Gość: Paweł
IP: *.zabrze.net.pl
15.02.06, 20:08
Zwykle wolny czas spędzam w knajpach gliwickich (mimo że mieszkam w Zabrzu) ze
względu na lepszy klimat tego miasta - mniej śmierdzących dresów, nażelowanych
pedałków i przygłupich kibiców. Znacznie lepsze są tamtejsze knajpy czego
doświadczyłem porównując z zabrzańskimi. Całkiem niedawno wybrałem się z moją
dziewczyną na miasto, żeby gdzieś usiąść i napić się kulturalnie piwka.
Pamiętałem że kiedyś fajnie było w Mozarcie. Nie będę się rozwodził powiem
tylko tyle:
- przy barze jakaś banda przygłupów, znajomych kelnerki. Co chwilę dochodziły
stamtąd salwy prymitywnego śmiechu, w czym przodowała owa kelnerka
- kelnerka zresztą zamiast być schludnie ubrana w fartuszek itp wystroiła się
w jakiś sweter i jeansy
- zamówiony grzaniec (piwo) był bardzo letni, śmierdział rzygami, kufel
oblepiony. Piłem już różne grzańce, ten był zdecydowanie najgorszy
- na stoliku jakieś badziewne serwetki + tandetne podgrzewacze
- muzyka za głośna chociaż repertuar znośny
- menu pokreślone długopisem, ceny ręcznie poprawione...żałosne....
- kelnerka zachowuje się jak najważniejsza osoba - zapalając podgrzewacz czy
podając kufle zmusza ludzi do ustąpienia jej miejsca
Dziwne że taka speluna utrzymuje się w samym centrum miasta, może kusi
atrakcyjny wygląd z zewnątrz....