Dodaj do ulubionych

Ubywa Polakow

15.09.03, 18:27
www.rzeczpospolita.pl/teksty/wydanie_030915/kraj_a_6-1.F.jpg
Każdego dnia w Polsce troje nowo narodzonych dzieci zostaje porzuconych w
szpitalach. Co roku około dwustu kobiet zakażonych wirusem HIV rodzi dzieci.
Wzrasta liczba noworodków o bardzo małej wadze. Populacja Polaków w 2002 roku
zmniejszyła się w porównaniu z rokiem poprzednim.


Rządowe sprawozdanie z realizacji tzw. ustawy antyaborcyjnej w 2002 roku, do
którego dotarła "Rzeczpospolita" (dokument nie został jeszcze przyjęty przez
Radę Ministrów), ujawnia pogłębiający się niż demograficzny i nasilanie się
innych niekorzystnych dla społeczeństwa zjawisk.

Z dokumentu przygotowanego przez Ministerstwo Zdrowia wynika, że w ubiegłym
roku w Polsce urodziło się 353 tys. 700 dzieci - o 14 tys. 500 mniej niż rok
wcześniej. 14 proc. z nich pochodzi ze związków pozamałżeńskich. Wzrosła - do
blisko 42 tysięcy z 40,5 tys. liczba poronień naturalnych (odsetek poronień w
stosunku do liczby urodzeń żywych wynosił prawie 12 proc., dla porównania w
1980 roku - o 2 proc. mniej).

Pierwszy raz w 2002 roku w Polsce zanotowano na taką skalą ujemny przyrost
naturalny - o 5720 osób więcej zmarło niż się urodziło.

24 tysiące dzieci urodziły młodociane matki, liczące 15 - 19 lat, a 51 -
dziewczynki niemające więcej niż 14 lat. W szpitalach porzucono 1018 dzieci -
o 119 więcej niż w 2001 roku. Oznacza to, że na 10 tys. nowo narodzonych
dzieci 29 pozostawiono w szpitalach. To prawie dwa razy więcej niż w 1998
roku (15 porzuconych noworodków). Najwięcej dzieci, bo 65 na 10 tys.,
porzucają matki z województwa zachodniopomorskiego.

Rząd przyznaje, że przyczyną porzuceń są problemy ekonomiczne rodzin.
Natomiast złe warunki mieszkaniowe decydują, że 80 proc. osób pozostających w
związkach nie planuje kolejnego dziecka, a wśród bezdzietnych małżeństw na
posiadanie potomstwa nie zamierza się zdecydować 26 proc. kobiet i 22 proc.
mężczyzn (badania na reprezentatywnej próbie przeprowadził GUS oraz Instytut
Statystyki i Demografii SGH w III kwartale 2001 roku).

Zdaniem autorów raportu wyeksponowana przez ankietowanych przyczyna, czyli
brak mieszkania, skrywa w rzeczywistości niskie dochody niepozwalające na
kupno mieszkania, niepewną sytuację na rynku pracy oraz wysokie bezrobocie
wśród młodych.

Począwszy od 2001 roku rośnie w Polsce liczba noworodków o niskiej masie
ciała. W 2002 roku urodziło się 3430 takich dzieci (o 2 proc. więcej niż w
2001 roku). W wypadku noworodków o bardzo niskiej masie ciała zanotowano
wzrost aż o 8,5 proc. w porównaniu z 2001 r. - są to dzieci ważące od 500 do
999 gramów, które mają 50 proc. szans na przeżycie po urodzeniu i często
występują u nich zaburzenia rozwojowe. W 2002 roku urodziło się 1385 takich
dzieci.

W Polsce szpitale nie prowadzą ewidencji noworodków zakażonych wirusem HIV,
jednak na podstawie informacji zbieranych wśród lekarzy pracujących z
matkami - nosicielkami wirusa, można oszacować, że co roku rodzą one około
150 - 200 dzieci (według szacunków w Polsce żyje około 15 - 20 tys. osób
zakażonych wirusem HIV, z czego przeszło 20 proc. to kobiety).

Ze sprawozdania wynika także, że w 2002 roku przeprowadzono w Polsce 159
zabiegów przerywania ciąży, w tym 71 z powodu zagrożenia życia lub zdrowia
matki, 82 - z powodu wykrytego ciężkiego upośledzenia płodu, 6 - z powodu
uzasadnionego podejrzenia, że ciąża była wynikiem przestępstwa.

W sprawozdaniu czytamy, że w 2002 roku nadal zgłaszano do Ministerstwa
Zdrowia przypadki odmowy wykonania aborcji w sytuacjach prawnie
dopuszczalnych. Dlatego w marcu 2003 roku minister zdrowia pisemnie
przypomniał wojewodom, że istnieje bezwzględny obowiązek realizowania ustawy
antyaborcyjnej przez publiczne szpitale.


Eliza Olczyk

www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030915/kraj/kraj_a_6.html
Obserwuj wątek
    • alex.4 Re: Ubywa Polakow 16.09.03, 20:44
      Rozwój narodu nie zależy od niczby obywateli. Ludzi jest za dużo na ziemi i im
      bedzie ich mniej tym lepiej
      POzdr
      • ignorant11 Re: Ubywa Polakow 16.09.03, 23:28
        alex.4 napisał:

        > Rozwój narodu nie zależy od niczby obywateli. Ludzi jest za dużo na ziemi i
        im
        > bedzie ich mniej tym lepiej
        > POzdr


        Sława!

        A któż ich skłonny będzie zastapić na tym "padole łez i rozpaczy" ( kasia znowu
        odeszła z Markiem...)

        Bo chyba nie Marsjanie ( pisze z dużego M aby nikt mnie nie posądził o
        xenofobię).
        • alex.4 Re: Ubywa Polakow 17.09.03, 19:06
          Człowiek zużywa zbyt wiele zasobó dla siebie. Jak będszie ludzi mniej to będzie
          wyższy standart życia, a może też coś dla zwierząt zostanie...
          Zmniejszenie się ludzkości trzykrotne, albo i więcej nie było złe....
          Pozdr
          • ignorant11 Re: Ubywa Polakow 18.09.03, 01:43
            alex.4 napisał:

            > Człowiek zużywa zbyt wiele zasobó dla siebie. Jak będszie ludzi mniej to
            będzie
            >
            > wyższy standart życia, a może też coś dla zwierząt zostanie...
            > Zmniejszenie się ludzkości trzykrotne, albo i więcej nie było złe....
            > Pozdr

            Sława!

            TY alexie4 nadal bzdurzysz w stylu raportu rzymskiego i innych maltuzjańców...

            A przecież zasobów jest nadmiar, tylko brak ludzi, którzy chcieliby je zuzywać.

            Bo mamy nadprodukcje żywności stali, węgla, cukru telewizorów, komputerów,
            samochodów i wielu innych rzeczy...


            Ha!

            Mamy nawet nadprodukcję zwierząt, bo ludzie znowu nie chcą się obżerać i nosic
            skórzanych butów i wełnianych swetrów...
    • msciwoj24 Re: Ubywa Polakow 17.09.03, 21:11
      Wkrotce w Polsce bedzie ,jak w calej Europie tam od dawna utrzymuje sie niski
      poziom urodzen.Ktos musi pracowac na starych Niemcow,Francuzow czy
      Brytyjczykow i na ich emerytury , dlatego sprowadza sie imigrantow.W Niemczech
      w ciagu ostatnich 40 lat osiedlilo sie 10 milionow ludzi,co roku zeby
      gospodarka nie padla potrzeba kilkuset tysiecy nastepnych.W POlsce jeszcze na
      poczatku lat 80 rodzilo sie ponad 700tys dzieci rocznie teraz to zaledwie
      350tys i niedlugo bedziemy zmuszeni sprowadzac imigrantow z biednych krajow.
    • ignorant11 Re: Ubywa Polakow, a Kaszubi najpłodniejsi 21.09.03, 22:29
      Płodny jak Kaszuba



      "My tu po katolicku żyjemy i żadnych środków antykoncepcyjnych nie używamy"

      Dlaczego tu tak dużo dzieci? A, bociany mamy - odpowiada sołtysowa z Załakowa
      na Kaszubach. Ma siedmioro. W gminie Sierakowice tyle dzieci to norma. Tu jest
      największy przyrost naturalny w kraju.


      EWA GRONKIEWICZ 2003-09-19




      "Każde dziecko na wagę złota" - takie hasło propagują polscy demografowie
      alarmując, że co roku ubywa nas, Polaków. I mają rację. Ostatnie badania pisma
      Elle przeprowadzone w 35 krajach mówią, że młode Polki stawiają znacznie wyżej
      rozwój i miłość niż macierzyństwo. I to znacznie częściej niż ich zachodnie
      koleżanki. Na Kaszubach kobiety myślą inaczej. Tamtejsza gmina Sierakowice od
      kilku lat ma największy przyrost naturalny w kraju.

      - Szczerze pani powiem, my tu po katolicku żyjemy i żadnych środków
      antykoncepcyjnych nigdy nie używałam - mówi Halina Konkel, matka dziesięciorga
      dzieci. - Jedno dziecko to nie ma komu się wyżalić. A rodzice przecież nie będą
      wieczne. I co ma wtedy zrobić? Iść do obcego? - pyta. - Obcy ci nie pomoże,
      obcy musi mieć zapłacone.

      I rzeczywiście, na ulicy w Sierakowicach co krok widać kobietę z wózkiem. Na
      ogół obok drepcze jeszcze jedno dziecko, albo dwoje.

      Jedna z wiosek, oddalona od centrum gminy o 10 kilometrów, to Załakowo. Na
      pierwszy rzut oka wieś nie wygląda bogato. Tamtejsza szkoła z zewnątrz też nie
      prezentuje się imponująco, ale w środku jest już jak w bajce. Ma patio z
      sadzawką pełną egzotycznych roślin i rodziną wodnych żółwi. Wszędzie czysto,
      cicho i świeżo.



      Żona sołtysa z Załakowa Bożena Toruńczak i jej dzieci: Damian, Daniel, Kamila,
      Weronika, Edyta i najmłodsi Tomek i Grzesiu




      Szukamy jedynaka

      - Nie wiem, czy mamy jakieś dziecko bez rodzeństwa - zastanawia się dyrektor
      szkoły Piotr Leszczyński, który demonstruje nam nową kotłownię.

      On sam ma troje dzieci, w domu było dziewięcioro. A brat, który został na
      gospodarstwie, dochował się dziesiątki.

      W gabinecie dyrektora dzwoni telefon.

      - Jo, jo, zara byndzie - słyszę co chwilę.

      - Tak się komunikuję z rodzicami. - mówi. - W tym języku zostałem wychowany i
      po kaszubsku myślę.

      Choć dyrektor twierdzi, że jakiś jedynak chyba jest, to w szkole niełatwo
      takiego znaleźć. W klasie czwartej, na lekcji matematyki, pytam dzieci: - Kto
      nie ma brata ani siostry? W górę nie podnosi się żadna ręka. - Ja mam dwoje.
      Nas jest w domu sześcioro. Ja mam brata - słyszę. - A ja mam brata i siostrę -
      mówi chłopiec z pierwszej ławki.

      - Ile? Ile? Policz dobrze - dopytuje się ze śmiechem nauczycielka Sabina Drywa.
      Po dokładnym obliczeniu wychodzi, że jest w domu pięcioro. Dyrektor, pokazując
      szkołę, mówi: - Gmina nam nic nie daje. Sami zdobywamy fundusze. W szkole
      organizowane są pikniki rodzinne, festyny, a nawet wesela.

      - A jak tam z nauką? - pytam. - Mam już takich uczniów, co są po studiach, a
      jedna osoba nawet doktorat zrobiła - odpowiada z dumą.

      Ona miała Leona i ja Leona

      W sąsiednich Pałubicach mieszkają Halina i Leon Konkelowie. Ona jest woźną w
      załakowskiej szkole. Sprząta w niej też jedna z jej córek. Pani Halina, drobna,
      uśmiechnięta, w ogóle nie wyglądająca na swoje 57 lat, czeka na nas przed
      szkołą.

      - Miałam taką koleżankę od Lejków w Migach - opowiada. - Ścigać to się nie
      ścigałyśmy, ale tak jakoś wszystko równocześnie się działo. Ona wyszła za mąż w
      kwietniu, a ja w czerwcu. Ja urodziłam Leona, a ona też Leona, ale potem ona
      miała dwa razy bliźniaki. I teraz ma dzieci czternaścioro, a ja dziesięcioro.

      Czemu aż tyle? - Do kościoła się chodziło, przykazań przestrzegało i dzieci się
      rodziły. I zawsze tak było - odpowiada. - Poronienia, owszem, zdarzyły mi się,
      ale takie niespecjalne. Ot, w zimie się człowiek poślizgnął czy, jak to na wsi,
      przy robocie z czegoś spadł. Ciężko było, to kuzynki pomagały. Teraz to chyba
      jest ciężej dzieci wychowywać, bo tych gorszących przykładów jest więcej. I z
      podręcznikami było łatwiej. Teraz każdemu trzeba kupować inne. A jak musiałam
      iść w pole, to starsi przy młodszych wszystko zrobili - opowiada, pokazując
      rodzinne zdjęcia. A jest się kim chwalić.

      A jakie są pożytki z posiadania dużej rodziny?

      - Kuzynka zachorowała na białaczkę. Miała dużą rodzinę i szpik się znalazł. A
      jakby była sama, to ile by było zachodu, szukania, a ile pieniędzy.
      • ignorant11 Re: Ubywa Polakow, a Kaszubi najpłodniejsi(2) 21.09.03, 22:31
        Bocian u sołtysa

        Zaraz za szkołą jest dom obecnego sołtysa Toruńczaka. On ma siedmioro dzieci.
        Najmłodszy Grześ ma rok, najstarszy Damian trzynaście. Pani sołtysowa Bożena
        Toruńczak pochodzi z Brodnicy Górnej. To też Kaszuby, ale inna gmina. - Jest co
        robić - mówi, spoglądając na swoją gromadkę.

        Pytana, dlaczego ma tak dużo dzieci, śmieje się i spogląda w górę: - Bociany
        mamy - mówi. - Od kilku lat mieszka u nas para, ale teraz już odleciały.

        Samo zrobienie zdjęcia całej rodzinie nie jest łatwe, bo albo dzieci w szkole,
        albo sołtys w polu. A jak on wróci, to nie będzie dwójki dzieci, bo pojadą do
        dentysty. Zebranie samej dzieciarni też nie należy do zadań prostych. Kamila
        idzie szukać Damiana, potem po nich jedzie na rowerze Weronika. I tak kolejne
        dzieci znikają. Gdy w końcu robimy zdjęcie pani sołtysowej z najmłodszą
        czwórką, wracają.

        Od sołtysa ruszamy szukać gospodarstwa rodziny państwa Zielińskich. To podobno
        w Załakowie rodzina najliczniejsza. Trzeba do nich skręcić za krzyżem. Skręcamy
        i znajdujemy… panią Grzenkowicz, która ma dzieci sześcioro. A w jej domu
        rodzinnym było ich siedmioro. - Ot, po prostu na Kaszubach krzyży dużo -
        tłumaczy naszą pomyłkę pani Kazimiera.

        Gospodarstwo pani Kazimiery nie jest za duże, 17 hektarów. Wszystkiego mają po
        trochu, żeby dla rodziny starczyło. Obok zboża, jak to na Kaszubach, sadzą
        truskawki. Pani Kazimiera nawet chleb piecze sama. Wiadomo, własny lepszy, choć
        dzieci wolą kupny, bo to dla nich rzadkość. Opowiada, że dzieci w górach były.
        Ona sama raz w szkole była na wycieczce w Łebie. - Nigdy nawet zoo nie
        widziałam - mówi bez żalu, ot, zawsze jest co robić.

        Wieś gminna

        Gmina leży w samym sercu Szwajcarii Kaszubskiej, zewsząd otoczona jeziorami i
        lasami. Należy do najzamożniejszych w województwie pomorskim. W 98 procentach
        zamieszkują ją Kaszubi. Często od dwustu lat rodziny żyją na tych samych
        podwórkach. Nie było tu PGR-ów.

        Same Sierakowice liczą ponad sześć tysięcy mieszkańców i trudno je nazwać wsią.
        Domy nowe, wypielęgnowane. Jest rynek, dwa kościoły, pizzeria, salon sukien
        ślubnych, wielki sklep meblowy, restauracja, bank, zakłady usługowe i cała masa
        sklepów. W tym dwa z artykułami dla dzieci. Klientów nie brakuje, choć na
        Kaszubach dziecięce ciuszki na ogół wędrują po rodzinie.

        Do szkoły podstawowej przy ulicy Kubusia Puchatka uczęszcza ponad dziewięćset
        dzieci, klasy są aż do "f". - Jedynaków trochę jest, ale przeważają liczne
        rodziny - mówi pedagog szkolny Danuta Fiedoruk. - W szkole w ubiegłym roku
        mieliśmy 62 rodziny z czworgiem dzieci, 29 z pięciorgiem, dziewięć rodzin z
        sześciorgiem i trzy rodziny z ośmiorgiem. Pani Danuta nie pochodzi z Kaszub,
        ale - jak mówi - nie czuje się tu obco.

        - Naród kaszubski trzyma ze sobą to aż do pozazdroszczenia. W szkole to
        doskonale widać, jak rodzeństwa stoją za sobą murem - podkreśla.

        Bracia Bigusowie

        Andrzeja i Tadeusza Bigusów zastaję w siedzibie ich firmy, która sprzedaje
        materiały budowlane. Jej budynków nie powstydziłby się zachodni koncern. A na
        ogromnym placu materiały budowlane poukładane są niemal z geometryczną
        dokładnością.

        - Cieszę się, że wreszcie mogę spotkać się z ojcami, bo do tej pory trafiały mi
        się w tej gminie same matki - zaczynam rozmowę.

        - Wie pani, jedyny pewny ojciec, to ojciec chrzestny - żartuje Tadeusz Bigus. -
        A tak co do pewności, to można mówić tylko o matce.

        W domu było ich dziewięcioro, sześć dziewczyn i trzech chłopaków. Niestety,
        jeden brat zginął w wypadku samochodowym. Pan Andrzej ma dziewięcioro dzieci, a
        Tadeusz - sześcioro. Pierwszy ma pięciu chłopców i cztery dziewczynki, a drugi
        po równo. - U nas jest książkowo: dziewczynka-chłopczyk, dziewczynka-chłopczyk -
        śmieje się. - Gdyby żyła nasza mama, to miałaby teraz trzydzieści dziewięć
        wnuków, nie, czterdzieści - zastanawia się. Po czym bierze kalkulator i zaczyna
        dodawać, wymieniając kolejne dzieci rodzeństwa. - Czterdzieści - wyrokuje po
        obliczeniach. Na pytanie, dlaczego mają tyle dzieci, bracia zaczynają się
        śmiać: - Tu dobre powietrze, to chłopom służy, a w tych zadymionych miastach… A
        gdy już poważnieją, słyszę: - Jak tu sąsiad patrzy na sąsiada i widzi, że ma
        sześcioro dzieci i sobie radzi, to nie ma już tego lęku przed trzecim, a nawet
        czwartym dzieckiem. Tak u nas było zawsze - tłumaczą Bigusowie.

        - W naszej firmie też wolimy zatrudniać ludzi z rodzin wielodzietnych, gdzie
        szacunek do pracy zawsze był. Wśród naszych pracowników na stu dwudziestu ludzi
        mamy tylko jednego jedynaka.

        • ignorant11 Re: Ubywa Polakow, a Kaszubi najpłodniejsi(3) 21.09.03, 22:33
          Rola ojca rodziny

          - Na Kaszubach pozycja żony jest bardzo tradycyjna - opowiada Bożena
          Kowalewska, prowadząca w Kartuzach małą hurtownię, u której kupują też ludzie z
          Sierakowic. - Sprowadziliśmy się tutaj 16 lat temu, ale ciągle do końca nie
          jesteśmy swoi. Pamiętam, jak się śmiali z mojego męża, gdy mówił: "muszę się
          zapytać żony".

          Według niej na Kaszubach ciągle jest tak, że o wszystkim decyduje mężczyzna. -
          Pamiętam, jak pierwszy raz odważyłam się przy kieliszku powiedzieć sąsiadowi,
          że jak żona urodziła ośmioro dzieci to nie powinna chodzi do obrządku, bo to
          jest ciężka fizyczna praca. Był tak zdenerwowany i wzburzony, jakbym mu
          opowiadała o kosmitach, to wstawał, to siadał i zrobił się cały czerwony.

          Bożenie Kowalewskiej podoba się, że na Kaszubach bardzo się dba o
          wykształcenie. To dla nich inwestycja. - Z klas licealnych moich dzieci niemal
          wszyscy się dostali na studia i to nie tylko na trójmiejskie uczelnie, ale i na
          Jagiellonkę - podkreśla.

          My tu nie tacy święci

          Wikary z parafii Jana Chrzciciela w Sierakowicach pytany, dlaczego na Kaszubach
          tak dużo dzieci, odpowiada: - Nie wiem, ale na pewno Kaszubi są bardziej
          religijni. To się widzi w kościele. Jest ogromny nacisk na wartość rodziny -
          mówi.

          - Niech pani nie myśli, że my tu jesteśmy tacy święci - śmieją się Bigusowie. -
          Jak jest spowiedź przed odpustem to dwunastu księży ma co robić w konfesjonale,
          więc grzeszą tu też nieźle.

          Są też ofiarni. Lokalni rzemieślnicy i przedsiębiorcy nie tylko dają na
          kościół. Jak jest jakaś ważna potrzeba i przejdzie się po gminie z kapeluszem,
          zawsze się uzbiera.

          Ostatnio chodzą słuchy, że w liczbie urodzin wyprzedziły ich sąsiednie gminy
          Somonino i Przodkowo. - Nawet jeśli to prawda, to tylko chwilowe - mówią w
          Sierakowicach.

          - Z Kaszubami trudno złapać kontakt. Ciągle zamknięci w rodzinie - słyszy się
          na Kaszubach o mieszkańcach Sierakowic. Ale wszyscy podkreślają, że ludzie tu
          pracowici i zaradni. Wiadomo, od dziada pradziada na swoim. Jednak moja wizyta
          nie potwierdza tezy o braku otwartości. Jak zapukamy do cudzych drzwi, nikt nas
          nie odsyła. Rozmawiają chętnie, a o swoich decyzjach mówią bez skrępowania.

          - Wcale nie chcemy u nas więcej turystów - mówią Bigusowie. - Nie są nam
          potrzebni. Niech pani popatrzy, jak zadeptane są Mazury. My tu sobie sami
          poradzimy. Do marketów nie jeździmy. No, może raz w roku, żeby dzieciom pokazać.

          Każde zarobione sto złotych ma być wydane w gminie. - Jak żona kupi chleb w
          Lęborku, to się jej pytam: a sierakowicki gorszy. Czemuś dwa złote tam wydała,
          a nie u nas - opowiada Tadeusz Bigus.

          A jak będzie? - Młodzi teraz inaczej myślą i obawiam się, że dzietność będzie
          spadać. Wydaje mi się, że nasze dzieci będą miały najwyżej trójeczkę - mówi.

          Ale to i tak będzie zdecydowanie więcej, niż przeciętna w naszym kraju.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka