ignorant11
07.01.06, 04:57
Sława!
Rodzinna Ukraina
Andrzej Romanowski 06-01-2006, ostatnia aktualizacja 06-01-2006 21:30
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,3102075.html?as=1&ias=4
Cokolwiek byśmy mówili o "zdradzie jałtańskiej", wolny Zachód stale się o nas
upominał. To tylko nieszczęsna Ruś została - wśród milczenia narodów -
stratowana przez Rosję. Ale czy nie była też tratowana przez Polskę? Los
Ukrainy powinien być - dla świata, ale przede wszystkim dla Polaków - wielką
lekcją pokory - pisze Andrzej Romanowski
Rafałowi, uczestnikowi pomarańczowej rewolucji
Przed rokiem, w trakcie rewolucji na Ukrainie, wpatrywałem się w opublikowaną
w "Gazecie" mapę poparcia dla Wiktora Juszczenki. Kolor pomarańczowy zaczynał
się tuż za naszą granicą, obejmował dawną Galicję wschodnią (czyli
wcześniejszą Ruś Halicką), a także rosyjski niegdyś Wołyń (czyli wcześniejszą
Ruś Włodzimierską), przekraczał na Zbruczu dawną granicę austriacko-rosyjską
(a zarazem przedwojenną granicę polsko-sowiecką), zajmował dawne włości
kniazia Jaremy Wiśniowieckiego na Zadnieprzu, królował nawet na dawnych
Dzikich Polach, a kończył się gdzieś na zachód od Charkowa. Długo nie mogłem
uwierzyć: zakres poparcia dla Juszczenki odtworzył wschodnią granicę
Rzeczypospolitej z początku XVII w. Sprzed powstania Bohdana Chmielnickiego.
Ukraina, kraj Zachodu
Ukraina rozwinęła się bowiem w Koronie Polskiej. Ta oczywista prawda jest
pamiętana zbyt rzadko - może dlatego, że przed tym "rozwojem" były
przecież "narodziny", a te nastąpiły wcześniej: jeżeli nie razem z Rusią
Kijowską, to w XII, a najpóźniej w XIII w. Czy początkiem związków zachodniej
części Rusi z łacińskim Zachodem, w tym Polską i Węgrami, były interwencje w
Haliczu księcia krakowskiego Kazimierza Sprawiedliwego, czy raczej akcje
króla Węgier Beli III, który przybrał nawet tytuł króla Rusi? Dość
powiedzieć, że gdy w r. 1199 książę Roman Mścisławicz zjednoczył Ruś Halicko-
Włodzimierską (Wołyńską), oderwał ją w pewnym sensie od ruskiego zaplecza i
dokonał jej geopolitycznej reorientacji.
Ten wnuk po kądzieli Bolesława Krzywoustego wychowany w Krakowie i
Sandomierzu na dworze wuja Kazimierza Sprawiedliwego był - jak się zdaje -
zauroczony kulturą Zachodu. Poległ w bitwie ze swym kuzynem Leszkiem Białym
pod Zawichostem w czerwcu 1205 r., ale to właśnie od niego zaczął się ów -
odmienny niż na reszcie Rusi - kurs polityczny haliczan. A proces ten polegał
nie tylko na bliskich kontaktach politycznych z zachodnimi sąsiadami i nie
tylko na sprowadzaniu kolonistów niemieckich, ale też na przyjmowaniu przez
ruskie budownictwo cerkiewne form w części zachodnich - najpierw romańskich,
niebawem gotyckich.
To zbliżenie z Europą łacińską okazało się nadspodziewanie trwałe - nie
przerwał go nawet najazd Mongołów z lat 1240-41. Syn Romana, Daniel Halicki,
uznał wprawdzie - jak większość książąt ruskich - zwierzchnictwo mongolskie i
w 1250 r. w Saraju nad Wołgą, stolicy Złotej Ordy, złożył hołd chanowi, ale
już trzy lata później porozumiał się z papieżem, przeszedł na katolicyzm i
ukoronował się na króla Rusi. Żeby zaś było jeszcze dziwniej, uczynił to w
Drohiczynie.
Obecność na historycznej mapie Rusi miasta znajdującego się dziś w Polsce nie
powinna dziwić. Księstwo Halickie sięgało na wschodzie po Bracław nad Bohem,
ale na zachodzie obejmowało Sanok, Krosno i Rzeszów. Przemyśl (Peremyszl) był
nawet do 1141 r. stolicą tego państwa, a po stu latach stołeczności Halicza
kolejną stolicą został w 1240 r. założony trzy lata wcześniej Chełm - dziś
również miasto polskie. Dopiero w 1272 r. stolicą Rusi Halicko-Wołyńskiej
został Lwów - wybudowany nieco wcześniej dla Lwa, syna Daniela. Ruś Halicko-
Wołyńska była w każdym razie swoistym "przedmurzem obrotowym" - wysuniętym
najdalej na zachód krajem prawosławnym, a przy tym zachodnim bastionem Złotej
Ordy, zarazem jednak wysuniętym najdalej na wschód przyczółkiem cywilizacji
niemiecko-łacińskiej. Czy w fakcie tym nie widzimy prefiguracji usytuowania
Polski - a rebours?
Księstwo Halicko-Wołyńskie (Królestwo Rusi) nie tylko istniało w części na
tych ziemiach, które dziś uważamy za polskie, ale było w swej ostatniej fazie
rządzone przez... Piasta. Jerzy II z Mazowsza wprawdzie jak jego ruscy
poprzednicy wyznawał prawosławie (przyjął je na żądanie bojarów - konwersja
Daniela nie okazała się trwała), ale otaczał się rodakami - Mazowszanami, a
także Małopolanami, Węgrami i Niemcami. W rezultacie został przez bojarów
otruty. Ale związki z Zachodem były już wtedy we Lwowie na tyle silne, że
pretensje dynastyczne do Królestwa Rusi zgłosił natychmiast inny Piast, król
Polski Kazimierz Wielki. Wojna, która rozpoczęła się w r. 1340, toczyła się
jednak nie tyle z Rusinami, co z ich suwerenami - Tatarami (ściągnęła ona na
Polskę nowe, doszczętnie w tradycji zagubione, najazdy tatarskie), a także z
innymi pretendentami do halickiego dziedzictwa - pogańskimi Litwinami
(sprowokowała również ich najazdy, także zapomniane). Rezultat był w każdym
razie taki, że w 1349 r. pod władzę Krakowa przeszły nie tylko Rzeszów i
Krosno, ale też Sanok i Przemyśl, ba! - Lwów i Halicz. Z czasem dołączono
jako lenna Chełm i Bełz, a także skrawek Rusi Wołyńskiej z Włodzimierzem, a w
1366 r. nawet Krzemieniec i - jako kolejne lenno - Kamieniec Podolski.
Oto więc niespodzianka: Rzeszów należy do Polski dopiero od 660 lat... Czyli
niemal tak długo jak Lwów - dopóki w 1939 r. Stalin nie oddał go Ukrainie
sowieckiej. I tylko niewiele dłużej niż Kamieniec Podolski. To w czasach
Kazimierza Wielkiego nastąpiło zrośnięcie się Polski z Rusią. Owszem, była ta
Ruś niejako prywatną domeną Kazimierza; co więcej, po śmierci króla nastąpił
na niej kolejny epizod panowania węgierskiego. W obu jednak przypadkach -
polskim i węgierskim - otwarto na Rusi szerzej niż kiedykolwiek wrota
cywilizacji łacińskiej lub, ściślej, łacińsko-niemieckiej (w początku XV w.
Niemcy stanowili 70 proc. mieszkańców Lwowa). Kiedy w 1387 r. królowa Jadwiga
ostatecznie przyłączyła Ruś Halicką do Polski, siła atrakcyjności polskich
przywilejów spowodowała niebawem (za Jagiełły i Warneńczyka) unifikację praw
i powstanie szlacheckich sejmików.
To właśnie te polskie wolności przypieczętowały rozłam Rusi. Jej część
zachodnia - polska, od XVIII w. austriacka (wschodnia Galicja), po I wojnie
światowej ponownie polska (wschodnia Małopolska) - żyje do dziś życiem
odrębnym, jako tzw. Ukraina Zachodnia. "Ukraina spolonizowana" - jak mówią
czasem w Kijowie, zapominając, że akurat na tym terenie wrogość polsko-
ukraińska była w XX w. największa.
Natomiast u schyłku średniowiecza związek polsko-ruski (polsko-rusko-
niemiecki?) stał się fundamentem świeżo odrodzonej Korony Polskiej. Ma więc
ten związek metrykę starszą niż związek "polsko-mazowiecki", bo jeśli pominąć
czasy pierwszych Piastów, Mazowsze stało się lennem króla Polski dopiero w
1351 r., zostało zaś inkorporowane do Korony w 1529. Oto Polska - kraj
paradoksów: przez niemal 200 lat Warszawa była bardziej na zewnątrz królestwa
niż Lwów.
Tego samego Fredry wnuki
"Ukraińcy i Polacy stanowią poniekąd jedną rodzinę" - stwierdziła w niedawnym
wywiadzie dla "Gazety" Julia Tymoszenko. Zwrot grzecznościowy, lecz przecież
słowa te odwołują się do najgłębszych pokładów naszej wspólnej tożsamości.
Taką "rodzinną" wspólnotę stworzył najpierw ukraińsko-polski paralelizm
losów. Jeżeli bowiem zachodnia Ruś oderwała się w średniowieczu od swych
korzeni i zorientowała się na Zachód, to i Polska sto lat później oderwała
się od swych korzeni - zachodniosłowiańskich - i częściowo się
zreorientowała - na Wschód. To właśnie na tej drodze dokonało się w
średniowieczu polsko-ruskie spotkanie. Jego finałem stał się ów zrost, który
sprawił, że przez całe stulecia trudno b