 14:49
        Karolty, dziekuje za maila... Chyba jednak nie czuje sie jeszcze na silach na
        ogladanie Twoich Coreczek.

        Pozdrawiam,

        Ola
    • zaisa Re: Przsladuje mnie ten dzwiek... 18.04.05, 15:25
      Angieblue26 - czy blue w nicku masz, bo znaczy też "smutny"?
      Gdy kilka godzin temu przeczytałam Twój post, nie odpisałam, bo zakręciły mi
      się łzy w oczach. Chciałam napisać, że bardzo mi smutno i mocno Cię przytulam.
    • kiszoniak Re: Przsladuje mnie ten dzwiek... 19.04.05, 10:36
      strasznie mi przykro........
      mnie położyli w jednej sali z ciężarną ale pielęgniarka się szybko zorientowała
      że coś jest nie tak i biegiem zostałam przeniesiona do innej sali.
      ale ten dźwięk też długo słyszałam - w mojej głowie
      w innym wątku napisałaś że potrzebujesz teraz swojego męża
      i że brakuje Ci całowania brzuszka
      powiem tylko, że ja już nie mam nikogo
      po drugim poronieniu zaczęliśmy się nawzajem podświadomie obwiniać
      ja już nie mogłam na niego patrzeć
      wiem, że to bez sensu ale tak zareagowała moja psychika
      teraz jestem sama i staram się o tym nie pamiętać
      powrót do pracy mi bardzo pomógł
      pozdrawiam Cie cieplutko
      mam nadzieję że sobie poradzicie i będziecie się wspierać
      ewa
      • angieblue26 Re: Przsladuje mnie ten dzwiek... 19.04.05, 10:46
        Dziekuje Kiszoniak...
        Wiem, ze powrot do pracy moglby mi pomoc... Z drugiej strony podjelam decyzje
        na zostanie w domu w zwiazku ze staraniami o ta ciaze ( niestety nie udawalo
        sie "naturalnie")... jesli teraz wrocilabym do pracy - poczulabym chyba,
        ze "postawilismy kreche" na dzidziusiu.
        Przygotowania do tej ciazy trwaly ponad miesiac - zastrzyki, usg co dwa dni,
        pobieranie krwi niemal codziennie, w koncu bolesny zabieg - teraz - nastepny...
        Dziecka pragne od 10-ciu lat, staralismy sie 2.5 roku...
        • kiszoniak Re: Przsladuje mnie ten dzwiek... 19.04.05, 11:34
          wiem, że każda z nas ma inną sytuację
          jeżeli masz siłę to walcz o swoje zdrowie i o dzidziusia
          mnie praca pomogła a o kolejnej ciąży nie ma mowy
          nie wytrzymałabym trzeciego razu
          ja już "postawiłam krechę"
          dzieci więcej nie będzie i tyle
          mam już 10 letniego synka i na nim się koncentruję
          i postanowiłam iść na studia
          no i teraz to już nie mam z kim mieć tego dziecka
          oj, porobiło mi się
          mam nadzieję że Tobie się uda
          ewa
          • angieblue26 Re: Przsladuje mnie ten dzwiek... 19.04.05, 11:43
            Ewus,
            To dobrze, ze postanowilas pojsc na studia, zajmujesz sie soba, rozwijasz - to
            wpaniala nowina..
            Moze wlasnie ta ciaza pokazala Ci nowa droge ?
            Piszesz, ze "teraz to już nie mam z kim mieć tego dziecka"...
            ja moja pierwsza ciaze stracilam w poprzednim malzenstwie. Trwalo krotko,
            poronienie byla ta kropla, ktora przepelnila czare, potem spadalismy po rowni
            pochylej.
            Dzisiaj mam 29 lat - znow stracilam dziecko. Jednak tym razem czuje, ze ta
            proba wzmocnila nasz zwiazek. Moze to glupie, co napisze, ale gdyby nie
            zdarzylo mi sie to w tym zwiazku, z TYM mezczyzna - nie wiem, jak przetrwalabym
            ta probe..
            Caluje Cie mocno,
            Ola
            • kiszoniak Re: Przsladuje mnie ten dzwiek... 19.04.05, 12:02
              może masz rację, może to nie był ten....
              może kiedyś jeszcze........
              spadam do kuchni robić obiadek dla mojego 10 letniego faceta
              jest najwspanialszy na świecie
              pozdrawiam i dziękuję za ciepłe słowa
              pozdrawiam
              ewa
              ps. też mam 29 latek i troszkę już mi się odzywa "zegarek"
              martwię się że jak skończe studia to już będzie troszkę późno na dzidziusia
    • mama.mimi Re: Przsladuje mnie ten dzwiek... 19.04.05, 10:55
      Ja ostatnio zaczęłam się licytować z mężem czyje było bardziej to dziecko które
      straciliśmy. Prawie się pokłóciliśmy. Jakie to bez sensu!!!!!!!!!!!
      Zawsze kiedy teraz słyszę płacz dziecka zaczynam płakać. Nie mogę tego opanować.

      Trzymajcie się ciepło, będzie lepiej
      • angieblue26 Mama.mimi... 19.04.05, 11:50
        Szukanie sensu to strata czasu smile
        Ech, jak to dobrze, ze ludzka psychika ma naturalna obrone - zapomnienie.
        Poronilam w piatek, a juz dzisiaj nie pamietam szczegolow zabiegu...
        Tak jest lepiej.

        Caluje Cie mocno,

        Ola
        • mama.mimi Re: Mama.mimi... 19.04.05, 13:22
          Zazdroszczę Ci. Ja wszystko pamiętam aż za dokładnie.
          Poza tym ja urodziłam w 23 tc, jest tutaj dużo więcej szczegółow do pamiętania,
          chociażby ruchy dziecka, niestety mam porównanie bo poroniłam również w 6 tc
          dawno temu. To jest zupełnie coś innego, nieporównywalnego.

          Nie twierdzę oczywiście ze nie cierpisz! Bo wszystkie cierpimy. Nie chcę Cię
          urazić.

          Pa
          • angieblue26 Re: Mama.mimi... 19.04.05, 13:43
            Nie urazilas mnie.
            Ciaza, poroniona wczesnie, czy pozno to zawsze strata. Ja na swoje dziecko
            czekam tyle lat, ze w tym okruszku zlozylam wszystkie nadzieje i milosc.

            Pozdrawiam Cie i mocno sciskam,
            Przykro mi, ze spotkala Cie ta tragedia..

            Ola
            • mama.mimi Re: Mama.mimi... 19.04.05, 13:57
              Ja na szczęście mam 4latka ale strata tak samo boli.
              Można mieć chmarę dzieci a i tak tęskni się za tym straconym.

              Pa
          • akala Pamięć 19.04.05, 13:59
            Nie martw się, Mamo.mimi,
            nie wiem jak inne Dziewczynki tutaj, ale ja rozumiem i dziękuję Bogu (i
            wszystkim możliwym dobrym siłom), że nie musiałam przechodzić przeż Twoje
            doświadczenie 23 tygodnia, mam wrażenie, że nie wytrzymałabym tego - podziwiam
            naprawdę wszystkie Mamy, ktore to przeżyły w tak zaawansowanej ciąży i wciąż
            pomagają nam tu, na forum.
            Z drugiej strony, czasem myślę, że łatwiej otrzymać wsparcie od rodziny,
            przyjaciół, ludzie wokół nie mogą ignorować Twojej straty, kiedy Maluszek nie
            jest już taki "wirtualny" - pamiętam, jak musiałam wszystkim po kolei
            udowadniać że to naprawdę było dziecko ("8 tygodni, to tylko zlepek komórek,
            czemu znów płaczesz?!") - cóż, wiem, to wcale nie jest pocieszenie.

            Ale co do pamiętania, to jest też chyba troche tak, że czasem organizm broni
            się przed cierpieniem, chowając złe doświadczenia głęboko w podświadomości / to
            może być taki mechanizm ubezpieczający przed przeciążeniem - większość moich
            najgorszych życiowych doświadczeń pamiętam albo jak przez mgłę, albo wcale. I
            wiem, że jest w tym coś sztucznego, że to wcale nie "wyleczone - zapomniane",
            tylko tak jakby - owinięte watą, schowane na później. Może za jakiś czas będzie
            łatwiej się z tą pamięcią zmierzyć? Nie wiem.

            Ściskam Cię mocno i mam nadzieję, że znajdziesz sposób na te lęki i niepokoje -
            przepraszam, że w tym wątku - próbowałaś może czegoś hopeopatycznego/ziołowego
            na wzmocnienie systemu nerwowego? Czasem, kiedy nagle zaczynam się bać
            wszystkiego wokół, wracam do takich kropli, nazywają się chyba Apozema,
            sprawdzę jeszcze wieczorem.
            Ala
            • angieblue26 Re: Pamięć 19.04.05, 14:12
              Akala,
              Niestety duzo prawdy jest w tym co piszesz. Mam wrazenie,ze moja mama uwierzyla
              w moja ciaze, dopiero wtedy, jak ja stracilam, a dokladnie po zabiegu...
              Mimo usg, wynikow bety ciagle nie chciala przyznac, ze to prawdziwa ciaza...
              Moze takze dlatego, ze przede mna stracila 4-ro dzieci ( w tym jedno w 26
              tygodniu....)

              Caluje mocno,
              Ola
              • akala Re: Pamięć 19.04.05, 14:46
                Nie wiem, Olka, może w ten sposób chciała obronić Ciebie i siebie przed
                cierpieniem, gdyby coś się nie powiodło...? Ludzie czasem znajdują dziwne
                strategie, żeby przetrwać cudzy smutek i nie dać się samemu wciągnąć - w
                przypadku Twojej Mamy nie udało się, nieszczęscie się stało i jej własne
                przeżycia też musiały mocno do niej wrócić.
                Współczuję bardzo, bo np. w czasach mojej Mamy nie było takiego tematu jak
                żałoba po poronieniu - trzeba się było podobno szybko otrząsnąć i zapomnieć, a
                niechby to jeszcze było poronienie takie jak moje - z wolnego związku...
                Zasłużona kara boska.
                Swoją drogą, ten cytat z poprzedniego listu, to jedna z prób "pocieszania" mnie
                przez rodzinę mojego Najukochańszego (dwójka lekarzy, myślałam - na
                poziomie...), zanim im nie wytłumaczyłam ze szczegółami i nie pokazałam w int.
                encyklopedii zdrowia, jak wygląda ten "zlepek komórek" Też chcieli dobrze, nie
                wyszło, i bardzo byli poruszeni, że ja taka niewdzięczna jestem. Oj, dobrze, że
                już wtedy znałam to forum...
                • angieblue26 Re: Pamięć 19.04.05, 14:51
                  Wiem jak nacierpiala sie moja mama, ile przeszla...
                  Z drugiej strony, nie potrafie pocieszac sie cudzym "wiekszym nieszczesciem".
                  To co mnie spotkalo, jest bolesne, chocby w "ogolnej skali cierpienia" bylo
                  tylko zadrapaniem...
                  Rozumiem tez, ze bala sie cieszyc moja ciaza, w koncu jej udalo sie dopiero za
                  piatym razem.
                  Bardzo kocham moja mame, wiem, ze nigdy nie chciala swiadomie mnie urazic.
    • mama.mimi Re: Przesladuje mnie ten dzwiek... 19.04.05, 16:15
      Wiecie co,mam wrażenie że dużo więcej zyskuję będąc na forum niż od rodziny,
      znajomych. Nikt kto nie przeżył tego co my nie potrafi się odnaleźć w naszych
      uczuciach, nie umie pomóc , boi się urazić więc woli milczeć a to jeszcze
      gorzej. Poza tym dla postronnych wystarczy że raz wysłuchają i to wystarczy,
      więcej nie pytają. Ja tak mam, może Wy nie, nie wiem. Lepiej znoszę rozmowę z
      obcymi coraz to nowymi ludźmi. Dzisiaj byłam u internisty, kleszcz mnie złapał
      i wyżaliłam się lekarce,trochę lepiej mi się zrobiło.
      Wczoraj wieczorem leżałam i mówiłam mężowi Że może ktoś powinien dać mi w łep,
      dosłownie, żebym się przebudziła. No i się przebudziłam o 2ej w nocy z bąblem
      od kleszcza, ale miałam nerwy do rana. Nie wiedziałam "z czym to się je". Może
      się ocknę. Teraz czekam na wynik cytologii i przerazenie, że może znowu
      niespodzianka.
      Akalo, piszesz że chyba byś nie przeżyła takiej straty? Przezyłabyś, nie
      miałabyś innego wyjścia. Niestety, nie ja pierwsza i nie ostatnia.
      Pa
      • angieblue26 Re: Przesladuje mnie ten dzwiek... 19.04.05, 17:47
        Tez tak czuje, mama.mimi.
        Dla naszych bliskich jestesmy kobietami, ktore stracily ciaze - na tym forum
        mozemy czuc sie mamami aniolkow.
        Tak jak powiedzial moj maz - dla niego jestem nadal w ciazy. Jestem i bede
        zawsze mama jego dziecka. Chociaz urodzilo sie za wczesnie, zeby samodzielnie
        zyc..
        • mama.mimi Re: Przesladuje mnie ten dzwiek... 20.04.05, 10:47
          Np dziś znowu u mnie zawitał dół, bo ktoś z bliskiej mi rodziny pytał przy mnie
          innej osoby o zdjęcia dziecka, które ma 2 miesiące. Moj syn miałby prawie 2
          miesiące!!!!!
          Dla nich to było, minęło, i koniec. Życie toczy się dalej, rodzą się następne
          dzieci, ktorymi wszyscy się zachwycają, my niby też, a potem miewamy doły a
          inni się dziwią co jest grane? Czemu ona taka zgorzkniała?
          pa
    • slodzik3 Re: Przsladuje mnie ten dzwiek... 25.04.05, 09:04
      angieblue26 napisała:

      > Kiedy w piatek przywieziono mnie do szpitala ( mialam potworne bole,
      > zemdlalam dwa razy probujac doczolgac sie do lazienki) "zaparkowano mnie "w
      > korytarzu pod jedna z sal... Drzwi byly uchylone i glosno slychac bylo dzwiek
      > aparatu KTG. Myslalam, ze serce peknie mi z bolu.
      > Nie bylo mi dane uslyszec bicia serca mojego dziecka.
      > Potem, powieziono mnie przez korytarz pelen ciezarnych kobiet z pieknymi,
      > ogromnymi brzuchami, gdzies w tle uslyszalam placz noworodka....
      >
      > Od tej pory codziennie sni mi sie dzwiek KTG. Budze sie zlana potem, dotykam
      > swojego pustego brzucha i nie moge powstrzymac sie od placzu.
      Słonko, wiem że jeste Ci strasznie ciężko.. Ja również na widok ciezarnego
      brzucha płakałam i długo długo snił mi sie malutki człowiekczek.. choc trudno
      Ci w to dzis uwierzyc
    • misia_7 Re: Przsladuje mnie ten dzwiek... 25.04.05, 17:59
      czesc. ja wlasnie dzis mialam kontrole po zabiegu i slyszalam ten dzwięk...
      musimy byc dzielne.
    • lomre Re: Przsladuje mnie ten dzwiek... 27.04.05, 19:49
      Ja też leżałam z kobietą pod ktg. Ale jeśli tam leżała to znaczy, że też bała
      sięo swoje dziecko prawda? Nie rozmawiałam z nią, bo myślałam o swojej
      sytuacji, ale z perspektywy czasu mam nadzieją, że tamto dziecko jest już na
      świecie i zdrowe.
      Pozdrawiam Cię Angieblue i współczuję Ci bardzo.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka