Gość: sarin
IP: *.pik / *.sobieskiego.trzepak.pl
01.02.03, 17:07
Wojna w Iraku, wojna w Polsce
Przeczytaj, co Cię może czekać, jeśli Polska bezwarunkowo poprze Amerykę w
wojnie z Husajnem
Ładunek wybuchowy eksplodował w Sejmie, a samobójca uderzył autem w
zbiorniki Rafinerii Płockiej. Kontrole na polskich drogach, podsłuchiwanie
rozmów telefonicznych i cenzurowanie korespondencji. Zawieszenie większości
ubezpieczeń samochodowych, i wszystkich - na życie. Takie mogą być skutki
bezwarunkowego poparcia Ameryki i przystąpienia Polski do wojny przeciw
Irakowi. Czy jesteśmy na to przygotowani?
RAFAŁ JABŁOŃSKI 2003-01-31
W sytuacji nadzwyczajnej Polska jest gotowa poprzeć Stany Zjednoczone w
akcji wojskowej przeciw Irakowi, nawet bez zgody ONZ - powiedział przed
kilkunastoma dniami szef MSZ Włodzimierz Cimoszewicz. I wywołał burzę.
Nigdy nie braliśmy udziału w takiej akcji. Nawet podczas operacji Pustynna
Burza działaliśmy zgodnie z decyzjami ONZ. Działając bez zgody tej
organizacji, możemy narazić się na ripostę państw muzułmańskich.
- Stajemy się celem numer trzy dla terrorystów; po Stanach Zjednoczonych i
Wielkiej Brytanii - tak generał Gromosław Czempiński (w latach 1993-1996 szef
Urzędu Ochrony Państwa) komentuje wypowiedź ministra Cimoszewicza. -
Podziwiam odwagę niektórych polityków.
Czy tak będzie wyglądała Warszawa, jeśli poprzemy wojnę Ameryki z Irakiem
bez rezolucji ONZ?
Stan wojenny po raz drugi
Gdyby muzułmańscy terroryści zaczęli działania w naszym kraju, to, jak
formułuje to konstytucja, zagrożone zostałoby bezpieczeństwo państwa. Wtedy
wprowadzony byłby stan wojenny, ze wszystkimi konsekwencjami, w tym i
ograniczeniem praw oraz swobód obywatelskich.
Tak jak na początku lat 80. Ograniczona mogłaby być nie tylko łączność, ale i
możliwość podróżowania. Wszystko zależałoby od stopnia zagrożenia państwa.
Gdyby wystąpiły poważne problemy, władza mogłaby też reglamentować żywność
oraz paliwa.
Natomiast gdyby spełnione zostały wszystkie przesłanki konstytucyjne do
wypowiedzenia wojny, spowodowałoby to duże problemy wewnętrzne. Przede
wszystkim możliwy byłby pobór do wojska każdego obywatela zdolnego do
noszenia broni. A w życiu cywilnym wystąpiłyby spore perturbacje, choćby w
ubezpieczeniach. Mało kto pamięta, iż podpisując dobrowolną umowę z
jakimkolwiek ubezpieczycielem, natrafił na formułki dotyczące wojny.
W dokumentach PZU figuruje zdanie, że firma nie odpowiada za szkody będące
bezpośrednim lub pośrednim następstwem działań wojennych, wszelkiego rodzaju
wewnętrznych zamieszek i rozruchów oraz aktu sabotażu.
Z rozporządzenia ministra finansów wynika, że podczas wojny ubezpieczyciele
odpowiadają jedynie za ubezpieczenia obowiązkowe, a więc np. samochodowe OC
lub też obowiązkowe ubezpieczenie budynków w gospodarstwach rolnych. Auto
Casco i wszelkie ubezpieczenia dobrowolne, np. na życie - nie działają.
Na Irak!
Podstawą prawną do wysłania wojsk polskich poza granice kraju jest wniosek
rządu, na podstawie którego prezydent RP wydaje odpowiednie postanowienie. W
przypadku akcji przeciw Irakowi obowiązywać musi właśnie taka procedura -
powiedziano nam w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego.
W takim przypadku wysyłani są tylko ochotnicy (służby zawodowej, i w
zależności od potrzeby - zasadniczej).
Czy działając przeciw Irakowi (ale bez zgody ONZ) wypowiemy mu wojnę? Janusz
Onyszkiewicz z Centrum Stosunków Międzynarodowych (minister obrony w latach
1992-1993 i 1997-2000), zwraca uwagę, że praktyka wypowiadania wojny
całkowicie zanikła.
- W ostatnim ćwierćwieczu było bardzo wiele konfliktów, ale wszystkie toczyły
się jakby nieprawnie. Ani walki brytyjsko-argentyńskie na Falklandach, ani
straszliwa wojna Iraku z Iranem, która pochłonęła setki tysięcy istnień
ludzkich, nie były wojnami wypowiedzianymi, a więc nie istniały z punktu
widzenia prawa międzynarodowego - uważa Onyszkiewicz.
Polska wielokrotnie brała udział w działaniach międzynarodowych o charakterze
wojennym (m.in. w krajach byłej Jugosławii), ale nigdy wojny nikomu nie
wypowiedziała.
- Jeśli weźmiemy udział w ataku na Irak, bez zgody ONZ, a nie wypowiemy
wojny, to wystąpimy w charakterze agresora. Tak jak Niemcy w 1939 roku -
uważa dr Rafał Brzeski, niezależny ekspert od spraw terroryzmu.
tekst z portalu onet