hallny
24.04.04, 19:44
Anna Rubinowicz-Gründler, Frankfurt n. Odrą - Zittau 23-04-2004, ostatnia
aktualizacja 23-04-2004 18:49
Trzeba jak najszybciej dać Polakom możliwość pracy w Niemczech w rejonie
przygranicznym - apelują burmistrzowie polskich i niemieckich miast
granicznych
Skutków restrykcji na rynku pracy obawiają się burmistrzowie niemieckich
miast granicznych: Frankfurtu, Guben, Görlitz czy Schwedt. W piątek spotkali
się we Frankfurcie razem z burmistrzem Słubic Ryszardem Bodziackim, by tuż
przed 1 maja razem przedyskutować konkretne problemy związane z rozszerzeniem
UE.
Brakuje robotników
- Dzięki rozszerzeniu odzyskujemy drugą połowę naszego naturalnego otoczenia,
gdzie żyją nasi potencjalni klienci i kooperanci - mówi burmistrz Guben Fred
Mahro. - Region staje się nareszcie atrakcyjny i nie wolno tego zniszczyć
restrykcjami na rynku pracy.
- Oczywiście nie chodzi o to, aby zastępować niemieckich pracowników
Polakami - zastrzega - ale są już teraz dziedziny, gdzie brakuje nam ludzi.
Niemcy zamknęły swój rynek pracy przed Polakami na dwa lata (naszych rodaków
można zatrudnić, jeśli nie znajdzie się Niemca, ale po biurokratycznej
mitrędze). Później mogą restrykcje przedłużyć o kolejne trzy, a potem jeszcze
o dwa lata.
W wielu przygranicznych miastach: w Schwedt, Görlitz czy Zittau, polscy
lekarze pracują w szpitalach i klinikach uniwersyteckich. Rafineria w Schwedt
coraz częściej rozgląda się za fachowcami z Polski, bo młodzież z regionu
woli pracować za wyższe, zachodnie pensje u Shella w Hamburgu. Jak mówi
saksoński minister ds. UE Stanislaw Tillich, w jego landzie brakuje
robotników przemysłu maszynowego i informatyków. Tłumy bezrobotnych mają inne
zawody i nie nadają się do przekwalifikowania. Burmistrz Frankfurtu Martin
Patzelt podkreśla też, że niemieckie firmy do ekspansji do Polski potrzebują
znajomości języka, wiedzy o polskim rynku i polskiej mentalności, "a tego z
reguły nie jest w stanie im dać Niemiec".
Mieszkanie dla Polaków
Burmistrz Schwedt Peter Schauer nie ma złudzeń, że pierwszy, dwuletni okres
przejściowy zostanie zniesiony. - Ale przynajmniej niech pozwolą nam reagować
elastycznie, niech będą wyjątki - mówi. Niemieccy burmistrzowie chcieliby
też, aby Polacy mogli zamieszkać w coraz liczniejszych tam pustostanach.
Także po 1 maja będzie to obwarowane wieloma trudnymi do przeskoczenia
przepisami, w dodatku niemieckie czynsze są za wysokie dla polskich rodzin.
- No i bariera mentalności. Czy Polacy będą chcieli mieszkać wśród Niemców? -
mówi Schauer.
Na razie burmistrzowie chcą zbadać, czy dałoby się sprzedać puste budynki
komunalne polskim deweloperom, którzy wyremontowaliby je po polskich
kosztach, dzięki czemu czynsze znalazłyby się w zasięgu polskich portfeli.
Niemieccy burmistrzowie apelują też do swych władz o specjalne traktowanie
przygranicznych przedsiębiorców, chodzi np. o łatwiejsze do uzyskania
gwarancje kredytowe na inwestycje w Polsce. Albo utworzenie osobnej ścieżki
przy odprawie paszportowej na granicy, która także po 1 maja będzie uchem
igielnym, blokującym współpracę transgraniczną.
- Nie możemy przegapić szans, jakie daje nam UE, zdusić ich sztucznymi
barierami i restrykcjami - apeluje burmistrz Patzelt.
Straż pozostanie
W niemieckim regionie przygranicznym pracy nie ma co czwarty mieszkaniec,
brakuje przemysłu, młodzi ludzie uciekają na zachód w poszukiwaniu pracy,
więc miasta błyskawicznie pustoszeją i się starzeją. W położonym na styku z
Polską i Czechami Zittau, gdzie 1 maja premierzy obu tych krajów razem z
kanclerzem Schröderem będą świętować rozszerzenie UE, mieszkało przed
zjednoczeniem Niemiec 45 tys. ludzi. Dziś, kiedy tradycyjny przemysł
tekstylny upadł, zostało 25 tys.
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,52981,2037656.html