witomir
12.09.05, 10:43
W Stargardzie Szczecińskim, w jednej ze szkół podstawowych dyrekcja podzieliła
dzieci jedzące obiady w szkolnej stołówce na dwie grupy: tych, za których
posiłki płacili rodzice oraz tych, którym z racji ubóstwa rodziców obiady
finansowano ze środków pomocy społecznej – pisze „Życie Warszawy”.
W szkole podstawowej nr 3 dzieci biedniejsze, którym obiady dofinansował
Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej, jadły obiady między godziną 11 a 12:30.
Następnie stołówka była tylko dzieci z rodzin zamożniejszych, którym droższe
posiłki dostarczała inna firma. Na szkolne posiłki rozpisano przetarg – firma,
która wygrała go na żywienie dzieci po „normalnych” cenach, przegrała
konkurencję z dostawcą tańszych posiłków, finansowanych przez MOPS. W efekcie
obiady do szkoły dostarczają dwie firmy.
Dzieci podzielono więc według cen obiadów, które spożywali. Dyrektor szkoły
tłumaczy, że uczynił to pod presją rodziców zamożniejszych dzieci. Na
szczęście pod presją mediów po kilku dniach zrezygnowano z takiej segregacji.
Wojewódzkie kuratorium oświaty zastanawia się, czy wyciągnąć wobec dyrekcji
szkoły konsekwencje za dopuszczenie do takich praktyk. Piotr Kaczmarski,
rzecznik Polskiego Czerwonego Krzyża, która to organizacja zajmuje się m.in.
dożywaniem ubogich dzieci w szkołach, mówi: „Nie można pozwolić, aby jakieś
dziecko czuło się gorsze, ponieważ jego rodzice mają mniej pieniędzy”.
Nam się podoba, że szybko zaprzestano takiej chamski praktyki, jaką jest
segregacja dzieci według zamożności ich rodziców. Podoba nam się też oburzenie
mediów. Ale cisną się na usta pytania: Skąd się biorą biedne dzieci? Skąd się
biorą ubodzy rodzice? Dlaczego w XXI wieku w środku Europy ludzi nie stać na
to, żeby wykupić dziecku obiad w szkolnej stołówce? Dlaczego jest tak źle,
skoro jest tak dobrze, bo przecież PKB rośnie, do UE nas przyjęli, i w ogóle
jesteśmy gospodarczym tygrysem Europy Środkowo-Wschodniej? I dobrze by było,
żeby na takie pytania odpowiedziały nam media, które od 15 lat serwują
farmazony spod znaku propagandy sukcesu, tym razem nie komunistycznej, lecz
liberalnej. Obserwując tę propagandę można by odnieść wrażenie, że biedne
dzieci biorą się stąd, że dziwnym trafem przynosi je jakiś inny, gorszy bocian...