Dodaj do ulubionych

Skomlenie o US bazy

07.04.04, 14:13

Żyjemy w czasach, gdy dążenia imperialistyczne Stanów Zjednoczonych są już
chyba zupełnie czytelne i oczywiste dla większości obywateli globalnej
wioski. Zakładanie baz wojskowych przez imperialną armię w coraz to nowych
zakątkach świata wydaje się zatem zwykłym następstwem tego procesu. Podobnie
nikogo nie powinna dziwić oferta rządu polskiego, by — raptem w dekadę po
wycofaniu się stąd wojsk sowieckich — do naszego kraju sprowadzić jednostki
wojskowe Stanów Zjednoczonych. Politykom z Warszawy nie przeszkadzają w tym
regulacje prawne, uniemożliwiające takie działanie, tym bardziej nikt nie
przejmuje się nieopłacalnością tego przedsięwzięcia czy też jego negatywnym
wpływem na środowisko naturalne i zagrożeniem dla zdrowia ludzi,
zamieszkujących okolice potencjalnych baz.

Co więcej, tradycyjnie już im większa absurdalność w posunięciach rodzimych
politykierów, tym aktywniej media starają się zapewniać o korzyściach z tego
płynących.



Polityka, strategia i ich ekonomia

Dla polityki i strategii Stanów Zjednoczonych i stojących za nimi koncernów,
nowe bazy wojskowe w środkowej Europie mają znaczenie przekładające się na
kilka płaszczyzn. Dla armii są to kolejne przyczółki, służące otaczaniu globu
militarna siecią. Są one elementem zastraszania (terroryzm globalny), a tym
samym wywierania nacisków politycznych. Bazy osaczają militarnie także
państwa najbardziej niepokorne wobec polityki USA. Dla samej armii bazy za
granicą Stanów Zjednoczonych posiadają ten sam walor, co umiejscawianie
fabryk w krajach III Świata. Chodzi o oszczędności płynące z taniości
lokalnego rynku (zaopatrzenie baz w żywność), tanią siłę roboczą (prace
cywilne na rzecz armii), przerzucenie kosztów związanych z zanieczyszczeniem
środowiska na kraje, w których bazy są ulokowane. Długa jest lista tego typu
materialnych korzyści. Warto też dodać, że na samym zaopatrzeniu wojsk w
bazach zagranicznych amerykański budżet wojskowy oszczędza w skali roku od 5
do 10 miliardów dolarów, z kolei brak konieczności partycypowania w kosztach
związanych z zanieczyszczeniem środowiska daleko przekracza tę sumę.

Ekspansjonizm militarny oraz będące jego konsekwencją coraz to nowe wojny
wywoływane przez USA pokrywają się w pełni ze strategią koncernów
zbrojeniowych rodem z Ameryki. Nieustający od kilku lat wzrost budżetu
wojskowego1) to stale zwiększające się źródło wpływów dla korporacji w
postaci zamówień na sprzęt wojskowy (od kilku dekad nie pojawiło się większe
zamówienie na uzbrojenie, którego koszt końcowy nie został znacznie
przekroczony w stosunku do kosztu wstępnego). Zyski generowane są także przy
okazji... strat ponoszonych przez wojska USA podczas prowadzonych wojen, a są
to straty znacznie większe od tych, które podawane są do oficjalnych
wiadomości2). Przerzucanie wojsk USA do kolejnych państw idzie w parze z
równoległą promocją sprzętu wojskowego produkowanego przez amerykańskie
koncerny. Dla przykładu Czesi odrzucili pomysł utworzenia baz u siebie, a na
samolot wielozadaniowy dla lotnictwa wybrali szwedzko-brytyjskiego
Grippena3). Jak wiadomo, inaczej postąpili Polacy, wybierając F-16 Lockheeda
Martina i zapraszając amerykańskich żółdaków do siebie.

Patrząc pod kątem militarnym, amerykańskie bazy w Polsce nie mają większego
znaczenia. Nie przestraszą one ani Rosji, ani nawet Białorusi, tym bardziej,
że „oko supermocarstwa” i tak spogląda raczej w stronę Kaukazu i Bliskiego
Wschodu. Dlatego też ze strategicznego punktu widzenia, dla Amerykanów
większą rolę będą miały bazy w Rumunii i Bułgarii. Lecz nie należy
bagatelizować możliwości rozmieszczenia niektórych jednostek USAF i US Army w
Polsce. To, co skłania Amerykanów do przerzucenia części jednostek do Polski,
to nie aspekt militarny, lecz polityczny. Nie będzie to jednak (jak sugerują
media) działanie wymierzone przeciw Rosji czy Białorusi, lecz przeciw
dominującym krajom Unii Europejskiej, czyli Niemcom i Francji, z którymi USA
toczą od kilkunastu miesięcy wojnę o sfery wpływów na świecie. Bazy w Polsce,
czy innych postsocjalistycznych krajach pretendujących do UE, będą kolejnym
gwoździem wbijanym przez USA w spójność tzw. zjednoczonej Europy. Podkreśli
to z pewnością magazynowanie lub utrzymywanie w pogotowiu na terenie tych
krajów sił lądowych posiadających taktyczną broń jądrową. Znajduje się ona na
wyposażeniu artylerii dalekiego zasięgu w ciężkich dywizjach lądowych US
Army4), a użycie takich ładunków w razie konfliktu jest uzasadniona przez
nową strategię militarną USA.

W takim ujęciu bazy amerykańskie w Polsce mogą nabrać zupełnie nowego
politycznego wymiaru, w ramach, którego Polacy znowu zostaną potraktowani
jako narzędzia (politycy polscy jako marionetki), a nasz kraj jako
potencjalny poligon lub, co gorsza, arena nowego konfliktu.


Prawo czy „chcieć to znaczy móc”?

Do tej pory sprawy pobytu na terenie kraju wojsk obcych regulowała ustawa z
1999 roku. W jej myśl w Polsce może przebywać do 1 tys. obcych żołnierzy
przez okres 3 miesięcy. Odnosi się to głównie do ćwiczeń, jakie wojska NATO-
wskie realizują na naszych poligonach. Jednak już na początku tego roku
większość klubów parlamentarnych opowiedziała się za projektem zmieniającym
zasady pobytu i przemieszczania się na terenie kraju wojsk obcych. W
nowelizacji tej stwierdzono m.in., że jeśli pobyt obcych jednostek wojskowych
wynika ze współpracy w ramach ćwiczeń, akcji humanitarnych czy
antyterrorystycznych, te ograniczenia nie będą obowiązywały. Tym samym
została utworzona „prawna furtka” dla sprowadzenia do Polski wojsk
amerykańskich.


Gdzie, kto i skąd ?

Doniesienia na temat tego, jakie jednostki zostaną przeniesione z Niemiec i
do jakich konkretnie polskich miejscowości, nie są wolne od propagandowego
nastawienia. Chodzi tutaj o mamienie „zyskiem z baz” regionów kraju
szczególnie dotkniętych bezrobociem. Tego typu „medialną politykę zwalczania
bezrobocia” bazami amerykańskimi prowadzi między innymi Wprost. W
tekście „Lotniskowiec Polska” — Piotra Kudzia i Grzegorza Pawelczyka z 2
marca 2003 dowiadujemy się, że pod Białą Podlaskę ma zostać przeniesiona
lotnicza baza z Ramstein, co związane będzie z inwestycją rzędu 6 miliardów
dolarów.

Podobnie w innych mediach główną uwagę kieruje się na tę bazę lotniczą, gdzie
stacjonują dwa skrzydła lotnictwa transportowego USAF. Z tym, że Amerykanie
tej bazy akurat nie zamierzają przenieść. Co więcej, przenoszenie baz nie ma
służyć napędzaniu koniunktury gospodarczej w kraju, gdzie są przewidywane
bazy, lecz by zaoszczędzić. Dlatego amerykańskie bazy przeniesione zostaną do
tych polskich jednostek, które posiadają najlepiej rozwiniętą (za polskie
pieniądze) infrastrukturę.

W chwili obecnej w Niemczech, skąd mają być przerzucane bazy do Polski i na
Bałkany, stacjonuje blisko 71 tysięcy żołnierzy5). Są to głównie wojska
lądowe w postaci V Korpusu (w tym dwie ciężkie dywizje) i jednostek wsparcia
oraz dwie główne bazy lotnicze. Wspomniana baza w Ramstein, gdzie stacjonuje
453 i 86 skrzydło lotnictwa transportowego, oraz w Spangdahlem (pod Trier),
gdzie rozlokowane jest 52 skrzydło lotnictwa bojowego. I to raczej ta
ostatnia wchodzi w rachubę, jeśli idzie o dyslokację do Polski. Jednostka ta
ma na wyposażeniu około 30 samolotów F-16, 8-16 sztuk F-15, 16 samolotów
szturmowych A-10 i ostatnio także 10-12 samolotów o zmniejszonej
wykrywalności F-117. Łącznie jest to około 4 tysięcy żołnierzy. Skrzydło to
byłoby rozlokowane głównie na terenie Wielkopolski. Podstawowa baza
znalazłaby się najprawdopodobniej w Powidzu, natomiast lotniska rezerwowe w
Krzesinach, ewentualnie Mirosławicach i Łasku (pod Łodzią). W przypadku baz
wojsk lądowych w grę wchodziłyby miejscowości, w których jeszcze nie tak
dawno stacjonował
Obserwuj wątek
    • witomir Re: Skomlenie o US bazy 07.04.04, 14:16
      Jednostka ta ma na wyposażeniu około 30 samolotów F-16, 8-16 sztuk F-15, 16
      samolotów szturmowych A-10 i ostatnio także 10-12 samolotów o zmniejszonej
      wykrywalności F-117. Łącznie jest to około 4 tysięcy żołnierzy. Skrzydło to
      byłoby rozlokowane głównie na terenie Wielkopolski. Podstawowa baza znalazłaby
      się najprawdopodobniej w Powidzu, natomiast lotniska rezerwowe w Krzesinach,
      ewentualnie Mirosławicach i Łasku (pod Łodzią). W przypadku baz wojsk lądowych
      w grę wchodziłyby miejscowości, w których jeszcze nie tak dawno stacjonowały
      wojska radzieckie. Lecz na razie Amerykanie bardziej zainteresowani są naszymi
      poligonami w Drawsku Pomorskim, Świętoszowie, Wędrzynie, Ustce, Orzyszu.


      Realne straty...

      Podobnie jak w przypadku hipermarketów, straty wszystkich obywateli przerosną
      daleko zyski nielicznych czerpiących profity. Jako że ciężar utrzymania baz
      spadnie przede wszystkim na budżet państwa, nie będą one odczuwane w sposób
      bezpośredni przez obywateli RP. Tym bardziej paradoksalnie, niektórzy mogą
      cieszyć się ze sprzedaży Amerykanom tego i owego, lecz w skali kraju straty
      odczują pośrednio wszyscy. Poprzez kolejne cięcia socjalne będzie się zapewne
      szukać oszczędności, by zaspokoić straty ekonomiczne, wynikłe z utrzymania
      amerykańskich baz wojskowych w Polsce.

      Już z chwilą przeprowadzenia się wojsk amerykańskich stracimy realnie wszystkie
      te pieniądze, które w ostatnich latach z budżetu MON poszły na remont i
      modernizację polskich lotnisk i gdzie teraz za darmo wprowadzą się Amerykanie.
      A są to koszta nie małe. Modernizacja lotniska w Krzesinach (w latach 1999-
      2002) kosztowała 230 milionów złotych, za podobna sumę zmodernizowano
      największe polskie lotnisko w Powidzu. Z chwilą przybycia tam Amerykanów kwoty
      te od razu możemy wpisać na pule strat ekonomicznych.

      W Niemczech bazy USAF były w dużej mierze darmowo obsługiwane przez niektóre
      niemieckie jednostki wojskowe. Chodzi na przykład o obronę przeciwlotniczą.
      Lotniska wykorzystywane przez jednostki amerykańskie są tam strzeżone przez
      niemieckie wyrzutnie przeciwlotnicze6). Trudno zakładać, że inaczej będzie się
      działo w przypadku (wyjątkowo uległej zachodnim mocarstwom) Polski. Roczny
      koszt utrzymania tego typu jednostki wynosi do kilkunastu milionów złotych.

      Kolejne straty to te, które bezpośrednio poniesie gmina czy powiat, w którym
      stacjonować będzie jednostka. Chodzi o koszty utrzymania infrastruktury
      komunalnej, jak choćby remonty niszczonych przez ciężki sprzęt dróg. Osobom
      posiadającym nieruchomości w bezpośredniej bliskości baz z pewnością spadnie
      ich cena nominalna, za co będą mogli domagać się odszkodowań.

      Osobnym tematem związanym z kosztami są skutki zniszczenia i zanieczyszczenia
      środowiska. Administracja USA nie uznaje przepisów i prawa ochrony środowiska
      państw, w których zakłada bazy. Za szkody Amerykanie nie odpowiadają, a całość
      skutków rekultywacji terenu, neutralizowania zanieczyszczeń ponosić będzie
      gmina i jej mieszkańcy. Zniszczenia ekologiczne są niestety stratami
      niewymiernymi, mimo tego, iż jak pokazują przypadki rekultywacji terenów po
      wojskach radzieckich, koszta tegoż idą w setki milionów złotych. Chodzi tu nie
      tylko o zanieczyszczenie powietrza, lecz przede wszystkim skażenia wód
      powierzchniowych i gruntowych oraz skażeń gruntów. W przypadku amerykańskich
      baz takich skutków należy się spodziewać. W Niemczech wspomniane skażenia są
      skutkiem zrzucania przez samoloty amerykańskie resztek paliwa7). Dla przykładu
      w gminie Binsfeld, położonej w bezpośrednim sąsiedztwie lotniczej bazy
      wojskowej Rhein-Main, ze zmarłych między 1990 a 2000 r. 97 mieszkańców 95 zabił
      rak. Tę zachorowalność można położyć na karb nie tylko zanieczyszczeń i skażeń
      powietrza, wody i gleby, lecz także zwiększonego wpływu promieniowania
      elektromagnetycznego i zwiększonego poziomu infradźwięków. Poza tym w pobliżu
      lotnisk normy natężenia hałasu są przekraczane.

      Inna sferą zagrożeń zdrowotnych i ekologicznych są skutki wynikłe ze stosowania
      wysoce niebezpiecznych systemów uzbrojenia. Temat jest najczęściej
      bagatelizowany, bądź zupełnie przemilczany przez media. Mowa tu przede
      wszystkim o użyciu amunicji ze zubożonym uranem. Stosowanie bojowe tego typu
      pocisków powoduje powstawanie „obłoków” zawierających radiacyjne
      mikrocząsteczki, powstałe po spaleniu uranowych rdzeni. Wynikiem stosowania
      tego typu amunicji są setki tysięcy ofiar cywilnych w Jugosławii, Iraku i
      Afganistanie, a także tzw. „syndrom zatoki perskiej”, czyli choroba, która
      dotknęła żołnierzy zachodnich po wojnie w Iraku i Jugosławii8). Skutkami, które
      równie trudno wyliczyć są straty wynikłe ze spadku zdrowotności osób narażonych
      na działanie zanieczyszczeń spowodowanych przez funkcjonowanie baz.

      Kolejną niewymierną sferą strat jest wzrost kryminogenności. Chodzi tu zarówno
      o przestępstwa dokonywane przez żołnierzy amerykańskich, jak i wzrost znaczenia
      takich patologii jak prostytucja. O czym media nie informują to fakt, iż
      żołnierz amerykański, który popełnił przestępstwo, jest sądzony (i zwykle
      uniewinniany) przez amerykańskie sądy, a wymiar sprawiedliwości danego kraju
      nie ma dostępu do sprawy, gdyż jest ona „objęta klauzulą tajności”. Tak działo
      się między innymi w przypadku strącenia kolejki linowej w Alpach w 1998 roku
      przez samolot USAF, czy podczas zbiorowego gwałtu Japonki na Okinawie w 1995
      roku.


      ...i nierealny zysk

      Rola oficjalnych mediów w urabianiu opinii publicznej już kilka razy była tu
      przytaczana. Niemniej kuriozum akcji propagandowej dotyczy rzekomych zysków,
      jakie ma uzyskać Polska. Według Rzeczpospolitej, Polityki, Gazety Wyborczej czy
      Trybuny sprowadzenie jednostek amerykańskich do Polski to niemal remedium na
      bezrobocie i zastój gospodarczy. Uzasadnieniu tej tezy mają służyć różnorakie
      sumy i kwoty, które wpływają do budżetów landów niemieckich czy inne
      zestawienia wyssane najczęściej z palca. Wszystkie te kwoty podawane są nie
      tylko bez podania źródeł informacji, lecz bez cienia logiki czy zastosowania
      podstaw arytmetyki. Nie wiadomo tylko, czy redaktorzy sami ulegają tej magii
      liczb, zawieszając na ten czas swój racjonalny umysł, czy po prostu liczą na
      powszechne skretynienie odbiorców tych informacji.

      Posłużmy się przykładami. Reczpospolita z 9 grudnia 2003, tekst Elizy Olczyk i
      Zbigniewa Lentowicza — materiał jakże doniosły i kuriozalny. Doniosły, ponieważ
      dane w nim zawarte parokrotnie wykorzystywano później w innych mediach, a
      kuriozalny ze względu na zawartość nieprawdziwych, tendencyjnych informacji.
      Głównie chodziło o informacje, podające koszta utrzymania i wpływy do lokalnych
      budżetów ze strony jednej z polskich jednostek. Co ciekawe, nie wspomniano,
      skąd pochodzą dane. Podano jedynie, że informacje są wypowiedzią: „dowódcy
      jednej z polskich elitarnych brygad”. Ważne, że przy okazji tego przedstawiono
      informację, że polska jednostka daje zatrudnienie 60 cywilom na roczną kwotę
      3.5 mln złotych, kupuje żywność za 23 miliony9), a baza amerykańska da
      zatrudnienie 200 osobom, więc i wpływy będą proporcjonalnie większe. Podane
      kwoty są nie małe, zatem kuszące z tym tylko czy prawdziwe?

      Jeśli podzielimy wymienione w tekście 3.5 miliona złotych przez 60 osób i przez
      12 miesięcy okaże się, że miesięcznie przeciętny cywilny pracownik zarabia 4681
      złotych brutto. Jak na sprzątaczki, hydraulików, fryzjerów i nielicznych
      księgowych to całkiem nieźle, wręcz tak dobrze, że każe nam to wątpić w
      wiarygodność tej informacji. Jeżeli podobnie arytmetycznie zweryfikujemy kwotę
      rzekomych wydatków (niespełna dwutysięcznej brygady) na roczne wyżywienie,
      okaże się, iż miesięcznie na wyżywienie jednego żołnierza przypada około 1000
      złotych. Wynika z tego, że mamy najlepiej odżywionych na świecie żołnierzy.
      Niestety, prawda jest taka, że na wyżywienie jedn
      • witomir Re: Skomlenie o US bazy 07.04.04, 14:20
        Roczne wypłaty dla 60 pracowników cywilnych — 3.5 miliona złotych.
        3.5 miliona dzielimy przez 60 (pracowników), następnie przez 12 miesięcy i
        uzyskujemy kwotę 4.861 złotych miesięcznie na osobę. Pracownikami cywilnymi są:
        księgowi (w tym przypadku kwota ta mogłaby się wydawać prawdopodobna),
        fryzjerzy, sprzątaczki, konserwatorzy itp.

        Roczne wydatki na żywność dla niespełna 2000 tysięcznej brygady — 23 miliony
        złotych.
        23 miliony dzielimy przez 1900 (ilość żołnierzy w brygadzie najczęściej jest
        jeszcze niższa), następnie przez 12 (miesięcy). Daje nam to kwotę 1008 złotych
        wydawanych miesięcznie na wyżywienie jednego żołnierza. Dla ułatwienia dodam,
        że w naszej armii miesięcznie na wyżywienie jednej osoby wydaje się 250-300
        złotych.

        Wywóz odpadów i nieczystości — 1 milion złotych.
        Średnio w Polsce za wywóz tony odpadów płaci się 100-200 złotych. Po prostym
        dzieleniu okazuje się, że brygada chcąc wydawać milion złotych na wywóz
        odpadów, musiałaby ich produkować rocznie od 5000 do 10 000 ton. Czyli dziennie
        produkowano by od 13.7 do 27.4 tony śmieci. Czyli od 7.2 do 14.4 kilograma na
        osobę. Średnio w Polsce pojedyncza osoba produkuje jeden kilogram śmieci na
        dzień. Z tego wynika, że albo dowódca brygady wywozi na śmieci po kawałku
        czołgi, albo koszty wywozu śmieci zawyżono, co najmniej kilkukrotnie.

        Roczne wydatki na leki i materiały medyczne — 500 000 tysięcy złotych.
        Pół miliona dzielimy na 1900 (osób). Otrzymujemy 263 złote na roczne koszty
        leczenia jednego żołnierza. Nie wiadomo, czy żołnierze chorują rzadko, w każdym
        razie leczy się ich sporadycznie. Wątpliwe, aby każdy żołnierz przynajmniej raz
        w roku zachorował i to na tak wysoką kwotę leczenia. Tym bardziej, że cięższe
        przypadki leczone są w osobnych szpitalach wojskowych. Wydaje się, że kwota
        tych wydatków została zawyżona 5-6 razy.

        Roczne wydatki na usługi telekomunikacyjne — 1 milion złotych.
        Milion dzielimy na 12 (miesięcy). Otrzymujemy kwotę 83.3 tysiąca złotych opłat
        miesięcznie. Odejmijmy od tego kilka tysięcy złotych, (choć to pewnie mniejsze
        koszta) za opłatę abonamencką i ewentualne stałe łącza internetowe. I
        przyjmijmy, że jeden impuls to około 0.4 złotego. Podzielmy około 77 tysięcy
        złotych przez impuls, a da nam to sumę 192 tysięcy impulsów w ciągu miesiąca.
        Czyli 6416 impulsów wydzwanianych dziennie. Jeden impuls to trzy minuty. Jeden
        dzień składa się z 1440 minut, czyli 480 impulsów. Z tego wynikałoby, że w
        brygadzie przez 24 godziny na dobę dzwoni co najmniej 13 aparatów
        telefonicznych. No chyba, że sztabowcy lubią dzwonić pod 0700, co by wyjaśniało
        tak duże wydatki.

        Roczny zakup artykułów biurowych, papierniczych, gospodarczych i chemicznych —
        1 milion złotych.
        Podobnie jak poprzednim razem, milion podzielny przez 365 (dni), a to nam
        pozwoli określić, iż dziennie na wydatki typu: papier toaletowy, chemia
        gospodarcza, notatniki, długopisy, tonery, papier ksero, druki dokumentów itp.
        przeznacza się 2739,7 złotego. Dla porównania w przeciętnym przedszkolu (50
        osób nieustannie zużywających papier i się brudzących) miesięcznie wydaję się
        na tego typu zakupy około 2 tysięcy złotych. Lecz już szkoła ze stołówką (250
        osób) wydaje tylko dwa razy więcej niż przedszkole (4 tysiące złotych
        miesięcznie). Po prostu tego typu koszty proporcjonalnie maleją wraz ze
        wzrostem ilości osób. Oczywiście w jednostce wojskowej ludzie przebywają dwa
        razy dłużej (nie licząc nocy) niż w szkole. Mimo tego i w tym przypadku
        wyliczenia wydatków brygady wydają się w mocno przesadzone (co najmniej
        dwukrotnie), chyba, że z papieru toaletowego robi się serpentyny i konfetti a
        tonerem do kserokopiarek pastuje buty.

        Roczny podatek gruntowy — 300 tysięcy złotych, Podatek transportowy — 300
        tysięcy złotych — wydają się wysoce prawdopodobne.
        Z kolei roczne wydatki na transport w wysokości 1 miliona złotych wydają się
        prawdopodobne, ale pod warunkiem, że w kosztach uwzględnimy wydatki na paliwo i
        utrzymanie parku maszynowego, nie zaś, jak sugeruje tekst, opłaty za przewóz
        kolejowy ciężkiego sprzętu. Sprzęt taki z racji ćwiczeń poligonowych przewozi
        się rzadko. A najczęściej ćwiczenia odbywają się na terenie jednostki. Poza tym
        nie prawdą jest, że wojska płacą za wynajem platform samochodowych do przewozu
        ciężkiego sprzętu, ponieważ to jedynie wojsko znajduje się w posiadaniu takich
        platform, więc trudno, aby sobie samemu płacili za ich wynajęcie.
        Natomiast trudne do zweryfikowania są podane roczne wydatki na remonty w
        wysokości 500 tysięcy złotych. Przy prowadzeniu pewnych inwestycji budowlanych
        na terenie jednostki to taka skala wydatków jest możliwa.

        W każdym razie symptomatyczne jest, że dochodzi w przypadku tego typu tekstów
        do tak bezczelnych kłamstw. W związku z czym informator (dowódca brygady)
        celowo nie podaję swoich danych. Niemniej dzięki takiej formule buduje się
        tekst ze skrajnie tendencyjnymi informacjami. Z kolei autorzy tego tekstu, czy
        sama redakcja pisma, w razie zarzutu o fałsz zawsze mogą odwołać się do tego,
        iż cytowano „tylko anonimowego dowódcę”, czyli właściwie nikogo, więc nikogo do
        odpowiedzialności nie można pociągnąć, a kłamstwo jak to kłamstwo, powtórzone
        tysiąc razy staje się prawdą, za którą to dewizą starają się kroczyć środki
        masowego przekazu w tym kraju.




        PRZYPISY:
        1) Wydatki militarne USA w latach: 2002 — 331,2 miliarda dol., 2003 ? 379,3
        mld.dol, 2004 — 388 mld dol., 2005 ? 408,8 mld dol., 2006 429,6 mld dol., 2007
        451,4 mld dol. (strona internetowa Departamentu Obrony USA:
        http://www.dtic.mil/comptroller/fy2003budget).

        2) Od pierwszej wojny z Irakiem, Amerykanie swoje straty zaniżają (w zależności
        od typu sprzętu) od 3 do 40 razy. Wkrótce ukaże się osobna publikacja poddająca
        weryfikacji straty wojsk amerykańskich i państw atakowanych, skuteczności
        stosowanych broni oraz przebieg konfliktów.

        3) Choć to mała pociecha dla Czechów, ponieważ w ostatnich miesiącach pojawiły
        się w prasie wojskowej informacje mówiące o chęci przejęcia 30% udziałów w
        SAAB/British Aerospace przez koncerny z USA (najpewniej Boeninga).

        4) Dwie tego typu dywizje (1 dywizja Pancerna i 1 dywizja Kawalerii Pancernej)
        stacjonują obecnie w Niemczech i planowana jest ich dyslokacja. Wbrew temu, co
        na początku roku twierdził Rumsfeld, raczej nie zostaną one przeniesione do USA
        (mało opłacalne byłoby to dla USA posunięcie), lecz należy się spodziewać
        przerzucenia ich do Polski i na Bałkany.

        5) W Niemczech wojska amerykańskie przebywają w sumie w ponad 80
        miejscowościach. Najwięcej żołnierzy stacjonuje w Hesii ponad 25 tysięcy,
        Nadrenii Palatynacie nieco ponad 24 tysiące, Bawarii ponad 15 tysięcy.

        6) Nowa Technika Wojskowa 12/03, str. 12.

        7) Lądowanie zarówno z podwieszonym (niewykorzystanym) uzbrojeniem, jak i
        zbiornikami paliwa jest niedopuszczalne ze względów bezpieczeństwa. W związku,
        z czym samoloty przed lądowaniem pozbywają się tego balastu. Problem ten
        występował tylko marginalnie w lotnictwie polskim, gdy chodziło o eksploatację
        sprzętu radzieckiego. W samolotach sowieckich w odróżnieniu do Zachodnich
        kładziono mniejszy nacisk na zapewnienie dalekiego zasięgu, w związku z czym
        rzadko używane są podwieszane zbiorniki z paliwem.

        8) Według danych Zachodnich (www.alternet.org) w wyniku tegoż zmarło do tej
        pory blisko 8 tysięcy żołnierzy amerykańskich, a 200 tysięcy uznawanych jest za
        chorych.

        9) Pełne zestawienie i weryfikację danych zawartych w tekście podano w aneksie.

        10) Są to dane zawyżone przyjmują bowiem, że całość wydatków na żywność jest
        ponoszona w Niemczech, podczas gdy wiadomo, że często większość żywności
        sprowadzana jest z USA.

        11) Do baz węgierskich nawet wodę mineralną sprowadza się ze Stanów, a w
        strefie baz buduje się własne sklepy i kantyny.


        RAFAŁ JAKUBOWSKI

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka