martal
04.01.06, 19:06
29 grudnia przylecialam do Chicago. Nie bylo mnie 11 miesiecy. Podroz z moja
5 miesieczna corka znioslysmy bardzo dobrze. Teraz mieszkamy w Indianie.
Troche pomarudze, ale co tam. Jak weszlysmy do mieszkania to syf totalny, moj
malzonek wykrecil sie, ze jego prawa reka jeszcze nie jest sprawna po
wypadku, ktory mial, i ze bardzo duzo czasu zajelo mu ukladanie dvd w
kolejnosci alfabetycznej. Co za cham. Tesknilam za nim a teraz chce wracac do
domu do Warszawy. O wszystko ma do mnie pretensje. Przy dziecku nic nie
zrobi, chocby nie wiem jak plakala to on moze spac. Oglada tylko telewizje
albo spi, no albo jest w pracy. Nie podoba mu sie, ze mowie do Mai po polsku.
Tu gdzie mieszkamy nie ma nawet chodnikow zebym mogla z nia na spacer wyjsc,
nie mam nawet swoich kluczy. Tak wiec cale dnie siedze z corka w domu.
Myslalam, ze bedzie inaczej. chyba stad zwieje jak najszybciej. No troche
sobie ulzylam.