Serbołużyczanie

15.07.03, 17:16
    • ignorant11 Pozdrow z Budysina 18.07.03, 13:21
      Pozdrow z Budysina
      Autor: Gość: Bjarnat IP: *.local / 192.168.110.*
      Data: 10-07-2003 15:38 + odpowiedz na list

      + odpowiedz cytując


      -------------------------------------------------------------------------------
      -
      Mejce wutrobny dzak za waz wulki zaujem. Jutre tj. Pjatk, 11. julija 2003 w
      19.00 hodź po kemsach, budze nadzijomnje wulka demonstracija na sulskim dworje
      w Chroscicach. Kozdy je witany! Dzensa so zapocal w Chroscicach 5 Mjezynarodny
      Folklorny festiwal 10-13 julija, potajkem druhe zaujmawostki tez dawac budu .

      Hysci raz wutrobny dzak za wasu podperu a stó moze prosu pzizjewce so pola nas
      jutre abo konc tydzenja w Chroscicach.

      Pozdrow z Budysina!

      Bjarnat


    • ignorant11 wymierający naród 20.07.03, 16:51
      Pamiętajmy o tym, że jesteśmy Słowianami z krwi i kości i zawsze nimi
      będziemy. Dzisiaj nam nic nie zagraża, ale na naszych oczach (a raczej z boku,
      niewidoczny) umiera jeden z naszych bratnich narodów Słowiańskich- Łużyczanie.
      Za Mieszka I Łużyce należały do Polski. Dzisiaj w granicach naszego kraju jest
      tylko niewielki skrawek tych ziem, a takimi znanymi miastami (polskimi) są
      m.in. Zgorzelec, Forst czy Gubin. Od najdawniejszych czasów Łużyczanie
      rozdzielali Niemców od Polaków. Jednak gdy Polska podupadła, Germanie na dobre
      zapuścili swe korzenie w ich pięknej ziemi. Przestało istnieć Księstwo
      Miśnieńskie, a Łużyce stały się (niczym nasz Śląsk) punktem masowego
      osadnictwa niemieckiego.

      Dzisiaj miasta łużyckie leżą w większości w Niemczech (troszkę w Polsce i
      troszkę w Czechach), a najsławniejsze z nich to: Meissen (Miśnia), Cottbus
      (Chociebuż), Bautzen (Budziszyn), Wiesswasser (Biała Woda- w oryginale: Bieła
      Woda), Lobau (Lubiniec). Same Łużyce dzielą się na północne i południowe. Tak
      samo język łużycki ma 2 dialekty. Przed II wojną światową Łużyczanie (sami
      siebie nazywają Serbami Łużyckimi) byli dość liczną grupą (ok. 300 tys.) i
      stanowili większość na tych niemieckich już ziemiach, a gdzieniegdzie były
      całe miejscowości "czystołużyckie". Jednak czubek Hitler większość Łużyczan
      wymordował i została tylko garstka. Po upadku faszyzmu Łużyczanie błagali na
      kolanach Stalina, aby ten dał im wole państwo po ponad 800 letniej okupacji-
      tak się nie stało. Po wojnie ich liczebność wzrosła do ok. 100 tys. Jednak
      dzisiaj na skutek wielkich migracji na zachód spowodowanej biedą we wschodnich
      Niemczech, mass-mediów wymuszających znajomość niemieckiego, bardzo duża
      liczba Łużyczan zasymilowała się i wyjechała z Łużyc.
      Niegdysiejsze "czystołużyckie" wioski zaczęły przyciągać (za komuny jeszcze)
      fale robotników do fabryk tam budowanych i tak stopniowo Łużyce umierały... i
      już prawie umarły. Dzisiaj szacuje się, że Łużyczan jest ok. 60 tys., z czego
      tylko 20 tys. mówi płynnie swym językiem. I to głównie na południu, bo Łużyce
      Północne prawie w ogóle się “odłużyczyły”. Co prawda działa radio łużyckie,
      czy gazeta w tym języku, ale dzisiaj nikomu nie opłaca się tam mówić językiem
      przodków- uważają się za Niemców.

      Łużyce dzisiaj są obszarem dwujęzykowym. Wszystkie tablice nazwy miast,
      ulic, druki urzędowe pisane są po niemiecku i łużycku. Jednak wszyscy
      urzędnicy to Niemcy i nikt nie odpowie takiemu Łużyczaninowi w jego języku. Od
      niedawna na Łużycach działa szkolny program “Witaj” (to oryginalna łużycka
      nazwa), dzięki któremu w szkołach są klasy łużyckie prowadzone po łużycku i
      najmłodsze pokolenie uczy się kultury swych dziadów. Ale czy to wystarczy?
      Dzisiaj aby nie zatracić tożsamości narodowej, trzeba mieć niepodległe państwo-
      a tego jednego brak Łużyczaninom. Jak tak dalej pójdzie, to na początku XXII
      wieku nie będzie ani jednego Łużyczanina.

      Jeszcze jedną rzecz chciałem poruszyć- a mianowicie język Serbów
      Łużyckich. Mało kto wie, że Łużyczanie to potomkowie... Polaków! W III w. n.e.
      wyemigrowali z naszych pięknych gór do dzisiejszych Łużyc i tam osiedlili się.
      Ich język podlegał wpływom niemieckim, czeskim i połabskim, lecz jest to obcy
      nam język NAJBARDZIEJ ze wszystkich podobny do polskiego! (lepiej niż
      słowacki!). Oto przykład tekstu z Serbskiego Kodeksu Narodowego: “Serbski lud
      a kużdy Serb ma prawo na zachowanje swojeje narodneje identity w starodawnem
      sedleńskem- Łużicach“. Trochę zalatuje czeskim, ale brzmi swojsko! Dodatkowo
      polecam przesłuchanie 2 wersji hymnu Łużyc aranżowanego przez mnie (1. wersja
      i 2. wersja) oraz obejrzenie mapki, gdybyście mieli kłopoty z
      odnalezieniem “Serbskiej macicy“ (cytat z ww. kodeksu). Oficjalną stronę Łużyc
      znajdziecie po wpisaniu w przeglądarce “Domowina“ (lub w dziale linki).

      Na stronie Domowiny znajdziecie nuty do tegoż hymnu (jego melodia leci
      właśnie w tle). Dodatkowo znajdziecie tam 2 wersje w formacie MP3- z
      oryginalnym łużyckim chórem jak i wersję orkiestrową. A ja podaję poniżej
      słowa do tego hymnu- zarówno po dolno jak i górnołużycku.



      hudźba [=muzyka]: Korla Awgust Kocor
      słowa [=słowa smile]: Handrij Zejler



      Rjana Łužica

      Rjana Łužica,
      sprawna přećelna,
      mojich serbskich wótcow kraj,
      mojich zbóžnych sonow raj,
      swjate su mi twoje hona!

      Časo přichodny,
      zakćěj radostny!
      Ow, zo bychu z twojeho
      klina wušli mužojo,
      hódni wěčnoh wopomnjeća!



      Rědna Łužyca

      Rědna Łužyca,
      spšawna, pśijazna,
      mojich serbskich woścow kraj,
      mojich glucnych myslow raj,
      swěte su mě twoje strony.

      Cas ty pśichodny,
      zakwiś radostny!
      Och, gab muže stanuli,
      za swoj narod źěłali,
      godne nimjer wobspomnjeśa!









      Mapka pokazująca położenie Chociebuża i Budziszyna





      Oto flaga Łużyc. Zwróć uwagę, że wszystkie flagi narodowe Słowian (z
      niewielkimi odstępstwami) mają 3 podstawowe kolory: niebieski, czerwony i
      biały. Ich kolejnośc występowania jest zawsze inna.




      Więcej o Łużycach w dziale TEKSTY



      Polecam także przeczytanie artykułu na stronie
      www.bezuprzedzen.pl/historia/luzyczanie.shtml

      www.slavinja.prv.pl/



      • ignorant11 Re: wymierający naród 21.07.03, 21:44
        Ku zgrozie Serbołużyczan władze Saksonii zamknęły serbołużycką szkołę w
        Chróścicach


        Anna Rubinowicz-Gründler, Berlin 14-07-2003, ostatnia aktualizacja 14-07-2003
        15:03

        Po prawie stu latach działalności władze saksońskie zamknęły serbołużycką
        szkołę średnią we wsi Chróścice koło Budziszyna. Powód? Za mało uczniów... Dla
        Serbołużyczan, niewielkiej słowiańskiej mniejszości w Niemczech, to narodowa
        tragedia
        czytaj dalej »
        r e k l a m a



        "Byliśmy, jesteśmy, będziemy" - taki napis widnieje na krzyżu, który w piątek -
        ostatni dzień szkoły - poświęcono i ustawiono naprzeciwko zamykanej szkoły.
        Dla mieszkańców Chróścic (Crostwitz) koło Budziszyna i wszystkich
        Serbołużyczan sprawa zamknięcia tutejszej szkoły średniej to sprawa narodowa,
        a nie zwykły problem administracyjny. Są przekonani, że saksońskie władze
        oświatowe (w Niemczech szkolnictwo jest w gestii landów) mogły uratować
        szkołę, ale nie chciały, i że zamknięcie szkoły w Chróścicach może uruchomić
        lawinę. Zdaniem Reginy Korenk z komitetu rodzicielskiego następna w kolejce do
        zamknięcia jest dwujęzyczna szkoła w pobliskim Räckelwitz.

        Ofiara zasad i demografii

        Serbołużyczanie to słowiański naród żyjący od wieków na Łużycach, czyli we
        wschodniej Brandenburgii i Saksonii. Za Serbołużyczan uważa się ok. 60 tys.
        osób, ale coraz mniej z nich żyje w zwartych społecznościach, takich jak okręg
        budziszyński (Bautzen), w którym leżą Chróścice. Serbołużyczanie są jedną z
        nielicznych uznanych przez niemieckie prawo mniejszości narodowych i
        przysługuje im specjalna ochrona. Ale - jak przyznają władze - prawa te nie są
        sprecyzowane. - W konstytucji Saksonii jest zapis o ochronie kultury i języka
        serbołużyckiego, ale nie ma ustawy, która by mówiła, ile dzieci ma być
        minimalnie w klasie serbołużyckiej szkoły - przyznaje w rozmowie z "Gazetą"
        rzecznik prasowy ministerstwa oświaty w Dreźnie Dieter Herz.

        W Saksonii, ale i w Brandenburgii we wszystkich szkołach obowiązują więc
        jednolite zasady. Szkoły średnie (od piątej do dziesiątej klasy) muszą mieć w
        każdym roczniku co najmniej 40 dzieci, z których można utworzyć dwie 20-
        osobowe klasy. - Dla sześciu średnich szkół serbołużyckich w Saksonii
        zrobiliśmy wyjątek, zgadzając się, aby było w nich tylko po 20 dzieci na
        rocznik - mówi Herz. - Ale w Chróścicach już dwa lata temu do piątej klasy
        zapisano tylko 17 uczniów, w zeszłym roku ośmioro, a na nowy rok szkolny
        2003/04 zaledwie siedmioro dzieci.

        Dlaczego brakuje dzieci? Po zjednoczeniu w całych Niemczech wschodnich rodzi
        się ich znacznie mniej niż w NRD. Ludzie albo już stracili pracę, albo boją
        się ją stracić i martwią się, że nie starczy im zasiłku na utrzymanie dziecka.
        Pozamykano przedszkola i żłobki, więc kobietom chcącym pracować trudniej
        pogodzić zawód z rodziną. Młode kobiety rodzą dzieci później niż za czasów
        NRD. A co najważniejsze - młodzi wyjeżdżają ze wschodu w poszukiwaniu miejsca
        do nauki zawodu lub pracy. Wyludniają się miasta i całe regiony a trend ten
        nie ominął Łużyc. Stąd w całych Niemczech wschodnich zamyka się wiele szkół. W
        samej Saksonii tylko w tym roku 90 - mówi Dieter Herz.

        Serbołużyczan nie pociesza to tłumaczenie. Uważają, że nie można porównywać
        sytuacji 80-mln narodu niemieckiego z ich 60-tys. społecznością, dla której
        każda utracona szkoła to niepowetowana strata dla kultury. - Każda zamknięta
        placówka oświatowa oznacza dla narodu serbołużyckiego utratę niezbędnej do
        życia przestrzeni językowej - mówi Jan Nuk, przewodniczący Związku
        Serbołużyczan "Domowina".

        Historia buntu

        Mieszkańcy Chróścic już trzy lata temu dowiedzieli się, że ich szkoła jest
        zagrożona. Ministerstwo poinformowało ich, że począwszy od roku szkolnego
        2001/02 piątoklasiści mają chodzić do szkoły w niedalekim Ralbicy. W obu
        szkołach nauka odbywa się wyłącznie po serbołużycku, w innych szkołach lekcje
        są dwujęzyczne.

        Rodzice ani myśleli podporządkować się decyzji Drezna. W sierpniu 2001 r.
        Chróścice zbuntowały się po raz pierwszy. Przez trzy tygodnie dzieci chodziły
        do tutejszej szkoły, a lekcje prowadzili za darmo emerytowani nauczyciele. W
        akcję obywatelskiego nieposłuszeństwa włączył się nawet serbołużycki pisarz
        Jurij Br'zan. W otwartym liście do ministra oświaty napisał: "Myli się pan,
        panie ministrze: zamknięcie chróścickiej szkoły nie jest sprawą między panem a
        rodzicami 17 uczniów. To jest sprawa niemieckiego pojmowania stosunku do
        mniejszości etnicznej we własnym kraju, do autochtonicznej grupy ludzi, która
        z biegiem czasu skurczyła się do kilkudziesięciu tysięcy osób".

        Akcja spełzła na niczym. Po trzech tygodniach, kiedy ministerstwo nie uległo
        prośbom chróściczan, a sądy administracyjne dwóch instancji przyznały rację
        Dreznu (że decyzja o stopniowym zamknięciu szkoły nie narusza konstytucyjnego
        prawa mniejszości do ochrony kultury), dzieci zaczęły chodzić do szkoły w
        Ralbicy. Rok później, kiedy ponownie zarządzono wstrzymanie naboru do piątej
        klasy, rodzice ograniczyli się do pisemnego protestu. Teraz nadszedł
        ostateczny kres chróścickiej szkoły średniej.

        Serce przestaje bić

        Zamknięcie szkoły to dla Serbołużyczan szok, bo Chróścice to serce Górnych
        Łużyc. Tutaj jeszcze na co dzień mówi się w języku ojczystym. Szkoła we wsi
        istnieje od ponad stu lat, a zamykany właśnie budynek za rok obchodziłby setne
        urodziny. Kto chce, aby jego dziecko dobrze opanowało mowę ojczystą, wysyła je
        do tej szkoły - mówi się wśród Serbołużyczan. - Chróścice to szczególna
        tradycja, także tradycja oporu przed wiszącym nad głową narodowym zagrożeniem -
        mówi "Gazecie" Manuela Schmule z towarzystwa krzewienia języka
        serbołużyckiego WITAJ.

        - W czasach hitlerowskich - opowiada pani Schmule - władze usunęły ze szkoły
        wszystkie krzyże, w odpowiedzi ojcowie uczniów przyszli do szkoły i usunęli
        wszystkie powieszone na ich miejsce portrety Hitlera. Po wojnie tutaj wznowiła
        działalność zakazana w Trzeciej Rzeszy Domowina. Wieś była też solą w oku NRD-
        owskich komunistów, bo tutejsze dzieci jednomyślnie nie chodziły do
        Jugendweihe, czyli komunistycznej ceremonii wprowadzenia w świat dorosłych,
        zastępującej katolickie bierzmowanie lub protestancką konfirmację. Dlatego
        pisarz Jurij Br'zan uważał już dwa lata temu, że decyzja władz o zamknięciu
        szkoły świadczy wprawdzie o "nowych metodach, ale ich cel jest stary".

        Rzecznik ministerstwa zapewnia, że władze nie chcą niszczyć kultury
        Serbołużyczan. Herz nie uważa zamknięcia szkoły w Chróścicach za "poważny
        cios" dla ich społeczności. Ralbicy jest odległe zaledwie kilka kilometrów, w
        okolicy są też inne szkoły z serbołużyckim. Serbołużyczanie w Saksonii mają do
        dyspozycji sześć podstawówek (ich istnieniu nic nie zagraża - zapewnia Dieter
        Herz - choć i im brakuje uczniów) i - po zamknięciu Chróścic - pięć szkół
        średnich oraz gimnazjum w Budziszynie.

        Spóźniony protest

        Domowina przyłączyła się do protestu, ale późno. Kilka dni temu przewodniczący
        Nuk napisał list do papieża Jana Pawła II, który jeszcze jako kardynał w 1975
        r. odwiedził Chróścice. Nuk mówi o "decyzji tragicznej w skutkach dla
        przyszłości Serbołużyczan" i zapowiada, że poprze wieś, jeśli zaskarży ona
        zamknięcie szkoły do sądu.

        - Czy próbowano ratować szkołę, np. przez przejęcie jej przez rodziców lub
        Domowinę? - pytam Manuelę Schmule.

        - Tak, ale to mało realne, bo szkoła dla mniejszości nigdy się sama nie
        sfinansuje, a państwowe dotacje dostalibyśmy dopiero po trzech latach
        istnienia. My pieniędzy nie mamy.

        - Rodzice są oburzeni i bardzo zmartwieni - mówi Regina Korenk. Boimy się też,
        że za Chróścicami pójdą następne szkoły. Jej zdaniem szkoła w Ralbicy jest
        przepełniona, klasy są za liczne, a sale zbyt ciasne. W dodatku trzeba płacić
        po 120 euro rocznie za dojazdy dzieci autobusem do nowej szkoły, więc kilku
        rodziców postanowiło w piątek jeszcze raz zwrócić
    • ignorant11 Re: Serbołużyczanie ciekawy link 27.07.03, 03:05
      www.kolumbus.fi/eero.balk/SOR.HTM
    • ignorant11 Re: Serbołużyczanie w USA 27.07.03, 03:22
      www.texasescapes.com/CentralTexasTownsSouth/SerbinTexas/SerbinTexasWends.htm
    • ignorant11 Oploski oddział Towarzystwa Polsko-Łuzyckiego 27.07.03, 03:24
      www.serboluzycanie.eurotel.net.pl/
    • ignorant11 Serbołużyczanie wołają o pomoc wątek z AKTUALNOŚCI 27.07.03, 03:25
      www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=13&w=6863147&a=6863147
    • ignorant11 Re: Serbołużyczanie akcja w Chróścicy 27.07.03, 03:47
      www.sorben.com/chroscicy/#
    • ignorant11 Serbołużyczanie:Serbska kulturna informacija 27.07.03, 03:49
      www.sorben.com/ski/
    • ignorant11 Electonic library of sorbian-serbian cultural ties 27.07.03, 04:02
      www.rastko.org.yu/rastko-lu/index_l.html
    • ignorant11 Re: Serbołużyczanie: Połabianie 27.07.03, 04:05
      www.polabianie.prv.pl/
    • ignorant11 Re: Serbołużyczanie LUSATIAN STATE 27.07.03, 04:08
      www.geocities.com/free_lusatia/Lusatian_State
      • ignorant11 SERBSKA CYBERWJESKA FORUM dyskusja o państwowośći 27.07.03, 04:15
        www.internecy.de/
    • ignorant11 Re: Serbołużyczanie jeszcze jeden ciekawy link 27.07.03, 15:49
      members.aol.com/soraboj/sbindex.htm
    • ignorant11 index of free Lusatia 27.07.03, 22:07
      www.geocities.com/free_lusatia/
    • skrzype Re: Serbołużyczanie 28.07.03, 02:01
      Niemcy Serbołużyczanie obawiają się, że zamknięcie ich szkoły w Chróścicach
      (po
      niemiecku Crostwitz) może być początkiem całkowitej asymilacji
      Kto odbiera nam duszę




      Serbołużyczanie nie zamierzają pozwolić na zamknięcie szkoły w Chróścicach.
      Organizowali już manifestacje, budynek został oplakatowany. Pojawiły się
      transparenty, na których przypominano, że "Łużyce są dwujęzyczne".

      (c) GRZEGORZ HAWAŁEJ

      PIOTR ZYCHOWICZ

      "Prosimy Cię, Ojcze Święty, o wsparcie zabiegów, zmierzających do uratowania
      naszego narodu" - napisali Serbowie Łużyccy w liście do Jana Pawła II. - Już
      tylko on może nam pomóc - uważają.

      Wszystko zaczęło się dwa lata temu, kiedy niemieckie władze po raz pierwszy
      podjęły decyzję o zamknięciu szkoły. Łużyczanie mieli jednak nadzieję, że
      zostanie zmieniona. Zbierano podpisy pod petycją, nagłaśniano sprawę w mediach
      i na forum międzynarodowym.

      - Faks, który przyszedł do urzędu gminy w Chróścicach pod koniec czerwca, był
      dla nas całkowitym zaskoczeniem - mówi działacz łużycki Robert Brytan.

      Nadawcą było Ministerstwo Kultury państwa związkowego Saksonii, na której
      terenie leży miejscowość. Z powodu zbyt małej ilości zgłoszeń serbołużycka
      szkoła w roku szkolnym 2003/2004 nie wznowi działalności. Rodzice już dzisiaj
      powinni szukać nowych szkół dla swoich dzieci.

      "To jest dla nas tragedia narodowa" - stwierdził na łamach "Serbskich Nowin"
      Jan Nuk, przewodniczący najważniejszej serbołużyckiej organizacji Domowina.

      Serce Łużyc

      Gdy w Niemczech ujrzymy dwujęzyczne tablice informacyjne i dziwnie znajomo
      brzmiące nazwy na sklepowych witrynach, to znaczy, że jesteśmy na Łużycach.
      Wystarczy przejechać kilkanaście kilometrów za południowo-zachodnią granicę
      Polski. W przydrożnej restauracji McDonalda moje zdziwienie wzbudziło menu.
      Pod
      niemieckimi nazwami potraw mniejszym drukiem umieszczono ich serbołużyckie
      tłumaczenie.

      Według niemieckiego prawa niespełna stukilometrowy pas ciągnący się wzdłuż
      polskiej granicy, od Czech na południu do Bagien Szprewskich na północy, jest
      terytorium dwujęzycznym. Oprócz Niemców zamieszkują go również
      Serbołużyczanie -
      jeden z najmniejszych narodów Europy. Są tu od prawie półtora tysiąca lat.

      - Chróścice są sercem tego terytorium - mówi Brytan. - To najbardziej łużycki
      region Łużyc, tu prawie wszyscy mówią naszym językiem.



      Pod okiem Domowiny

      Serbołużyczanie, choć jak się szacuje, jest ich zaledwie około 60 tysięcy, są
      wewnętrznie podzieleni. 40 tysięcy zamieszkuje Łużyce Górne (leżące w
      Saksonii,
      ze "stolicą" w Budziszynie, po niemiecku Bautzen), reszta zaś Łużyce Dolne
      (leżące w Brandenburgii, z największym miastem Chociebużem, czyli Cottbus).
      Istnieją również dwa języki: górno i dolnołużycki. Ten pierwszy tradycyjnie
      uważa się za bardziej podobny do czeskiego, drugi przypomina polski.

      W obu językach wydawane są książki i czasopisma, nad czym czuwa, wspomniany
      już, istniejący od 1912 roku związek Domowina. Jak czytamy w jego statucie,
      głównym celem organizacji jest "zachowanie i rozwój języka łużyckiego i
      serbołużyckiej świadomości narodowej".

      W Polsce można się spotkać z opinią, że jest ona zwalczana przez niemiecki
      rząd
      i samych, niechętnych Łużyczanom, Niemców.

      - Faktycznie zdarzają się tutaj różne nieprzyjemne rzeczy - mówi dr Zbigniew
      Gajewski, prezes Towarzystwa Polsko-Serbołużyckiego. - Czasami ktoś zamaluje
      dwujęzyczny napis. Wszędzie znajdą się jacyś szowiniści. Nie brakuje ich
      również w Polsce.

      Gdy pytam w saksońskim Ministerstwie Kultury o powód zamknięcia szkoły, słyszę
      o niżu demograficznym. - W tym wypadku prawo jest nieubłagane, oprócz szkoły w
      Chróścicach swoją działalność zawiesza również kilkadziesiąt placówek
      niemieckich - tłumaczą urzędnicy.

      Według nich Konstytucja Republiki Federalnej Niemiec gwarantuje równe prawa
      wszystkim obywatelom, utrzymanie chróścickiego gimnazjum byłoby naruszeniem
      tej
      zasady. Niemcy mogliby się poczuć pokrzywdzeni.

      Byliśmy, Jesteśmy, Będziemy

      Podobnie jak dwa lata temu, gdy po raz pierwszy wybuchł tak zwany bunt
      chróścicki, Łużyczanie zamierzają protestować. Pierwszym krokiem było
      napisanie
      listu z prośbą o pomoc do Jana Pawla II. Działacze Domowiny przekazali go Ojcu
      Świętemu za pośrednictwem nuncjusza apostolskiego Giovanniego Lajolo.

      - Papież jest wielkim przyjacielem Łużyc - mówią.

      Jeszcze jako kardynał w 1975 roku Karol Wojtyła odwiedził Chróścice osobiście.
      Do dziś nie zapomina pozdrowić Serbołużyczan przy okazji Bożego Narodzenia i
      Wielkiejnocy, z czego ci są wyjątkowo dumni.

      Tymczasem w wypełnionym po brzegi parafialnym kościele w Chróścicach
      poświęcono
      w intencji szkoły duży drewniany krzyż. Wyryto na nim napis: "Byliśmy,
      Jesteśmy, Będziemy".

      Nie obyło się bez manifestacji. Pierwsza odbyła się 11 lipca, w ostatni dzień
      kończącego się w Niemczech roku szkolnego. Budynek szkoły został oplakatowany,
      pojawiły się transparenty. Szybko jednak zostały usunięte na polecenie wójta
      Macieja Brycka, który nie życzy sobie żadnych protestów. Z dnia na dzień
      Serbołużyczanie zaczęli pisać jego nazwisko "Br�tzke".

      Kolejną okazją do manifestacji stał się międzynarodowy festiwal
      folklorystyczny, który odbył się w Chróścicach w następnych dniach. Rozdawano
      materiały dotyczące szkoły, wiele osób przypięło protestacyjne znaczki. Na
      jednym z transparentów napisano: "Kto odbiera nam szkoły, ten odbiera nam
      dusze".

      Bierni nie pozostają również rodzice uczniów, którzy zamierzają zignorować
      decyzję rządu i demonstracyjnie zapisać dzieci na kolejny rok do chróścickiej
      szkoły. Najprawdopodobniej skierują również sprawę do sądu. W takim przypadku
      swoje poparcie zapowiedziała Domowina.

      Spadek po NRD

      Sprawa szkoły w Chróścicach może przyczynić się do ostatecznej asymilacji
      Serbołużyczan, ale przyczyny zanikania tego narodu są znacznie szersze. Według
      profesora Dietricha Scholze-áołty, dyrektora Instytutu Serbskiego w
      Budziszynie, wpływ na to ma przede wszystkim migracja młodych ludzi, którzy
      wyjeżdżają na Zachód w poszukiwaniu pracy. Większość na co dzień posługujących
      się językami łużyckimi to ludzie starsi.

      Nie bez znaczenia są również procesy modernizacji w tym zacofanym regionie.
      Zdaniem profesora "gospodarka rynkowa i państwo prawa przybyły do Łużyczan w
      niemieckiej wersji językowej".

      Serbołużyczanie starają się jednak przeciwdziałać temu zjawisku. Jednym ze
      środków zaradczych ma być akcja "Witaj", w ramach której powstają
      serbojęzyczne
      przedszkola. Jest ich kilkanaście. - To ostatnia szansa na rewitalizację
      języków łużyckich - uważa profesor Scholze-áołta, choć sam jest do niej
      nastawiony dość sceptycznie.

      Przedsięwzięcie to finansowane jest z dużych, wynoszących 16 milionów euro,
      państwowych dotacji, które corocznie otrzymują Serbowie. Obowiązek ten
      zjednoczone Niemcy odziedziczyły po NRD. Ostatnio jednak zarówno Berlin, jak i
      rządy krajów związkowych, które wykładają połowę tej sumy, rozważają znaczne
      jej zredukowanie.

      Serbołużyczanie zdają się jednak rozumieć, że ich przyszłość zależy od nich, i
      nie oglądają się już tak bardzo na pomoc ze strony państwa. Pod tym względem
      nie różnią się niczym od innych społeczeństw postkomunistycznych, które powoli
      przystosowują się do nowych warunków gospodarczych.

      Nadzieja w polskiej obrotności

      Trudno się dziwić, że młodzież opuszcza Łużyce, które są typowym regionem
      byłej
      NRD. Panuje tu wysokie bezrobocie, zamykane są kolejne nierentowne zakłady.

      Serbołużyczanie szansę na ożywienie gospodarcze widzą w integracji Polski z
      Unią Europejską. Sprawa ta wzbudza tu bardzo duże zainteresowanie. Informacje
      o
      czerwcowym referendum żywo komentowane były między innymi na pierwszych
      stronach "Serbskich Nowin", które są najpopularniejszą gazetą Łużyczan.

      Po wstąpieniu Polski do UE i otwarciu granic Serbowie liczą przede wszystkim
      na
      napływ nowych mieszkańców.

      - Oko
      • ignorant11 Re: Serbołużyczanie(2) 29.07.03, 14:57
        Nadzieja w polskiej obrotności
        Trudno się dziwić, że młodzież opuszcza Łużyce, które są typowym regionem
        byłej
        NRD. Panuje tu wysokie bezrobocie, zamykane są kolejne nierentowne zakłady.
        Serbołużyczanie szansę na ożywienie gospodarcze widzą w integracji Polski z
        Unią Europejską. Sprawa ta wzbudza tu bardzo duże zainteresowanie. Informacje
        o
        czerwcowym referendum żywo komentowane były między innymi na pierwszych
        stronach "Serbskich Nowin", które są najpopularniejszą gazetą Łużyczan.
        Po wstąpieniu Polski do UE i otwarciu granic Serbowie liczą przede wszystkim
        na
        napływ nowych mieszkańców.
        - Około 40 procent mieszkań stoi u nas pustych, podczas gdy w Zgorzelcu jest
        przeludnienie - stwierdza profesor Scholze-áołta. - Osiedlający się tutaj
        Polacy mogliby pobudzić naszą podupadłą małą przedsiębiorczość.
        Spacerując ulicami łużyckich miast i miasteczek, nie można nie zauważyć
        zabitych deskami witryn sklepów i zakładów usługowych. Trzeba było je zamknąć,
        bo nie miały klientów.
        Mile widziane są również polskie inwestycje. - Mamy nadzieję, że Polacy dzięki
        swojej obrotności postawią tu coś na nogi - mówi profesor.
        Kolejną szansą na rozwój regionu może okazać się turystyka. Niepowtarzalny
        folklor w połączeniu z pięknymi krajobrazami Łużyc może stać się atrakcją
        przyciągającą polskich i czeskich turystów. Gdy się pojawią, trzeba będzie
        stworzyć zaplecze, a to oznacza nowe miejsca pracy.
        To nie skansen
        Profesor Scholze-áołta jest pesymistą. Uważa, że jeżeli nadzieje związane z
        integracją się nie spełnią, odrębność Łużyc powoli będzie zanikać: - To jest
        bardzo tradycyjne, konserwatywne społeczeństwo. Przetrwało dzięki takim
        wartościom jak Kościół, rodzina, język. Teraz na świecie panują inne ideały,
        obowiązuje inny model społeczny.
        Według niego procesy asymilacyjne postępują obecnie dużo szybciej niż za
        czasów
        NRD. Ludzie przestali już tak masowo chodzić do kościoła, co było jedynym
        sposobem na zademonstrowanie swojej opozycji wobec władzy. Koncentrują się
        teraz na karierze, robieniu pieniędzy, a nie kultywowaniu obyczajów przodków.
        Dr Gajewski, który jeździ na Łużyce od kilkudziesięciu lat, jest innego
        zdania.
        Według niego mamy do czynienia z oznakami łużyckiego renesansu.
        - Obecnie bycie Łużyczaninem to powód do dumy, a nie wstydu, jak było jeszcze
        kilkanaście lat temu - mówi.
        Pewnym dowodem na potwierdzenie tej tezy może być gwałtowny sprzeciw i
        energiczne działania Serbołużyczan w sprawie zamknięcia szkoły w Chróścicach.
        - Łużyce to nie jest skansen, ci ludzie żyją życiem współczesnym - podkreśla
        Gajewski. -

        PIOTR ZYCHOWICZ

      • ignorant11 LUSATIA walczy! 31.07.03, 15:03
        Organizatorzy protestu zapraszaja do Chroscic (Cro
        Autor: Gość: Bjarnat IP: *.local / 192.168.110.*
        Data: 31-07-2003 11:06 + odpowiedz na list

        + odpowiedz cytując


        -------------------------------------------------------------------------------
        -
        W piatek, 8 sierpnia o godz. 19.00 organizatorzy protestu przeciwko zamknieciu
        serboluzyckiej sredniej szkoly w Chroscicach (Crostwitz), Niemcy zapraszaja
        wszystkich zainteresowanych do Chroscic. Po mszy swietej na dworze szkoly
        zaiteresowani dowiedza sie szczegolowo o sytuacji serboluzyckiej sieci
        szkolnej, skardze sadowej rodzicow zamknietej szkoly oraz dodakowych akcjach.

        Bjarnat

        • sztylet69 Re: LUSATIA walczy! 03.08.03, 12:26
          W piatek, 8 sierpnia o godz. 19.00 organizatorzy protestu przeciwko
          zamknieciu serboluzyckiej sredniej szkoly w Chroscicach (Crostwitz),
          Niemcy zapraszaja wszystkich zainteresowanych do Chroscic. Po
          mszy swietej na dworze szkoly zaiteresowani dowiedza sie
          szczegolowo o sytuacji serboluzyckiej sieci szkolnej, skardze
          sadowej rodzicow zamknietej szkoly oraz dodakowych akcjach.

          Prosze o przekazanie tej wiadomosci innym zaiteresowanym.
          Dziekuje!
      • ignorant11 Serbo-Łużycki Komitet Narodowy 03.08.03, 23:29
        bezuprzedzen.pl/historia/deza.html
      • ignorant11 Sprawa Łużycka w II Wojnie Światowej 03.08.03, 23:51
        bezuprzedzen.pl/historia/luzyce.shtml
      • ignorant11 Czy wolno pomagać Łużyczanom? Po 1945 03.08.03, 23:54
        bezuprzedzen.pl/historia/luzyczanie.shtml
      • ignorant11 Serbowie do Polaków (dokument oficjalny) 03.08.03, 23:57
        bezuprzedzen.pl/dokumenty/luzyce_d02.shtml
        • ignorant11 Polska organizacja pomocy Sebom: Prołuż 04.08.03, 00:31
          Piotr Pałys

          "Nad Łużycami polska straż !"

          W efekcie przesunięcia w 1945 r. środka ciężkości państwowości polskiej na
          zachód i oparcia granic na Odrze i Nysie Łużyckiej, wezbrała w Polsce
          bezprecedensowa fala zainteresowań Łużycami i zamieszkującym je najmniejszym
          spośród słowiańskich narodów. Korzystając z przychylności czynników
          oficjalnych, już w pierwszych miesiącach po zakończeniu wojny powstało na
          terenie kraju szereg prołużyckich towarzystw, działających najczęściej pod
          egidą Polskiego Związku Zachodniego lub Komitetów Słowiańskich. Wiele życzliwej
          uwagi sprawie Łużyc poświęcała również prasa, reprezentująca wszystkie ówczesne
          opcje polityczne.

          Jednakże największą energię na tej niwie wykazywał, założony we wrześniu
          1945 r. na Uniwersytecie Poznańskim Akademicki Związek Przyjaciół
          Łużyc "Prołuż". Dzięki niespożytej energii swego twórcy i prezesa Alojzego
          Stanisława Matyniaka w krótkim czasie "Prołuż" uzyskał statut organizacji
          ogólnopolskiej, obejmując swym zasięgiem wszystkie ośrodki akademickie oraz
          środowiska młodzieży gimnazjalnej i licealnej w kilku miastach Wielkopolski i
          Dolnego Śląska.

          Rozwojowi organizacyjnemu towarzyszyła, prowadzona pod hasłem "Nad
          Łużycami polska straż!", akcja propagandowa. Działacze "Prołużu" dotarli do
          redakcji szeregu gazet i czasopism, uzyskali dostęp do radia, wydawali własne
          jednodniówki, broszury i karty pocztowe. W szeregu miast zorganizowali
          manifestacje i wiece, często połączone z występami swojego kabaretu.

          Warto dodać, że prezes "Prołużu" utrzymywał także kontakty z wieloma
          opolanami, bywał w naszym mieście i publikował w "Nowinach Opolskich", a z
          centralą "Prołużu" współpracowało Koło Akademików Opolan w Poznaniu.

          AZPŁ "Prołuż" śmiało wkraczał również w sferę tzw. wielkiej polityki,
          wystosowując memoriały w obronie Łużyc do Organizacji Narodów Zjednoczonych i
          Krajowej Rady Narodowej. Matyniakowi udało się dotrzeć do wielu ówczesnych
          prominetów, a poparcie gen. Karola Świerczewskiego umożliwiło mu w 1947 r.
          wyjazd w półoficjalnym charakterze na Łużyce.

          Jednakże od drugiej połowy tego roku zarówno nad "Prołużem" jak i nad
          wszystkimi strukturami działającymi na rzecz "małego narodu" zaczęły gromadzić
          się czarne chmury. Dostosowując swą praktykę do meandrów radzieckiej polityki
          wobec Niemiec, władze polskie uznały działania na rzecz Łużyc za "akcję
          irredentystyczną w stosunku do demokratycznych elementów we Wschodnich
          Niemczech". Było to równoznaczne z likwidacją całego ruchu. W wypadku "Prołużu"
          nastąpiło to wiosną 1949 r., kiedy to funkcjonariusze UBP aresztowali A.
          Matyniaka i jego zastępcę.

          Działalność AZPŁ "Prołuż" przedstawił 24 lutego 2000 r. Jakub Brodacki z
          Uniwersytetu Warszawskiego, wygłaszając prelekcję pt. Styl propagandy
          Akademickiego Związku Przyjaciół Łużyc "Prołuż" 1945 - 1949. Imprezę
          zorganizował, powstały we wrześniu 1999 r., Opolski Oddział Towarzystwa Polsko-
          Serbołużyckiego. Warszawski historyk przekazał także na ręce prezesa Opolskiego
          Oddziału TPS prof. dr hab. Leszka Kuberskiego niezwykle cenny dar Pani Jadwigi
          Matyniak, w postaci części materiałów z domowego archiwum jej męża.

          Prelekcja Brodackiego zgromadziła blisko 30 słuchaczy, głównie członków
          TPS i Opolskiego Klubu Krajoznawców. Wydaje się to dobrze rokować przyszłej
          współpracy obu tych gremiów.


          --------------------------------------------------------------------------------
        • ignorant11 Towarzystwo Polsko-Serbołużyckie 04.08.03, 00:49
          www.zakorzenienie.most.org.pl/za6/03.htm
        • ignorant11 Polska strona o Łużycach 04.08.03, 00:59
          psz-luzyce.w.interia.pl/
        • ignorant11 Towarzystwo Studiów Łużyckich 04.08.03, 01:36
          www.ih.wsp.zgora.pl/luzyce.html
    • ignorant11 GERMANIZACJA ŁUŻYC; artykuł + liczne linki 04.08.03, 01:50
      www.luzyce.most.org.pl/
      • ignorant11 Gospodarka w powiecie Sprewa-Nysa 04.08.03, 02:06
        www.nowasol.pl/euroregion/przemiany.htm
      • ignorant11 PUBLIKACJE ŁUŻYCOZNAWCZE NA ŁAMACH 04.08.03, 02:20
        www.serboluzycanie.eurotel.net.pl/publuz.htm
      • ignorant11 Bernd Pittkunings: przejmujące wiersze łużyckie 04.08.03, 02:47
        www.serboluzycanie.eurotel.net.pl/bernd.htm
        • sztylet69 Re: Bernd Pittkunings: przejmujące wiersze łużyck 04.08.03, 11:50
          Znam osobiscie Pytka (Bernd posluguje sie tym imieniem), polecam
          wam jego plyte CD "Z nieznatego luda-Von unbekante Volk". Utwory
          po niemiecku i po luzycku. Pytko spiewa o upadku Dolnych Luzyc,
          wiele informacji otrzymalem wlasnie od niego. Czasem mozna
          zlapac Pytka w muzeum luzyckim w Desnie/Dissen.
          • ignorant11 Re: Bernd Pittkunings: przejmujące wiersze łużyck 04.08.03, 13:30
            sztylet69 napisał:

            > Znam osobiscie Pytka (Bernd posluguje sie tym imieniem), polecam
            > wam jego plyte CD "Z nieznatego luda-Von unbekante Volk". Utwory
            > po niemiecku i po luzycku. Pytko spiewa o upadku Dolnych Luzyc,
            > wiele informacji otrzymalem wlasnie od niego. Czasem mozna
            > zlapac Pytka w muzeum luzyckim w Desnie/Dissen.


            Sława!

            I trzymasz to tylko dla siebie..?

            Zatem wpisuj i wklejaj posty i wątki nie tylko łużyckie!

            Bo jeśli ja kompletny ignorant dałem radę zebrać całkiem spory materiał w ciągu
            2 tygodni..
            To jaką wartość merytoryczną moga Twoje materiały!

            Pozdrawiam, zapraszam, zachęcam!

            Bo przeciez ja tu jestem tylko portierem na tym forum, a Ty kisisz tyle
            ciekawych materiałow...

            Ignorant
            +++
            • sztylet69 Re: Bernd Pittkunings: przejmujące wiersze łużyck 05.08.03, 13:44
              Dobra, tylko zapytam sie go czy moge to wrzucic na forum. Sam
              fakt, ze strona Pytka jest zabezpieczona haslem o czyms swiadczy.
              Do mojej wersji plyty Pytko wcisnal jescze polskie tlumaczenie na
              osobnej kartce, i cale szczescie. Ale to potrwa, bo nie mam tej plyty
              tera przy sobie, urlopuje na wsi.
            • sztylet69 Re: Bernd Pittkunings: przejmujące wiersze łużyck 05.08.03, 13:45
              Dobra, tylko zapytam sie go czy moge to wrzucic na forum. Sam
              fakt, ze strona Pytka jest zabezpieczona haslem o czyms swiadczy.
              Do mojej wersji plyty Pytko wcisnal jescze polskie tlumaczenie na
              osobnej kartce, i cale szczescie. Ale to potrwa, bo nie mam tej plyty
              tera przy sobie, urlopuje na wsi.
              Pytko sam nazywa sie "luzyckim bardem", swoje wiersze spiewa do
              gitary.
              • ignorant11 Re: Bernd Pittkunings: przejmujące wiersze łużyck 05.08.03, 15:23
                sztylet69 napisał:

                > Dobra, tylko zapytam sie go czy moge to wrzucic na forum. Sam
                > fakt, ze strona Pytka jest zabezpieczona haslem o czyms swiadczy.
                > Do mojej wersji plyty Pytko wcisnal jescze polskie tlumaczenie na
                > osobnej kartce, i cale szczescie. Ale to potrwa, bo nie mam tej plyty
                > tera przy sobie, urlopuje na wsi.
                > Pytko sam nazywa sie "luzyckim bardem", swoje wiersze spiewa do
                > gitary.

                Sława!

                A może namówisz go, aby cos nam napisał osobiście..?

                Bo dobre byłoby gdyby o łużyckich sprawach dyskutowali nie tylko same Lachy...

                Czytałem texty po łużycku na starnie kaszebskiej, wrazenie jakby ktos
                pisał "niepoprawnie" po polsku, więc zrozumiałem prawie wszystko, ale chyba był
                to dolnołuzycki...

                Może można sciągać jego piesenki, jako pliki dźwiękowe..?

                Kiedyś byli bardzo populrani czechosłowaccy bardowie, spopularyzowani prze
                solidarność polsko-czesko-słowacką.., może uda nam się to powtórzyć?
                Choćby na małą skalę?

                Pozdrawiam!

                Ignorant
                +++
      • ignorant11 Bitwa Budziszyńska 04.08.03, 03:13
        www.serboluzycanie.eurotel.net.pl/bitwa.htm
        • ignorant11 SERBÓW KORZYŚCI poemat o Bolesławie Wielkim 05.08.03, 06:19
          Serbów korzyści.

          Serby na Niemców w bój ciągnęli,
          Choć po niemiecku nie umieli.

          Koniki swoje posiodłali,
          Ostrogi sobie przypinali.

          Ostre swe miecze przywiesili,
          W szerokie pole wyruszyli.

          Pierwszy kroć z wrogiem bój stoczyli,
          Wielkie korzyści zeń dobyli.

          Gdy się król - książę o tym dowie,
          Wszystkich walecznych przed się zowie.

          Wszystkim darował nowe stroje,
          Wszystkich policzył za swe woje.

          Drugi kroć z wrogiem bój stoczyli,
          Wielkie korzyści zeń dobyli.

          Gdy się król - książę o tym dowie,
          Wszystkich walecznych przed się zowie.

          Każdemu nowa dana szata,
          Z jasnego jako krew szkarłata.

          Trzeci raz z wrogiem bój stoczyli,
          Wielkie korzyści zeń dobyli.

          Gdy się król - książę o tym dowie,
          Wszystkich walecznych przed się zowie.

          Jako zaś wszyscy przed nim staną,
          Każdego koniem darowano.

          Każdemu koń się dostał w rączy
          I do walczenia miecz błyszczący.

          (Przekład Romana Zamorskiego).
        • ignorant11 Historia Łużyc 05.08.03, 06:22
          Historia Łużyc

          Z powodu swego zewnętrznego położenia i zasięgu aż po zachodnie rubieże
          Słowiańszczyzny, a więc - co z tego wynika - łatwiejszego kontaktu z
          średniowiecznym chrześcijańskim Zachodem, występują. Łużyce o cztery wieki z
          góra wcześniej od nas na widownię dziejową. Serbo-Łużyczanie są bowiem
          pierwszym z plemion zachodnio-słowiańskich, które się zetknęło z państwem
          Franków po rozbiciu przez nich państwa Turyngów (531). W sto lat później, w
          roku 631, w zwycięskiej bitwie Samona) z królem Franków Dagobertem, biorą
          również udział oddziały Serbo-Łużyczan pod wodzą swego władcy, Derwana. Po
          tym pierwszym wynurzeniu się z mroków przeddziejowych na arenę historii przez
          szereg dziesiątków lat o Łużyczanach nic prawie nie słychać - nie ma żywszego
          kontaktu między nimi a Zachodem, trwają tylko spory sąsiedzkie i utarczki
          graniczne z Sasami, przybierając niekiedy poważniejsze rozmiary wyrażające się
          zbrojnymi wypadami do Turyngii i innych krain niemieckich. Tymczasem
          nadchodzi wiek VIII; na horyzoncie historii pojawia się potężna postać Karola
          Wielkiego, który jednoczy stopniowo wszystkie - z wyjątkiem Sasów - plemiona
          germańskie. Nadchodzi wreszcie kolej i na tych ostatnich. Po zaciętym oporze
          Saksonia ulega i wojska Karola docierają do Soławy i Łaby, podbijając plemiona
          słowiańskie na zachód od tych rzek. Powstają wówczas dwie wschodnie bazy
          niemieckie: Magdeburg i Halle nad Soławą. Serbo-Łużyczanie, jak zresztą i inni
          Słowianie, nic wykazują w obliczu wytworzonej sytuacji głębszego zmysłu
          politycznego; typowa niezgoda międzysłowiańska, myśl o sposobności do
          wyrównania porachunków sąsiedzkich, zasłaniają im obraz grożącego już
          bezpośrednio niebezpieczeństwa germańskiego. Serbo-Łużycznie pomagają nawet
          wojskom niemieckim najpierw w walkach z Sasami, następnie zaś podczas wyprawy,
          skierowanej przeciw Lutykom. Również Obodryci biorą udział po stronie Niemiec w
          ostatecznym podboju Saksonii. Wkrótce po jego zakończeniu dochodzi do
          pierwszych starć orężnych między Niemcami a Serbo-Łużyczanami i Czechami.
          Wyprawa Ludwika Pobożnego, syna Karola Wielkiego, w r. 895, kończy się
          niepowodzeniem. Poważniejsze wyniki osiąga następna, w roku 896, kiedy wojska
          niemieckie po bitwie, w której ginie drugi z kolei znany nam z imienia władca i
          wódz Serbo-Łużyczan, Miliduch, docierają aż w okolice dzisiejszego Budziszyna.
          Nieszczęśliwy wynik walk zmusza pozostałych książąt serbo-łużyckich do
          ukorzenia się przed cesarzem i wysłania na jego dwór swych synów jako
          zakładników. Groza podboju germańskiego staje się bardzo bliska, jednakże zgon
          Karola Wielkiego a po nim rozdział i osłabienie cesarstwa odsuwają chwilowo
          niebezpieczeństwo na plan dalszy. Starcia orężne wciąż się ponawiają, lecz już
          nic z taką gwałtownością. Kroniki notują dwa dalsze imiona książąt serbo-
          łużyckich: Ludowita i Ćemisława. Ostatni ginie na polu bitwy w walce z
          Niemcami. Trzeci dziesiątek IX wieku przynosi utworzenie się drugiego na
          Słowiańszczyźnie organizmu państwowego, państwa wielkomorawskiego. Początkowo i
          w stosunku do niego zawodzi Serbo-Łużyczan zmysł polityczny, nie rozumieją
          korzyści, jakie by im przyniosło zespolenie się z tym poważnym już blokiem
          słowiańskim; wobec ataków niemieckich na Wielką Morawę zachowują postawę
          obojętną, lub nawet sprzyjają Niemcom (książę Cześcibor). Powoli zmienia się
          sytuacja pod tym względem na lepsze. Za drugiego władcy Wielkiej Morawy,
          Rościsława, widzimy już Łużyczan przy boku współplemieńców w walce ze wspólnym
          wrogiem, a trzeci z rzędu książę wielkomorawski, Świętopełk, rozciąga swą
          władzę również na ziemie łużyckie. Po jego zgonie (894) położenie Serbo-
          Łużyczan ulega, gwałtownej zmianie na gorsze. Państwo wielkomorawskie rozpada
          się, najbliżsi Łużyczanom jego sukcesorzy, Czesi, poddają się zwierzchnictwu
          niemieckiemu, w Niemczech zaś samych miejsce Karolingów zajmuje dynastia saska;
          na tron wstępuje Henryk Ptasznik, zacięty wróg Słowiańszczyzny. Główne jego
          uderzenie idzie początkowo na ziemie Słowian północno - zachodnich, którzy tym
          razem - rozumiejąc już, że tutaj chodzi o ich "być albo nie być" - bronią się z
          uporem i zaciętością i powoli tylko ulegają wielokrotnej przemocy. Lata 928-29
          przynoszą wyprawę Henryka Ptasznika na Dalemińców, jedno z południowych plemion
          łużyckich. Na te same lata przypada założenie Brandenburga na gruzach
          słowiańskiego grodu i zorganizowanie wielkiej bazy wypadowej
          przeciwsłowiańskiej w postaci Marchii Północnej. Wraz z istniejącą już dawniej
          na terenie dzisiejszej Austrii Marchią Wschodnią stanowi ona groźne kleszcze,
          obejmujące swym dławiącym uściskiem plemiona czesko - morawskie i łużyckie.
          Nacisk niemiecki na Łużyczan doprowadza do podbicia części ich ziem na zachód
          od Łaby, gdy wschodnie na razie jeszcze okupują swą niezależność daniną. Na
          świeżo zagrabionych terenach zakłada Henryk Ptasznik Marchię Miśnieńską. Upływa
          jeszcze parę dziesiątków lat i bitwa nad Lechem (955) osłabia potęgę Wągier,
          które dotąd absorbowały sporo sił cesarstwa. Na tronie cesarskim zasiada
          właśnie Otto I, przez Niemców nazwany Wielkim, nienawiścią względem Słowian
          dorównujący Ptasznikowi. Równocześnie z nim pojawia się na arenie historii
          złowroga postać margrabiego Gerona. Podbój niemiecki postępuje naprzód
          przeprowadzany bądź ogniem i mieczem, bądź układami i zdradą. Jej najjaskrawszy
          przykład stanowi wymordowanie przez Gerona trzydziestu książąt słowiańskich,
          zaproszonych na ucztę, która miała towarzyszyć rokowaniom. Po rozpaczliwej
          walce, w której początkowo odnieśli nawet znaczne sukcesy, ulegają, skutkiem
          zdrady jednego ze swych władców, Słowianie północno - zachodni. Taran niemiecki
          prze naprzód uparcie. Gero podbija Łużyczan i osiąga linię Odry. Tutaj dopiero,
          u granicy ziem macierzystych Polski, zagrodzi mu drogę - pomimo niepowodzeń
          orężnych - pierwszy historyczny książę polski, Mieszko. Zegar dziejowy wskazuje
          właśnie rok 963 - datę zwrotną w historii nie tylko naszej lecz i powszechnej.
          Po podbiciu Łużyc przystępują Niemcy do akcji nawracania ich na
          chrześcijaństwo, co zresztą nie wypływa bynajmniej z jakichś idealnych pobudek,
          lecz ma być jednym z licznych narzędzi germanizacji żywiołu słowiańskiego.
          Ziemia łużycka zostaje włączona do świeżo powstałej diecezji miśnieńskiej.
          Budziszyn staje się siedzibą dziekanatu obejmującego swym zasiągiem Łużyce,
          stopniowo rozpoczynają działalność zakony. Jednakże proces chrystianizacji
          Łużyc postępuje powoli i ma charakter powierzchowny. Na wiadomość o klęsce
          Niemców we Włoszech wybucha w r. 983 ogólne powstanie Słowian, a równocześnie z
          nim następuje nawrót do wiary ojców. Dopiero po kilku lalach ciężkich bojów
          zostaje ono stłumione (990). Dużą rolę w tym porywie wolnościowym odegrał wśród
          Łużyczan książę jednego z plemion, którego imię znamy tylko z -
          niesłowiańskiego - przekazu w łacińskiej kronice. Książe ów - Crescentius - po
          bohaterskiej obronie swego grodu, miał się przemknąć między nieprzyjaciółmi i
          czółnem dotrzeć hen do błot Dolnej Sprewy, gdzie ponoć ukrywał się przez długie
          lala i gdzie - według legendy - dotąd jeszcze żyją jego potomkowie po kądzieli.
          Około roku 1000 na wykrwawionych Łużycach panował spokój - Niemcy czuli się na
          ich obszarze dość silni, tak że cesarz Otto III bez obawy tędy właśnie zdążał
          ku Gnieznu, na spotkanie z Chrobrym. Już jednak w dwa lata później rozżagwił
          się nad tą ziemią płomień nowej wojny, tym razem wyzwoleńczej. Bolesław Wielki
          zaczął wówczas realizować swój plan zjednoczenia Słowian zachodnich, poczynając
          właśnie od zbrojnego obsadzenia Łużyc aż po Czarną Elsterę a przejściowo
          również Miśni, rzekomo w imieniu cesarza Henryka II. Gdy w drugim etapie
          urzeczywistniania swych zamiarów zajął Bolesław Czechy, cesarz uznał to za
          powód do wojny. Początkowo sprzyjało szczęście wojenne Chrobremu, którego
          zagony zapuszczały się daleko w głąb Niem
          • ignorant11 Re: Historia Łużyc 05.08.03, 06:24
            Początkowo sprzyjało szczęście wojenne Chrobremu, którego zagony zapuszczały
            się daleko w głąb Niemiec, później jednak, zaatakowany przeważającymi siłami z
            flanki od strony Czech, zmuszony został do odwrotu, opuszczenia Budziszyna i
            Pragi i stopniowego cofania się na linię Odry przy stałym szarpaniu Niemców
            podjazdami, a równocześnie unikaniu decydującej bitwy. Łużyczanie byli w tej
            wojnie, w przeciwieństwie do sprzymierzonych z Niemcami Lutyków, całą duszą po
            stronie Bolesława; oni to na jej początku ułatwili mu zdobycie Miśni, później
            zaś dzielnie bronili Budziszyna i zadali poważne straty oddziałom niemieckim,
            które się zapędziły w lęgi Sprewy. Ostatecznie jednak wynik tej wojny był
            niepomyślny i pokój w Poznaniu (1005) pozostawił Łużyce pod władzą niemiecką,
            na krótko zresztą, bo już w następnym roku doszło do wznowienia działań
            wojennych. I tym razem po początkowych sukcesach, uwieńczonych zajęciem
            Budziszyna, musiał Bolesław cofać się aż w głąb Śląska (pod Głogów), stosując
            znów z powodzeniem taktykę "wojny nerwów" - ustawicznego nękania nieprzyjaciela
            i podrywania jego ducha bojowego. Ostatecznie - pokojem merseburskim w r. 1013 -
            uzyskał Chrobry Łużyce, aż po Czarną Elsterę. Nie mogąc się z tym pogodzić,
            przedsięwziął Henryk przeciw niemu po dwóch latach wielką wyprawę, która miała
            na celu ostateczne rozgromienie Polski. Sprzymierzone z Czechami i Lutykami
            wojska niemieckie zaatakowały z kilku stron nasze ziemie. W przygranicznym
            Krośnie stawił im dzielnie czoło syn Chrobrego, Mieszko. Niemcom udało się w
            końcu przy wielkich stratach sforsować Odrę, dostali się jednak w zasadzkę i
            ponieśli ciężką klęskę (1. IX. 1015), w wyniku której Mieszko mógł przejść do
            akcji zaczepnej, ścigając nieprzyjaciela aż po Miśnię. Po bezskutecznych
            rokowaniach doszło do nowych zaciętych bojów w r. 1017. Bolesław z Mieszkiem,
            stosując ulubiona taktykę wojny podjazdowej, podejmowali przy tym wypady do
            krajów czeskich, cesarz zaś uderzył głównymi siłami na Śląsk, gdzie atak jego
            rozbił się o niezłomny opór Niemczy, od której po bezskutecznym oblężeniu
            musiał odstąpić i podjąć ostateczny już przeprowadzony w porządku, ale okupiony
            ciężkimi stratami odwrót. Rok następny (1018) przyniósł traktat w Budziszynie,
            przyznający powtórnie Chrobremu Łużyce aż po Czarną Elsterę. Nastąpiło teraz
            dla Serbo-Łużyczan dziesięć lat spokoju pod rządami bratniego narodu. Zamącił
            go po zgonie Bolesława Chrobrego atak niemiecki na Mieszka II. Bronił się on
            dzielnie i skutecznie; oblężonego Budziszyna Niemcy nie mogli zdobyć, a krwawa
            wyprawa odwetowa Polaków, sprzymierzonych z Lutykami, przyniosła im ciężkie
            straty. Dopiero rozsadzenie państwa od wewnątrz zmusiło dzielnego lecz
            nieszczęśliwego króla do bolesnych ustępstw, wśród których znalazła się i
            rezygnacja z Łużyc w 1032 roku.
            Rządy polskie na Łużycach trwały wprawdzie krótko, zapisały się jednak jak
            najlepiej w pamięci mieszkańców tej ziemi. Chrobry był władcą energicznym, ale
            sprawiedliwym i życzliwym dla swych poddanych. Administrację kraju powierzył
            miejscowemu rycerstwu i kontrolował ją skrupulatnie podczas dość częstych
            pobytów w Budziszynie. Dążył usilnie do chrystianizacji, ale nie przeprowadzał
            jej "ogniem i mieczem", lecz pokojowo, zachowując w miarę możności dawne
            obrzędy i obyczaje. Zgon Bolesława opłakiwał cały lud łużycki i opromienił
            pamięć jego blaskiem legendy. Wywalczona przez Chrobrego granica zachodnia
            Łużyc utrzymała się jeszcze szereg wieków jako granica językowa łużycko-
            niemiecka.
            Jeden z dowodów, że panowanie polskie na Łużycach było jednym z
            najjaśniejszych epizodów w nieszczęsnej na ogól historii tego kraju, stanowi
            przechowana w starodawnej pieśni ludowej tradycja o świetności bolesławowych
            czasów. Podajemy ją poniżej w przekładzie polskim.


            Serbów korzyści.

            Serby na Niemców w bój ciągnęli,
            Choć po niemiecku nie umieli.

            Koniki swoje posiodłali,
            Ostrogi sobie przypinali.

            Ostre swe miecze przywiesili,
            W szerokie pole wyruszyli.

            Pierwszy kroć z wrogiem bój stoczyli,
            Wielkie korzyści zeń dobyli.

            Gdy się król - książę o tym dowie,
            Wszystkich walecznych przed się zowie.

            Wszystkim darował nowe stroje,
            Wszystkich policzył za swe woje.

            Drugi kroć z wrogiem bój stoczyli,
            Wielkie korzyści zeń dobyli.

            Gdy się król - książę o tym dowie,
            Wszystkich walecznych przed się zowie.

            Każdemu nowa dana szata,
            Z jasnego jako krew szkarłata.

            Trzeci raz z wrogiem bój stoczyli,
            Wielkie korzyści zeń dobyli.

            Gdy się król - książę o tym dowie,
            Wszystkich walecznych przed się zowie.

            Jako zaś wszyscy przed nim staną,
            Każdego koniem darowano.

            Każdemu koń się dostał w rączy
            I do walczenia miecz błyszczący.

            (Przekład Romana Zamorskiego).



            Po odpadnięciu od Polski, Przechodziły Łużyce bardzo zmienne koleje. Cesarze
            niemieccy uważali je za obszar, nad którym bądź sami wykonują prawa suwerenne,
            bądź też przelewają je na kogo innego, zależnie od swej woli, okoliczności lub
            potrzeby. Z interesami Łużyczan jako narodu nie liczył się przy tym nikt nigdy.
            Sprzeczne z nimi był już podział kraju na Górne i Dolne Łużyce, dokonany ze
            względów politycznych w 1071 roku. Toteż dzieje Łużyc po roku 1032 nie są
            właściwie historią narodu Serbo-Łużyczan jako narodu Przede wszystkim wypadnie
            tu zaznaczyć, że długo stosunkowo utrzymywała się świadomość związków
            państwowych między Łużycami a Polską. Pretensje do nich, respektowane nawet
            przez cesarza Henryka IV, wnosił Bolesław Szczodry, jednakże - z
            niewyjaśnionych bliżej przyczyn - nie objął ich w posiadanie. Za Krzywoustego,
            w czasie wojny polsko-niemieckiej, w nieprzypadkowej prawdopodobnie zbieżności
            z bohaterską obroną Głogowa i pogromem Niemców na Psim Polu, na ziemi łużyckiej
            wybuchło powstanie poważnego zakroju, połączone z reakcją wciąż jeszcze żywego
            pogaństwa. Książęta polscy i śląscy przez wieki całe tytułowali się margrabiami
            Łużyc, a Henryk Brodaty dzierżył nawet w swym ręku przez kilkanaście lat ich
            teren (1209-1222), który więc wówczas po raz wióry tworzył wspólną całość
            administracyjną wraz ze sporą połacią ziem polskich, skupionych pod władza,
            owego najwybitniejszego ze śląskich Piastów. Tradycje jego usiłowali
            kontynuować - z niniejszym powodzeniem - niektórzy inni książęta śląscy aż do
            początku XV wieku. Równocześnie nawiązywały się stopniowo i zacieśniały związki
            państwowe łużycko-czeskie. Już w latach 1076-1086 władzę zwierzchnią nad
            Górnymi Łużycami z ramienia cesarza Henryka IV sprawował Władysław II Czeski.
            Po kilkudziesięciu latach rządów niemieckich znów zostały one przekazane
            Władysławowi Czeskiemu przez Fryderyka Barbarossę (1158). Tym razem pozostały w
            rękach czeskich przez blisko sto lat (do roku 1253) i po niespełna
            siedemdziesięcioletniej przynależności do Niemiec znów częściowo do nich
            powróciły (1320), a po dalszych parudziesięciu latach całkowicie (1346) - jako
            dziedziczna własność, królów czeskich. W parędziesiąt lat później znalazły się
            pod panowaniem czeskim po trzy i pól wiekowych rządach niemieckich również
            Łużyce Dolne (1373). Odtąd cała ziemia łużycka pozostawała w związku państwowym
            z Czechami aż do pamiętnej bitwy pod Białą Górą (1620), w której Czechy
            utraciły niepodległość. O organizacji państwowej, jak również o strukturze
            społecznej Łużyc w okresie przedpodbojowym wiemy bardzo niewiele. Nie tworzyły
            one z pewnością jednolitego organizmu państwowego, lecz kilka księstw
            niezależnych od siebie i nieraz zwalczających się na-wzajem. Zróżniczkowanie
            społeczne było wyraźne; na trzy główne warstwy społeczne składało się
            rycerstwo, wiciazowie (zamożniejsi kmiecie, obowiązani do udziału konno w
            wojnie) i smerdowie (drobni rolnicy, obowiązani do daniny i pracy
            pańszczyźnianej na rzecz panów). Nie mamy też żadnych pewniejszych wieści o ich
            religii w dobie pogańskiej - wiemy tylko tyle, że byli do wiary ojców gorąco
            przy
            • ignorant11 Re: Historia Łużyc 05.08.03, 06:26
              Nie mamy też żadnych pewniejszych wieści o ich religii w dobie pogańskiej -
              wiemy tylko tyle, że byli do wiary ojców gorąco przywiązani i opornie,
              przeważnie pod przymusem, porzucali ją na rzecz chrześcijaństwa. Z chwilą
              przejścia pod panowanie niemieckie Łużyce stały się częścią Marchii
              Miśnieńskiej. Zastępca margrabiego rezydował w Budziszynie; w jego ręku
              skupiona była władza administracyjna, sądowa i wojskowa. Niższymi jednostkami
              administracyjnymi były burg-wardy, mające przede wszystkim znaczenie wojskowe.
              Ich główne zadanie stanowiło utrzymanie zdobytych terenów pod rządami
              niemieckimi oraz obrona przed napadami z zewnątrz. Przy burgwardach istniały
              również sady. Później, w XIII wieku, organizacja burgwardów zanikła i wówczas
              władza sadowa w miastach przeszła w ręce wójtów, a po wsiach w ręce żupanów.
              Jeżeli chodzi o strukturę społeczną, to już gdzieś w XlI wieku zanika wśród
              Łużyczan stan rycerski; wiele rodów wyginęło w ustawicznych walkach, pozostałe
              uległy - powierzchownej nieraz zresztą - germanizacji. Wiek XIV znów przynosi
              pogorszenie stosun-ków wiejskich przez ogólne wprowadzenie poddaństwa i
              pańszczyzny. W miastach od początku ich istnienia przeważa napływowy żywioł
              niemiecki. Łużyczanie rzadko tylko są dopuszczani do osiedlania się w
              środowiskach miejskich, wykonywania rzemiosł, należenia do cechów. Sytuacja
              zmienia się na lepsze po przyłączeniu Łużyc do Czech. Cesarz Karol IV wydaje w
              r. 1356 "złotą bullę", mocą której otrzymują Łużyczanie prawo osiedlania się w
              miastach, trudnienia się rzemiosłem i przystęp do niektórych urzędów. Łużyce
              posiadają też odtąd niezależność administracyjną i sądową. Na czele całego ich
              obszaru stoi bohot jako naczelnik władz administracyjnych. Jest to raczej
              godność tytularna; obdarzony nią książę czeski lub śląski rzadko sam wykonuje
              swe uprawnienia, wyręczając się w tym zazwyczaj przez podbohota, powołanego
              spośród miejscowego ziemiaństwa (a więc z reguły Niemca, wobec ogólnego
              zgermanizowania warstwy ziemian). Kraj jest podzielony na okręgi, którymi
              zarządzają pomniejsi bohotowie. Stanowy podział ludności obejmuje teraz trzy
              warstwy społeczne: ziemian, mieszczan i wieśniaków; za czwarta można uważać
              stan duchowny. Element łużycki zgrupowany jest w ogromnej większości w stanie
              trzecim, toteż stosunkowo niewiele obchodzą go i dotyczą tarcia między szlachtą
              skupioną w Związku Wasalskim a mieszczaństwem tworzącym Związek Sześciu Miast,
              dążący do uzyskania dla mieszczan stanowiska równego szlachcie. Pod względem
              gospodarczym okres czeski zaznaczył się w dziejach Łużyc dodatnio z tego przede
              wszystkim powodu, że był on czasem względnego przynajmniej spokoju na ich
              terenie, poprzednio ustawicznie nękanym walkami, w których wydzierali go sobie
              nawzajem tak liczni pretendenci do panowania nad tym krajem. Teraz Łużyce mogły
              stopniowo zaleczać rany wojenne i podnosić się ekonomicznie. Nie bez przeszkód
              jednak. Oto już z początkiem XV wieku po zgonie cesarza Karola IV, toczyły się
              na ich terenie krwawe walki między pretendentami do władzy nad Rzeszą. Później
              nieco wobec negatywnego ustosunkowania się miast łużyckich do prądów husyckich -
              najeżdżali je kilkakrotnie husyci, szerząc pożogę i spustoszenie. Największy
              taki najazd miał miejsce w roku 1429. Mniej stosunkowo ucierpiały wówczas
              ośrodki wiejskie, zamieszkałe przez Łużyczan, więcej zostały zniszczone miasta.
              Lud łużycki - wbrew oczekiwaniom - zachowywał się wobec husytów biernie, nie
              udzielając im poparcia. Jakiś czas znów (1448-1462) margrabiowie brandenburscy
              okupowali Dolne Łużyce, a i później pozostał w ich rękach - jako lenno - obwód
              chociebuski. W lalach 1469-1479, ziemia łużycka jako cześć królestwa czeskiego
              była przedmiotem zbrojnego sporu między dwoma "narodowymi" królami: czeskim
              Jerzym z Podjebradu, wyklętym przez papieżu z przyczyn natury politycznej, i
              węgierskim Maciejem Korwinem, któremu katolicy czescy zaproponowali koronę
              Czech. Po zgonie Jerzego z Podjebradu w r. 1471 spór toczył się dalej miedzy
              jego następcą, Władysławem Jagiellończykiem, synem króla Kazimierzu
              Jagiellończyka, a Maciejem Korwinem, przy czym teatrem wojennym był głównie
              Śląsk. Ostatecznie, na mocy układu w Budzie (1478), Maciej Korwin otrzymał w
              dożywocie Morawy, Śląsk i Łużyce. Epizod węgierski w dziejach Łużyc trwał lat
              jedenaście, do zgonu Macieja Korwina, po którym korona czeska i węgierska
              przypadła Władysławowi Jagiellończykowi, by pozostać w ręku jego, a następnie
              Ludwika Jagiellończyka, aż po śmierć tgo ostatniego w bitwie z Turkami pod
              Mohaczem w r.1526. Okres panowania Jerzego z Podjebradu, Macieja Korwina i obu
              Jagiellonów na Łużycach (1458-1526) należy do najszczęśliwszych w ich dziejach,
              zarówno jeśli chodzi o położenie gospodarcze kraju, jak i pod względem swobody
              rozwoju narodowego. Przy sposobności warto zaznaczyć, że tytuł margrafa Łużyc
              nosił również Zygmunt Jagiellończyk, późniejszy Zygmunt Stary, w czasie gdy z
              ramienia Władysława zarządzał Śląskiem.
              Po Ludwiku Jagiellończyku przypadła korona czeska Habsburgom. Za ich panowania
              reformacja czyni szybkie postępy na Łużycach. W połowie XVI wieku już prawie
              cały kraj jest protestancki, nieznaczna tylko mniejszość Serbo-Łużyczan
              pozostaje przy wierze katolickiej. W tymże czasie Łużyce są wciągnięte w wir
              wojny szmalkaldzkiej, prowadzonej przez cesarza Karola V przeciw protestantom.
              Wojna ta podrywa w dużym stopniu znaczenie Związku Sześciu Miast, który nie
              odzyskuje go już w pełni pomimo kilkudziesięcioletniego okresu pokojowego. Po
              wybuchu wojny trzydziestoletniej Łużyce stają po stronie Fryderyka, palatyna
              Renu, przywódcy protestantów, czeskiego "króla zimowego". Po bitwie pod Białą
              Górą otrzymuje je od cesarza Ferdynanda II Habsburga elektor saski, Jan Jerzy
              I, początkowo prawem zastawu, później na mocy traktatu praskiego w r. 1635,
              jako dziedziczną własność rodu Wettynów. W razie wygaśnięcia tego rodu Łużyce
              miały powrócić do korony czeskiej, nigdy jednak do tego nie doszło pomimo
              starań czeskich.
              Wojna trzydziestoletnia spowodowała na terenie Łużyc ogromne zniszczenia;
              podupadły nie tylko miasta, lecz i wsie: w całym kraju zapanował niedostatek i
              głód, szalejące epidemie wyludniły formalnie niektóre okolice. Dopiero traktat
              westfalski (1648) przyniósł upragniony, długotrwały pokój. Z początkiem XVIII
              wieku, gdy Fryderyk August Saski zasiadł na tronie polskim jako August II,
              Łużyce jako pomost między Saksonią a Polską zyskały na ważności. August II, a
              po nim August III, dążyli uporczywie, choć bezskutecznie do osiągnięcia
              wspólnej granicy sasko-polskiej. Plany ich pokrzyżowały ostatecznie trzy wojny
              śląskie. Pierwsze dwie nie dotknęły Łużyc, natomiast były one teatrem trzeciej,
              siedmioletniej (1756-1763), która przewaliła się przez kraj miażdżącym
              ciężarem, wyniszczając go doszczętnie działaniami wojennymi i rekwizycjami,
              obniżając stan zaludnienia przez pobór ludności męskiej do wojska oraz przez
              głód i epidemie szerzące się wśród ludności cywilnej.
              W kilkadziesiąt lat później rozegrał się na nieszczęsnej ziemi łużyckiej szereg
              epizodów epopei napoleońskiej. Wojny napoleońskie przyniosły przyłączenie na
              lat kilka całych Łużyc do Saksonii. Król saski będący równocześnie księciem
              warszawskim otrzymał wówczas tranzytowe połączenie obu krajów wiodącą przez
              teren pruski drogą Gubin-Krosno-Sulechów-Kargowa. Po załamaniu się wyprawy na
              Rosję stoczył Napoleon pod Budziszynem jedną z ostatnich swych zwycięskich
              bitew. Wkrótce potem doszło do wielkiej bitwy narodów pod Lipskiem (1813), w
              której pułki serbo-łużyckie, niemal do ostatniej chwili, nawet po przejściu
              Saksończyków do przeciwnego obozu, biły się po stronie cesarza. Gdy po
              abdykacji Napoleona kongres wiedeński rozstrzygał o losach Europy, stany
              łużyckie wysunęły postulat niezależności kraju, jednakże kongres przeszedł nad
              nim do porządku dziennego i
              • ignorant11 Re: Historia Łużyc 05.08.03, 06:28
                Gdy po abdykacji Napoleona kongres wiedeński rozstrzygał o losach Europy,
                stany łużyckie wysunęły postulat niezależności kraju, jednakże kongres
                przeszedł nad nim do porządku dziennego i ustanowił nowy podział Łużyc między
                Prusy, którym przypadły całe Dolne Łużyce i północna część Górnych, i Saksonię,
                która zatrzymała resztę Górnych Łużyc. Obszar pozostawiony Saksonii zatrzymał
                pewną autonomię terytorialną, okręgi przyznane Prusom zostały poddane w całej
                rozciągłości centralnemu zarządowi państwa. Stan ten utrzymał się bez
                zasadniczych zmian aż do chwili obecnej, jedynie Łużyce Saskie zatraciły
                resztki swej odrębności terytorialnej po pierwszej wojnie światowej.
                Dzieje polityczne Łużyc po kongresie wiedeńskim pokrywają się ściśle z historią
                Prus, względnie Saksonii, nie ma więc celu rozwodzić się nad nimi. Przez cały
                wiek XlX nie możemy tu zanotować żadnego porywu wolnościowego, nawet w okresie
                wiosny Indów pozostają Łużyczanie sascy najlojalniejszymi poddanymi króla
                Saksonii i starają się tylko, korzystając ze sposobności, uzyskać prawo do
                swobodnego rozwoju narodowego, co im się częściowo udaje. Plany rewolucjonisty
                rosyjskiego, bawiącego wówczas w Budziszynie, Michała Bakunina, by korzystając
                ze sposobności dokonać na Łużycach przewrotu o zabarwieniu społecznym (ataki na
                majątki ziemskie), załamują się z powodu stanowczego oporu Smolerja, a próby
                akcji na terenie parlamentarnym rozpoczynają się na dobre dopiero z początkiem
                XX w. Podczas pierwszej wojny światowej składa ziemia łużycka znaczną ofiarę
                krwi swych synów, walczących w niemieckich mundurach za sprawę, z którą ich nic
                nic wiąże. Przejawów akcji niepodległościowej na Łużycach wówczas nie
                spotykamy. Dopiero w obliczu załamania się militarnego Niemiec i kapitulacji w
                dniu 11 listopada 1918 r., podejmują Łużyczanie starania o uzyskanie
                niepodległego bytu lub przynajmniej szerokiej autonomii. W dniu 13 listopada
                1918 roku powstaje w Budziszynie "Narodný Wubjerk" (Narodowy Komitet), którego
                najczynniejszymi członkami są: wielki uczony - lingwista, Arnost Muka, oraz
                działacz narodowy, poseł do sejmu saskiego, Arnost Bart. Na Nowy Rok 1919
                ogłasza Komitet w imię Wilsonowskiej zasady samostanowienia narodów proklamację
                niepodległości Łużyc, popartą podpisami 36.000 Serbo-Łużyczan. Członkowie
                Komitetu: Arnost Bart i Jan Bryl wyjeżdżają następnie do Paryża, by lam na
                konferencji pokojowej przeprowadzić swe postulaty. Nie osiągają jednak
                literalnie nic - poza pozbawioną wszelkiej egzekutywy gwarancją swobodnego
                rozwoju narodowego. Staje się to mimo poparcia sprawy łużyckiej przez delegatów
                czeskich, Masaryka i Benesa, z powodu proniemieckiego stanowiska Anglii. Na
                działaczy sypią się represje. Starania o autonomię w obrębie Rzeszy Niemieckiej
                pełzną na niczym. Memoriały w sprawie Łużyc, wysyłane dwukrotnie do Ligi
                Narodów (w r.1922 przez uczonego polskiego Jana Baudouin de Courtenay, w r.
                1933 przez Czeskie Towarzystwo Przyjaciół Łużyc), pozostają bez odpowiedzi.
                Walka o prawa rozwoju narodowego, toczona przez Łużyczan na terenie
                parlamentarnym wespół z innymi przedstawicielami mniejszości narodowych w
                Niemczech, również nie daje poważniejszych rezultatów.
                Okres walki Hitlera o zdobycie władzy przynosi gwałtowne pogorszenie stosunków,
                zawieszanie wydawnictw w języku łużyckim, uwięzienie wielu przywódców.
                Doszedłszy jednak do władzy Hitler chwilowo maskuje swe właściwe oblicze -
                następuje pewne odprężenie w związku z jego oświadczeniem, że nie chce nikogo
                germanizować i daje nieniemieckim narodom, należącym do Rzeszy Niemieckiej,
                swobodę rozwoju kulturalnego. Naczelna organizacja Serbo-Łużyczan "Domowina"
                wystosowuje wówczas (1935) memorandum do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z
                szeregiem żądań, zmierzających do zapewnienia im praw narodowych. Obejmowały
                one postulat szkolnictwa w języku narodowym, zatrudniania w szkołach na terenie
                Łużyc nauczycieli Łużyczan, przeszkolonych regionalnie, stworzenia specjalnej,
                odrębnej od hitlerowskich, organizacji młodzieżowej, zapobieżenia
                wynaradawianiu okolic z rozwiniętym przemysłem węglowym, poparcia finansowego
                łużyckiego życia kulturalnego. Ważny był też projekt stworzenia z Łużyc
                odrębnego okręgu państwowego (Reichsgau Lausitz). Memorandum nie osiągnęło
                oczywiście żadnych rezultatów, a wkrótce hitleryzm odsłonił swoje właściwe
                oblicze i postawił sobie za jeden z celów całkowite zniszczenie, narodu
                łużyckiego. W tych tragicznych warunkach bytu narodowego, stojących - zdawałoby
                się - w obliczu rychłej, nieuchronnej zagłady, zastał Łużyczan wybuch drugiej
                wojny światowej.

                Powrót do początku
                • ignorant11 Re: Historia Łużyc ze str Słowiańska Duma 05.08.03, 06:29

                  • luka Re: Historia Łużyc ze str Słowiańska Duma 13.08.03, 11:50
                    Dzięki za Ciebkawe teksty. Interesuje mnie ta tematyka.
                    • sztylet69 Re: Historia Łużyc ze str Słowiańska Duma 13.08.03, 18:36
                      Ignoratncie, czy cytujesz Kochanskiego przypadkiem??? Tak
                      cos znajomo brzmi..
                      • ignorant11 Re: Historia Łużyc ze str Słowiańska Duma 13.08.03, 18:55
                        sztylet69 napisał:

                        > Ignoratncie, czy cytujesz Kochanskiego przypadkiem??? Tak
                        > cos znajomo brzmi..

                        Sława!

                        Nie wiem, kto jest autorem tego opracowania...

                        Znalazłem najobszerniejszy, do tej pory, artykuł, więc ściągnałem, wkleiłem...

                        Nie jestem historykiem ani secjalitą od Łużyc, więc nie jestem w satnie oceniac
                        go krytycznie, zresztą dyskutuję tylkona tematy, które są w zasięhu mojej
                        skromnej erudycji, podobnie jak nie mam zdania na temat twórczości borebitsy,
                        która wydaje mi zbyt genialna jak na mój poziom eudycji...

                        A kto to jest Kochański?
                        Może jest autorem innych wartościowych artykułów, więc jesli masz do nich
                        dostep, to coś powklejasz?

                        Pozdrawia!
                        • sztylet69 'Słowiańska Duma'-prdleni oszusci!!! 14.08.03, 10:13
                          Sprawdzilem w mojej domowej bibliotece. Jest to
                          dokladny,slowo w slowo, cytat z Witolda Kochanskiego
                          "Bratni szczep Serboluzyczan" wydanie z 1946 r,z serii
                          "Ziemie odzyskane".
                          Ciekawe,gdzie to znalazles, cytat pokrywa sie z tymi
                          stronami ktore kiedys odbijalem na ksero dla takiego
                          debila z Nawia Rec.
                          Ta ksiazka jest w pewnym stopniu unikatowa, bardzo
                          proluzycka (autor goraco przekonywal o koniecznosci
                          utworzenia panstwa luzyckiego,w sojuszu z Polska i
                          Czechoslowacja) i bardzo bardzo antyniemiecka. Niestety,
                          sowieci utworzyli NRD i trzeba bylo jednak uznac ze sa
                          "dobrzy Niemcy". Kochanski w nastepnej ksiazce pt "dole i
                          niedole Serboluzyczan" wypieral sie tez z "Bratniego
                          szczepu", sam uznal swoja poprzednia xiazke za
                          bledna.Zjebal Serboluzyczan za probe panstwowosci...

                          Sprawdzilem strone "slowianska duma". To znani mi
                          oszusci, dawniej Nawia Rec, i Wieszcz zine. Uwazaj,nic
                          tam nie zamawiaj!!! To znani w slowianskim srodowisku
                          pierdoleni oszusci i naciagacze. Odpowiedzialny jest za
                          to niejaki Arkon chyba z Bielska Bialej, wyjatkowy debil.
                          Dzialal tez w jakims slowianskim stowarzyszeniu i tam
                          nakradl pieniedzy ze skladkek czlonkowskich. Daj znac tez
                          innym, "Slowianska duma" to wlasnie jak z textem o
                          Luzyczanach, kradna od ludzi kase kradna pomysly i
                          ukradli fragment xiazki,jako swoj "artykul". Jak cos
                          zamowisz,to przysla po latach, albo w ogole nie przysla
                          albo przysla ci cos innego. Unikaj i ostrzegaj innych!!!
Pełna wersja