Dodaj do ulubionych

Syberyjski błędny rycerz

07.10.04, 14:45
Sława!
Syberyjski błędny rycerz
tygodnikforum.onet.pl/1191853,0,7568,925,1,artykul.html


85 lat temu w Harbinie odbyła się uroczystość zaślubin mandżurskiej
księżniczki i barona Romana Ungerna. Ten rzekomy potomek Attyli marzył o
tronie chińskiego cesarstwa, ale udawały mu się tylko masowe mordy i pogromy
Żydów. Zamiast światowej monarchii pokoju stworzył jedynie swój mit.


ALEKSANDR MAŁACHOW


9.08.2004


W młodości Roman Ungern von Sternberg sprawiał rodzicom same kłopoty. Został
relegowany z gimnazjum za złe zachowanie. Ze szkoły kadetów w wieku lat 17
odszedł sam, bo bardzo mu się spieszyło na wojnę z Japonią. Roman uważał się
za potomka wspaniałych rycerzy, piratów i alchemików. Zdawał się nie
przyjmować do wiadomości, że jego dziad (którego w kronice rodu Ungernów
opisał jako nieustraszonego pirata, siejącego postrach na wzburzonych wodach
Oceanu Indyjskiego) był dyrektorem fabryki włókienniczej, a ojciec – doktorem
filozofii.

To, że zwichrowany na punkcie wojenki, przepełniony romantyzmem Roman znalazł
się w Mongolii, nie było przypadkiem. Na początku XX wieku Wschód był modny.
Sztuka Wschodu, wschodnie tortury, filozofia, a także szmuglowane z Azji
narkotyki miały ogromny wpływ na styl życia epoki. Ungern, który w 1910 roku
zakończył szkołę wojskową, poprosił, aby go wysłać nad Bajkał, skąd niedaleko
już do Mongolii i Chin.

Potomek krzyżowców

Służba na takim odludziu nie stwarzała wielu okazji do przygód. Trzeba było
sobie szukać jakichś „środków zastępczych”. Alkohol, narkotyki, samotne
wyprawy w głąb tajgi były jedynymi wypełniaczami czasu dla wojskowych.
Tymczasem w sąsiedniej Mongolii miały miejsce wydarzenia, w których porucznik
Ungern dostrzegł zaczyn nowej epoki.

Pod koniec 1911 roku część Mongolii proklamowała niezależność od Chin, na
tronie zasiadł zwierzchnik miejscowej hierarchii lamaickiej Bogdo-gegen.
Ungern złożył podanie o zwolnienie i w te pędy ruszył do Mongolii. „Zwolniony
na własną prośbę porucznik Roman Ungern udaje się na Zachód w poszukiwaniu
wielkich przygód i okazji do dokonania bohaterskich czynów” – tak brzmiała
formuła w dokumentach.

Potomek krzyżowców wyglądał dość osobliwie. Oto jak opisał go przypadkowy
towarzysz podróży: „Oberwaniec, zakurzony i brudny, z rudawym zwichrzonym
zarostem, z nieruchomymi oczami maniaka. Mniej więcej trzydziestoletni.
Mundur zaniedbany, podarty i brudny, spodnie całe w dziurach. Przy boku miał
przypasane szablę i rewolwer”.

Ungern chciał się przyłączyć do oddziału Dża-lamy, który był jednocześnie
komendantem polowym i buddyjskim mnichem. Rosyjskie władze były przeciwne
temu, by oficer szedł na służbę do oddziału, który bardziej przypominał
zwyczajną bandę niż armię. Toteż koniec końców zaciągnął się jako oficer do
wierchnieudińskiego pułku kozackiego. Ale służba w nim nie obfitowała w
nadzwyczajne przygody, jakich nadal pragnął młody entuzjasta wojny.

Wyprawa do Mongolii stała się punktem przełomowym w życiu barona. Powrócił do
Rosji z przeświadczeniem, że w Mongolii i w Chinach brawurowy awanturnik może
zdobyć wszystko – nawet koronę cesarzy.


Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
Obserwuj wątek
    • ignorant11 Re: Syberyjski błędny rycerz (2) 07.10.04, 14:46

      • ignorant11 Re: Syberyjski błędny rycerz (3) 07.10.04, 14:47
        Dywizja Azjatycka

        Zadania, jakie stawiał przed sobą Ungern, miały niewiele wspólnego z celami,
        jakie mieli do spełnienia białogwardziści. Marzeniem barona była restauracja
        dynastii Qing. By tę szaloną, nierealną ideę wcielić w życie, jesienią 1918
        roku zaczął formować swoją słynną Dywizję Azjatycką. Bardziej przypominała ona
        średniowieczną drużynę książęcych wojów lub bandę rozbójników niż regularną
        armię. Wyposażenie dla niej Ungern zdobywał, rekwirując towary przewożone
        koleją transsyberyjską. Był zwolennikiem kar cielesnych, nawet oficerowie
        poddawani byli chłoście. – Niektórzy moi podwładni nie lubią mnie za
        okrucieństwo – mawiał. – Ale oni nie rozumieją, że walczymy nie z jakąś partią
        polityczną, a z bolszewikami – sektą, która niszczy całą współczesną kulturę.
        Czyż Amerykanie nie sadzają na krześle elektrycznym anarchistów, którzy rzucają
        bomby? Dla zabójców jest tylko jedna kara – śmierć.

        Pomimo swego wielce egzotycznego charakteru Dywizja Azjatycka była uważana za
        część armii białych. Jesienią 1920 roku Ungern nieoczekiwanie przekroczył wraz
        ze swoim wojskiem granicę Mongolii i ostatecznie zerwał z białymi. Teraz
        walczył już tylko na własny rachunek. Ani biali, ani czerwoni nie mieli
        pojęcia, co się stało z wojskiem Ungerna. Na Zabajkalu ludzie opowiadali sobie
        tylko, że przed wymarszem do Mongolii baron wprowadził w dywizji prohibicję;
        ostatniego wieczoru żołnierze urządzili „pożegnanie wina” i upili się wszyscy w
        siwy dym.

        Rajd na Urgę

        Ungern poprowadził dywizję na Urgę (Ułan Bator), gdzie stacjonowała 15-
        tysięczna armia chińska. Twierdził potem, że chciał wygnać z Mongolii chińskich
        rewolucjonistów. O takiej wyprawie marzył całe życie. W Urdze po raz pierwszy
        poczuł się jak wyzwoliciel Mongolii, jak opatrznościowy mąż, przywracający
        władzę prawowitej dynastii. Za przykładem Mongolii miał iść cały Wschód.

        Ungern przeciw wielotysięcznej armii chińskiej mógł wystawić zaledwie kilkuset
        swoich ludzi, ale poparli go wschodniomongolscy książęta. Dostał od nich
        namioty i zaopatrzenie. Oblężenie mogło trwać i trwać. A Chińczykom puściły
        nerwy – popełnili niewybaczalny błąd. Aresztowali Bogdo-gegena, duchowego
        przywódcę Mongołów, i zabili przełożonego jednego z klasztorów. Tym samym dla
        Mongołów wojna z Chińczykami stała się „świętą wojną”.

        Broniący Urgi Chińczycy zaczęli panikować. W mieście rozpuszczano słuchy o
        sławie niezwyciężonej Dywizji Azjatyckiej i o posiłkach, jakie wkrótce
        nadciągną. Co noc na dobrze widocznym z miasta wzgórzu rozpalano wielkie
        ogniska. Baron planował, że zacznie szturm, kiedy uda się wyrwać z chińskiej
        niewoli Bogdo-gegena. Ślepego starca wyniesiono na rękach z pałacu, w którym
        był przetrzymywany i umieszczono w bezpiecznym miejscu.
      • ignorant11 Re: Syberyjski błędny rycerz (4) 07.10.04, 14:47
        Ungernowi udało się przekonać Chińczyków, że właśnie nadeszły posiłki. Każdy z
        żołnierzy Azjatyckiej Dywizji miał za zadanie rozpalić i podtrzymywać ogień w
        trzech ogniskach. Zobaczywszy tyle ognisk, Chińczycy w panice opuścili miasto.
        Baron zezwolił swoim żołnierzom przez trzy dni plądrować Urgę. Broni znaleziono
        niewiele, za to zawładnięto sejfami dwóch chińskich banków. Ungern pozostał
        wierny sobie – podporządkowanie Urgi rozpoczął od rozprawy z komunistami i
        Żydami. Tych ostatnich wycięto do nogi – starców, kobiety, dzieci. Krwawe
        pogromy szokowały Mongołów. Za nic na świecie nie mogli pojąć, dlaczego
        jasnowłosi Rosjanie zabijają ciemnowłosych Rosjan.

        Dla tych, których – według barona – można było nie zabijać, sam wymyślał
        kary. „Za nieznaczne przewinienia – wspominał mieszkający w Urdze dziennikarz
        D. Pierszyn – częstokroć baron kazał wchodzić skazańcowi na dach swojej
        rezydencji i tam odsiadywać wyznaczoną „pokutę”. Dachy chińskich domów
        pokrywane były gliną, a przez to były śliskie, toteż siedzenie na takim dachu
        wymagało nie lada sprawności – każdy ruch groził upadkiem, a nie było się czego
        przytrzymać. Nie raz widywałem siedzących na dachu sztabu ludzi – siedzieli
        obok siebie jak stadko gołębi. Ci, których przewinienie było poważniejsze,
        musieli tak siedzieć tydzień i dłużej, nawet zimą, kiedy to daje się we znaki
        przenikliwy chłodny wiatr”.

        W Mongolii jak w Moskwie

        Po zajęciu Urgi odbyła się koronacja Bogdo-gegena, nazywanego odtąd Bogdo-
        chanem. Baron był w siódmym niebie – oto spełniało się jego marzenie: następuje
        odrodzenie monarchii, ludzkość uczyniła pierwszy krok na drodze do moralnego
        odrodzenia. „W ostatnich latach – pisał – na świecie zostało dwóch koronowanych
        władców: w Anglii i Japonii. Teraz niebo użaliło się nad grzesznymi ludźmi –
        znowu odrodziły się monarchie w Grecji, Bułgarii i na Węgrzech, a 3 lutego 1921
        roku na tronie zasiadł Jego Świątobliwość Bogdo-chan. Tylko odrodzenie
        monarchii uratuje zepsutą przez Zachód ludzkość. Jak ziemia nie może żyć bez
        nieba, tak państwa nie mogą obyć się bez królów”.

        Dla Ungerna monarchia była wartością ponadnarodową. Był on, można powiedzieć,
        monarchistycznym internacjonalistą. W późniejszym śledztwie powie, że jest
        monarchistą, ale nie rosyjskim patriotą. Oficerowie Dywizji Azjatyckiej zostali
        przez Bogdo-chana mianowani na wysokie urzędy i otrzymali wspaniałe tytuły.
        Obdarowani odnosili się do nowych tytułów z ironią, ale baron swój
        tytuł „wielkiego batora, który odrodził państwo” przyjął z pełną powagą. W
        żółtym kaftanie mongolskiego księcia z przyszytymi doń oficerskimi pagonami
        zasiadł nawet później na ławie oskarżonych.

        Ungern jako wojskowy nie miał pojęcia o zarządzaniu gospodarką państwa. Tak jak
        jego śmiertelni wrogowie – czerwoni – nie uznawał handlu. Podobnie jak w
        komunistycznej Moskwie, tak i w monarchistycznej Urdze prawo do przydziału
        żywności mieli tylko ci, którzy pracowali na rzecz państwa. Ungern wprowadził
        sztywne ceny na artykuły pierwszej potrzeby i zaczął emitować własne pieniądze.
      • ignorant11 Re: Syberyjski błędny rycerz (5) 07.10.04, 14:48
        Wschodnie okrucieństwo

        Barwny opis działalności barona pozostawił Pierszyn: „Długo dyskutowano: gdzie
        i jak drukować banknoty? Czy w miejscowej drukarni? Jako zwykłe zamówienie?
        Nie, na to się nie zdecydowano. Poza tym w drukarni brakowało odpowiednich
        czcionek w języku mongolskim. Postanowiono zatem wydrukować banknoty domowym
        sposobem. Czy trzeba dodawać, jak wyglądały te pożal się Boże pieniądze?
        Zdobiły je amatorskie rysuneczki, skreślone jakby ręką ucznia pierwszych
        oddziałów. Ale Mongołom się podobały – wyobrażono na nich bowiem zwierzęta
        domowe – barana (10 dolarów), byka (25), konia (50) i wielbłąda (100).
        Banknotami tymi – wycofanymi wkrótce przez nowy rząd – udało się Ungernowi
        opłacić najpilniejsze potrzeby państwa. Na tym etapie ratowały go także srebrne
        monety zarekwirowane w chińskim banku w Urdze”.

        Dla barona Urga była zaledwie pierwszym etapem w dziele tworzenia wielkiego
        imperium koczowników, które zwalczyłoby zarazę zachodniej cywilizacji. Pragnął
        powołać konfederację narodów koczowniczych pod przewodnictwem
        Chin, „najstarszej i najlepiej rozwiniętej kultury”. W skład tego sojuszu
        narodów powinny poza Chińczykami i Mongołami wejść ludy Turkiestanu i
        Afganistanu, a także Tybetańczycy, Tatarzy, Buriaci, Kazachowie i Kałmucy.

        Mongołów wszystkie te geopolityczne brednie obchodziły tyle, co zeszłoroczny
        śnieg. O wiele bardziej interesowało ich, kiedy wreszcie ci Ruscy pójdą sobie
        precz z Mongolii. Po zdobyciu Urgi Bogdo-gegen zobowiązał się utrzymywać
        wyzwolicieli, nikt jednak nie przypuszczał, że dobrodzieje tak się zasiedzą.

        Tymczasem w Urdze działy się rzeczy, które dzieją się we wszystkich miastach,
        gdzie przez długi czas stacjonuje bezczynna armia: żołnierze w najlepsze
        zajmowali się grabieżą i znęcali nad miejscową ludnością. Grabieże nie dodawały
        baronowi sławy i popularności. Podobnie jak masowe egzekucje, które
        przeprowadzano z iście wschodnim okrucieństwem. O sadyzmie barona opowiadano
        legendy, choć on sam nie lubił obserwować tortur ani egzekucji. „Mokrą robotą”
        zajmowali się jego podwładni.

        Ungern uważał, że potrafi czytać w sercach jeńców. Sąd w jego wykonaniu
        wyglądał tak: jeńców ustawiano w szeregu, baron powoli podchodził do każdego i
        zaglądał z bliska w oczy, po czym orzekał, kogo rozstrzelać, a komu dać broń i
        włączyć w skład Dywizji Azja-tyckiej.

        Baron nigdy nie zmienił swojego wyobrażenia o wojnie, zaczerpniętego z tradycji
        rycerskiej, zgodnie z którym w bitwie oprócz ludzi walczą także duchy i
        prorocy. Towarzyszył zawsze cały zastęp lamów, którzy mówili mu, który dzień ma
        odpowiednią aurę do takiej to a takiej czynności. Uważał siebie za ostatniego
        rycerza walczącego przeciwko złu całego świata, a jego losy potwierdziły znaną
        prawdę: z tak drogiego sercu każdego Europejczyka błędnego rycerza, oddanego
        wielkiej idei, wyrasta najbardziej okrutny morderca, który w imię tej idei jest
        w stanie bez zmrużenia powiek wydać wyrok śmierci na miliony. W XVII wieku
        błędni rycerze walczyli z wiatrakami, ale w wieku XX wzięli się już niestety za
        budowanie komór gazowych.
      • ignorant11 Re: Syberyjski błędny rycerz (6) 07.10.04, 14:49
        Mała zwycięska wojenka

        W rezultacie z działań barona byli niezadowoleni wszyscy. Nie omieszkała
        skorzystać z tego Rosja Radziecka. Agitacja bolszewicka sięgała po te same
        metody, którymi posługiwał się przedtem Ungern. Agitatorzy opowiadali Mongołom,
        że wypuścił on na wolność złego ducha. Wybawienie od niewygodnego barona miały
        przynieść oddziały czerwonych Mongołów pod dowództwem Suche Batora.

        Czerwoni Mongołowie nie spieszyli się z atakowaniem Urgi, obawiając się
        niezadowolenia Chin. Tymczasem wkrótce sam Ungern dał oddziałom radzieckim
        powód do uderzenia na mongolską stolicę.

        Baron potrzebował „małej zwycięskiej wojenki”. Zastanawiał się tylko, kogo
        miałby zwyciężyć. Wyprawa wojenna na Pekin, Moskwę czy Republikę
        Dalekowschodnią (wchodzącą w skład Rosji Radzieckiej) wydawała się szaleństwem.
        Nieoczekiwanie Ungern otrzymał list od atamana Grigorija Siemionowa z
        zawiadomieniem, że szykuje się wielka antybolszewicka operacja wojskowa.
        Zgodnie z planem tej operacji Ungern miał za zadanie przeciąć kolej
        transsyberyjską i zająć Wierchnieudińsk.

        Na terytorium Republiki Dalekowschodniej Dywizja Azjatycka walczyła z
        regularnymi oddziałami Armii Czerwonej. Ungern został rozbity i musiał wycofać
        się do Mongolii. Zaczynając działania wojenne, baron dał czerwonym powód do
        wkroczenia na terytorium Mongolii. W lipcu 1921 roku Suche Bator bez walki
        zajął Urgę. Bogdo-gegen bez namysłu uznał władzę czerwonych.

        Ungernowi udało się co prawda odbudować zdolność bojową swojej dywizji, ale nie
        bardzo miał się gdzie podziać. Przez wszystkich był znienawidzony, wszystkim
        zawadzał. Biali się od niego zdystansowali, czerwoni ścigali, Mongołowie nie
        chcieli go już u siebie. Wreszcie barona pojmali jego żołnierze i związanego
        oddali w ręce czerwonych. Po zatrzymaniu barona Włodzimierz Lenin wysłał do
        Biura Politycznego następujący telefonogram: „Radzę zająć się tą sprawą
        poważnie. Oskarżenie musi być dobrze przygotowane. Urządzić publiczny proces.
        Szybko. Udowodnić winę i rozstrzelać”. Tak też się stało.

        Jeden Ungern wystarczy

        Legenda szalonego barona przetrwała próbę lat. Przeminęły bez śladu w zbiorowej
        pamięci postaci wybitnych wodzów wojny domowej, a Roman Ungern nadal cieszy się
        popularnością i rozpala umysły. Co więcej, stał się bohaterem, można by rzec,
        folklorystycznym. Jeszcze w latach 70. XX wieku opowiadano, z Ungern żyje,
        mieszka w Ameryce, a jego bratem jest towarzysz Mao. Właśnie tymi więzami krwi,
        łączącymi rzekomo Mao Zedonga i barona Ungerna, Buriaci tłumaczyli dobre
        stosunki pomiędzy Chinami i Stanami Zjednoczonymi.

        Inna znowu opowieść dotyczy polityki z najwyższej półki. Powiadano, że
        Republika Federalna Niemiec zamierzała wysłać do ZSRR ambasadora noszącego
        nazwisko Ungern, ale Chruszczow się sprzeciwił: Mieliśmy już jednego Ungerna,
        wystarczy.

        W napisanych w ostatnich latach powieściach rosyjskiej „nowej fali”
        kilkakrotnie pojawia się w różnych postaciach, wariacjach i przeróbkach „czarny
        baron”, który sieje grozę. Na przykład w jednej z powieści Wiktora Pielewina
        spotykamy niejakiego Jungerna – hybrydę barona Ungerna i filozofa Junga (o
        Ungernie pisał Antoni Ferdynand Ossendowski, który osobiście zetknął się z nim
        w Mongolii – przyp. FORUM). Wielką popularność zyskała też gra komputerowa,
        której punktem wyjścia jest założenie, że rewolucja październikowa nie powiodła
        się, a do władzy w Rosji doszedł... Roman Ungern. Może za jakiś czas okaże się,
        że baron funkcjonuje nieźle jako człowiek-symbol, człowiek-ikona, człowiek-
        marka towarowa. Podobnie jak Che Guevara, Hitler czy Nostradamus.

        © Kommiersant-Dieńgi
    • ignorant11 Niesamowite jak z Witkacego 07.10.04, 14:50
      Sława!

      Ten Ungern to jakby Murti-Bing, ciekawe czy Witkiewicz piszac "Nienasycenie"
      nie inspirowal sie Ungernem?


      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka