ignorant11
13.02.06, 23:40
Sława!
Eksport'05 najlepszy w historii
Patrycja Maciejewicz 13-02-2006 , ostatnia aktualizacja 13-02-2006 20:59
W ubiegłym roku polskie firmy sprzedały za granicę towary za 71,4 mld euro.
To najlepszy rok w historii. W ciągu ostatnich pięciu lat wartość eksportu
się podwoiła! Jak firmy to robią,, skoro złoty jest rekordowo silny?
Najnowsze dane GUS przyniosły porcję krzepiących informacji - za granicę
sprzedajemy coraz więcej towarów. Firmy jeżdżą na targi, zdobywają nowe
rynki, są coraz bardziej odważne w ekspansji poza własne podwórko. Nie
powstrzymuje ich nawet rekordowo silny złoty. Wprawdzie wpływy walutowe ze
sprzedaży zagranicznej były większe w ubiegłym roku o 19,6 proc. w porównaniu
do 2004 r., to jednak w przeliczeniu na złotówki sytuacja nie wygląda już tak
różowo. Kieszenie firm stały się pełniejsze tylko o 6,1 proc. Warto jednak
zauważyć, że ostatni miesiąc był w eksporcie nieprzeciętnie dobry. Po 11
miesiącach dynamika w euro i w złotówkach była istotnie niższa.
Kurs boli, ale nie odstrasza
Dlatego temat kursu złotego króluje w rozmowach z firmami. Z rozrzewnieniem
wspominają czasy, kiedy za jedno euro mogli dostać więcej niż 4,5 zł. Dziś
muszą zadowolić się ceną ok. 3,80. - Dla nas optymalne byłoby, gdyby euro
kosztowało 4 zł - mówi Monika Ławniczak zajmująca się eksportem w Konińskiej
firmie Vin-Kon, która eksportuje za granicę koncentraty owocowe używane m.in.
do produkcji soków i w przemyśle spożywczym. - Surowce kupujemy w sezonie i
po kursie z tego okresu kalkulujemy swoje ceny. Ale towar dostarczamy przez
cały rok. Zmiana cen walut boleśnie w nas uderza - wyjaśnia.
Dla większości firm oznacza to jednak mniejszy zarobek, a nie stratę na
eksporcie. Ławniczak przyznaje, że kurs euro nie spadł jeszcze do takiego
poziomu, który zmusiłby firmę do rezygnacji z eksportu lub do dopłacania do
niego. Taka granica dla Vin-Konu to 3,6 zł za euro. Potwierdzają to ankiety,
które co kwartał przeprowadza wśród przedsiębiorców Narodowy Bank Polski.
Dowodzą one, że firmy potrafią się przystosować do zmieniających się
warunków. Granica opłacalności eksportu obniża się więc wraz ze spadającym
kursem.
Ale choć na rynkach zagranicznych trudno obecnie przetrwać mało
konkurencyjnym firmom, to nie ubywa aktywnych eksporterów. Mało tego - ich
udział nawet rośnie. Według badań NBP na początku tego roku stanowili oni już
64,2 proc. firm - najwięcej w historii badań!
Rozpełzają się po świecie
Coraz więcej towarów sprzedajemy do państw starej Unii Europejskiej, jednak
bardzo odważnie firmy wchodzą także na inne rynki. - W ubiegłym roku
bardzo "chwyciła" Rosja, otwierają się też Bałkany. To rynki, gdzie
konkurencja jest mniejsza niż w UE i łatwiej je zdobyć. Dzięki temu udało nam
się zwiększyć sprzedaż zagraniczną o prawie 20 proc., i to licząc w złotych,
a nie w walucie - mówi Renata Fak-Szewczyk z firmy Tago produkującej
ciasteczka. Zakłady Lniarskie "Orzeł" z Mysłakowic ruszyły na podbój
Republiki Południowej Afryki i Ameryki Południowej, a producent okuć
okiennych Winkhaus już zadomowił się w Libii, Ghanie, Gruzji i Kazachstanie.
To właśnie sprzedaż do Europy Środkowo-Wschodniej i państw rozwijających się
rosła w 2005 r. najszybciej - o ponad 30 proc.
Po sześciu latach w 2004 r. polskie firmy znów sprzedawały w Rosji tyle, co
przed kryzysem rosyjskim. W ubiegłym roku udało się tę pozycję umocnić.
Niestety, embargo, m.in. na mięsa, wędliny i zboża wprowadzone w połowie
listopada i wciąż nie zdjęte, wpłynęło na wyniki handlu z Rosją. W połowie
roku eksport rósł bowiem w tempie 62 proc., na koniec dynamika ta wynosiła
jedynie 37 proc.
Ucieczka do przodu
Firmy robią, co mogą, żeby w pogarszającej się rzeczywistości wychodzić na
swoje. Pierwsze, co przychodzi do głowy, to nieskomplikowane cięcie kosztów,
jednak wiele firm już nie ma takich możliwości. Nie mogą zwalniać ludzi, bo
nie będą w stanie zrealizować napływających nieprzerwanie zamówień. Potrzebna
jest ucieczka do przodu. Kupują więc nowe maszyny, które poprawiają ich
wydajność, sprawiają, że będą produkować taniej. Zakłady Lniarskie "Orzeł"
uzbroiły się w supernowoczesne krosna. - Teraz w tkaninach lnianych możemy
robić wszystko - zapewnia Krzysztof Sierka, wiceprezes firmy, której oprócz
tanich walut doskwiera zalew taniej produkcji z Chin.
Tu okazuje się, że problem mocnego złotego ma drugi koniec - dzięki temu
potrzebne technologie można sprowadzić z zagranicy wyjątkowo tanio. Udział
importu w kosztach firm był - według badań NBP - najwyższy w historii.
Innym wybiegiem taktycznym poprawiającym wyniki jest przestawienie się na
bardziej "zaawansowane" produkty, na których można więcej zarobić. "Orzeł"
zamiast nabijać kolejne kilometry tkanin rozwija własną szwalnię, która bele
materiału przerabia na obrusy, zasłony, pościel. Produkcja gotowych wyrobów
zwiększyła się kilkakrotnie i stanowi dziś ok. 15 proc. całej produkcji. Z
pięknie zapakowanymi towarami dociera do ekskluzywnych butików i małych
galerii, gdzie ceny są znacznie wyższe.
Eksportowa superliga
Wszystkie dostępne dane statystyczne i badania pokazują, że eksporterzy to
ekstraklasa naszych firm. Ich lepsze od ogółu wyniki finansowe nie dziwiły,
gdy euro kosztowało prawie 5 zł. Ale wspólna waluta jest dziś o ponad jedną
piątą tańsza, a firmom eksportującym nadal lepiej się wiedzie niż całej
reszcie.
Zysk osiąga 73,3 proc. eksporterów, podczas gdy we wszystkich firmach odsetek
ten wynosi 70 proc. Eksport zapewnia też większą opłacalność działalności niż
ograniczenie się tylko do rynku krajowego. U eksporterów rentowność obrotu
jest wyższa od średniej dla wszystkich firm. Mało tego, im eksporter jest
bardziej wyspecjalizowany, tym jego działalność jest rentowniejsza! Ci,
którzy są uzależnieni od rynków zagranicznych (eksport stanowi przynajmniej
75 proc. sprzedaży), znajdują się w lepszej sytuacji od firm, które poza
Polską sprzedają do 25 proc. swoich towarów.
Z kolei NBP wyliczył, że udział nieopłacalnego eksportu wyniósł na początku
tego roku 6,7 proc. i spadł w porównaniu z poprzednim kwartałem.
Firmy zdają sobie jednak sprawę, że utrzymanie tak spektakularnej dynamiki
eksportu będzie trudne. Przedsiębiorcy przyznają, że w I kwartale wzrost
sprzedaży zagranicznej może być wolniejszy niż w końcówce 2005 r. Większego
zagrożenia dla eksportu jednak na razie nie widać - trend zjawiska wyliczany
przez ekonomistów z NBP od kilku kwartałów pozostaje stabilny.
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie