Dodaj do ulubionych

Tak bym juz chciala, a tu nie i nie...

20.05.04, 15:23
Czytam wasze posty z zapartym tchem i wynika z nich, ze wiele z was to juz
zony i szczesliwe mamy, chociaz czesto mlodsze ode mnie (jestem swiezo
upieczona 24-latka)
Musze sie przyznac, ze baaardzo Wam zazdroszcze. Juz od jakiegos czasu
ogladam sie za wozkami i bardzo bym juz chciala sie "ustatkowac". Jestesmy z
moim Ukochanym razem juz dwa lata, tyle samo czasu ze soba mieszkamy. Juz
dawno zapadla decyzja o malzenstwie, ustalilismy tez, ze chcemy miec dzieci,
i to szybko i duzo. Sek w tym, ze ja koncze studia, a moj M., choc juz
pracuje, ma takze zobowiazania edukacyjne, ktore go troche kosztuja. Jakis
czas temu podjelismy decyzje, ze ze slubem poczekamy, az ja skoncze studia.
Wlasnie pisze prace magisterska i juz mnie korci, zeby zmienic stan cywilny,
ale.... ale moj M. cos sie do tego nie pali. Zawsze, kiedy ten temat wyplywa,
on mowi, ze jeszcze nas na to nie stac. Chce poczekac, az i on skonczy nauke.
A ja mysle, ze i teraz utrzymalibysmy malucha. Mamy wlasne, duze, mieszkanie,
samochod, starcza nam na zycie. Moze nie byloby nas stac na wystawne
wesele "na pol wsi", ale i po co nam takie wesele. Na razie nie zaczynam
powaznej rozmowy, bo jeszcze mi daleko do obrony magisterki, ale tak bym juz
chciala, a on nie...
Hmm... wyplakalam sie. Dzieki, ze mialam komu :))
Obserwuj wątek
    • asia_22 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 20.05.04, 16:04
      Oj jak ja Cię rozumię! Jestem od Ciebie młodsza co prawda,ale mam
      podobny "problem".Z moim M.jestem prawie od 2 lat,od roku mieszkamy
      razem,kochamy się i decyzja o małżeństwie też już zapadła ale...jeszcze nie
      teraz..Oboje studiujemy,pracujemy,mamy własne mieszkanie,samochód-to dużo
      patrząc na to jak żyją nasi rówieśnicy. Ja już gotowa jestem stanąć na ślubnym
      kobiercu,ale M.przekonuje mnie,że najpierw studia,większa stabilizacja(fakt,że
      z moją pracą nie jest za ciekawie,bo ciągle straszą zwolnieniami,ale jaką mam
      pewność,żę za jakiś czas to się zmieni?)itp. W przeciwieństwie do Was narazie
      nie chcemy mieć jeszcze dzieci,więc wszystko tak naprawdę rozbija się tylko o
      ślub.M.przekonuje mnie,że nie musimy się spieszyć,że jesteśmy młodzi,że
      przecież się kochamy i to jest najważniejsze i tak naprawdę ślub nie jest nam
      potrzebny itp.Nie może zrozumieć,że dla mnie włąsnie ten "papierek" jest
      istotny,dzielę z nim życie i chciałąbym to robić w sposób "formalny". Czasem
      już mi nerwy puszczają i mówię,że jemu wcale chyba na mnie nie zależy,nie chce
      się wiązac "na poważnie" itp no i że może chodziło mu tylko o "darmową pomoc
      domową".Wiem,że go tym krzywdzę,ale czasami naprawdę nachodzą mnie takie myśli :
      ( Ufffff wygadałam się-trochę mi lżej
      • ola Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 20.05.04, 16:16

        oj, tak tak tak, to samo,to samo...
        • kamilka_84 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 20.05.04, 17:08
          Jestem tu nowa, mam nadzieję, że jakoś mnie przygarniecie!
          Doskonale Was rozumiem, mieszkamy razem 0,5 roku od 3 lat jesteśmy razem, tylko, że u nas ślubu ani widu ani słychu.Staramy się o baby, bo mam problemy z zajściem i wolimy już teraz zacząć się starać, ale o rękę mnie nie poprosił.Jest dla Niego jasne, że jak zajdę w ciąże to się pobierzemy, ale jak nie zajdę...Poradźcie co mam zrobić, tak bardzo bym chciała mieć już obrączkę na palcu.Przecież ja Go o rękę nie poproszę!;-)
          • kastalia23 Jest wyjscie 20.02.05, 17:53
            Jest wyjscie z tej sytuacji... zalicz kontrolowaną wpadkę - dziecko bardzo
            przyspiesza wszystko i bardzo porządkuje życie. A prawda jest taka, że wiecznie
            odkładając slub możecie się obudzić za 10 lat, bo to nigdy nie będzie ten
            właściwy moment. Prawda jest taka, że wszystko da się pogodzić. Oboje z mężem
            studiujemy i mamy podobną sytuację do was i nie biomy sie starać o maluszka.
            Dziecko przychodzi z bochenkiem chleba. Porozmawiaj ze swiom M a jak nie to do
            dzieła i życzę szybkiej kinder niespodzianki.
      • olenka7958 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 19.02.05, 16:00
        Ja uwazam, ze ukonczenie studiow, to tylko wymowka. W czym niby ten slub
        zaszkodzi? Nawet odwrotnie, chyba lepiej juz dyplom dostac na nowe nazwisko,
        niz pozniej pokazywac dyplom i akt slubu, no nie? Niby co, przestaniesz sie
        uczyc, jak zostaniesz formalna towarzyszka zycia? Bzdury facet wygaduje. Jemu i
        tak jest dobrze, bo razem mieszkacie, pewnie domowe obowiazki sa na glowie
        kobiety, sex tez, ze tak powiem, "na miejscu". Czyli wszystkie wygody bycia
        mezem ma, a obowiazkow zadnych. I po co facet ma sie zenic, skoro mu i tak jest
        dobrze....
        • julka00 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 19.02.05, 19:46
          Przytaknę koleżance. Jesteśmy z mężem oboje na studiach i nie narzekamy.
    • an_ni Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 20.05.04, 17:19
      mam wrazenie ze tak mlode dziewczyny spiesza sie do slubu, bo mysla, ze po
      slubie wszystko bedzie piekniejsze, latwiejsze, bardziej kolorowe, pewniejsze,
      na zawsze ?
      dlaczego?
      • ola Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 20.05.04, 17:46

        oj nieee,
        Nie jestem tak naiwna, zeby wierzyc, ze moj kochany zacznie wieczorami brudne
        skarpetki wrzucac do worka a nie na stol zaraz po tym, kiedy zaloze mu obraczke
        na palec. znam go na tyle, ze w cudowne metamorfozy nie wierze. Zreszta
        odpowiada mi taki, jaki jest.
        Mysle, ze tu chodzi o dwie kwestie:
        1. niektore dziewczyny ciagnie juz do macierzynstwa (tak jak mnie)
        2. slub jest takim wzajemnym aktem uznania siebie. Puki go nie ma, jestem Jego
        dziewczyna, co brzmi jak taka "kolezanka do przytulania"(na przyklad dla jego
        mamy:). Niby bawimy sie w dom, ale nie podpisujemy sie pod jakimis konkretnymi
        zobowiazaniami. Niby zawsze mozna jeszcze pojsc w inna strone. Przed oltarzem
        za to zarowno dziewczyna jak i facet mowi glosno, przed wszystkimi waznymi dla
        niego ludzmi (rodzina, znajomi itd), przed Bogiem i spoleczenstwem, ze jest
        twoj a ty jestes jego.
        Chodzi mi o to, ze jesli podejmuje decyzje o slubie, to jestem zupelnie pewna,
        ze chce z drugim czlowiekiem spedzic zycie i powiem to glosno przy ludziach i
        ksiedzu. To jest w pewnym sensie ogromny dowod milosci.
    • vinca Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 20.05.04, 17:37
      A ja mu się wcale nie dziwię. Też mam 24 lata i ani myśle o ślubie. Tzn. chcę
      tego ale za ileś tam lat; na pewno nie teraz. Wziąć ślub zawsze można - do
      czego Ci sie tak śpieszy??? Lepiej go nie ponaglaj bo tylko pogorszysz sprawę,
      całe życie przed Wami - teraz rób to, na co pora - ucz się, odkrywaj świat, dąż
      do samorealizacji, i nie pisz, że spełnisz się jako żona czy matka, bo można
      robic jeszcze dużo innych ciekawych rzeczy. Zajmij sie czymś co lubisz robić, i
      nie oglądaj sie na mężate koleżanki, bo i na ciebie przyjdzie pora. Nic na siłę.
      • ola Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 20.05.04, 17:50

        a dlaczego uwazasz, ze malzenstwo jest przeszkoda w samorealizacji? Ja nie
        zamierzam sie tylko "spelniac jako zona i matka". Moje zycie sie przeciez nie
        zmieni po slubie - ta sama praca, ten sam dom, te same pasje. A ze po urodzeniu
        dziecka sie zmieni? Ja tego chce
        • an_ni Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 21.05.04, 10:42
          z moich obserwacji wynika ze wlasnie te dziewczyny ktore jak najszybciej daza
          do slubu zmieniaja sie po slubie - mentalnie przede wszystkim - na ociezale,
          bez ambicji, bez wlasnych dazen, wszystko robia "pod meza"
          faceci tak nie maja, oni w malzenstwie wlasnie bardziej sie rozwijaja w
          dziedzinach zawodowych na przyklad
          bo maja nianke, kucharke, sprzataczke, kochanke
          oczywiscie nie wszystkie malzenstwa sa takie ale wyjatki potwierdzaja regule
        • vinca Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 21.05.04, 14:16
          >
          > a dlaczego uwazasz, ze malzenstwo jest przeszkoda w samorealizacji? Ja nie
          > zamierzam sie tylko "spelniac jako zona i matka".

          A można spytać co poza tym zamierzasz zrobić ze swoim życiem? I kiedy, skoro
          dzieci chcesz miec już teraz i głównie o tym myślisz.

          Moje zycie sie przeciez nie
          > zmieni po slubie - ta sama praca, ten sam dom, te same pasje.

          Zapytam przewrotnie - skoro sie nie zmieni to po co Ci ten ślub?;-)))

          A ze po urodzeniu
          >
          > dziecka sie zmieni? Ja tego chce

          Jeśli tego chcesz to w porządku. Przecież to Twoje życie - niech każdy robi z
          nim co uwaza za słuszne.
          Tylko tak sobie myślę, że jesli Twój facet ma taki stosunek do małżeństwa jak
          ja, to nie byłoby dobrym pomysłem zmuszać go do czegokolwiek. W końcu nie macie
          80 lat żeby tak się z tym spieszyć;-)
          Pozdrawiam
      • myszka_80 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 20.05.04, 23:21
        A nie sądzisz,że może ona tego właśnie chce??? Przecież to jej sprawa.Mnie
        małżeństwo w niczym nie przeszkadza, oboje z mężem mamy wyższe wykształcenie i
        bynajmniej ślub niczego nam nie utrudnił. To każdego prywatna sprawa.
        Pozdrawiam
    • orvokki Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 20.05.04, 19:12
      Cześć

      Decyzja o ślubie to ważna sprawa, ale na pewno nie powinno jej się odwlekać ze
      względów finansowych - zresztą co to niby za względy w Waszym przypadku, skoro
      mieszkacie razem, piszesz, że na życie Wam starcza? To tylko wymówka. Jedynym
      naprawdę dużym problemem z natury materialnych jest jak się nie ma gdzie po
      ślubie zamieszkać, a u Was tak nie jest.
      Nikogo nie można na siłę do ołtarza ciągnąć, ale powinnaś swojego
      faceta "wezwać" na dywanik i wypytać, o co mu chodzi, do czego jego zdaniem
      Wasz związek ma zmierzać...
    • asia_22 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 20.05.04, 19:34
      Zgadzam się z Olą. Psychicznie jestem już w 100% gotowa na ślub i to nie z
      naiwnej wiary,że BĘDZIE LEPIEJ.No bo mi wcale nie jest zle,mieszkając razem
      poznaliśmy się na tyle,żeby być siebie pewnymi i wiedzieć już o swoich zaletach
      ale też i wadach...Małżeństwo jest "namacalnym" dowodem mojej miłości i
      pewności,że to własnie ten jedyny z którym chcę iść przez życie..
      • zdrowazocha Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 20.05.04, 21:00
        oj ja tez najchetniej wskoczylabym do wozka...
        moj luby tez ( a slub bierzemy we wrzesniu )

        no ale - u mnie naprawde wszystko rozbija sie o pieniadze, na zycie mamy
        miesiecznie ok. tysiac zlotych (razem) z czego piec stow to sam wynajem... a
        pieniazki od rodzicow i stypendia. i jak tu myslec o maluszku? a ostatnio w
        jakies bezplatnej uczelnianej gazetce znalazlam takie urocze zdjecie maluszka z
        podpisem "czas na dzidziusia" :D ...

        nawet nie macie pojecia jakie macie szczescie z tym mieszkaniem i autem - my
        pewnie za dziesiec lat nawet nie odbijemy sie wyzej... ale w sumie nie mamy tez
        wielkich oczekiwan i wiem ze nawet dzis jakos bysmy to malenstwo wykarmili, ale
        jak trzymac niemowlaka w pokoju gdzie zima jest 12 stopni (ogrzewanie na prad -
        za drogo) a na scianach grzybek? a na lepsze mieszkanko nie mamy widokow...

        ale za to jak nam ze soba dobrze jak trzeba sie ogrzac ;P

        pozdrawiam!
        • asia_22 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 20.05.04, 22:06
          Ja włąśnie doceniam to co mamy.Mieszkamy w niewielkim mieście,gdzie jest duże
          bezrobocie i naprawdę ciężko coś znalezć,nie mówiąc już o tym,zeby to było
          dobrze platne..Współczuję Ci serdecznie,zdaję sobie sprawę,jak musi być Wam
          ciężko..Dobrze,że macie siebie :) Pozdrawiam serdecznie
          • bombonierka Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 20.05.04, 23:19
            dziewczyny,
            na wszystko przyjdzie pora.
            gratulacje za wyczucie momentu gotowosci 100% do malzenstwa, do zaangazowania.
            z tym ze my jestesmy inne niz nasi mezczyzni, chcemy zaangazowania na cale
            zycie i to juz od teraz, chcemy deklaracji, milosci, uczucia i przede wszystkim
            realizacji tego sobie wymarzylysmy.
            a oni? mysle ze potrzebuja czasu przede wszystkim. pozwolmy im dorosnac i
            dojrzec do decyzji. ale tez nie bojmy sie zadac wyjasnien co do stanu zwiazku,
            czy wiaza jakies plany na przyszlosc, czy nie, na co czekaja, czego sie boja,
            czego oczekuja, etc.
            z wlasnego doswiadczenia powiem wam ze nalezy rozmawiac o zwiazku, pytac o
            ewentualny slub, kiedy potrzeba zaslaniac sie nawet argumentem ze taka zwloka z
            jego strony czyni was niepewnymi i same nie wiecie co macie myslec.
            a moze to tez sposob poprosic o reke faceta?:))))))))
            zartuje.
            no i tyle z mojej strony
            pa
            • maedel Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 24.05.04, 11:09
              Bombonierko, nic dodać nic ująć.
              Obie strony muszą chcieć ślubu i być do niego gotowe.
              Nie bójcie się rozmawiać ze swoim mężczyzną o ślubie.

              Maedel mężatka.
        • myszka_80 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 20.05.04, 23:24
          Ale widać,że jesteście szczęśliwi ze sobą i to jest najważniejsze!!! My z mężem
          mamy swoje 3-pokojowe mieszkanie, a zawsze siedzimy razem w jednym :)
          Pozdrawiamy Myszka i 15 tyg dzidziolek
          • ola Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 21.05.04, 09:47

            ehhh, te chlopy!
            zeby przynajmniej dalo sie z nimi NORMALNIE porozmawiac ;))
            my tez mamy M4 i zawsze okupujemy to samo pomieszczenie. Nawet kiedy jedno rano
            wchodzi do wanny, drugie bierze kawe i bulke w lape i maszeruje do lazienki
            dotrzymac towarzystwa :)
            Mojego mezczyzne tlumaczy to, ze faktycznie zgodzilismy sie czekac do mojej
            obrony. No i moj Tatus Grozny by chyba zawalu dostal, gdybym sie wydala
            wczesniej!
            A Moj Luby wielki respekt ma dla mojego Groznego Tatusia :)))))
    • slimak13 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 22.05.04, 23:15
      A ja uważam, że studenckie rodzicielstwo też ma swój urok. I wcale nie trzeba
      majątku i szczególnej stabilizacji. To sprawy drugorzędne, bo liczy się
      wewnętrzna gotowość na dziecko.
    • jenny1 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 17.02.05, 18:45
      up
      • caroll5 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 18.02.05, 10:23
        Panie oiszecie, że mieszkacie z meżczyzą, macie mieszkanie, samochód i
        pieniądze aby wspólnie żyć ale On nie chcę się żenić ze względów
        finansowych!!!!!Gdybyście mieszkali u swoich rodziców i nie mieli nic własnego
        to zrozumiałam bym ten argument, ale tak?Moja znajoma 11 lat znajomości z
        facetem, ok. 4 wspólnego mieszaknia ładnie urządzonym mieszkanku, prowadzili
        własną firmę,"inwestowali" tj. kupili np. ziemię. Jakiś czas temu nowoczesny
        zestaw kina domowego. Ale na jej pytania kiedy ślub on zawsze twierdził
        jak "poprawią się nam warunki materialne".W XII.04 się rozstali. Ale to nie ona
        chciała.
        • anula36 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 18.02.05, 11:12
          a ja sie nie dziwie ani troche - faceci maja co chca ( wpolne
          mieszkanie,kobiete pod reka) bez slubu - to po co sie zenic? Moze sie jeszcze
          znajdzie lepsza? FAceci to stworzenia wygodne.
          A do ojcostwa dojrzewaja pozniej niz kobiety do macierzynstwa.
          • caroll5 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 18.02.05, 12:12
            Swięte słowa!! To samo miałam na myśli ale każdy jest kowalem swojego losu.
            Potem tacy panowie jeszcze się dziwią odchodząc od kobiety z którą żyli pare
            lat "o co Ci chodzi przezcież slubu nie braliśmy" itp.Ja znam się z narzeczonym
            4 lata niedługo ślub i były okliczności sprzyjające do wspólnego zamieszkania t
            o ja nie wyobrażałam sobie kim miała bym niby być dla niego? Chyba konkubiną
            bo jak to innaczej nazwać?
            • anula36 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 18.02.05, 14:44
              owszem, tak sie to nazywa - konkubinat:)
              Nie ma sensu dlugo czekac skoro ludzie sa razema tym bardziej razem mieszkaja-
              aja ks ie facet nei pali do slubu niech poda jakies racjonalne powody- jesli
              ich nie ma to zwyczajnei nie chce.
        • beataj1 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 18.02.05, 15:08
          A czy myslisz ze jak by mieli slub to by z nia zostal?
          Chyba juz wolalabym sie rozstac z facetem a nie zyc z nim tylko dlatego ze on
          ze mna ostal bo rozwod to tyle zachodu...
          • caroll5 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 18.02.05, 15:47
            Nie o tym mówimy!!!Jeżeli jest im źle ze sobą to oczywiście niech się rozstają
            i nie ma mowy o ślubie!! Ale Panie wcześniej nie mówiły, że jest im źle w
            związkach tylko,iż ich mężczyźni nie chcą ślubu. Jeżeli wszystko układa się
            dobrze, warunki materialne pozwalają (obiektywnie rzecz biorac - a posiadania
            mieszkania i samochodu + pensje to obiektywnie rzecz biorąc dobre warunki) a
            Panowie mają wymówki to ja nie wiem....Jak by mnie któś nazwał konkubiną to bym
            się chyba załamała. Ale to moje prywatne odczucie.
            • ishka konkubinat 19.02.05, 00:16
              a co jest złego w konkubinacie? oprócz tego, że słowo niezbyt ładne i kojarzące
              sie z tzw. "elementem"...
              jestem konkubiną :) (to brzmi prawie jak morderczyni)!
              jesteśmy parą ateistów, ślub kościelny odpada... a po co nam papier z USC? czy
              dzięki temu mój Luby mnie nie zostawi gdy sie uprze?
              czy dzięki papierkowi ja go nie zostawię w razie napadu oślego rozumu?
              nawet jeśli mielibyśmy dziecko to lepiej utrzymywać zgodne stosunki na
              odległość niż fundować dziecku awantury, płacze, wymówki i manipulacje (nie z
              naszej strony, prędzej od strony dziadków)...
              ja może i w głębi duszy kiedyśtam bym chciała w USC sie znaleźć ale wiem, że ta
              ceremonia nic mi nie zapewni, nie zagwarantuje, że nie zostane zdradzona,
              oszukana, okłamana. maaaalutko jest takich mężczyzn i kobiet, którzy oprą się
              pokusie - bo mam męża/żonę. może niektórzy wierzący ale taki mi się nie trafi,
              nie ta grupa... ucieknie od moich strasznych poglądów... ;]
              ja się opieram pokusie bo mam konkubenta ;]
              albo sie kocha i sie jest razem albo sie nie kocha i odchodzi pamiętając o
              obowiązkach wynikających z posiadania wspólnego potomstwa
              co to za zwiazek z zasiedzenia...
              • agnese75 Re: do ishka 19.02.05, 12:38
                Przyznaje ci racje w 100%ja tez zyje z moim mezczyzna bez slubu ,papierka nie
                uwazam za podstawe udanego zwiazku-pozdrawiam serdecznie-a
                • anula36 Re: do ishka 19.02.05, 12:39
                  bo oczywiscie ze nei jest podstawa udanego zwiazku:) Czasem sie przydaje przy
                  wniosku kredytowym:)
    • agakup Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 18.02.05, 22:13
      Witam!
      Ja z moim facetem byłam 6 lat. On wciąż twierdził, że na slub jest dla niego za
      wczesnie,że jestesmy ze sobą tak długo- on nie jest na to jeszcze gotowy-mimo
      to.2lata temu zdradzil mnie, po czym błagał o przebaczenie. Uległam.
      Mieszkalismy razem- bylam jego kucharka, sprzataczka, praczką i kochanka w
      jednym. Nic nie chciał mi "dać " w zamian. Cały czas tylko brał. Mam problemy z
      płodnoscią. Prosiłam go delikatnie, bysmy spróbowali miec dziecko. Z kazdym
      rokiem mam mniejsze szanse na zajscie w ciążę. Nie chciał.
      Nie wytrzymalam. Po 6 latach postawiłam ultimatum- albo zmieniamy nasze
      stosunki- albo to koniec.
      Rozstalismy sie. A potem prze 6 miesiecy bez przerwy nekaly mnie telefony ,
      smsy i maile od niego.Twierdzi, że się zmienił. Ale slubu i zalozenia rodziny
      nie chce nadal. A ja sie zastanawiam, czy to możliwe, żeby faktycznie się
      zmienił??
      • misiolap Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 19.02.05, 01:21
        nie wierz mu ze sie zmienil, zapewniam Cie ze tak nie jest. faceci sie nie
        zmieniaja, to my naiwne czesto zmieniamy sie dla nich.
        jezeli chcesz miec meza i dziecko, to poszukaj pod innym adresem, jesli po 6
        latach nie proponuje Ci malzenstwa, to widocznie tego nie chce, wiec daj sobie
        z nim spokoj. na pewno znajdziesz takiego, z ktorym bedzie warto
        ja mieszkam ze swoim facetem, bo niejako zmusily mnie do tego okolicznosci, nie
        mialam wyboru. przed zamieszkaniem razem wiele razy rozmawialismy o slubie i
        wspolnym zyciu, teraz nie ma na ten temat ani slowa, jedynie: ''ja nic nie
        planuje''.
        a ja planuje wyprowadzke jak tylko bedzie to mozliwe.
        zycze powodzenia.
    • p.magdalenka Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 18.02.05, 22:43
      facet to świnia tylko jedna jest udomowiona a druga żyjąca w chlewie.
      • naise Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 19.02.05, 11:31
        Mój od ponad pół roku powtarza że już niedługo się oświadczy - chce mnie
        przygotować. Na zapewnieniach się kończy, a mój entuzjazm coraz bardziej opada,
        czasami myślę że to dla mnie za wcześnie, że może rzeczywiście powinnam poczekać
        - dodam że jeszcze do niedawna bardzo chciałam tych oświadczyn (chociaż na ślub
        to najbardziej on naciskał), chciałam dziecka, wspólnego mieszkania, a im więcej
        czasu mija tym intensywniej przebijają się myśli o tym że to może nie TEN
        JEDYNY. Nie mamy stabilnej sytuacji finansowej, ginka zaleciła żebym z moimi
        problemami nie czekała zbyt długo z maluszkiem, mój M się zgadza, też chce
        niebawem mieć dzieci, rodzinę, tylko jak do tej pory są to tylko słowa i
        zapewnienia. On mówi że robi wszystko aby polepszyć sytuację, wszystko robi dla
        mnie, tylko ja jakoś tego nie widzę, zauważam natomiast że ma prace bez
        przyszłośći (na czas określony) i nie robi nic aby znaleźć następną - ma
        nadzieję że przedłużą mu umowę - przez to nie może wziąć kredytu, aby dołożyć
        pieniędzy i kupić chociaż 2-pokojowego mieszkania (rodzice chcą mu ufundować
        kawalerkę). Przez to nie możemy założyć rodziny - no bo urodzi sie dziecko, a
        jemu nie przedłużą umowy i co wtedy? Ja coraz intensywniej szukam pracy, mimo że
        mam możliwość pracy dzieki protekcji, chcę najpierw spróbować sama swoich sił,
        poza tym uczę się aby mieć jak najlepsze wykształcenie, chcę ukończyć kilka
        kursów doszkalających, może nowy kierunek na studiach, jednym słowem stsram się
        inwestować w siebie, nie siedzę z założonymi rękami. Czasami mam wrażenie że
        cały ten związek to jedna wielka pomyłka, im więcej on mi obiecuje, i
        jednocześnie nic w kierunku tego żeby te obietnice spełnić, nie robi, tym
        bardziej ja mam wątpliwości.
        • lili14 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 19.02.05, 19:30
          Milutka naise!Czy ty masz swoich rodzicow?Bo z postu wydaje sie ze jestes z domu
          dziecka.Wszystko co ci potrzebne do szczęscia oczekujesz od przyszłego męża.Jak
          narazie tylko inwestujesz w siebie nie piszac nic co mozesz ze swojej strony
          zaoferowac.To nie jest dobry sposob na rozpoczęcie nowego życia .Ja uważam ze
          nad twoim wybrankiem czuwa opatrznośc.Ty masz watpliwości a on ma jeszcze
          większe czemu sie nie dziwię.
          • naise Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 20.02.05, 00:57
            Nie nie jestem w domu dziecka, mam swoich rodziców ... hm. Inwestuję w siebie bo
            wierzę że mi się to kiedyś zwróci, że dzięki temu będę mogła znaleźć lepszą
            pracę, wolę w siebie inwestować i mieć większe perspektywy znalezienia dobrze
            płatnej pracy, niż do końca życia pracować w markecie na kasie za 700 zł. Od
            przyszłego męża oczekuję wiele, owszem, ale też wiele jestem w stanie dać,
            kiedyś dzięki mojemu wykształceniu oboje zyskamy, może się zdarzyć że np. to ja
            będę utrzymywała rodzinę, a mąż zajmie się wtedy dziećmi - wszystko zależy od
            tego, które z nas będzie więcej zarabiało, to będzie pracować, oczywiście mówię
            o sytuacji kiedy dzieci będą malutkie i trzeba będzie się nimi zajmować w domu,
            a mój M jest przeciwny oddawaniu dziecka pod opiekę niani, lub przedszkolance -
            to autentycznie jego słowa. W związku z tym postanowiliśmy, że na razie on
            będzie pracował, a potem, jak dzieci się urodzą (czyli teoretycznie w ciągu
            roku-półtora, teoretycznie) jeśli to ja będę miała lepszą pracę to on zajmie się
            dzieckiem, dlatego inwestuję w siebie i nie widzę w tym nic złego, tym bardziej
            nie wydaje mi się to próżne. Tylko wkurza mnie że ustaliliśmy taki plan, a on
            się go jakoś nie trzyma, właściwie od kilku miesięcy stoimy w miejscu, mam po
            prostu nieodparte wrażenie, że i tak wszystko ja załatwię, szybciej znajdę dobrą
            pracę, skończę studia, wezmę kredyt, potem ja będę prać, gotować, rodzić dzieci,
            opiekować się nimi, a on zawsze będzie tym który sie bardzo starał ale mu nie
            wyszło. Proszę wyprowadźcie mnie z błędu jeśli źle myśle, bo może rzeczywiście
            przesadzam.
            • anula36 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 20.02.05, 01:12
              mysle,ze po prostu to nie ten facet. I oboje dlatego sie oboje wkuzracie - on -
              bo ty zrobialas plan i wymagasz realizacji a ty bo on olewa realizacje.
              Mysle,ze takei zycie to nei jego styl i mozesz owszem wykuc go na wlasna modle
              tylko po co?
              Rozejrzyj sie za kims z podobnym planem i wtedy kazde bedzie pilnowac
              realizacji z wlasnej strony i bedziecie oboje zadowoleni.
              Nie ma co brac sobie nieudacznika na glowe.Bedzies zmiec tylko potem jedno
              dziecko w domu extra.
            • lili14 Re: Tak bym juz chciala, do naise.. 20.02.05, 10:58
              Z twoim podejsciem do życia najlepiej dla ciebie byc babo chłopem a zatem
              przyszyj sobie meskie genitalia bo cechy tych dwu osobnikow juz posiadasz.
              • naise Re: Tak bym juz chciala, do naise.. 20.02.05, 11:23
                Wytłumacz mi dlaczego, bo nie bardzo rozumiem? :)
                • lili14 Re: Tak bym juz chciala, do naise.. 20.02.05, 12:18
                  A widzisz trudno ci to zrozumiec!.Dlaczego?Bo to jest test na twoja inteligencję.
                  • naise Re: Tak bym juz chciala, do naise.. 20.02.05, 12:50
                    Najpierw napisałaś że za dużo wymagam od partnera, a nic nie chcę dać z siebie,
                    ok że mogłaś wywnioskować z mojego postu że mam zamiar zostać 'kurą domową' na
                    utrzymaniu męża. Gdy rozwinęłam wątek, stwierdziłaś że jestem babo-chłopem,
                    jakaś samowystarczalna i wogóle - dlatego że napisałam, że możliwe iż to ja będę
                    kiedyś utrzymywać dom, dlatego teraz inwestuję w swoją edukację. I w tym
                    momencie już Cię nie rozumiem, tak źle i tak niedobrze, jakieś herezje o testach
                    na inteligencję wypisujesz - chyba próbując zmienić temat, nie wiem wogóle o co
                    Ci dziewczyno chodzi :/ hmm chyba nie warto wdawać się z Tobą w dyskusję. Pozdrawiam
                    • lili14 Re: Tak bym juz chciala, do naise.. 20.02.05, 13:16
                      Nikt ci dziewczyno nie napisał ze masz zostac kura domowa to po pierwsze.Piszesz
                      ze partnera rodzice maja kupic mu kawalerkę,on ma problemy z praca czego powodem
                      jest nie mozliwosc wziecia kredytu na zakup wiekszego mieszkania.A gdzie masz
                      swoich rodzicow i ich ewentualny wkład finansowy.Widze ze ty tylko
                      oczekujesz,rozdajesz role co kto ile i kiedy.I tu właśnie kłania się słowo
                      inteligencja ale tobie jest znane jako herezja.Te typy taka maja.Zastanow sie
                      czy ten facet nie mysli tak jak ja i wiele innych osób i zaczyna głowkować czy z
                      taka co tylko wymaga warto zakładać rodzinę.Gdybym miala dorosłego syna i
                      przyprowadziłby mi takie to to do domu a udałoby mi sie ciebie rozszyfrowac to
                      minuta osiem i cie nie ma i jego też.Z toba dyskusja to tzw.przytakiwanie ze
                      racja leży po twojej stronie.
                      .
                      • naise Re: Tak bym juz chciala, do naise.. 20.02.05, 23:45
                        Jego rodzice kupują mieszkanie jemu, a nie nam. Nie jesteśmy małżeństwem i
                        jeszcze jakiś czas nie będziemy. On mieszkanie dostaje w prezencie i trudno żeby
                        mu mamusia jeszcze nakazywała z kim ma tam mieszkać i co robić. Skoro chcą mu
                        dać mieszkanie to liczą się z tym, że nie będzie do końca życia mieszkał tam
                        sam. To że on chciałby większe - bo jak sam mówi jest bardziej prszyszłościowe -
                        to już jego wybór, ja go nie zmuszam. Natomiast moi rodzice powiedzieli, że
                        owszem dołożą się ale po ślubie, bo nie mają zamiaru wpakować kasy w mieszkanie,
                        które będzie na niego - fakt że dołożyliby tyle na ile ich stać, ale
                        prawdopodobnie starczyłoby na zakup małego, dwupokojowego. Ale co mam iść do
                        niego powiedzieć: wiesz weźmy ślub, bo inaczej rodzice nie dadzą nam pieniędzy.
                        Myślę że ślub to z trochę innych powodów się bierze, a nie żeby dostać parę
                        groszy na dołożenie do mieszkania.

                        Co do główkowania, to rozmawialiśmy dziś i M jest pewien że chce ze mną założyć
                        rodzinę, chce tylko trochę ustabilizować się materialnie.

                        Wnioskuję że dorosłego syna (na szczęście) nie masz.
                        • anula36 Re: Tak bym juz chciala, do naise.. 20.02.05, 23:56
                          ale jak sie ma ustabilizowac materialnie, skoro nei szuka lepszej pracy??
                          • naise Re: Tak bym juz chciala, do naise.. 21.02.05, 00:05
                            też sie nad tym zastanawiam :/
                            • anula36 Re: Tak bym juz chciala, do naise.. 21.02.05, 00:17
                              no wlasnie.
                              To ze on chce,zamierza, ma dobre checi nie przeklada sie na fakty.
                              Z tym mieszkaniem to tez paranoja- co to znaczy ze rodzice JEMU kupuja
                              mieszkanie niepelnoletni,ubezwlasnowolniony?
                              Rozumiem twoje rozterki bo sama takeigo bylego neizdecydowanego spuscilam po
                              brzytwie ale warto dac jakies terminy graniczne, bo sie okaze ze zmieni
                              prace..przechodzac na emeryture:)
                              • naise Re: Tak bym juz chciala, do naise.. 21.02.05, 00:37
                                Jemu rodzice kupują mieszkanie, bo nie raczył ich poinformować o swoich planach
                                na przyszłość - w sumie nie musi, ale skoro sami się nie domyślili, że jeśli się
                                spotykamy, to pewnie razem zamieszkamy, to może warto powiedzieć wprost. Dlatego
                                też rodzice zdecydowali się na zakup kawalerki, lub pokoju z kuchnią, bo mu
                                takie wystarczy, no i jasne że to będzie jego mieszkanie, nie mówią o tym inaczej.
                                • anula36 Re: Tak bym juz chciala, do naise.. 21.02.05, 00:43
                                  przy tych ukladach to chyba faktycznie jeszcze poczekasz na ewentualne
                                  deklaracje.
                                  w kazdym razie zycze powodzenia.
                                  • naise Re: Tak bym juz chciala, do naise.. 21.02.05, 01:05
                                    Dziękuję, czas mnie jeszcze na szczęście nie goni, nie jestem zdesperowana więc
                                    poczekam, mam nadzieję tylko, że wystarczy mi cierpliwości :)
                                    Pozdrawiam
                        • lili14 Re: Tak bym juz chciala, do naise.. 21.02.05, 10:05
                          Tak namotałaś w tym swoim opowiadaniu ze na smiech mnie zbiera.Najpierw piszesz
                          o zmianie pracy chłopaka bo mieszkanie ktore kupuja rodzice bedzie za małe w
                          związku z czym niech wezmie kredyt i kupi przyszłościowe tzw.większe.Teraz
                          piszesz ze rodzice dołożą jak wyjdziesz za niego za mąż.Po co maja dokładać jak
                          założenia masz inne?To on ma zapewnić ci lokal.Ale po co go kupowac już? Facet
                          poprostu nie chce spełnić warunków.To cie wkurza.Mieszkanie mozna kupic po
                          slubie!Wtedy bedzie wspolne i za wspolna kasę.Bo jesli on teraz zarabia mał to
                          jak je i siebie utrzyma.Nie uwazasz ze to dziwne co piszesz.A skad wiesz o czym
                          z nim rozmawiaja jego rodzice?Możę maja podobne zdanie na temat kupna
                          mieszkania.Stabilizacja materialna dziewczyno miła jest potrzebna po obu
                          stronach po twojej tez i zakładanie rodziny wtedy gdy jedna osoba pracuje na
                          lichej pensji a wymagania sięgaja szczytu poprostu faceta odstraszaja.Ludzie jak
                          sie kochaja to siadaja z rodzicami do stołu po obu stronach i rozmawiaja o
                          planach zyciowych.Wtedy widzisz czy mozesz liczyc na pomoc rodzicow i jakie
                          macie szanse .Syna nie chce miec bo ja mysle troche inaczej niz przeciętna
                          kobieta.Ciężar obowiazków ,pracy.wychowania dziecka itd powinien być
                          partnerski.A coraz bardziej widac ze kobiety tylko oczekuja od partnera .Jest to
                          smieszne bo niby dlaczego rodzice faceta maja stanac na głowie zeby sprostac
                          warunkom.Oni nic nie musza ani kupowac ani dawac ani pomagac.To jest ich dobra
                          wola.Slub sie bierze gdy ludzie sie kochaja ale to w dzisiejszych czasach nie
                          wystarcza.Trzeba kasy.Więc wyedukuj sie zacznij pracowac zobaczysz jak tego
                          trzeba krecic głowka zanim sie wyda grosz.Latwiej sie rzadzi pieniędzmi innych
                          niz swoimi.
                          • naise Re: Tak bym juz chciala, do naise.. 21.02.05, 10:40
                            Chyba nie czytasz ze zrozumieniem :/ Rozumiem że trochę to zagmatwane...
                            1) Nigdzie nie napisałam że mam zamiar dyktować warunki jego rodzicom co, jak i
                            gdzie. Kupują mieszkanie, bo stwierdzili że już nadszedł czas, i bynajmniej nie
                            dlatego, że ja się z nim spotykam, ani nie dla mnie, zresztą wogóle nie chciałam
                            tam mieszkać, to on mnie namówił.
                            2) Nie wiem o czym jego rodzice rodzawiają, ale wiem o czym nie rozmawiają.
                            Ponadto on 'nie spowiada się' (jak sam określił) rodzicom, ze swoich planów -
                            takie panują u nich stosunki.
                            3) Chyba trudno jest uśiąść razem do stołu i pogadać, skoro nie było mowy o
                            zaręczynach, a właściwie mowa była, tylko żadnych ruchów, stanęło na
                            zapewnieniach. Poza tym, to trochę dziwnie spieszyć się z oświadczynami, po to
                            żeby móc wydębić od starych więcej kasy. Ja mu powiedziałam mimochodem że moi
                            rodzice się dołożą i kiedy, ale ta wiadomość nic nie zmieniła, bo z tego powodu
                            nie przyszedł następnego dnia z pierścionkiem - to chyba dobrze o nim świadczy co?
                            4) Co do zapewniania lokalu, niedawno rozmawialiśmy czy nie są mu potrzebne
                            jakieś pieniądze, i ile. Ale stwierdził, że nie chce ode mnie pieniędzy, że nie
                            ma sytuacji kryzysowej, i można zaczekać jeszcze z zakupem mieszkania, może
                            trafi się jakaś okazja.
    • haharp Tak bym juz CHCIAL, a tu nie i nie... 19.02.05, 08:19
      jestem z moja Panna prawie 2 lata. i to ja chce jeszcze nie. mamy gdzie razem
      zamieszkac, finansowo mozemy byc nizalezni. a jednak Jej czegos brakuje, mowi,
      ze ostatnio cos sie miedzy nami popsulo (fakt - pracuje czasem do polnocy).
      kocham Ja, bylismy razem najszczesliwszymi ludzmi na ziemi. nie rozumiem...
    • kastalia23 RJest wyjscie 20.02.05, 17:54
      Jest wyjscie z tej sytuacji... zalicz kontrolowaną wpadkę - dziecko bardzo
      przyspiesza wszystko i bardzo porządkuje życie. A prawda jest taka, że wiecznie
      odkładając slub możecie się obudzić za 10 lat, bo to nigdy nie będzie ten
      właściwy moment. Prawda jest taka, że wszystko da się pogodzić. Oboje z mężem
      studiujemy i mamy podobną sytuację do was i nie biomy sie starać o maluszka.
      Dziecko przychodzi z bochenkiem chleba. Porozmawiaj ze swiom M a jak nie to do
      dzieła i życzę szybkiej kinder niespodzianki.

      • wiki24 Re: 21.02.05, 01:06
        mój chłopak też mnie martwi i to coraz bardziej.Jesteśmy ze soba 4 lata,ja w
        tym roku kończę studia i mam nadzieję zacznę pracę w swoim zawodzie,tylko że
        mój kotek jakoś sobie nie radzi.Zrobił co prawda licencjat,lecz wydłuzył sobie
        go o rok,potem miał rok przerwy w nauce a teraz robi magisterkę tyle tylko ze
        nauka mu coś nie idzie,stracił wiare w sens tego co robi i mówi ze on się nie
        nadaje do nauki.A prawda jest taka że się po prostu nie uczy.Do tego dochodzi
        fakt ze jemu się jego studia w ogóle nie podobaja i nigdy w życiu nie chciał by
        mieć w przyszłosci papierkowej roboty a niestety po jego studiach[o ile je
        skończy]tylko taką może mieć.I co tu zrobić?nie ma ani ambicji ani zapału do
        nauki.W dodatku płaci za te studia sporo kasy bo sa zaoczne,a zarabia około 700
        zł pracując fizycznie.Zawsze myślałam tzn.odkąd się poznaliśmy ze bedzie
        inaczej że ja i on skończy studia i będziemy dobrze zarabiac i reszta sama się
        ułoży tzn.ślub,dzieci,mieszkanie itp.A tymczasem nie widzę na to szans.Ja
        kończe w tym roku a on jest dwa lata do tyłu i nie mamy srodków finansowych aby
        razem zamieszkac,nie wspominajac już o dzieciach,a mi coraz bardziej instynkt
        macierzyński daje znac...i co tu robic?zaczynam czuć żal do chłopaka że jest
        tak niezaradny i myslę ze mu nie zależy na tym żebysmy razem kiedys zamieszkali
        i mieli dzieci,bo nie stara się zapewnić nam warunków na przyszłe wspólne
        życie.Trochę inaczej to miało wyglądać...a nie teraz ja po skończeniu studiów
        bede musiała wrócic do domu i mieszkac dalej z rodzicami a z moim chłopakiem
        bedziemy się spotykac jak jakas para nastolatków...:{
        • naise Re: 21.02.05, 01:15
          Wiki, apropo tych studiów to tak jakbym słyszła swojego :/ Mój studiuje co
          prawda dziennie, powinien rok temu zrobić mgr, a dopiero w tym roku zdaje prace
          inź. Też go już dawno studia przestały interesować, nie ma ochoty się uczyć, a
          od kiedy zaczął pracę to rozumiem że może nie mieć czasu, ale jak przez ponad
          rok siedział bezczynnie w domu, robiąc od czasu do czasu jakieś zlecenie, to nie
          rozumiem czemu się za to nie zabrał. U nas co prawda kwestia finansowa nie gra
          roli, bo studia jak już pisałam są dzienne, ale drażni mnie jego brak
          konsekwencji, brak odpowiedzialności, lenistwo, nieumiejętność organizacji
          czasu, po prostu szkoda mi tych wszystkich lat nauki, bo sądzę że nikt mu nie
          uwierzy na słowo, że studiował, ale nie ma na to papierka, nadal będzie
          pracownikiem ze średnim, mimo że ma dość dużą wiedzę, szkoda że nie
          udokumentowaną. Kiedyś próbowałam go zmobilizować, pomóc, ale machnęłam ręką,
          jeśli on nie chce, to ja tu mam niewiele do gadania :(
          • wiki24 Re: 21.02.05, 01:54
            rozumiem cię ,ja też swojego nie ponaglam i nawet już nic nie mówię mu o jego
            studiach bo jest to dla niego bardzo drażliwy temat i się zaraz szybko
            denerwuje.Sytuacja nie jest zbyt ciekawa,bo praca do której poszedł miała być
            tymczasowa a siedzi juz w niej rok i nawet nie szuka innej,bo twierdzi że i tak
            nie znajdzie...
            ciężko jest-zazdroszcze wszystkim kobitkom które maja zaradnych facetów i sa
            pewne że jak by coś się wydarzyło np.wpadka to ich meżczyźni nie zawiodą i będa
            w stanie utrzymać dziecko i siebie.Mój jakis taki niezaradny i dręczy mnie
            to.Kocham go ale coraz cześciej ta jego postawa zaczyna mnie denerwowac
            chyba musimy odbyć poważną rozmowę...
            • naise Re: 21.02.05, 10:43
              Ja próbowałam, w naszym przypadku rozmowa nic nie dała, on oczywiście wie,
              rozumie, że ma szansę itp, ale co z tego, jak i tak potem nic nie robi. Ja
              machnęłam ręką, to jego studia, jego dezycja.
              • anula36 jego studia,jego decyzja 21.02.05, 10:52
                sorry ze truje znow;)
                ale to nie tylko jego decyzja- bedzie potem rzutowac na cale zycie studia sie
                rozmyja gdzies miedzy inzynierem a magistem i ilu potem powaznych pracodawca
                bedzie chcial pracownika ktory ma w CV 10 lat studiow a brak mgr?
                • naise Re: jego studia,jego decyzja 21.02.05, 10:58
                  No ale przecież go nie zmuszę, już go prosiłam, tłumaczyłam, że przecież
                  powinien mieć to z głowy, on kiwa głową że rozumie i co? I nic.
                  • anula36 Re: jego studia,jego decyzja 21.02.05, 11:19
                    nie zmusisz ale ja bym sie powaznie zastanowila jak rokuje na przyszlosc facet
                    ktory nie jest w stanie zmobilizowac sie do skonczenia studiow,byc moze
                    traktujac to jaka wygodna wymowke do nieszukania lepszej pracy.
                    Z tego co piszesz jestes bardzo ambitna ( ogolnie - zyciowo) osoba-nie zmusisz
                    go,nie bedziesz sie wtracac do spraw rodzinno mieszkaniowcy.
                    Przypominasz w tym mnie sprzed paru lat- dlatego mam dla ciebie duzo sympatii-
                    ale jak sie przekonalam na wlasnej skorze - jak sie ma takiego malo ambitnego i
                    leniwego faceta jedyna dobra strategia to nadzorca z batem. Bo jemu z samego
                    siebie sie nie chce i nie zachce.
                    Nie mozna tez odmoiwc w jednej kwestii sluznosci Lili- co z tego,zebedziecie
                    miec wieksze mieszkanie skoro to ty je bedziesz musiala utrzymac.
                    Wiem ze gdzie jest milosc tam rozsadek laduje w ostaniej szufladzie, nie
                    odzywalabym sie gdybym sama przez 1/4 zycia nie przerabiala tego co ty teraz.
                    • naise Re: jego studia,jego decyzja 21.02.05, 11:23
                      Ja po prostu czuję że nie mam prawa go namawiać, zmuszać, nie jesteśmy
                      małżeństwem, nie jesteśmy zaręczeni, po prostu mam takie poczucie że w tej
                      sytuacji jedyne co mogę zrobić kiedy mi sie coś nie podoba w nim, a prośby nie
                      skutkują to... odejść.
                      • anula36 Re: jego studia,jego decyzja 21.02.05, 11:49
                        no to pozostaje czekac- byle nie za dlugo:)
                        Pewnych rzeczy nie da sie juz cofnac- ja czasem zaluje ze w wieku 32 lat
                        zaczynam dopiero normalne dorosle zycie a moglabym posylac juz dziecko do
                        podstawowki.
                        • naise Re: jego studia,jego decyzja 21.02.05, 11:51
                          Bardzo dziękuję Ci za wszystkie rady i życzę powodzenia :) Pozdrawiam
                          • anula36 Re: jego studia,jego decyzja 21.02.05, 12:48
                            rowniez podrowienia i powiodzenia;)
    • misiolap Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 21.02.05, 16:25
      ja tez bym chciala. i ciagle nie... i nie wiem czy w ogole jest jeszcze sens
      czekac. zastanawiam sie nad tym. kiedys rozmawialismy o wspolnym zyciu itd. a
      od kilku miesiecy nie bylo ani slowa na ten temat... moze nie warto czekac:((
      • paris81 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 22.02.05, 12:46
        Jasne że warto czekać!!! Jeśli tylko kochasz swojego mężczyznę....
        Ja również bardzo chciałabym założyć rodzinę, urodzić dziecko jednak brak pieniędzy nam to uniemożliwia. Cieszcie się, że macie przy swoim boku kogoś kto was kocha i kogo wy kochacie. Jest na świecie wiele osób, które dałuyby wiele żeby je ktoś pokochał...
        Pożyjemy zobaczymy:) Mam nadzieję, że wreszcie się doczekamy i że nasze marzenia zaczną się spełniać:)
        Pozdrawiam, papa
        • misiolap Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 22.02.05, 14:20
          tak, wszystko co napisalas to prawda. tylko ze w moim przypadku to nie jest
          tak, ze nie bierzemy slubu, bo jeszcze czekamy na cos np. na poprawe warunkow
          materialnych itp., raczej w ogole nie rozmawiamy o tym i ja nie wiem, czy on
          jeszcze tego chce:((

          ale Tobie i wszystkim innym zycze rowniez by marzenia sie im spelnialy:)

          _______
          to tylko swego rodzaju przykrosc nie byc kochanym,
          prawdziwym nieszczesciem jest nie kochac
          • paris81 Re: Tak bym juz chciala, a tu nie i nie... 22.02.05, 19:22
            A może spróbuj pogadać ze swoim mężczyzną, powiedz mu co Ci leży na sercu.
            Czasami rozmowa rozwiązuje pewne niedomówienia....
            pozdrawiam, papa
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka