ignorant11
03.09.07, 12:16
Sława!
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070903/ekonomia/ekonomia_a_7.html
Przepaść między Wschodem i Zachodem
- Rok 2006 był dla krajów transformacji systemowej najlepszym okresem od 1989
r. Ten i przyszły również będą bardzo dobre, chociaż wzrost PKB może nie być
tak wysoki. Ale gospodarka jest silna w całym regionie - mówi prof. Dariusz Rosati
ekonomia_a_7-1.F.jpg
Dariusz Rosati
RYSZARD WANIEK
Rz: Ubiegły rok dla gospodarek transformacji systemowej był bardzo dobry. A
jaki będzie ten i następny?
Dariusz Rosati: Rok 2006 był dla krajów transformacji systemowej najlepszym
okresem od 1989 r. Ten i przyszły również będą bardzo dobre, chociaż wzrost
PKB może nie być tak wysoki. Ale gospodarka jest silna w całym regionie. Warto
jednak zwrócić uwagę, że wszystkie kraje cechuje niestabilność polityczna. W
Czechach, na Węgrzech, na Słowacji, w Polsce, Rumunii czy na Litwie rządy są
niestabilne. Często rządzą partie, które nie mają większości w parlamencie.
Nastąpiło osłabienie tendencji liberalnych i proeuropejskich. Po wejściu do
Unii ujawniły się lokalne konflikty, wzmacniają się tendencje
nacjonalistyczne. Wcześniej rządom bardziej zależało, żeby to kontrolować.
Czy niestabilność polityczna może zaszkodzić gospodarce?
Napięcia polityczne zawsze jej szkodzą. Co ciekawe, im wyższy jest wzrost
gospodarczy, tym mniejsza skłonność do reformowania finansów publicznych.
Uważam, że jeżeli na przykład Polska nie zdecyduje się na reformę finansów
publicznych, to za parę lat skończymy z takim wzrostem gospodarczym, jaki mają
Włochy, czyli w okolicach 1 - 2 proc.
Skala szkód spowodowanych niestabilnością polityczną jest jednak bardzo różna.
Nie są one głębokie w krajach związanych z Unią Europejską czy to jako
członkowie, czy jako państwa kandydujące lub pretendujące do kandydowania.
Unia narzuca bowiem pewne zasady gospodarcze, których nie można naruszać, jak
ograniczenia pomocy publicznej.
Ale nie wszystkie państwa przechodzące transformację są związane z Unią
Europejską.
Rzeczywiście, na wschodniej granicy Polski przebiega granica dwóch światów:
między systemem parlamentarno-gabinetowym a prezydencko-oligarchicznym, między
gospodarka wolnorynkową a gospodarką z dużym zakresem interwencji państwa. Ten
drugi świat to Rosja, Białoruś, państwa Zakaukazia i centralnej Azji. Ukraina
jest natomiast przypadkiem pośrednim - szkoda, że Unia Europejska nie dała jej
na razie żadnych szans na przyjęcie do swojego grona. A wspomniana granica
pokrywa się w znaczniej mierze z granicą oddzielającą europejski obszar
wolności i demokracji od krajów, w których demokracja, swobody obywatelskie i
gospodarcze są ograniczone. Różnica między tymi światami powiększa się.
Pierwszy przeprowadza reformy instytucjonalne i utrwala demokrację, w drugim
umacnia się autorytaryzm. Pierwszy będzie dalej szedł w kierunku
liberalizacji, drugi - przeciwnie. Nie widzę szans, żeby w średnim okresie
kraje postsowieckie, oczywiście wyłączając bałtyckie, zbliżyły się do wzorców
Zachodu. Demokracja jest tam kojarzona z anarchią, a wolna gospodarka rynkowa
z bogaceniem się oligarchów.
Ale kraje Wschodu, szczególnie Rosja, osiągają bardzo wysokie wpływy ze
sprzedaży surowców, głównie ropy, to nakręca ich wzrost gospodarczy. Czy mogą
wykorzystać te środki na inwestycje, rozbudowę różnych sektorów niezwiązanych
z energetyką?
Rosja jest kolosem na glinianych nogach. Kiedy przyjdzie dekoniunktura na
rynku ropy, jej gospodarka osłabnie. Bardzo duże znaczenie ma tam nieformalny
układ władzy, z administracją prezydencką na czele, która posługuje się
służbami specjalnymi. Reformy instytucjonalne zostały zablokowane, a
konkurencyjność rosyjskich przedsiębiorstw - poza sektorem energetycznym -
jest bardzo niska. Proszę zresztą porównać Rosję i Chiny. Kto widział
rosyjskie towary na półkach sklepowych w Europie czy w Stanach Zjednoczonych?
Nie ma ich w ogóle. A chińskie zalewają cały świat.
Dlaczego Chiny mogą się rozwijać tak dynamicznie, a Rosja nie?
Jest kilka przyczyn. Chiny były kiedyś krajem nieuprzemysłowionym. Tam
wszystko trzeba było budować od początku. Ogromną w tym rolę odgrywali
inwestorzy zagraniczni. W Rosji natomiast istniał nadmiernie rozbudowany
przemysł ciężki i obronny. Jego restrukturyzacja okazała się niesłychanie
trudna. Drugą przyczyną różnic jest dzika prywatyzacja przeprowadzona po
rozpadzie Związku Radzieckiego, która doprowadziła do przejęcia najbardziej
wartościowych aktywów przez oligarchów i do upadku wielu przedsiębiorstw.
Chiny natomiast budowały sektor prywatny stopniowo od podstaw. Poza tym
przeprowadzono tam liberalne reformy gospodarcze, w polityce natomiast panuje
nadal zamordyzm. W Rosji w latach 90. było dokładnie odwrotnie. Teraz również
stosuje się tam zamordyzm, ale reform gospodarczych nie ma.
Wróćmy jeszcze do krajów Europy Środkowej i Południowej. Rozwijają się one w
dużej mierze dzięki inwestycjom zagranicznym. Ale jakie może być ich miejsce w
światowej gospodarce w przyszłości? Czy inwestorzy nie zaczną się przenosić do
krajów Wschodu, gdzie będą niższe koszty pracy?
Proszę zauważyć, gdzie na świecie napływa najwięcej inwestycji zagranicznych.
Do krajów rozwijających się? Nie. Do rozwiniętych gospodarek. Są to głównie
inwestycje w branżach usługowych związanych z wysokimi technologiami. Krajom
naszego regionu nie grozi spadek napływu inwestycji, ale pod warunkiem że
przeprowadzą reformy, które będą skierowane na wzmocnienie innowacyjności
gospodarki, edukację i rozwój sektora usług. Tania siła robocza już niedługo
przestanie być atutem Polski, Czech, Słowacji, Węgier czy krajów bałtyckich i
bałkańskich.
rozmawiali Paweł Jabłoński i Ignacy Morawski
Czytaj także
Forum Słowiańskie
gg 1728585