Dodaj do ulubionych

Ponure żniwo komunizmu

01.09.03, 01:06
Cena demokracji



Rozmowa z prof. Witoldem Kuleszą, dyrektorem Głównej Komisji Ścigania
Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Instytucie Pamięci Narodowej

"Zdecydowana większość sprawców komunistycznego bezprawia w Polsce uniknęła
odpowiedzialności karnej! Zmiany, które dokonały się w naszym kraju,
wykluczają akt zemsty, nakazują zaś prowadzić przeciwko nim postępowania z
zachowaniem wszelkich praw i gwarancji procesowych. Dzięki tymże prawom i
gwarancjom, wielu z nich uniknie odpowiedzialności, nie ma jednak innej drogi
postępowania."


PAWEŁ LEKKI 2003-08-28




Jak ocenia Pan wkład ludzi pracujących w Instytucie Pamięci Narodowej w
odkłamywanie polskiej historii, także tej najnowszej?

– Odkłamywanie historii jest bardzo wyraźnie widoczne w śledztwach
dotyczących zbrodni komunistycznych. W tej kategorii spraw od połowy 1991
roku, kiedy w ogóle ich ściganie stało się możliwe, w Polsce skazano 28
sprawców – byłych funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego – za
bestialskie znęcanie się nad bezprawnie aresztowanymi. Ich ofiarami byli w
znacznej części uczestnicy walki o niepodległy byt państwa polskiego. Od
połowy 2000 r., czyli od chwili powstania pionu śledczego IPN, skierowano do
sądów 25 aktów oskarżenia przeciwko sprawcom zbrodni komunistycznych.
Ustalenia śledztw są w wielu wypadkach tym, co nazywa Pan "odkłamywaniem
historii". Dokonuje się ono w drodze wyznaczonej przepisami kodeksu
postępowania karnego i przepisami ustawy o IPN.

Mówi Pan o 28 skazanych byłych funkcjonariuszach komunistycznego aparatu
represji działającego w PRL. Wydaje się zatem, że prokuratorzy IPN nie
działają zbyt skutecznie. Przecież liczba ofiar tego aparatu była ogromna?

– Istotnie, liczba ofiar była o wiele większa. Najwyraźniej widać to w
przypadku śledztw dotyczących zbrodni sądowych. W Polsce, według ustaleń
historyków, wydano w okresie stalinowskim ponad 5 000 wyroków skazujących na
karę śmierci. Prawie dwa i pół tysiąca z nich jest mi znanych – pion śledczy
IPN bada je w kategoriach zbrodni sądowych. Podkreślam, że żaden uczestnik
sądowych zabójstw z tego okresu nie został skazany przez polski wymiar
sprawiedliwości prawomocnym wyrokiem za akt sądowego morderstwa!

Kto ponosi odpowiedzialność za taki stan rzeczy?

– Nie udało się wprowadzić do polskiej kultury prawniczej pojęcia sądowego
zabójstwa, które jest postacią zbrodni sądowej. Pamiętajmy, że zbrodniami
sądowymi są również skazania na wieloletnie kary pozbawienia wolności – o ile
były wydane w zbrodniczym procesie. Działalność prokuratorów pionu śledczego
IPN jest pod tym względem prekursorska. Trzeba było, aby uzasadnić akty
oskarżenia, stworzyć dogmatyczne wytłumaczenie istnienia pojęcia zbrodni
sądowej.

Przecież sędzia stosuje tylko prawo, nie odpowiada zatem za jego konsekwencje?

– Spotykałem się wielokrotnie z argumentacją, że sędzia korzysta z przywileju
immunitetu sędziowskiego – nie może zatem ponosić odpowiedzialności za to, co
czyni w akcie sędziowania. Z lektury akt procesów, które kończyły się
zbrodniami sądowymi, wynika, że może on być także sprawcą zabójstwa, jeśli
wyrok skazujący na karę śmierci gwałci elementarne zasady postępowania
sądowego. W ostatnim czasie prokurator IPN wniósł akt oskarżenia przeciwko
byłemu prokuratorowi wojskowemu, który zażądał kary śmierci dla bohaterskiego
rotmistrza Witolda Pileckiego. To dla mnie jeden z najbardziej przerażających
przypadków sądowego zabójstwa. Witold Pilecki trafił do Oświęcimia
dobrowolnie, by sporządzić raport o dokonywanych tam zbrodniach. A także, by
podjąć próbę zbudowania wewnątrz obozu struktur ruchu oporu. Po wojnie został
skazany przez polski sąd za zbrodnię szpiegostwa na karę śmierci. Wyrok
został wykonany. Mamy więc przykład tak krzyczącego bezprawia, że wiedza o
tym, co stało się w procesie Pileckiego, obligowała prokuratora IPN do
uczynienia wszystkiego, by jedyny już żyjący uczestnik tej sądowej zbrodni –
wtedy prokurator wojskowy – usłyszał zarzut, że i sędziowie orzekający w
sprawie, i on sam, byli zbrodniarzami.

Nie udało się wprowadzić w życie pojęcia "sądowego zabójstwa". Co więcej,
pojawiają się głosy, by zlikwidować pion śledczy IPN. Czyżby w Polsce żyli
ludzie, którzy boją się instytutu?

– Nie potrafię odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Sam nie mam do
czynienia z próbami wpływania na tok prowadzonych przez nas postępowań. Chcę
być dobrze zrozumiany: jeżeli spotykam się ze słowami krytyki działalności
pionu śledczego IPN, to dotyczy ona działalności całego pionu, a nie
poszczególnych śledztw, i jest formułowana w sposób ogólny: zadania
prokuratorów IPN mogłyby zostać powierzone prokuraturom powszechnym. Krytycy
uważają więc, że istnienie pionu śledczego instytutu jest z zasady
niepotrzebne. Krytyka nie jest natomiast uzasadniana wynikiem konkretnego
postępowania. Nigdy nie spotkałem się z zarzutem, że dany akt oskarżenia w
ogóle nie powinien być wniesiony do sądu.
Dlaczego tak trudno rozliczać się z własną historią? Może Polacy nie dojrzeli
jeszcze do jednoznacznego moralnego osądu ludzi, którzy na taki osąd
zasługują?

– Próbą odpowiedzi na to pytanie był właśnie projekt ustawy o IPN, w którego
przygotowaniu miałem zaszczyt uczestniczyć. Jego filozofia sprowadzała się do
tego, co niegdyś napisał Zbigniew Herbert: nie w twojej jest mocy przebaczać
w imieniu tych, których zdradzono o świcie... Ogólnie rzecz biorąc,
zamierzano w toku działalności śledczej IPN ustalić wszystkie okoliczności
zbrodni popełnionych przeciwko narodowi polskiemu. W szczególności zaś
ustalić ofiary tych zbrodni. Chcemy przez działanie pionu śledczego IPN
pokazać, że zbrodnie na polskich patriotach nie były popełniane przeciwko
każdemu z nich z osobna. Chcemy pokazać, że popełniano je przeciwko całemu
narodowi polskiemu! Taka jest filozofia rozliczenia z przeszłością czynionego
na podstawie ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej.

Ale ludzie ci wierzyli, że działają w imię nowej władzy, która wydała im
rozkaz. Może w związku z tym należałoby uznać, że niektóre organizacje miały
charakter zbrodniczy?

– Musimy zdawać sobie sprawę, że w okresie powojennym sądy, prokuratury,
także UB, zajmowały się również sprawami przestępstw pospolitych. W Polsce, w
okresie powojennym demoralizacja spowodowana okupacją owocowała bardzo
wysokim poziomem przestępczości. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że nie
wolno nam zdyskredytować całego aparatu ścigania i wymiaru sprawiedliwości w
powojennej Polsce. Choćby z tego względu, że straciłbym możliwość
odpowiadania z podniesionym czołem na pytania, które padają z ust moich
niemieckich rozmówców: zajmuje się pan zbrodniami sądowymi popełnianymi w
Polsce po wojnie, mówi pan jak bardzo były liczne – jakie pan daje gwarancje,
że skazania sprawców zbrodni nazistowskich w Polsce zapadały w uczciwych
procesach?

Muszę przyznać, że sam mam poważne wątpliwości co do rzetelności procesów
zbrodniarzy nazistowskich. Wierzy Pan, że nie była to zemsta, lecz
sprawiedliwy osąd?

– To, że zbrodnie nazistowskie były uczciwie i sprawiedliwie osądzone i
ukarane, wynikało z bardzo wielu przyczyn. Jedną z nich jest fakt, że sprawcy
zbrodni nazistowskich w liczbie 1 800 zostali wydani Polsce, w celu
osądzenia, przez aliantów. Opinia publiczna państw zachodnich interesowała
się tymi procesami. Polskie władze dbały, by procesy zbrodniarzy
nazistowskich były uczciwe. Proszę sobie wyobrazić, że w 1947 roku w procesie
załogi Oświęcimia zapadły 22 wyroki śmierci i jeden wyrok uniewinniający –
żyjącego po dziś dzień dr. Hansa Mincha – najbliższego współpracownika
zbrodniczego lekarza, doktora Mengele. Polski sąd uniewinnił go od zarzutu
dokonywania zbrodniczych eksperymentów m
Obserwuj wątek
    • ignorant11 Re: Ponure żniwo komunizmu(dok) 01.09.03, 01:07
      – To, że zbrodnie nazistowskie były uczciwie i sprawiedliwie osądzone i
      ukarane, wynikało z bardzo wielu przyczyn. Jedną z nich jest fakt, że sprawcy
      zbrodni nazistowskich w liczbie 1 800 zostali wydani Polsce, w celu osądzenia,
      przez aliantów. Opinia publiczna państw zachodnich interesowała się tymi
      procesami. Polskie władze dbały, by procesy zbrodniarzy nazistowskich były
      uczciwe. Proszę sobie wyobrazić, że w 1947 roku w procesie załogi Oświęcimia
      zapadły 22 wyroki śmierci i jeden wyrok uniewinniający – żyjącego po dziś dzień
      dr. Hansa Mincha – najbliższego współpracownika zbrodniczego lekarza, doktora
      Mengele. Polski sąd uniewinnił go od zarzutu dokonywania zbrodniczych
      eksperymentów medycznych ze względu na brak wystarczających dowodów winy.
      Cztery lata temu okazało się, że uniknął odpowiedzialności karnej za czyny
      rzeczywiście popeł-nione. W istocie przyznał się do tego niemieckim
      dziennikarzom. Jeśli jednak brakowało dowodów winy w sprawach zbrodni
      nazistowskich, sądy Polskie wydawały wyroki uniewinniające!

      Ludzie, którzy w tamtych czasach uczestniczyli w zbrodniczych procesach –
      prześladowali patriotów walczących o wolną Polskę – dziś są szacownymi
      staruszkami. Obawiam się, że fakt ten bardzo utrudnia jednoznaczny, moralny
      osąd historii. Wszak jeśli ktoś jest dziś szanowanym emerytem, to sygnał, że
      nie złamał prawa?

      – Wielokrotnie spotykam się z tym problemem. Proszę zwrócić uwagę, że sprawcy,
      o których Pan mówi, odmawiali swoim ofiarom elementarnych praw ludzkich.
      Dzisiaj natomiast korzystają ze wszystkich praw obywatelskich w demokratycznym
      państwie prawnym. Wszystkie przysługujące im gwarancje stwarzają prokuratorom
      IPN przeszkody czasem nie do pokonania, gdy chodzi o zebranie materiału
      dowodowego! Jednak gdybyśmy odmówili im prawa korzystania ze wszystkich
      gwarancji, jakie daje państwo prawne, w moim przekonaniu stracilibyśmy moralną
      legitymację ku temu, by prowadzić przeciwko nim postępowanie. Zrównalibyśmy się
      z nimi, jako ze sprawcami zbrodni przeciwko narodowi polskiemu, w metodach
      postępowania.

      Zatem w państwie demokratycznym nie można skutecznie osądzić zbrodni państwa
      totalitarnego?

      – Chcę wyraźnie powiedzieć, że to jest dramat Polski jako państwa prawnego!
      Wiem z całą pewnością, że zdecydowana większość sprawców komunistycznego
      bezprawia w Polsce uniknęła odpowiedzialności karnej! Zmiany, które dokonały
      się w naszym kraju, wykluczają akt zemsty, nakazują zaś prowadzić przeciwko nim
      postępowania z zachowaniem wszelkich praw i gwarancji procesowych. Dzięki tymże
      prawom i gwarancjom, wielu z nich uniknie odpowiedzialności, nie ma jednak
      innej drogi postępowania.

      Polska Zbrojna nr 34/2003




      Ignorant
      +++

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka