Dodaj do ulubionych

Śmigłowce- słowiańska specjalność

28.02.04, 11:37
Sława!
Mniejszy brat sokoła
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20040228&id=my12.txt

Państwowe Zakłady Lotnicze w Świdniku rozpoczęły seryjną produkcję nowego
śmigłowca SW-4. To ukoronowanie ponad 40-letnich starań świdnickich
konstruktorów, aby stworzyć lekki, funkcjonalny, wielozadaniowy, ekonomiczny,
polski helikopter, spełniający potrzeby zarówno wojska i służb cywilnych, jak
też użytkowników komercyjnych.
Pierwszy kontrakt na sprzedaż najnowszego produktu PZL Świdnik S.A. -
śmigłowca PZL SW-4 podpisano w listopadzie 2003 r. Do końca czerwca br.
helikopter ma trafić do Departamentu Polityki Zbrojeniowej MON. Następnie
maszyna odbędzie wojskowe próby kwalifikacyjne, które mają wykazać jej
przydatność i spełnianie warunków technicznych stawianych przez wojsko.
Prawdopodobnie do końca br. wojsko zakupi też drugi śmigłowiec SW-4 z
przeznaczeniem dla Szkoły Orląt w Dęblinie. Posłuży on szkoleniu młodych
pilotów.

Wszechstronna maszyna
To dopiero początek drogi nowego polskiego śmigłowca na światowe rynki.
- W lotnictwie funkcjonuje pojęcie tzw. populacji - wyjaśnia Jan Mazur,
rzecznik prasowy PZL Świdnik. - Chodzi o to, że każdy nowy typ maszyny
niezwykle trudno jest sprzedać, jeśli nie znajduje się ona na wyposażeniu
wojska w kraju producenta. Gdy uzyska zaufanie wojskowych, otwierają się
przed nią rynki cywilne.
Tymczasem rynek potencjalnyc h odbiorców śmigłowców lekkich jest ogromny i
stale się powiększa. Przyczyną jest znacznie niższa niż w przypadku dużych
helikopterów cena, a także mniejsze koszty eksploatacji i wszechstronne
zastosowanie tego rodzaju maszyn. Do startu i wylądowania potrzebują
kilkudziesięciu metrów kwadratowych, a więc mogą lądować np. na dachach czy
placach między blokami, co ma zasadnicze znaczenie m.in. w ratownictwie i
transporcie sanitarnym. Są tanie w użytkowaniu, a więc doskonale nadają się
do szkolenia pilotów, a także obniżają koszty działań patrolowych. Dla
porównania, o ile przez godzinę lotu znacznie większy sokół pochłania 400
litrów paliwa, o tyle SW-4 zużywa go ponad cztery razy mniej. Przeszklona
kabina stwarza komfortowe warunki do obserwacji lasów, granic, rurociągów,
linii przekaźnikowych itd. Mały helikopter może też z powodzeniem wykonywać
szereg zadań wojskowych, np. rozpoznawczych czy namierzania celów. SW-4 z
lekkim uzbrojeniem, np. wyposażony w rakiety przeciwpancerne, może również
służyć do specjalnych zadań bojowych.

Ewenement na skalę światową
Najnowszy śmigłowiec ze Świdnika posiada kilka zalet mogących zadecydować o
sukcesie w konfrontacji ze śmigłowcami zachodnimi. Jedną z nich jest niższa
cena. O ile porównywalny z polskim helikopterem bell 206 kosztuje ok. miliona
dolarów, nasz SW-4 jest o jedną czwartą tańszy. W wersji podstawowej kosztuje
750 tys. dolarów.
Plusem polskiego śmigłowca jest bardzo duży zasięg lotu z użyciem
podstawowego zbiornika paliwa. Na paliwie z tego zbiornika SW-4 może
przelecieć 800 km.
- W jednym ze sprawdzianów nasz śmigłowiec wykonywał zadanie wspólnie z
bellem 206 i to właśnie bell musiał zboczyć z trasy w celu zatankowania,
podczas gdy SW-4 wystarczyło paliwa - twierdzi Jan Mazur. - A wiadomo,
tankowanie oznaczało kilkadziesiąt minut straty, koszty wylądowania,
sprowadzenia cysterny z paliwem itp.
Zakłady w Świdniku uruchomiły pierwszą serię pięciu śmigłowców SW-4. Na trzy
maszyny są już w zasadzie klienci. Oprócz wojska chęć zakupu wyraziła jedna z
firm działających na terenie Anglii.
Powstanie śmigłowca SW-4 stanowi ewenement na podlegającym procesowi
globalizacji światowym rynku lotniczym. W ostatnich latach to jedyny
przypadek na świecie, gdy całkowicie nowy helikopter powstał od podstaw
nakładem i pracą tylko jednej firmy. W konstruowaniu nowych maszyn biorą dziś
udział całe międzynarodowe lub wielopodmiotowe konsorcja. Jest to bowiem
działalność na tyle droga, że poszczególnych firm po prostu nie stać na
zrealizowanie całego projektu.
- Gdyby nie wysoki stopień zaawansowania trwających już 40 lat prac badawczo-
rozwojowych, nas też w tej chwili nie byłoby stać na uruchomienie od początku
prac koncepcyjnych i konstrukcyjnych nowego typu śmigłowca - podkreśla Jan
Mazur.

Nie było odpowiedniego klimatu
Idea zbudowania małego, polskiego helikoptera istniała nieomal od początku
funkcjonowania PZL Świdnik. Zawsze działała tu komórka badawczo-rozwojowa,
która od 1954 roku, kiedy podjęto decyzję o ulokowaniu w Świdniku produkcji
śmigłowców na licencji sowieckiej, opracowywała kolejne typy śmigłowców oraz
ich modernizacje i modyfikacje. Jednak te ambicje polskich konstruktorów nie
znajdowały zrozumienia u partyjnych decydentów. Zakłady miały produkować
helikoptery na rynek sowiecki, który nie był zainteresowany małymi,
ekonomicznymi maszynami, gdyż cena paliwa praktycznie się tam nie liczyła.
Pierwszy śmigłowiec własnej konstrukcji o nazwie SM-4 łątka opracowano w
Świdniku jeszcze w latach 1958-1959. Była to dość oryginalna i nowoczesna
maszyna. Miała mocno przeszkloną kabinę i odsłoniętą, kratową belkę ogonową.
Doprowadzony do prób naziemnych tzw. stoiskowych, a więc uruchomiony w
specjalnej klatce w celu sprawdzenia działania napędu i podstawowych
urządzeń, śmigłowiec łątka w tajemniczy sposób uległ zniszczeniu. Do dziś nie
wiadomo, dlaczego prototyp nie został odbudowany, a prace nad nim zaniechane.
Aspiracje zbudowania czysto polskiego śmigłowca pozostały, choć w panujących
wówczas realiach politycznych i gospodarczych były trudne do zrealizowania.
W latach 60. napotkały na silną przeszkodę w postaci sowieckiego helikoptera
Mi-2, choć trzeba przyznać, że produkcja tych śmigłowców stanowiła kamień
milowy w rozwoju świdnickich zakładów. Dzięki niej stały się jedynym oprócz
Rosjan liczącym się producentem śmigłowców po prawej stronie Łaby. I stan ten
trwa do dziś.
- Zakłady w Świdniku rocznie "tłukły" Mi-2 wręcz setkami - mówi Jan Mazur. -
Byliśmy jedynym producentem tego śmigłowca w tzw. obozie socjalistycznym.
Wypuściliśmy ok. 5,5 tys. maszyn tego typu. Był to jeden z najliczniej
produkowanych śmigłowców na świecie.
W latach 70. prace konstrukcyjne nad lekkim śmigłowcem zastopowało pierwsze
samodzielne dzieło konstruktorów PZL Świdnik - helikopter sokół. Ta potężna
maszyna też powstała głównie z myślą o rynku sowieckim.
Dopiero po 1989 roku, gdy załamał się rynek rosyjski, ożyła idea
wyprodukowania lekkiego i ekonomicznego polskiego śmigłowca. Z jednej strony
wojsko zaczęło zwracać większą uwagę na stronę ekonomiczną szkolenia pilotów,
z drugiej - pojawiła się nowa grupa potencjalnych użytkowników, tj.
biznesmeni i firmy prywatne. Zapaliło się zielone światło dla przyspieszenia
prac badawczo-rozwojowych i już w 1996 r. odbył się pierwszy lot nowej
maszyny.
Niestety, pod koniec lat 90. zakłady w Świdniku popadły w poważne kłopoty
finansowe. Przeprowadzono radykalną restrukturyzację. Z 10-tysięcznej niegdyś
załogi pozostała najbardziej wyspecjalizowana kadra 2300 pracowników.
- Sprawa SW-4 znowu się odwlekła - wspomina Jan Mazur. - Brakowało pieniędzy
na bieżącą produkcję, a co dopiero mówić o rozwoju, o wprowadzaniu nowych
produktów.
Dopiero gdy na początku nowego wieku PZL Świdnik został dokapitalizowany
akcjami KGHM Polska Miedź, można było przeznaczyć środki niezbędne do
zakończenia projektu SW-4. W listopadzie 2002 r. PZL Świdnik otrzymał
certyfikat na śmigłowiec SW-4, a rok później sprzedał wojsku pierwszy
egzemplarz.
Niestety, nie doczekali tego twórcy SW-4. Pierwszym konstruktorem tego
śmigłowca był Stanisław Trębacz, a później prace konstrukcyjne kontynuował i
dokończył zespół pod kierownictwem Krzysztofa Bzówki.
SW-4 to śmigłowiec o masie 1800 kilogramów. Oprócz pilota może zabrać 4
pasażerów, a w wersji cargo ok. 700 kilogramów bagażu. Lata z prędkością
podróżną 226 km/h. Może wzbić się na wysokość ponad 5 km. Napędzany
Obserwuj wątek
    • ignorant11 Re: Śmigłowce- słowiańska specjalność (dok) 28.02.04, 11:53

      Niestety, nie doczekali tego twórcy SW-4. Pierwszym konstruktorem tego
      śmigłowca był Stanisław Trębacz, a później prace konstrukcyjne kontynuował i
      dokończył zespół pod kierownictwem Krzysztofa Bzówki.
      SW-4 to śmigłowiec o masie 1800 kilogramów. Oprócz pilota może zabrać 4
      pasażerów, a w wersji cargo ok. 700 kilogramów bagażu. Lata z prędkością
      podróżną 226 km/h. Może wzbić się na wysokość ponad 5 km. Napędzany jest
      silnikiem rolls-royce'a. Przelot bez tankowania - 800 km. Po sokole jest to
      drugi śmigłowiec polskiej konstrukcji, który doczekał się seryjnej produkcji.
      Adam Kruczek




      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
      www.pajacyk.pl
      Ignorant
      +++

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka