Dodaj do ulubionych

charakter vs światopogląd

27.03.08, 14:39
Czy jest jakiś związek między charakterem człowieka, a jego
światopoglądem/preferencjami politycznymi?
Jak to czujecie?
Obserwuj wątek
    • scand Re: charakter vs światopogląd 28.03.08, 08:12
      Pewnie jest. Nie wiem jednak czy na światopogląd nie ma jednak
      większego wpływu społeczna historia danego człowieka.
      Punkt obserwacji determinuje to co się widzi, a od tego co się widzi
      zależy pogląd na to (świato-pogląd).
    • jul.s Re: charakter vs światopogląd 17.04.09, 21:13

      "- zespół cech osobowościowych, poprzez które wyraża się stosunek
      człowieka do otaczającego go świata i..."

      Swiatopogląd z natury rzeczy wyraża stosunek do świata -

      - uważam że zrozumienie świata - w moim pojęciu przyjęcie
      doświadczenia - analizy naukowej jako podstawy światopoglądowej
      to podstawowa cecha ludzi silnych .

      ,- natomiast ucieczka w - nazwijmy to "mistycyzm" ,-to cecha ludzi
      słabych ,bezradnych .

      ...julek ..pozdrawiam /natomiast "kamfora" dla mnie jest kultowa /
      • trebald Re: charakter vs światopogląd 18.04.09, 18:49
        > - uważam że zrozumienie świata - w moim pojęciu przyjęcie
        > doświadczenia - analizy naukowej jako podstawy światopoglądowej
        > to podstawowa cecha ludzi silnych .
        >
        > ,- natomiast ucieczka w - nazwijmy to "mistycyzm" ,-to cecha ludzi
        > słabych ,bezradnych .

        Ja natomiast uważam, że przyjmowanie analizy, jako podstawy światopoglądowej
        dającej zrozumienie świata, jest cechą ludzi silnych - silnych stopniem tej
        mocy, która brutalnie odcina się od postawy... nazwijmy ją "postawą sceptyczną",
        gdyż wątpliwości i tylko one stanowią o świadomości. Uzupełniając o trącony
        przez Ciebie psycho-logizm, chciałbym jeszcze zauważyć, że jedyną miarą poczucia
        siły człowieka jest uznanie faktu istnienia własnej słabości ———> inaczej
        mówiąc, żeby przezwyciężyć słabość, trzeba najpierw ją uznać... i na wszelki
        wypadek nie mieszałbym racjonalności do irracjonalności. Empiryści zawsze
        atakowali język religijny przede wszystkim za to, że nie spełnia on warunków, na
        jakich poszczególne zdania uzyskują prawo wstępu do klubu wypowiedzi
        empirycznych. Bez względu na to, czy warunki te definiowano i kodyfikowano
        bardziej czy mniej rygorystycznie w niekończących się dyskusjach na temat
        weryfikowalności i falsyfikowalności, cała sfera religijnego języka padała
        ofiarą tej krytyki. Było... cala rzecz ma się następująco: w rzeczywistości
        teologia i filozofia nie wchodzą sobie w drogę, gdyż są to dwa różne porządki, z
        których, mam nadzieję, zdają sobie sprawę filozofowie.
        • jul.s Re: charakter vs światopogląd 18.04.09, 21:35
          trebald napisał

          >chciałbym jeszcze zauważyć, że jedyną miarą poczuci
          > a
          > siły człowieka jest uznanie faktu istnienia własnej słabości ——R
          > 12;> inaczej
          > mówiąc, żeby przezwyciężyć słabość, trzeba najpierw ją uznać...

          Też tak to rozumiem - powiem więcej , może prostacko - "- w momencie
          gdy zrozumiałem bezsens życia - stałem się wolny i właśnie przez to
          znacznie silniejszy - powiem więcej,- radosny .

          >Empiryści zawsze
          > atakowali język religijny przede wszystkim za to, że nie spełnia
          >on warunków, na jakich poszczególne zdania uzyskują prawo wstępu do
          >klubu wypowiedzi empirycznych.

          Piszesz to "ładnie" bo jesteś profesjonalistą ,ja
          jako "techniczny" mówię że nie zgadzam się na "irracjonalną bazę"
          dla uczonych dyskusji - i na przyklad słabo znoszę jak argument
          jakiś cytat z Bibli .

          pozdrawiam - i cieszę się na zdanie o akceptacji słabości -
          rozumiem to też jako zgodę na to że tz "prawa naukowe" nie są
          niezmienne - są stałe do czasu gdy "kolejny" wprowadzi do nich
          uzupełnienia i zmiany ! - tak jak było z Kopernikiem ,
          Newtonem ,Darwinem itd.
          • trebald Re: charakter vs światopogląd 19.04.09, 07:04
            > Też tak to rozumiem - powiem więcej , może prostacko - "- w momencie
            > gdy zrozumiałem bezsens życia - stałem się wolny i właśnie przez to
            > znacznie silniejszy - powiem więcej,- radosny .

            Serio?... czy trochę: wink
            • jul.s Re: charakter vs światopogląd 19.04.09, 21:28
              .....no wiesz - jestem "filozoficznym neofitą" z technicznym
              wykształceniem , więc reaguję "radośnie" na każde odkrycie - puki co
              mam takie przekonanie - może kiedy wezmę w rękę laskę będzie
              inaczej.

              ..pozdrawiam julek
              • trebald Re: charakter vs światopogląd 21.04.09, 11:18
                W takim razie, życzę Ci zdrowia (dbaj o kolana!) i dalszej, wbrew wszystkiemu
                pogody ducha aż do wieku podeszłego (naturalnie, jak najdłużej we względnym
                zdrowiu). Nie mam powodu nie wierzyć, zatem wierzę, że rzeczywiście obdarzony
                jesteś tą siłą.

                Moja mama pocieszając siebie i innych, często powtarza w pewnych przypadkach
                losowych, których często w życiu nie da się uniknąć: "zawsze może być jeszcze
                gorzej...". Naturalnie moja mama nie zna wykładni myśli Schopenhauera, którą
                można by zawrzeć w dwóch wyrazach: totalny pesymizm. W tym pesymistycznym
                obrazie świata tkwi jednak pewna myśl pozytywna, otóż świat jest tak zły, że nie
                może być już gorszy. Wg. jego analizy świat nie dlatego jest zły, że jest taki,
                a nie inny, ale jest zły ze swej istoty. Wina świata polega więc na jego
                istnieniu. Samo zło zaś jest pierwotne w stosunku do dobra i jednorodne w swej
                wewnętrznej strukturze... - wiem, to już metafizyka... a nie chciałbym tak od
                razu, po chyba ledwie dwóch wymienionych postach, prowokować Twojego ziewania.

                chylę czoła i pozdrawiam — trebald
                • scand Re: charakter vs światopogląd 21.04.09, 12:52
                  > Wg. jego analizy świat nie dlatego jest zły, że jest taki,
                  > a nie inny, ale jest zły ze swej istoty.

                  Mój supplement.
                  Zło zawarte jest w przypadkowości. Gdyby usunąć przypadkowość ze
                  świata (co jest niemożliwe) usunęłoby sie też zło. Oczywiście dzięki
                  przypadkowości mamy nie tylko zło ale również np. wolność i
                  przygodę smile

                  • trebald Re: charakter vs światopogląd 21.04.09, 13:13
                    > Zło zawarte jest w przypadkowości. Gdyby usunąć przypadkowość ze
                    > świata (co jest niemożliwe) usunęłoby sie też zło.

                    Aha... Gdyby usunąć. Ciekawa co by zostało?
                    To odwieczne pytanie, które zadawali sobie inni myśliciele przed nami: dlaczego
                    raczej jest coś niż nic?...

                    > Oczywiście dzięki przypadkowości mamy nie tylko zło
                    > ale również np. wolność i przygodę smile

                    Tu nasz drogi "obserwator ogólnikowy" (Schopenhauer) powiedziałby, że do wielu
                    lęków prześladujących człowieka dołącza się obawa przed śmiercią. Myśli się o
                    niej, żyje i działa pod jej ciśnieniem. Ale prawda ta, tak oczywista i jedna z
                    najbardziej pewnych, nie osłabia postawy człowieka, gdyż nie godząc się z nią
                    szuka on sposobów jej przezwyciężenia. Powiedziałby, że wszystkie pojęcia, takie
                    jak wolność, ojczyzna i inne podobne hipostazy, służą jedynie do upiększania tej
                    "wiedzy ostatecznej".
                    • scand Re: charakter vs światopogląd 21.04.09, 13:29
                      > Aha... Gdyby usunąć. Ciekawe co by zostało?

                      Zostałby raj. Doskonale zaprogramowany, w którym nic złego się nie
                      ma prawa zdarzyć wink
                      Do takiego raju zresztą usilnie dążymy, np. dekretując że nie będzie
                      kar cielesnych nawet w formach tak łagodnych jak podmuch wiatru.

                      > To odwieczne pytanie, które zadawali sobie inni myśliciele przed
                      nami: dlaczego
                      > raczej jest coś niż nic?...

                      Konkretny człowiek zadaje także powiązane z tym pytanie:
                      dlaczego istnieję akurat ja (w tym miejscu, w tym czasie) a nie ktoś
                      kto mną nie jest ...


                      > Powiedziałby, że wszystkie pojęcia, takie
                      > jak wolność, ojczyzna i inne podobne hipostazy, służą jedynie do
                      upiększania tej
                      > "wiedzy ostatecznej".

                      Niewatpliwie zajmują czas, a zajmując czas wypełniają go.




                      • trebald Re: charakter vs światopogląd 21.04.09, 14:42
                        > Konkretny człowiek zadaje także powiązane z tym pytanie:
                        > dlaczego istnieję akurat ja (w tym miejscu, w tym czasie) a nie ktoś
                        > kto mną nie jest ...

                        I aż się tu prosi, więc przytoczę fragmenty "Jedynego wyjścia" Witkiewicza:
                        (...) Znika (...) oczywistość i samo przez się zrozumiałość tego faktu, że ja:
                        Izydor Smogorzewicz-Wędziejewski, syn teatralnego krytyka i bogatej córki
                        wędliniarza, samozwańczy metafizyk i wytrawny pracownik PZP, jestem tym, czym
                        jestem, w tym miejscu, w tym kraju, na tej oto kuli planetarnej, w tej właśnie
                        mgławicy, przez nas Drogą Mleczną zwanej (...) Marcelego ta sama chwila
                        metafizycznego zdziwienia* wprowadza w stan osłupienia. W rozbłysku jaźni widzi,
                        jak świat zakołysał się (...) i runął w nieskończoną otchłań (...). Wszystkie
                        mocne jak stalowe liny wiązania realnej i zwykłej rzeczywistości trzasły jak
                        niteczki jakieś wątłe i świat ukazał się w swej absolutnej „irracjonalności”
                        (...). Takość, a nie inność absolutna, z chwilą kiedy już była, ale niesamowita
                        jako brak wszelkiej jej własnej konieczności, łypnęła okiem "cości", która musi
                        być właśnie "Jakaś" i to "takaś" z głębin lodowych Absolutnej (możliwej jednak
                        logicznie — w tym jej cala straszność) Nicości. Mogłoby nic nie być i mnie też —
                        i czasy te, w których go nie było (i nie będzie kiedyś), zwarły się w jedną
                        chwilę graniczną pod nieskończonym ciśnieniem nonsensu aktualnie przeżywanego w
                        żywym stworze Wielkiego Niczego.

                        *w rozumieniu Witkiewicza ten stan nazywany przez niego metafizycznym jest
                        odczuciem jedności osobowości.
                        • scand Re: charakter vs światopogląd 21.04.09, 15:10
                          > Mogłoby nic nie być i mnie też —
                          > i czasy te, w których go nie było ...

                          Rzeczywiście, poeta Witkiewicz połączył dwa pytania w jedno
                          a my możemy kontynuować czerpiąc z jego natchnnienia:

                          dlaczego ja a nie nie-ja
                          dlaczego coś a nie nie-coś
                          dlaczego tu a nie nie-tu
                          dlaczego tak-oto a nie tak-inaczej.

                            • scand Re: charakter vs światopogląd 23.04.09, 09:20
                              > Poetą to on raczej takim sobie... — za to fotografikiem był
                              znakomitym!


                              Nie trzeba być znakomitym żeby być poetą, w
                              tekście który podałeś wyżej
                              niewątpliwie był smile


                              zdjęcia zaś jeszcze nie widziałem.
                                      • trebald Re: (3) 08.05.09, 19:03
                                        > Witkacy - chyba bardziej poważny w tworzeniu fotografii niż w tym co
                                        > pisał...

                                        Jego fotografie rzeczywiście są poważnie traktowane, jednak to, o czym pisał,
                                        sam traktował bardzo poważnie. Pisał... jednak faktycznie nie należał do
                                        wybitnych literatów, był chyba na to zbyt uświadomioną jednostką, by nie
                                        dostrzec w pisarskiej autokreacji kolejnego modelu gry. Sposób w jaki pisał,
                                        przypomina rozgrywkę, prowadzoną pionkami twierdzeń, składających się na
                                        indywidualną wykładnię myśli. Wykładnia ta nie musiała być czymś precyzyjnie
                                        dookreślonym, gdyż Witkacy eksperymentując z przekazem, eksperymentował z
                                        przejrzystością własnych idei. Praca nad indywidualnym systemem myślowym trwała
                                        niemalże przez całe jego życie i chyba nie została ostatecznie domknięta.
                                        • scand Re: (3) 11.05.09, 09:58
                                          >Praca nad indywidualnym systemem myślowym trwała
                                          > niemalże przez całe jego życie i chyba nie została ostatecznie
                                          domknięta.

                                          Masz głębsze rozumienie Witkacego niż ja. Dla mnie do pewnego
                                          stopnia jego idee tracą poprzez pewien rodzaj zgrywy, którą z nich
                                          zrobił. Oczywiscie zawsze można dodac że prawdziwie wartościowa idea
                                          dobrze zaprezentuje się nawet w błazenadzie, a nawet jej wymaga bo
                                          jeśli mimo to przetrwa to oznacza że jest czymś więcej niż zwykłym
                                          wygłupem błazna.

                                            • scand Re: (3) 12.05.09, 09:20
                                              > maska... zakłada się ją (a więc i zdejmuje).
                                              > Jak myślisz kiedy?

                                              Może kiedy chce się dostosować do społeczenstwa ?
                                              W tym przypadku trudno jednak o tym mówić .. ale jak pisałem moje
                                              rozumienie Witkacego jest płytkie.
                                              • trebald Re: (3) 14.05.09, 09:27
                                                > > maska... zakłada się ją (a więc i zdejmuje).
                                                > > Jak myślisz kiedy?
                                                >
                                                > Może kiedy chce się dostosować do społeczenstwa ?
                                                > W tym przypadku trudno jednak o tym mówić .. ale jak pisałem moje
                                                > rozumienie Witkacego jest płytkie.

                                                W tym przypadku trudno... jednak myślę, że i Tobie od czasu do czasu udaje się
                                                przyoblec na twarz maskę uśmiechu.

                                                • scand Re: (3) 14.05.09, 09:58
                                                  > W tym przypadku trudno... jednak myślę, że i Tobie od czasu do
                                                  czasu udaje się
                                                  > przyoblec na twarz maskę uśmiechu.

                                                  Wolę smiać sie bez maski, ot tak naturalnie.
                                                  Nie przeczę że parę razy uśmiechnąłem się też w kabarecie
                                                  metafizycznym Witkacego - zastanawiałem się nawet kiedyś czy nie
                                                  przybrać nicka "Jęzory"...
                                                  • trebald Re: (3) 14.05.09, 12:16
                                                    Tak zaś sam się tłumaczył: (...) nie chciano mi darować moich awanturniczych
                                                    bufonad, którymi odgradzałem się samoobronnie od ludzkiego błazeństwa (...) to
                                                    była dla mnie jedynie humorystyczna dywersja duchowa
                                                  • scand Re: (3) 14.05.09, 12:47
                                                    Tak, zapewne to była samo-obrona. Ciekawe kto dla Witkacego nie był
                                                    błaznem tylko poważnym pisarzem ? Może np. Tołstoj ? ( eee, chyba
                                                    nie..)
                                                  • trebald Re: (3) 14.05.09, 15:42
                                                    > Tak, zapewne to była samo-obrona. Ciekawe kto dla Witkacego nie był
                                                    > błaznem tylko poważnym pisarzem ? Może np. Tołstoj ? ( eee, chyba
                                                    > nie..)

                                                    Tołstoj? (?) może np. Tadeusz Miciński — często wplatał jego fragmenty do swojej
                                                    twórczości.

                                                    Czy przypadkiem nie "obraził" on, któregoś z Twoich pisarzy (fakt, że do tego
                                                    pióro mógł mieć dość lekkie)?
                                                    Jeśli przypadkiem był nim Bergson, to pamiętaj, że poza jego filozofią, którą
                                                    wypada sądzić, że miał ja za bzdurę, nie negował jego artyzmu.
                                                    Pomijając już pisarzy, to jego ulubionym "kołkiem" do wieszania psów był Leon
                                                    Chwistek (ale to znów z powodu jego teorii wielości rzeczywistości) — jednak cenił
                                                    jego prace malarskie. Niepodległość trójkątów jest swoistym hołdem dla
                                                    obrazu Chwistka pt. Szermierka

                                                    https://www.gnosis.art.pl/iluminatornia/sztuka_o_inspiracji/leon_chwistek/leon_chwistek_szermierka.htm

                                                    P.S. Czy mógłbym zwracać się do Ciebie per "Jęzory" (chociażby tylko w domyśle
                                                    wink — przynajmniej odpowiadając na Twoje posty, miałbym jakiś wizerunek przed
                                                    oczami w postaci Jerzego Bończaka, który grał właśnie Jęzorego, czyli syna
                                                    Dyapanazego w filmie Kotkowskiego W starym dworku, czyli niepodległość
                                                    trójkątów
                                                    )?
                                                  • scand Re: (3) 15.05.09, 09:15
                                                    > Jeśli przypadkiem był nim Bergson, to pamiętaj, że poza jego
                                                    filozofią, którą
                                                    > wypada sądzić, że miał ja za bzdurę, nie negował jego artyzmu.

                                                    Trudno nazwać Bergsona moim filozofem, ale z pewnością jest mi
                                                    bliższy niż Witkiewicz.

                                                    > P.S. Czy mógłbym zwracać się do Ciebie per "Jęzory" (chociażby
                                                    tylko w domyśle
                                                    > wink — przynajmniej odpowiadając na Twoje posty, miałbym jakiś
                                                    wizerunek pr
                                                    > zed
                                                    > oczami w postaci Jerzego Bończaka, który grał właśnie Jęzorego,
                                                    czyli syna
                                                    > Dyapanazego w filmie Kotkowskiego W starym dworku, czyli
                                                    niepodległość
                                                    > trójkątów
                                                    )?

                                                    Byłoby to przestarzałe. Kiedyś rzeczywiscie miałem ciągoty do
                                                    metafizycznego kabaretu ale pokonałem je .. siłą woli wink
                                                    Czy jednak do końca ? Jeśli nie, muszę nadal z tym walczyć,
                                                    oczywiście poprzez negację negacji ku nowej syntezie..
                                                    Co do Bończaka kiedyś był Jeziem a teraz panem Kazimierzem mężem
                                                    pani Steni w Klanie. Co za upadek ... to jest dopiero kabaret
                                                    metafizyczny !


                    • scand Re: charakter vs światopogląd 23.04.09, 12:48
                      >To odwieczne pytanie, które zadawali sobie inni myśliciele przed
                      >nami: dlaczego
                      ? raczej jest coś niż nic?...

                      Jedyna możliwa odpowiedź na tego typy pytanie (i pokrewne) musiałaby
                      zawierać pre-założenie że jest jakiś cel w istnieniu ( bądź
                      nieistnieniu).

                      W sumie więc jest to pytanie
                      teleologiczne.

                      Doszukiwanie się celu jest działaniem poznawczym typowo ludzkim,
                      zakładającym że istniejąca potencjalność w obiekcie w przyszłości
                      przerodzi się w oczekiwaną ( aczkolwiek nie zawsze miłą) aktualność.
                      To predykcyjne nastawienie daje przewagę człowiekowi nad innymi
                      zwierzętami czy innymi "nieinteligentnymi" bytami. Dzieki "wiedzy" o
                      przyszłosci może on ją niejako ubiec i skierować w pożądanym
                      kierunku.

                      • trebald Re: charakter vs światopogląd 23.04.09, 17:14
                        > W sumie więc jest to pytanie
                        > teleologiczne.

                        Nie za bardzo, gdyż teologia daje na to pytanie odpowiedź ex
                        cathedra...raczej coś niż nic? — typowy dla niej stan świadomości
                        określiłbym raczej mianem właściwego życia filozoficznego. W pytaniu o nicość
                        jest zawarte konkretne kryterium i ponadto, że zadający to pytanie nie jest w
                        stanie zanalizować tego tajemniczego momentu świadomości, który wiąże go w
                        zdziwieniu nad światem, jednak odsuwa w cień uprzedni sceptycyzm w doznaniu
                        logicznej konieczności, a tym samym pojawia się możliwość wyrażenia praw
                        istnienia w języku pojęć ogólnych. Wizja zrywania się świata ze stalowych lin
                        jest bowiem obrazowym zapisem przedpojęciowego doświadczenia niebytu, którego
                        odczucie sprawia, że niezrozumiałe w nastawieniu zdroworozsądkowym wynikanie
                        pojęć ontologicznych staje się oczywistością.
                        • scand Re: charakter vs światopogląd 24.04.09, 08:57
                          > > W sumie więc jest to pytanie
                          > > teleologiczne.

                          >gdyż teologia daje na to pytanie odpowiedź ex
                          > cathedra[i]

                          Piszę nie o teologii , a o teleologii. Kliknij w link Trebaldzie.
                          Nie jestem pewien w którym miejscu się nie zrozumielismy.
                          • trebald Re: charakter vs światopogląd 25.04.09, 20:27
                            Naturalnie, że nie stawiam znaku równości pomiędzy teleologią a teologią. Po
                            prostu jestem gapa!!! (źle przeczytałem, nie kliknąłem na link - niewybaczalny
                            błąd - nie mam na to żadnego usprawiedliwienia)

                            P.S. Chyba muszę sobie zrobić przerwę, przez to swoje rozkojarzenie wychodzę na
                            idiotę

                            Pozdrawiam i przepraszam za nieuważne przeczytanie Twojego postu - trebald z
                            dużym poczuciem winy i teraz z bardzo głupią miną - jeśli może Ci to dać jakąś
                            satysfakcję
                            • scand Re: charakter vs światopogląd 27.04.09, 15:27
                              > Pozdrawiam i przepraszam za nieuważne przeczytanie Twojego postu -
                              >trebald z
                              > dużym poczuciem winy i teraz z bardzo głupią miną - jeśli może Ci
                              >to dać jakąś satysfakcję

                              Satysfakcję to bym odczuwał gdybyś powtórnie skomentował mój post w
                              duchu teleologicznym a nie teleogicznym wink
                                • trebald Re: charakter vs światopogląd 28.04.09, 10:42
                                  Witam!!! smile

                                  > >To odwieczne pytanie, które zadawali sobie inni myśliciele przed
                                  > >nami: dlaczego
                                  > ? raczej jest coś niż nic?...
                                  >
                                  > Jedyna możliwa odpowiedź na tego typy pytanie (i pokrewne) musiałaby
                                  > zawierać pre-założenie że jest jakiś cel w istnieniu ( bądź
                                  > nieistnieniu).
                                  >
                                  > W sumie więc jest to pytanie
                                  > teleologiczne.
                                  >
                                  > Doszukiwanie się celu jest działaniem poznawczym typowo ludzkim,
                                  > zakładającym że istniejąca potencjalność w obiekcie w przyszłości
                                  > przerodzi się w oczekiwaną ( aczkolwiek nie zawsze miłą) aktualność.
                                  > To predykcyjne nastawienie daje przewagę człowiekowi nad innymi
                                  > zwierzętami czy innymi "nieinteligentnymi" bytami. Dzieki "wiedzy" o
                                  > przyszłosci może on ją niejako ubiec i skierować w pożądanym
                                  > kierunku.
                                  >

                                  Teleologię uwolnioną od swego rodzaju przyczynowości wstecznej,
                                  zaangażowanej w wyjaśnianie zjawisk, głownie ewolucyjnych w terminach
                                  celowościowych, bez uznawania, że istnieje cel, ku któremu zmierza, określa się
                                  mianem teleonomii. Co do badania celów rzeczy, to bardzo możliwe, że
                                  świata (przyrody) nie sposób pojąć bez pojęcia celowości.

                                  Przechodzenie od szczegółu, który jest dany, do ogółu pozwala zrozumieć. To
                                  przechodzenie rządzi się zasadą teleologiczną a fakt, że pozwala zrozumieć, nie
                                  znaczy jednak tego samego, co poznać, gdyż poznanie zapewnić może jedynie
                                  determinizm, czyli przechodzenie od ogółu do szczegółu.

                                  Jeśli rzeczywiście bez pojęcia celowości wewnętrznej świat nie daje się pojąć,
                                  nie będzie to bez znaczenie dla poznania istot żywych, które z pewnością są
                                  samo-celowe.

                                  Pozdrawiam.
                                  • scand Re: celowość w świecie 29.04.09, 08:31
                                    > Co do badania celów rzeczy, to bardzo możliwe, że
                                    > świata (przyrody) nie sposób pojąć bez pojęcia celowości.

                                    Mnie się wydaje, że bez pojęcia celowości nie powstałby np. koncept
                                    czasu ( być może konieczne jest jescze dodanie tu percepcji
                                    okresowości dla rozumienia czasu w naszym znaczeniu ).
                                    Z kolei celowośc bez wątpienia towarzyszy woli. Więc może miał rację
                                    Schopenhauer szukając czynnika pierwszego w woli i
                                    intencjonalności ? ( popraw mnie jeśli źle interpretuje bo poza
                                    fragmentami nie znam aż tak dobrze Schopenhauera)

                                    > Przechodzenie od szczegółu, który jest dany, do ogółu pozwala
                                    zrozumieć. To
                                    > przechodzenie rządzi się zasadą teleologiczną a fakt, że pozwala
                                    zrozumieć, nie
                                    > znaczy jednak tego samego, co poznać, gdyż poznanie zapewnić może
                                    jedynie
                                    > determinizm, czyli przechodzenie od ogółu do szczegółu.


                                    Bardzo ciekawa synteza. Sformułowałbym ją jeszcze nieco inaczej.
                                    Przejście od szczegółu, który jest dany, do ogółu pozwala zrozumieć,
                                    a zrozumieć znaczy powiązać szczegół z całością. Celem jest zatem
                                    włączenie konkretnego faktu do systemu całości ( na poziomie
                                    neuronalnym włączenie w sieć już istniejącą) . Gdy to się już
                                    odbędzie skazani jestesmy na determizm gdyż nikt nie może uwolnić
                                    się w pojedynczym akcie od uwarunkowań własnej sieci , a zatem
                                    zgadzam się że "poznanie zapewnić może jedynie determinizm, czyli
                                    przechodzenie od ogółu do szczegółu" .

                                    > Jeśli rzeczywiście bez pojęcia celowości wewnętrznej świat nie
                                    daje się pojąć,
                                    > nie będzie to bez znaczenie dla poznania istot żywych, które z
                                    pewnością są
                                    > samo-celowe.

                                    Gdyby wewnętrznym celem istot żywych nie było istnieć, bronić
                                    istnienia i podtrzymywać swoje istnienie to by ... nie istniały smile
                                    Istnienie żywych istot jest kruche...


                                    Pozdrawiam






                                    • trebald Re: celowość w świecie 30.04.09, 09:10
                                      > Z kolei celowośc bez wątpienia towarzyszy woli. Więc może miał rację
                                      > Schopenhauer szukając czynnika pierwszego w woli i
                                      > intencjonalności ? ( popraw mnie jeśli źle interpretuje bo poza
                                      > fragmentami nie znam aż tak dobrze Schopenhauera)

                                      To dobra interpretacja. Oczywiście pamiętamy o tym, że jego Wola jest
                                      bezosobowa, ślepa, która karmi się, w sensie ukierunkowuje swe działanie poprzez
                                      indywidualny motyw, w istotach osobowych (na powierzchni zjawisk). Dla
                                      jednoznaczności uzupełniłbym może o to, że ta siła motoryczna, napędzająca,
                                      która działa w przyrodzie, jest identyczna z wolą w nas. Dzięki temu ład
                                      (również ten moralny) świata rzeczywiście wchodzi w bezpośredni związek z siłą,
                                      która stwarza świat jako zjawisko: właściwościom woli musi dokładnie odpowiadać
                                      jej przejaw. Okoliczność, że w życiu naszym krzyżują się nieustannie dwa
                                      biegunowo przeciwstawne podstawowe cele: cel woli indywidualnej, która zmierza
                                      do chimerycznego szczęścia w istnieniu efemerycznym i złudnym, przypominającym
                                      sen, a której szczęście i nieszczęście w przeszłości jest obojętne, a przecież
                                      teraźniejszość w każdej chwili staje się przeszłością, oraz także cel naszego
                                      losu, dostatecznie wyraźnie obliczonego na zniszczenie naszego losu i przez to
                                      na umartwienie naszej woli i usunięcie złudzenia, które więzi nas w tym świecie,
                                      nadaje życiu naszemu dziwny dwuznaczny charakter... Schopenhauer zadaje pytanie
                                      — jak głęboko tkwią korzenie indywidualności w samej istocie świata? — i
                                      odpowiada: sięgają tak głęboko, jak afirmacja woli życia, zaś kończą się, gdzie
                                      zaczyna się jej zaprzeczenie. Innymi słowy wg. niego dysonans powstał wraz z
                                      afirmacją (znasz Nietzschego i wiesz o co chodzi). Jak uczy Kant i bazuje na tym
                                      Schopenhauer, poznanie jest zjawiskiem i wobec tego ma miejsce tylko w świecie,
                                      tak jak świat jest tylko w nim. W związku z tym uważa on, że słusznym jest uczyć
                                      rozumienia świata na podstawie człowieka niż człowieka na podstawie świata,
                                      albowiem wyjaśniać należy to co dane pośrednio, przez to co dane bezpośrednio,
                                      czyli ogląd zewnętrzny za pomocą samowiedzy, a nie na odwrót.

                                      Na marginesie tego w związku z Schopenhauerem przypomniał mi się pewien paradoks
                                      Plotyna i Giordano Bruno materia sama nie jest rozciągła, a więc jest
                                      bezcielesna.

                                      Przestrzeń nadaje materii rozciągłość, a przestrzeń jest formą naszego oglądu,
                                      zaś celowość polega na działaniu, które z kolei polega na przyczynowości, czyli
                                      na formie naszego intelektu. W duchu Schopenhauerowskim można by to tak
                                      rozkminić : każda określona właściwość czyli wszystko, co w materii
                                      empiryczne, choćby tylko ciężar, polega na tym, co staje się widoczne tylko za
                                      pośrednictwem materii na rzeczy samej w sobie, woli. Ciężar jest najniższym
                                      szczeblem uprzedmiotowienia woli, dlatego widać go w każdej materii bez wyjątku,
                                      czyli jest w ogóle od materii nieodłączny. Skoro jest jednak przejawem woli,
                                      zatem właśnie dlatego należy do poznania a posteriori, a nie a priori. Stąd
                                      materię nieważką można sobie przynajmniej wyobrazić, lecz nie materię
                                      nierozciągłą, bez siły odpychania i nietrwała, czyli nie wypełniałaby
                                      przestrzeni, tj. nie mogłaby oddziaływać. Lecz właśnie na działaniu, tj. na
                                      przyczynowości w ogóle polega istota materii jako takiej. Przyczynowość zaś
                                      polega na apriorycznych formach naszego intelektu i dlatego nie można pominąć
                                      jej w myśli.
                                      Zgodnie z tym materia jest wolą samą, lecz już nie wola samą w sobie, lecz wolą
                                      oglądaną, tj przybierającą formę obiektywnego przedstawienia — a więc to, co
                                      obiektywne jest materią, jest subiektywnie wolą. Co myślisz o takim ujęciu a la
                                      Schopenhauer?

                                      Pozdrawiam.
                                      • scand Re: celowość w świecie 04.05.09, 09:09

                                        >Oczywiście pamiętamy o tym, że jego Wola jest
                                        >bezosobowa, ślepa, która karmi się, w sensie ukierunkowuje swe
                                        >działanie poprzez
                                        >indywidualny motyw, w istotach osobowych (na powierzchni zjawisk).
                                        Dla
                                        jednoznaczności uzupełniłbym może o to, że ta siła motoryczna,
                                        napędzająca,
                                        >która działa w przyrodzie, jest identyczna z wolą w nas.

                                        To dość heglowskie nawiązanie z tym że różnica jest taka iż "wola"
                                        Schopenhauera jest ślepa w przeciwieństwie do heglowskiego Rozumu.
                                        Dostrzegam tu pewną sprzeczność, nie wiem czy rozwiązaną przez
                                        Schopenhauera. Jeśli ciałom fizycznym także przysługuje wola to
                                        fizyczne części człowieka ( np. serce) też powinny być
                                        obdarzone "wolą". Ich działania mogą być jednak odmienne od woli
                                        psychicznej. Człowiek byłby więc nie jedną wolą a zespołem wól
                                        (popędów?), które mogą stać ze sobą w sprzecznosci. Dla
                                        Schopenhaurea zdaje się nie było jednak problemu rozbicia woli na
                                        składowe bo ta nie była zwykłym fizycznym fenomenem podlegającym
                                        analizie, a jakby wyrażona przez komunikat płynący z wnętrza rzeczy
                                        samej (w nieco mistyczny sposób bo przeciez ten komunikat jest nam
                                        znany jedynie z własnej introspekcji). Konkretnego człowieka
                                        widział on jako niepodzielną jednostkę - dla mnie nie jest to takie
                                        oczywiste, po lekturze np. Marvina Minskyego
                                        Society of
                                        Mind

                                        Ja pisząc o woli jako warunkującej ludzkie pojęcie przyszłości
                                        myślałem raczej w sensie wyłącznie psychicznym i to w sensie raczej
                                        nie popędu a wyraźnej świadomej intencjalności.
                                        Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość uwarunkowane są przez pamięć
                                        ( ale rozumianą także intencjonalnie - każdorazowo kontruowaną od
                                        nowa), wrażliwość, wolę ( porównajmy przyszłość jak w angielskim
                                        czasie przyszłym "I will"), z tym że wszystkie te 3 pojęcia są
                                        zabarwione społecznie nieco podobnie jak świadomość u
                                        Fichtego
                                        . Pamiętamy aby opowiedzieć innym o przeszłych zdarzeniach,
                                        czujemy aby opowiedzieć innym o tym co jest teraz, zamiarem także
                                        dzielimy się z innymi. Wola staje się zatem wolą komunikacji i
                                        wyraźnie ludzką - nie ma więc tu przejścia między ślepym pędem ciał
                                        fizycznych a sferą komunikacji międzyludzkiej. Podobnie
                                        uspołeczniony jest zatem nasz czas.







                                        <Dzięki temu ład
                                        (również ten moralny) świata rzeczywiście wchodzi w bezpośredni
                                        związek z siłą,
                                        która stwarza świat jako zjawisko: właściwościom woli musi dokładnie
                                        odpowiadać
                                        jej przejaw.

                                        Jak rozumiem mamy tu do czynienia z dwoistością widzenia "od
                                        wewnątrz" jako motyw i od zewnątrz np. jako ruch fizyczny.


                                        >Okoliczność, że w życiu naszym krzyżują się nieustannie dwa
                                        biegunowo przeciwstawne podstawowe cele: cel woli indywidualnej,
                                        która zmierza
                                        do chimerycznego szczęścia w istnieniu efemerycznym i złudnym,
                                        przypominającym
                                        sen, a której szczęście i nieszczęście w przeszłości jest obojętne,
                                        a przecież
                                        teraźniejszość w każdej chwili staje się przeszłością, oraz także
                                        cel naszego
                                        losu, dostatecznie wyraźnie obliczonego na zniszczenie naszego losu
                                        i przez to
                                        na umartwienie naszej woli i usunięcie złudzenia, które więzi nas w
                                        tym świecie,
                                        >nadaje życiu naszemu dziwny dwuznaczny charakter...

                                        >Schopenhauer zadaje pytanie
                                        — jak głęboko tkwią korzenie indywidualności w samej istocie
                                        świata? — i
                                        odpowiada: sięgają tak głęboko, jak afirmacja woli życia, zaś kończą
                                        się, gdzie
                                        zaczyna się jej zaprzeczenie. Innymi słowy wg. niego dysonans
                                        powstał wraz z
                                        >afirmacją (znasz Nietzschego i wiesz o co chodzi).

                                        Dysonans jako wynik afirmacji - jakże to heglowskie...

                                        > W związku z tym uważa on, że słusznym jest uczyć
                                        rozumienia świata na podstawie człowieka niż człowieka na podstawie
                                        świata,
                                        albowiem wyjaśniać należy to co dane pośrednio, przez to co dane
                                        bezpośrednio,
                                        > czyli ogląd zewnętrzny za pomocą samowiedzy, a nie na odwrót.

                                        Taka autonomia człowieka mi odpowiada, ale jak Sch. wyjaśnia ciągłe
                                        wtrącanie się wiedzy przedmiotowej ( np. medycyny) w to tłumaczenie ?


                                        >Na marginesie tego w związku z Schopenhauerem przypomniał mi się
                                        pewien paradoks
                                        Plotyna i Giordano Bruno materia sama nie jest rozciągła, a więc
                                        jest
                                        bezcielesna.
                                        Przestrzeń nadaje materii rozciągłość, a przestrzeń jest formą
                                        >naszego oglądu,




                                        > W duchu Schopenhauerowskim można by to tak
                                        rozkminić : każda określona właściwość czyli wszystko, co w materii
                                        empiryczne, choćby tylko ciężar, polega na tym, co staje się
                                        widoczne tylko za
                                        pośrednictwem materii na rzeczy samej w sobie, woli. Ciężar jest
                                        najniższym
                                        szczeblem uprzedmiotowienia woli, dlatego widać go w każdej materii
                                        bez wyjątku,
                                        czyli jest w ogóle od materii nieodłączny. Skoro jest jednak
                                        przejawem woli,
                                        zatem właśnie dlatego należy do poznania a posteriori, a nie a
                                        priori. Stąd
                                        materię nieważką można sobie przynajmniej wyobrazić, lecz nie
                                        materię
                                        nierozciągłą, bez siły odpychania i nietrwała, czyli nie
                                        wypełniałaby
                                        przestrzeni, tj. nie mogłaby oddziaływać. Lecz właśnie na działaniu,
                                        tj. na
                                        przyczynowości w ogóle polega istota materii jako takiej.
                                        Przyczynowość zaś
                                        polega na apriorycznych formach naszego intelektu i dlatego nie
                                        można pominąć
                                        jej w myśli.
                                        Zgodnie z tym materia jest wolą samą, lecz już nie wola samą w
                                        sobie, lecz wolą
                                        oglądaną, tj przybierającą formę obiektywnego przedstawienia — a
                                        więc to, co
                                        obiektywne jest materią, jest subiektywnie wolą. Co myślisz o takim
                                        ujęciu a la
                                        >Schopenhauer?

                                        Czy jest to ujęcie a la Schopenhauer nie jestem w stanie stwierdzić.
                                        Jeśli uważać wolę na poziomie fizycznym współcześnie za energię ( a
                                        może pęd ?)
                                        to jest niewątpliwy związek z masą, cóż, cieżar to efekt znalezienia
                                        się masy w polu grawitacyjnym. Takie pole można traktowac jako formę
                                        naszego oglądu, jako sumę możliwości oddziaływań, ale jak połączyć
                                        to z czymś tak podstawowym jak rozciągłość ?
                                        Ja myślę że rozciągłość jest jednym z tych pojęć których intuicję
                                        nabieramy we wczesnym dzieciństwie. Co się da wziąć w ręce przez
                                        niemowlaka jest rozciągłe. W ogóle tzw. podstawowe problemy
                                        filozofii być może są właśnie podstawowe dlatego że raz już zostały
                                        rozwiązane tylko że o tym nie pamiętamy bo działo się to we wczesnym
                                        dzieciństwie ( czy znasz np. obserwacje

                                        Piageta
                                        na temat kształtowania się pojęć ogólnych u dziecka ?)
                                        Zadaniem filozofii jest zatem przypomnieć sobie te rozwiązania smile
                                        • trebald Re: celowość w świecie 04.05.09, 18:54
                                          Wspaniałe... wink jestem pod wrażeniem, co rusz odzywa się znienawidzony przez
                                          niego przeciwnik, aż chciałoby się powiedzieć wyrafinowany
                                          [url=http://Society of >
                                          Mind
                                          ]"oponent, stosujący akuratną metodę — doskonale obeznany z jego
                                          zasadą erystyki"[/url] (dla ścisłości, to raczej Schopenhauer był oponentem
                                          Hegla — ten ostatni cieszył się szacunkiem i uznaniem, więc mógł sobie pozwolić
                                          na ignorowanie "biednego" Schopenhauera).

                                          — Zabij przeciwnika jego własną bronią. Albo w nieco szlachetniejszy sposób
                                          sformułowany (powszechnie stosowany przy negocjacjach): Chcesz pokonać
                                          przeciwnika — przyjmij sposób jego myślenia i wskaż na niekonsekwencje w tym
                                          rozumowaniu.


                                          > >Oczywiście pamiętamy o tym, że jego Wola jest
                                          > >bezosobowa, ślepa, która karmi się, w sensie ukierunkowuje swe
                                          > >działanie poprzez
                                          > >indywidualny motyw, w istotach osobowych (na powierzchni zjawisk).
                                          > Dla
                                          > jednoznaczności uzupełniłbym może o to, że ta siła motoryczna,
                                          > napędzająca,
                                          > >która działa w przyrodzie, jest identyczna z wolą w nas.
                                          >
                                          > To dość heglowskie nawiązanie z tym że różnica jest taka iż "wola"
                                          > Schopenhauera jest ślepa w przeciwieństwie do heglowskiego Rozumu.
                                          > Dostrzegam tu pewną sprzeczność, nie wiem czy rozwiązaną przez
                                          > Schopenhauera. Jeśli ciałom fizycznym także przysługuje wola to
                                          > fizyczne części człowieka ( np. serce) też powinny być
                                          > obdarzone "wolą". Ich działania mogą być jednak odmienne od woli
                                          > psychicznej. Człowiek byłby więc nie jedną wolą a zespołem wól
                                          > (popędów?), które mogą stać ze sobą w sprzecznosci. Dla
                                          > Schopenhaurea zdaje się nie było jednak problemu rozbicia woli na
                                          > składowe bo ta nie była zwykłym fizycznym fenomenem podlegającym
                                          > analizie, a jakby wyrażona przez komunikat płynący z wnętrza rzeczy
                                          > samej (w nieco mistyczny sposób bo przeciez ten komunikat jest nam
                                          > znany jedynie z własnej introspekcji). Konkretnego człowieka
                                          > widział on jako niepodzielną jednostkę - dla mnie nie jest to takie
                                          > oczywiste, po lekturze np. Marvina Minskyego (...)

                                          Otóż pozostając przy nagłówku (celowość w świecie): nasz żyjący w epoce
                                          romantyzmu i pozostający w epoce, w której powszechnie wierzono w takie rzeczy
                                          jak np. samorództwo[ to a propos "Taka autonomia człowieka mi odpowiada, ale jak
                                          Sch. wyjaśnia ciągłe
                                          wtrącanie się wiedzy przedmiotowej ( np. medycyny) w to tłumaczenie ?],
                                          twierdził (i to się raczej od tamtego czasu nie zmieniło), że przyczynowość jest
                                          forma naszego intelektu. Podobnie jak czas i przestrzeń, znana nam jest a priori
                                          (używam tego niemodnego dziś terminu, przez zwykły wgląd). A więc o tyle też i w
                                          tych granicach materia należy również do formalnej części naszego poznania, a
                                          wobec tego jest związana czasem i przestrzenią, a więc zobiektywizowany, tj.
                                          ujętą jako coś, co wypełnia przestrzeń samą przyczynowością jako formą
                                          intelektu, o tyle jednak materia nie jest właśnie przedmiotem, lecz warunkiem
                                          doświadczenia, tak jak sam czysty intelekt, którego więc o tyle jest funkcją.
                                          Dlatego też istnieje tylko pojęcie samej materii, a anie jej ogląd. Wchodzi ona
                                          w skład wszelkiego doświadczenia, jako niezbędny składnik, ale w żadnym nie może
                                          być dana. Można ją sobie tylko pomyśleć jako coś, co jest bezwzględnie
                                          bezwładne, bezczynne, bez formy, bez właściwości, ale co jest nośnikiem
                                          wszystkich form, właściwości i działań. Zgodnie z tym materia jest trwałym
                                          substratem wszystkich przemijających zjawisk, czyli wszystkich przejawów sił
                                          natury i wszystkich istot żywych spowodowanym koniecznie przez formy naszego
                                          umysłu, w którym ukazuje się świat jako przedstawienie (wyobrażenie).

                                          > Ja pisząc o woli jako warunkującej ludzkie pojęcie przyszłości
                                          > myślałem raczej w sensie wyłącznie psychicznym i to w sensie raczej
                                          > nie popędu a wyraźnej świadomej intencjalności.
                                          > Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość uwarunkowane są przez pamięć
                                          > ( ale rozumianą także intencjonalnie - każdorazowo kontruowaną od
                                          > nowa), wrażliwość, wolę ( porównajmy przyszłość jak w angielskim
                                          > czasie przyszłym "I will"), z tym że wszystkie te 3 pojęcia są
                                          > zabarwione społecznie nieco podobnie jak świadomość u
                                          > Fichtego
                                          >
                                          .
                                          Fitche uważał, że przedmioty nie wpływają na nasze poznanie... W związku z tym
                                          przypomniała mi się pewna maksyma Schulza: co jest pozbawione sensu, nie jest
                                          dla nas rzeczywiste.
                                          On mógł tak twierdzić, tworzył wszak świat osobny, był
                                          władcą swej krainy: republiki marzeń.

                                          Przedwczoraj umarł mój wierny czworonóg — żyła przy mojej rodzinie przez 16 lat
                                          i jestem przekonany, że jeśli ludzie posiadają duszę, moja suczka również ją
                                          posiadała — cóż, pochowałem ją tak jak się chowa psa...

                                          Jest dość szczególny rozdźwięk powstały na linii stara kultura — nowa
                                          rzeczywistość. Stara kultura ze swoimi ukształtowanymi schematami i harmonijną
                                          tradycją nie może dostosować się do reguł nowej rzeczywistości, która jest
                                          rozchwiana, pospieszna, a przede wszystkim nastawiona na nowość. Wynika to z
                                          niemożności przeżywania siebie w formach spokojnych, gdyż mając roztrzęsione
                                          nerwy tempem otaczającego go życia... — Jak Ty to robisz, że wektor Twoich
                                          filozoficznych rozważań nie przybrał kierunku odwrotnego do pragmatyzmu i
                                          jawnego w naszych czasach relatywizmu? Szczerze podziwiam. Ja najchętniej
                                          schowałbym się do jakieś nory, gdyby nie ciekawość...
                                          — Nie widzę wyraźnie, ciemność mnie ogarnia, ale jeszcze jestem... jeszcze
                                          jestem ciekaw.
                                          (to fragment z końcowych stron powieści). wink

                                          > Ja myślę że rozciągłość jest jednym z tych pojęć których intuicję
                                          > nabieramy we wczesnym dzieciństwie. Co się da wziąć w ręce przez
                                          > niemowlaka jest rozciągłe. W ogóle tzw. podstawowe problemy
                                          > filozofii być może są właśnie podstawowe dlatego że raz już zostały
                                          > rozwiązane tylko że o tym nie pamiętamy bo działo się to we wczesnym
                                          > dzieciństwie ( czy znasz np. obserwacje
                                          >
                                          > Piageta
                                          na temat kształtowania się pojęć ogólnych u dziecka ?)
                                          > Zadaniem filozofii jest zatem przypomnieć sobie te rozwiązania smile

                                          Niewątpliwie, dobrze byłoby powrócić do tego czasu, w którym było się
                                          autentycznym filozofem.

                                          Pozdrawiam.
                                          Trebald, mający nadzieję "być dzieckiem podszyty" wink
                                          • scand Re: celowość w świecie(1) 05.05.09, 09:30
                                            > Przedwczoraj umarł mój wierny czworonóg — żyła przy mojej rodzinie
                                            przez
                                            > 16 lat
                                            > i jestem przekonany, że jeśli ludzie posiadają duszę, moja suczka
                                            również ją
                                            > posiadała — cóż, pochowałem ją tak jak się chowa psa...

                                            Współczuję, cóż psy najwierniejsi przyjaciele ludzi - ich absolutną
                                            wierność można przeciwstawić ludzkiej zmienności...
        • scand Re: charakter vs światopogląd 02.03.11, 14:22
          > Dlaczego 'mistycyzm' ma być osłabieniem a nie wzmocnieniem ?

          Gdyż wg mnie mistycyzm jest raczej wzmocnieniem. Niekoniecznie natomiast musi prowadzić do dobra. Tu doświadczenie pokazuje że nie zawsze jest to taki przypadek.
          Wzmacnia raczej cechy już istniejące.
          Dlatego zbrodniarz może być zarazem mistykiem i wtedy zło jakie czyni jest przez mistycyzm jeszcze bardziej wzmocnione.
    • witekjs Re: charakter vs światopogląd 06.03.11, 20:30
      Genetyka a poglądy polityczne, Jerzy Vetulani
      "Co powoduje, że jesteśmy za PO, PiS czy SLD, albo za Ruchem Poparcia Palikota? Myśliciele zajmujący się życiem społecznym, tacy jak Marx czy Mannheim, uważali, że byt określa świadomość, czyli że nasze poglądy i ideologie kształtuje społeczeństwo. Jednakże mają one też swe korzenie we wrodzonych, determinowanych biologicznie i genetycznie predyspozycjach i osobowości. Badania na bliźniętach prowadzone przez Alforda, Funka i Hibbinga w 2005 roku wskazały, że czynniki genetyczne odpowiadają tak za kierunek (liberalny czy konserwatywny) jak i siłę przekonań politycznych./.../

      /.../Układ dopaminowy, odpowiedzialny za motorykę, funkcje poznawcze, poczucie przyjemności, porozumiewa się z innymi układami przy pomocy dopaminy, która działa na odpowiednie receptory. Znamy co najmniej pięć typów receptorów dopaminowych, a jeden z nich, receptor D4 (DRD4), jest zaangażowany w bardzo wielu funkcjach mózgu, takich jak poszukiwanie nowości, oraz w wielu chorobach psychicznych, takich jak schizofrenia, choroba Parkinsona, psychoza maniakalno-depresyjna (oficjalnie nazywana chorobą afektywną dwubiegunową) i uzależnieniami. Receptor DRD4 występuje w wielu różnych odmianach genetycznych, związanych z różnymi cechami zachowania I osobowości. Zaobserwowano istotne różnice w zachowaniu osób posiadających wariant DRD4-R7 (z wydłużoną trzecią pętlą cytoplazmatyczną) i wariant DRD4-R4 (z i pętlą krótką).. Wariant DRD4-R7. jest związany z poszukiwaniem nowości, ekstrawersją i otwartością, a ta ostatnia cecha jest związana z liberalizmem. Nic więc dziwnego, że zabrano się za jego badanie w doświadczeniu obejmującym ponad 15,000 osób, początkowo uczniów klas 7 – 12, badanych po raz pierwszy w latach 1994-1995, a ostatni – 2001-2002. Badacze sprawdzali, czy obecność tego genu ma znaczenie dla poglądów politycznych oraz czy jest związana z liczbą przyjaciół w okresie dorastania./.../

      vetulani.wordpress.com/2010/11/02/genetyka-a-poglady-polityczne/
      Więcej tutaj i w sąsiedztwie:

      forum.gazeta.pl/forum/w,20070,38212225,122938458,Osobowosc_Genetyka_Polityka_Swiatopoglad.html
      • scand Re: charakter vs światopogląd 07.03.11, 10:22
        Skoro genetyka odpowiada za nasze wybory polityczne to aż dziwne że poparcie dla partii politycznych tak faluje - chyba że te partie .. ciągle się zmieniają wink
        ( w istocie tak jest - znaczenie aktu politycznego nie jest bynajmniej stałe i zależy od czasu i kontekstu)
        • witekjs Re: charakter vs światopogląd 10.03.11, 22:39
          scand napisał:

          > Skoro genetyka odpowiada za nasze wybory polityczne to aż dziwne że poparcie dl
          > a partii politycznych tak faluje - chyba że te partie .. ciągle się zmieniają ;
          > )
          > ( w istocie tak jest - znaczenie aktu politycznego nie jest bynajmniej stałe i
          > zależy od czasu i kontekstu)

          Nie ma wątpliwości, że to nie jedynie genetyka, decyduje na jaką partię głosujemy.
          Myślę, że ona może determinować wybory dotyczące zgodności z naszymi postawami, poziomem kultury, wiedzą i nierzadko światopoglądem kandydatów.
          Niemały wpływ, mają na to nasze środowiska i media pozwalające oceniać ich w akcji...

          Witek

          forum.gazeta.pl/forum/w,20070,38212225,123096240,Osobowosc_Polityka_Religia_Swiatopoglad.html
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka