Dodaj do ulubionych

Hiszpanie w Rosji

04.10.03, 01:05
Hiszpanie w Rosji



Marek Arpad-Kowalski



Udział ochotniczej hiszpańskiej dywizji w II wojnie światowej, u boku Niemiec
walczącej w Rosji, bardzo mało jest znany i zazwyczaj kwitowany,
niekoniecznie nawet przez ideowych przeciwników generała Franco,
schematycznym zwrotem o "formacji nazistowskiej" czy "hitlerowskiej".

Rzeczywiście dla Polaka z jego bagażem historycznym sprawa takiego udziału w
antykomunistycznej krucjacie jest w najlepszym razie kontrowersyjna. Tak jak
wypędzanie diabła szatanem; mniejsze zło też pozostaje złem, a do dyskusji
jest jeszcze, które zło było mniejsze. Ale Wojciech Jerzy Muszyński w swojej
książce "Błękitna Dywizja", acz wyraźnie przychylny gen. Franco, o
uczestnictwie Hiszpanów u boku Wehrmachtu pisze rzeczowo, nie wpadając ani w
entuzjazm, ani w totalne potępienie. Przede wszystkim zaś wyjaśnia, dlaczego
do tego doszło.

Niby wiadomo, lecz słusznie mniema, że należy przypomnieć. Gdy tylko
skończyła się w Hiszpanii wojna domowa, rychło wybuchła II wojna światowa.
Wyniszczoną Hiszpanię gen. Franco pragnął utrzymać na boku owych zmagań, mimo
niemieckich nacisków na jej przystąpienie do Osi. Nie był on bowiem
zwolennikiem narodowego socjalizmu - jego program różnił się w wielu
zasadniczych sprawach. Musiał jednak liczyć się z proniemieckim odłamem
Falangi. Ale także z gospodarczym powiązaniem Hiszpanii z USA i Wielką
Brytanią. Przy tym wcale nie był przekonany o ostatecznym zwycięstwie
Hitlera. W rezultacie udało mu się utrzymać neutralność Hiszpanii, a jedyną
ceną było zezwolenie na udział w walkach przeciwko Rosji (ale nie aliantom
zachodnim!) ochotnikom. A więc nie angażował państwa!

Wiemy, że u boku Niemców walczyły rozmaite ochotnicze formacje narodowe:
dywizje "Wallonia", "Flandria" (złożone z Belgów), "Wiking" (Skandynawowie),
tłumaczące swoją tam obecność antykomunistyczną krucjatą przeciwko
antychrześcijańskiemu, zagrażającemu Europie komunizmowi. Oponenci dodają
jednak szyderczo: u boku antychrześcijańskiego, niemieckiego, narodowego
socjalizmu? Autor zwraca jednak uwagę na to, że ten motyw u Hiszpanów był
superautentyczny - wynikał z niedawnej traumy wojny domowej, z poznania
sowieckich okrucieństw na własnej skórze we własnym kraju, z zetknięcia się z
ciągle mało u nas znanym, krwawym terrorem komunistów w Hiszpanii. A więc
chęć - w odwecie - dopadnięcia Sowietów tym razem na ich ziemi! Zarazem w
polityce wewnętrznej gen. Franco był to wentyl bezpieczeństwa wobec
falangistowskich radykałów - niech jadą do Rosji i tam walczą, a nie
destabilizują i tak zdestabilizowany wojną domową kraj (caudillo bowiem
utrzymywał równowagę między armią a Falangą - obie siły sobie przypisywały
zasługę zwycięstwa). Zgłosiło się zresztą ponad 70 tys. ochotników!
Starczyłoby więc na 3-4 dywizje. Ostatecznie jednak została wystawiona jedna
dywizja licząca około 20 tys. żołnierzy (wraz z formacjami pomocniczymi i
okołodywizyjnymi).

Bardzo też interesujące są relacje z walk Błękitnej Dywizji w Rosji,
poczynając od zetknięcia pruskiego drylu u Niemców z "rozchełstaniem"
hiszpańskich żołnierzy, którzy bratali się z miejscową ludnością, tłumacząc,
że walczą nie z Rosjanami, lecz komunistami; którzy uchylali się od działań
antypartyzanckich, utrzymując, że poszli na front; którzy ratowali Żydów,
jeńców Wehrmachtu, Polaków i innych robotników przymusowych przed niemieckimi
represjami.

Ale i opis walk jest interesujący oraz podsumowanie działań hiszpańskiej
dywizji, wycofanej w 1943 r., by nie dawać aliantom pretekstu do pomówień o
współpracę z Berlinem (alianci w tym roku zajęli Afrykę Północną, lądowali we
Włoszech - ścisła neutralność była koniecznością dla Hiszpanii). Wynika z
nich zaciekłość i skuteczność walk hiszpańskiej dywizji, mimo braku wśród
nich koszarowej dyscypliny. Autor zwraca tu uwagę na znikomą liczbę jeńców
hiszpańskich w niewoli sowieckiej oraz stosunek zabitych do rannych 1:2,
podczas gdy zazwyczaj podczas tak zażartych walk, kształtuje się on na
poziomie 1:7 albo 1:10 i jeszcze więcej.

Przypomina też o udziale w walkach lotników: Błękitnej Eskadry, która nie
wchodziła w skład Błękitnej Dywizji, lecz była bezpośrednio podporządkowana
Luftwaffe. No i wreszcie, po wycofaniu z frontu wschodniego tych formacji - o
udziale "prawdziwych" ochotników, na własną rękę zgłaszających się do
niemieckiego wojska i wcielanych do niemieckich jednostek.

Bardzo ciekawa książka, rzeczowa, pilnująca się obiektywizmu i odsłaniająca
jeden z mało znanych epizodów II wojny światowej, a zapewne znalazłoby się
ich jeszcze sporo do odkrycia.



Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka