03.01.04, 20:47
Czy zastanawialyscie sie kiedys dlaczego zaburzenia odzywiania czesciej
dotykaja dziewczyn?
Obserwuj wątek
    • horlaa Re: dlaczego 03.01.04, 23:13
      wydaje mi sie ze:
      1. na pewno jakis tam wplyw maja media i kreowany przez nich typ kobiecego
      wygladu (to anoreksja)
      2. znajome moje, dwie anorektyczki są perfekcjonistkami, zawsze chca byc super
      i sprawowac nad soba kontrole. b. przejmuja sie opinia innych
      3. bulimia i jedzenie kompulsywne ma ponoc przyczyny czesto w jakichs
      zaburzeniach seksualnych. osobiscie to potwierdzam :)
      4. a dziewczyny czesciej ponoc padaja ofiara przemocy seks. niz faceci
      5. faceci to moze czesciej alkoholizm? ma problem, pojdzie do knajpy albo
      wypije pieć piw przy telewizorze i rano jest ok. a kobieta woli opychac sie
      jedzeniem. i potem jedne maja wyrzuty sumienia i wymiotuja a inne maja wyrzuty
      sumienia i zeby je zagluszyc znow jedza.

      hmm to takie tylko luźne uwagi

      ps. bardzo sie ciesze ze to forum stalo sie ostatnio takie "żywe". :) bardzo,
      bardzo sie ciesze :))

    • yossarianka Re: dlaczego 03.01.04, 23:15
      może dlatego, że od dziewczyn wymaga się więcej, że częściej bombardują nas
      wizerunkami pięknych, młodych, szczupłych kobiet, że jesteśmy wrażliwe???nie
      mam tak naprawdę pojęcia bo w sumie panowie wbrew stereotypom twardzieli też
      są wrażliwi tyle, że się zbytnio z tym nie obnoszą.
      skoro jednak zaburzenia odzywiania dotyczą tak naprawdę kwestii psychiki,
      problemów natury psychologicznej to dziwne, że kobiety te problemy skierowują
      przeciwko własnemu ciału...
      nie wiem.
      pozdrawiam
    • yossarianka Re: dlaczego 03.01.04, 23:18
      zaburzenia seksualne???nie wiedziałam.na serio.
    • negritha Re: dlaczego 04.01.04, 17:55
      Poza tym co zostalo juz napisane, wplyw ma tez to czego oczekuje sie od
      kobiety a czego od mezczyzny. Mimo mody na "ladnych chlopaczkow" ;->, dla
      dziewczyn wyglad faceta (a w szczegolnosci jego sylwetka) wciaz nie jest
      najwazniejszy. To smutne ale wciaz sa poglady: ze facet ma miec charakter, a
      dziewczyna ladnie wygladac... moze dlatego ze media uprzedmiotowily kobiece
      cialo, a my robimy to samo nie sluchajac jego potrzeb... walczymy ze swoja
      natura, nie dajemy rady a potem mamy wyrzuty sumienia... tylko dlaczego
      walczymy?
      A co ciekawe, na jednej stronie internetowej przeczytalam ze anoreksja i
      bulimia glownie dotycza kobiet, ale juz kompulsywne, nadmierne jedzenie
      podobniez czesciej odnosi sie do mezczyzn.... szczerze mowiac jakos nie chce
      mi sie w to wierzyc..
      • horlaa Re: dlaczego 04.01.04, 21:21
        no tak ale np. u mnie ten powód wcale nie istnieje: to znaczy sprawa wyglądu.
        dlatego niekoniecznie to musi dotyczyc wszystkich. myśle że to raczej w
        bulimii i anoreksji, a u nas? oczywiście jesli zacznie sie tyć od tego
        jedzenia to potem wiadomo, chce sie to zrzucic. ale ja mam cos takiego, ze
        mimo wieloletniego opychania wygladam caly czas dosc dobrze, jestem zgrabna,
        choc wcale nieszczupla, ale prezentuje sie nieźle. :)
        to tez powoduje problemy: nikt mi nie wierzy, gdy sygnalizuje, ze mam problem.
        • negritha Re: dlaczego 04.01.04, 21:55
          nie zawsze dotyczy to wygladu, dlatego tez faceci na to choruja...hmm tylko
          pogratulowac zdrowego podejscia do swojej osoby, horlaa :-) Ja bylam blisko
          bulimii, ale mimo wszystko nie potrafilam sie przemoc do wymiotowania, od
          niedawna jednak przestaje przejmowac sie tak bardzo swoim wygladem, i to juz
          tez ma jakis pozytywny wplyw na psychike. No i nie nienawidze sie tak bardzo
          jak kiedys..
          inna kwestia to wyglad:
          to swietnie ze mimo wieloletniego opychania ciagle jestes zgrabna..:-)
          widocznie organizm radzi sobie zwiekszajac przemiane materii... mnie
          kompulsywne objadanie sie meczy (tak w wiekszym stopniu, bo w sumie trwa to od
          wielu lat)od troche ponad roku i w sumie od tego czasu utrzymuje wage ok 62-64
          kg (no teraz moze po swietach jest troche wiecej, ale dokladnie nie wiem bo
          nie chce sie wazyc) mimo ze bilans kaloryczny bylby wiekszy niz u normalnie
          jedzacej osoby... prawda jest chyba ze kazdy organizm dazy do utrzymania
          stalej wagi, i dosc trudne jest zarowno schudniecie jak i utycie tak na
          dluzsza mete...
          • horlaa Re: dlaczego 04.01.04, 22:55
            no ja waże kilka kg wiecej niz ty, nie wiem dokladnie.
            ale jakos, do jasnej cholery tego nie widac. to znaczy: jestem wysoka,
            taka "silna", i jak mowie ze musze schudnac to wszyscy wolaja: coooo??

            nie wiem jak z tą przemianą materii ale moze po prostu organizm sie
            przyzwyczail.
            teraz jak od 2 miesiecy jem inaczej i nie jem slodyczy, wyraznie schudlam (ale
            niezbyt duzo) - jakby to powiedziec: wysmuklałam. co sprawia ze jeszcze
            bardziej mi się chce walczyc :)
            • negritha Re: dlaczego 05.01.04, 18:37
              U mnie jest podobnie... dzis jak powiedzialam mojej kolezance o swoim
              problemie i uzaleznieniu to powiedziala ze swoja droga musze miec chyba dobra
              przemiane materii... bo rzeczywiscie jestem rowniez wysoka, nie jestem moze
              jakos spacjalnie "silna" ale mam dosc szerokie ramiona, przy ktorych reszta
              nie wydaje sie taka duza..no i tyje glownie na brzuchu, co latwiej ukryc
              ubraniem. Co do przemiany materii, to tak samo jak przy stalej diecie typu
              1000kcal spowalnia sie metabolizm, tak samo jesli jemy czesto za duzo moze
              metabolizm sie rozpedza...
              W jaki sposob udaje Ci sie nie tykac slodyczy...?? ja probowalam nieraz, ale
              niestety zawsze sie to szybko konczylo.... w dziecinstwie moglam jesc same
              slodycze, normalnych posilkow unikalam bo w wiekszosci mi nie smakowaly. teraz
              bardziej doceniam zwykle produkty, ale slodycze sa ciagle na pierwszym
              miejscu... :-(
              • horlaa Re: dlaczego 05.01.04, 19:45
                dosyć dużo szczegółów jest w wątku "Nie, nie umarło" :)


                fajnie, że porozmawiałaś z kolezanką. to już duży, duży krok naprzód. ma kto
                cię pilnować. albo masz przed kim się wstydzić.

                będzie gut.
                jeszcze więcej siły życzę.

                • negritha Re: dlaczego 05.01.04, 20:22
                  Jakos razniej mi sie zrobilo po przeczytaniu tego watku :-) A jedzenie
                  sliwek, orzechow i jogurtow naturalnych przypomina mi diete Montignaca, na
                  ktorej probowalam kiedys schudnac.. niestety nie wytrzymywalam i nie moglam
                  zrezygnowac ze slodyczy, poza tym nie umiem jest tylko 3 razy dziennie. Wtedy
                  wydawalo mi sie ze to sposob na rozwiazanie moich problemow, bo Monti nie
                  ogranicza ilosci jedzenia...mozna wiec duuuzo zjesc i rzeczywiscie jest
                  skuteczny, pamietam jak w wakacje mimo jedzenia tak na oko 2000kcal dziennie
                  schudlam po 5 dniach 1 kg :-) Ale dla mnie to nie bylo rozwiazanie...
                  Ciesze sie ze powiedzialam kolezance, aczkolwiek slowa ze ma mnie kto pilnowac
                  napawaja mnie lekka panika i sprzeciwem, mam bowiem bzika na punkcie wlasnej
                  wolnosci.... ;-) I jak ktos mowi mi ze mam robic tak, to na ogol robie
                  inaczej... postaram sie jej zwierzac na biezaco, czasem po prostu wystarczy
                  pogadac, albo napisac post na takim forum jak to, naprawde mi to pomaga.. :-)
                  dziekuje :-)
        • pasibrzuszek1 Re: dlaczego 05.01.04, 20:18
          Chyba nie ma jednoznacznej odpowiedzi dlaczego. Jesli chodzi o wyglad,a raczej
          wlasciwie kompleksow, to ja mam je na prawie kazdym punkcie
          (napisalam "prawie", zeby miec jakis margines bledu, ale teraz nie przychodzi
          mi na mysl zaden "punkt", na ktorym ich nie mam:( ).Chyba chodzi o to, ze ja
          sie wszystkim tak strasznie przejmuje. Po tym jak tak strasznie przytylam(30
          kilo) schudlam 15 bo koledzy robili jakies uwagi pod moim adresem(dobrze, ze
          nie widzieli mnie zanim przytylam, bo wtedy kontrast by ich powalil).Teraz
          waze 60 kilo(mam 169cm). Wiem, ze to nie jest zla waga ale nadal przejmuje
          sie, ze kolega powiedzial, ze jestem "obfita". Ujelabym sobie w niektorych
          miejscach kilka centymetrow, wolalabym chyba po prostu nie zmieniac wagi. Jesc
          normalnie, nie chudnac, ale tez nie tyc. Tylko juz nie pamietam co to znaczy
          jesc normalnie.Juz tyle lat minelo... Dla mnie problemem jest nie tyle to, ze
          nie moge sie oprzec slodycza. Mi bez roznicy co jem. Nie moge sie oprzec
          niczemu co jst w zasiegu reki, ale kiedys w niejedzniu slodyczy pomagala mi
          mysl, ze jak bede miala 90 lat i bedzie mi wszystko jedno, odbije sobie te
          wszystkie lata. Dzisiaj przezylam male zalamanie i jak tylko moj cholpak
          wyszedl na zajecia zaczelam jesc. Najpierw jablka(jak mi napisalas, horlaa),
          potem wyzarlam kakao, nutelle,chleb z nutella, platki owsiane...Napisalam na
          forum i jak przeczytalam odpowiedz Negrithy jakos sie zatrzymalam. Moze to
          maly kroczek na przod. A wiecie co mi dodatkowo pomoglo?Gofry.Ale nie
          jedzenie, ale robienie. Wyobrazcie sobie, ze nie zjadlam ani jednego!A wszyscy
          mowili, ze pyszne i prosili o przepis!A przeciez oni nie widzieli jak sie
          obzeram, moglam wiec spokojnie, bez wstydu, zjesc.Przeciez ten dzien i tak juz
          jest stracony. Ale dzis tak nie bylo. Po prostu zrobilam gofry.I jestem z
          siebie bardzo dumna!
          • negritha Re: dlaczego 05.01.04, 20:32
            Ciesze sie z Toba :-) Mnie zawsze (i pewnie nie tylko mnie) gubila mysl: ze
            skoro juz dzis dzien stracony to moge dalej sie napychac.. teraz staram sie
            myslec ze dzien sie jeszcze nie skonczyl, ze nie wazne to co juz bylo, liczy
            sie to co jest teraz, jak sie czuje teraz i jak chce sie czuc...probuje sobie
            tlumaczyc ze to nie stracony dzien, najwyzej straconych kilka godzin i ze
            podkrecilam przemiane materii (no, moge sobie cos tam wmawiac...;-) )....
            gratuluje sukcesu (bo jesli konczysz zanim Twoj zolądek zastrajkuje to to jest
            sukces)! pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka