ballestrem
28.02.04, 22:47
REPORTAŻ, PUBLICYSTYKA:: AMERYKAŃSKI SENATOR MYŚLAŁ, ŻE JEST IRLANDCZYKIEM.
OKAZAŁO SIĘ, ŻE MA CZESKIE KORZENIE
Ślązak walczy o Biały Dom
- Nie mamy żadnej pamiątki po Fritzu Kohnie poza zdjęciem w przedwojennym
albumie, a na nim domu dziadka senatora Kerry'ego - starosta Klech z
przejęciem pokazuje fotografię.
- Aż się boję, co będzie po listopadowych wyborach. Jeśli przegra, wszyscy o
nas zapomną - mówi starosta Hornego Benesova w Czechach.
Miasteczko leży rzut kamieniem od polskiej granicy i przeżywa teraz najazd
dziennikarzy. Stąd wywodzą się bowiem korzenie Johna Kerry?ego,
niemal murowanego kandydata Demokratów na prezydenta USA.
Położony wśród wzgórz Horny Benesov to malownicza, senna mieścina. 2,5
tysiąca ludzi. Małe, stare domki, rynek, kilka sklepów i nieodzowna piwiarnia
z knedlikami "Ostra Hurka" (w tłumaczeniu "stroma górka"). Bezrobocie
przekracza 17 procent.
- Dwanaście lat temu zlikwidowali nam kopalnię cynku i ołowiu. Na bruku
wylądowało 500 osób - załamuje ręce kobieta, którą spotykamy nieopodal
rynku. - To była katastrofa dla naszego miasteczka - dodaje.
Przez setki lat Horny Benesov istniał właśnie dzięki kopalni. To dlatego w
żółto-czerwonym herbie ma narzędzia górnicze, sąsiadujące z połową postaci
czarnego śląskiego orła.
Na pytanie, jak dziś jest z pracą, wszyscy mieszkańcy odpowiadają krótko: -
Jest szpetno!
Teraz oblicze niezamożnej mieściny mogą zmienić turyści. Wszystko za sprawą
dawno zapomnianych ludzi i ich bardzo dziś znanego potomka.
Jak Kohn zmienił
nazwisko...
W 1840 roku w Hornym Benesovie przyszedł na świat Benedict Kohn, niemiecki
Żyd. Miał córkę i trzech synów. Był głównym chmielarzem w miejscowym browarze.
- Dziś w dawnej manufakturze piwnej jest sauna - opowiada starosta Josef
Klech, odpowiednik polskiego burmistrza.
Średni syn Benedicta, Fritz, przyszedł na świat w 1873 roku. Nie wiadomo, kim
był z zawodu. W Hornym Benesovie nie wiodło mu się najlepiej. Zapewne dlatego
w 1901 roku wyemigrował do Niemiec. Tam wiarę Abrahama zamienił na
katolicyzm, a nazwisko Kohn przekształcił w Kery. W 1904 roku Fritz wyjechał
do Ameryki. Za oceanem do nazwiska dorzucił jeszcze jedno "r".
Sto lat po tych wydarzeniach wnuk Fritza Kerry?ego, John, ma szansę stać się
gospodarzem Białego Domu, najpotężniejszym władcą współczesnego świata.
- Myślałem, że jestem Irlandczykiem - miał oświadczyć John Kerry na wieść o
swoich śląskich korzeniach. Zwiodła go zapewne katolicka wiara przodków i
anglosasko brzmiące nazwisko.
Dziś w czeskim miasteczku nie mieszka już nikt, kto pamięta czasy, gdy Horny
Benesov zamieszkiwali Żydzi. Nie wiadomo nawet, ilu ich było. II wojna
światowa i jej następstwa zmieniły całkowicie oblicze miejscowości. Domostwa
Niemców i Żydów zasiedlili słowianie z Czech i Moraw.
Dom się nie zachował
Jako pierwsi o czeskich przodkach powiadomili Kerry?ego urzędnicy z Hornego
Benesova. Już rok temu wysłali senatorowi z Massachusetts list elektroniczny
z tą informacją oraz życzeniami zwycięstwa w walce o nominację Partii
Demokratycznej. Adresat wtedy nie odpowiedział.
Dziś, gdy wyścig do Białego Domu nabiera tempa, a John Kerry wyrasta na
głównego obok George?a Busha kandydata do zwycięstwa, Horny Benesov przeżywa
istne oblężenie.
- Co chwilę widać tu jakichś dziennikarzy z kamerami i aparatami. Jesteście
jednymi z pierwszych i na pewno nie ostatnimi - przyznaje Jirina Supakova.
Spotykamy ją na ulicy Nerudova.
- Tu pod numerem 224 stał niegdyś dom Fritza Kohna - pokazuje kobieta. -
Ulica nazywała się wtedy Kronesgasse - dodaje.
Dziś parcela jest pusta. Kamienicę zamieszkaną niegdyś przez dziadka Johna
Kerry?ego zburzono w 1952 roku.
- Na szczęście zachował się przedwojenny album, a w nim zdjęcie tego domu -
starosta Klech z przejęciem pokazuje fotografię. - Poza tym nie mamy żadnej
pamiątki po Fritzu Kohnie - Kerrym.
Dokumenty poświadczające, że to właśnie z Hornego Benesova wywodzą się
korzenie kandydata demokratów na prezydenta USA, do dziś przechowuje jednak
archiwum państwowe w Opavie.
Jirina Supakova wierzy, że sprawa przodków Kerry?ego ożywi Horny Benesov.
Spodziewa się, że w ślad za dziennikarzami zaczną tu zjeżdżać turyści.
- Chociażby z Polski! - mówi. - Przecież wy kochacie Amerykę. Nasze
miasteczko jest bardzo ładne, więc reklama w gazecie, radiu czy telewizji
może mu tylko pomóc. Może dzięki przybyszom będzie więcej pracy - zastanawia
się.
Pani Jirina - jak wszyscy mieszkańcy Benesova - przeklina bezrobocie, choć
sama pracuje w największej miejscowej firmie Hobes. Spółka produkuje zamki do
drzwi. Na czeskim rynku jest potentatem.
- Ale wielu nie ma szans na żadną pracę - narzeka Supakova. - Może dzięki
zamieszaniu wokół Kerry?ego szczęście uśmiechnie się do Hornego Benesova.
Mieszkańcy wierzą nawet, że John Kerry po wyborach odwiedzi miasteczko swoich
przodków. Ponoć w wywiadzie udzielonym czeskiej telewizji kandydat do Białego
Domu złożył taką obietnicę.
- Czekamy na prezydenta Stanów Zjednoczonych - uśmiecha się starosta Josef
Klech. - Jeśli wygra wybory wyślemy mu oficjalne zaproszenie do Hornego
Benesova. Ale czy to możliwe, by kiedyś przybył właśnie tutaj? - zamyśla się
urzędnik.