ignorant11
30.07.04, 02:39
Sława!
Piramida Glempa
Tygodnik "Wprost", Nr 1129 (18 lipca 2004)
Od ponad dwustu lat nie udaje się ukończyć Świątyni Opatrzności Bożej
Nad Świątynią Opatrzności Bożej wisi fatum. Z braku środków stanęła jej
budowa na Polach Wilanowskich. Wierni nie przekazali na ten cel nawet
dziesiątej części pieniędzy, na które liczył prymas Józef Glemp. Nie udało
się też znaleźć innych źródeł finansowania. Szansa, że gotową świątynię
poświęci papież Jan Paweł II, jest bliska zera. Budowę świątyni pod wezwaniem
Opatrzności Bożej w ostatnich dwustu latach podejmowano kilkakrotnie i nigdy
nie udało się jej ukończyć.
Jak mówi Teresa Nitkiewicz z zarządu fundacji wznoszącej świątynię, na
następny etap budowy potrzeba 20 mln zł, a w kasie jest zaledwie ułamek tej
sumy.
Wotum Sejmu Wielkiego
Pomysł zbudowania w Warszawie Świątyni Opatrzności Bożej zrodził się na
Sejmie Wielkim, który uchwalił Konstytucję 3 maja (w 1792 r.). Realizacji
projektu Jakuba Kubickiego na Ujazdowie nawet nie rozpoczęto - z powodu
rozbiorów. Powstał kościół oparty na tym projekcie, ale w znacznie mniejszej
skali i nie w Warszawie, lecz we wsi Mokobody nieopodal Siedlec.
Do pomysłu z czasów Sejmu Wielkiego powrócono po odzyskaniu niepodległości w
1918 r. Ogłoszono konkurs, który w 1932 r. wygrał Bohdan Pniewski.
Zaprojektował on świątynię w formie drapacza chmur. Wiosną 1939 r. ogrodzono
teren na Polach Mokotowskich w Warszawie i rozpoczęto zbiórkę pieniędzy.
Wybuch II wojny światowej pokrzyżował te plany. To wtedy pojawiły się głosy,
że nad świątynią pod wezwaniem Opatrzności Bożej wisi fatum.
W latach 70. XX wieku zbudowano surogat Świątyni Opatrzności Bożej - na
warszawskiej Ochocie. W 1972 r. kamień węgielny z grobu św. Piotra w Rzymie
wmurował kardynał Stefan Wyszyński. Kościół poświęcono w 1979 r., a prymas
Wyszyński uznał go za wypełnienie projektu wotum. Kilka lat temu
niespodziewanie do tej idei powrócił prymas Józef Glemp.
Pogański kurhan
Pierwszy pomysł kardynała Glempa wcale nie dotyczył Świątyni Opatrzności
Bożej. Prymas uznał, że warszawska katedra św. Jana jest zbyt skromna i
zaproponował budowę nowej. Twierdził, że wprawdzie wydarzenia historyczne
wymusiły to, iż Warszawa ma najskromniejszą katedrę spośród europejskich
stolic. Kardynał Józef Glemp zaproponował, by na nową katedrę przeznaczyć
kościół św. Aleksandra na placu Trzech Krzyży. Miał on zostać rozbudowany i
to w gigantycznej skali. Pomysł ten spotkał się jednak z tak zdecydowaną
krytyką, że prymas już do niego nie wracał. W grudniu 1997 r. kardynał Glemp
zaskoczył wszystkich ideą budowy Świątyni Opatrzności Bożej na Polach
Wilanowskich.
Projekt profesora Marka Budzyńskiego, który wygrał konkurs, został przyjęty
entuzjastycznie przez architektów. Skrytykowali go jednak duchowni. "Trudno
przekonać ludzi, że to naprawdę świątynia. Przecież usypisko ziemne kojarzy
się z kurhanem. Ten projekt to pogański grobowiec " - argumentował ksiądz
Andrzej Luft, archidiecezjalny konserwator zabytków. Krytycy projektu
Budzyńskiego z zarządu Fundacji Budowy Świątyni Opatrzności Bożej w
ekspertyzach odwoływali się do dziwnych argumentów: "Jest możliwe zasiedlanie
się rozmaitych zwierząt (np. myszy, nornice, krety, zające). Niektóre z nich
mogą w warstwie glebowej drążyć nory i dostać się do izolacji termicznej, by
w niej lokować gniazda, a nawet niszczyć izolację przeciwwilgociową".
Ostatecznie zrezygnowano z Budzyńskiego i wybrano projekt Wojciecha
Szymborskiego.
Wyciskarka do cytryn
Do pierwotnego projektu Szymborskiego na życzenie strony kościelnej dodano
kopułę. W rezultacie przypomina on teraz do złudzenia pałac wzniesiony przez
turkmeńskiego satrapę Saparmurada Nijazowa w Aszchabadzie. W środowisku
architektów nazywa się budowlę "wielką wyciskarką do cytryn".
23 lutego 2003 r. rozpoczęto budowę, ale w listopadzie większość prac stanęła
z braku pieniędzy. "Okres zimowy nie sprzyja rozpoczynaniu nowych etapów
budowy. Wykonywane są prace porządkowe oraz zabezpieczenia budowli" -
tłumaczono zatrzymanie inwestycji. Wiosną jednak budowa nie ruszyła, bo
trwały "intensywne prace projektowe", "prace porządkowe na terenie budowy" -
wyjaśniano oficjalnie.
Skąpi wierni
Teresa Nitkiewicz z zarządu fundacji wznoszącej świątynię jest zaskoczona, że
wierni nie kwapią się z datkami na nową świątynię. Przecież gdyby każdy
dorosły Polak dał tylko złotówkę, byłoby 20 mln zł potrzebnych do
kontynuowania budowy. Czym tłumaczyć powściągliwość rodaków? Choćby błędami
popełnionymi przy planowaniu świątyni, o których otwarcie mówi wielu księży.
Zwracają uwagę na brak planu finansowego i budowanie na zasadach z czasów
PRL: "Zacznijmy, Pan Bóg pobłogosławi, a pieniądze wierni dadzą". Problemem
jest to, że ofiarność wiernych wyczerpały dwie inne wielkie inwestycje
kościelne, czyli Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach i
bazylika w Licheniu. Łagiewniki i Licheń były sukcesem, bo te miejsca miały
aurę autentycznego, oddolnego kultu, a wypadku Lichenia - cudów. Tego
elementu brakuje przy wznoszeniu Świątyni Opatrzności Bożej.
Niewielkie okazało się zainteresowanie projektem wśród polskich biznesmenów.
Inwestor zwrócił się o pomoc do tysiąca największych firm w Polsce, ale
pozytywnie odpowiedziało zaledwie 37. W ten sposób zebrano 470 tys. zł. Także
składka, a tak naprawdę podatek, jaki płacą rozmaite instytucje mające w
nazwie określenie "katolicki", to kropla w morzu potrzeb, które pierwotnie
szacowano na 110 mln zł. Komercyjne inwestycje w biurowce w Warszawie - Roma
Office Center i Centrum Jasna - zanim zaczną "pracować" na Świątynię
Opatrzności Bożej, muszą zapracować na siebie.
Nie udało się też uzyskać dużego kredytu: zabezpieczenia, jakie oferowała
archidiecezja (nieruchomości w Konstancinie), banki uznały za
niewystarczające.
Opatrzność nad świątynią opatrzności
Hierarchowie głośno tego nie mówią, ale są wyraźnie rozżaleni brakiem pomocy
ze strony państwa. Tłumaczą, że przecież ustawę w sprawie Świątyni
Opatrzności Bożej przyjął Sejm Wielki, więc rząd niepodległej
Rzeczypospolitej powinien się czuć zobowiązany do wspierania projektu prymasa
Glempa. Stosowną uchwałę przyjęli nawet parlamentarzyści już w III
Rzeczypospolitej, ale na tym się skończyło. Pomysłodawcom budowy Świątyni
Opatrzności Bożej nie pozostaje chyba nic innego niż liczyć właśnie na
opatrzność.
Cezary Gmyz
zobacz projekt:
www.wprost.pl/ar/?O=63121
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie