magda.recruit
11.05.06, 15:09
Ide do polskiego konsulatu!
Waznosc mojego paszpotu sie skonczyla, wiec musze o nowy prosic. W
miedzyczasie zmienilam tez nazwisko i tutaj zaczyna sie cyrk. Musze
oficjalnie poprosic o wpis nowego nazwiska do ksiag polskiego urzedu
cywilnego. Potrzebuje wiec odpisow aktu malzenskiego przetlumaczonego na
polski, ale tylko przez tlumacza w PL. No uznaja tez tlumaczone w USA, z tym
ze aby takowe uznac za prawomocne, konsul musi je zweryfikowac, za co $38
prosza.... Podobnie z aktem urodzenia mojego meza... nastepne $38... i to za
kazda strone. Oryginal ma jedna strone, ale tlumaczenie dwie, wiec nie wiem,
jak oni na to patrza. Wiem, wiem, powinnam byla zadzownic do konsulatu i
zapytac sie o szczegoly. Probowalam. Nikt tam nigdy nie odbiera. Daja ci
opcje zostawienie wiadomosci i zostawilam kilka, na ktore nikt mi nie
oddzowil. Juz tutaj mi sie odechciewa wszystkiego...
No ale wzielam wolny dzien z pracy (bo do samego downtown Chicago musze sie
wybrac, i do tego nie wiadomo, czy kolejki beda czy nie). Uzbroilam sie w
cierpliwosc (mam nadzieje, ze wystaczy mi jej), mam kupe papierow ze soba i
tone gotowki (bo plastiku i czekow nie uznaja, chyba ze potwierdzone z banku,
a ze ja nie mam zielonego pojecia, ile wszystko bedzie mnie kosztowalo, wiec
nie wiem, na jaka sume taki czek wystawic). I jade sprawe zalatwic!
Na sama mysl o wizycie w polskiej intytucji krew mi sie gotuje. Jak ide do
sklepu polskiego, czy wyslac paczeke do Polameru, to az mi sie odechciewa.
Nawet bedac w najlepszym humorze, mam niemalze gwarantowane, ze trafie na
osobe, ktora zdoluje mnie na maksa swoim niemilym podejsciem. Mam wrazenie,
ze z jakiegos dziwnego powodu (a moze ktos wie, z jakiego), polskie
instytucje w Stanach postanowily zatrzymac sie w czasie. W komunizmie, czy
czasach gierkowskich gdzies... Panie i panowie tam pracujacy nie potrafia sie
nawet usmiechnac i zachowuja sie tak, jakby laske nam robili, ze pomogaja.
Wydaje sie to tym bardziej widoczne tutaj, bo ogolnie w Stanach obsluga w
wiekszosci miejsc jest raczej mila i bez tzw. attitude. Nawet biura
wyrabiania prawa jazdy sie zmieniaja, zeby stac sie bardziej przyjazne dla
ludzi.
Ech, a to sie nagadalam. Trzymajcie kciuki za mnie. Podziele sie wrazeniami.
Czy tylko ja mam taka awersje do polskich instytucji w USA?