ma78
22.07.04, 19:12
Mój mąż to chłopina z odzysku. Był wcześniej żonaty, ale im nie wyszło.
Rozwiedli się. Nie ja byłam przyczyną rozpadu ich związku. Ex długo nie
dawała nam spokoju, właściwie nigdy nie dałam nam spokoju. Teście od samego
początku nie akceptowali mnie i dawali mi to odczuć na każdym kroku.
Złośliwości, podteksty, komentarze, no i najważniejsze – wieczne porównywanie
z ex. Bo nie wiem czy wiecie, ale nie ma lepszej synowej na świecie niż EX.
Po prostu nie ma drugiej takiej zaradnej, przedsiębiorczej, uczciwej i
chętnej do pomocy dziewczyny, a ja? Ja cóż przy niej jestem jednym wielkim
nierobem, który wykorzystuje męża. Na początku wychodziłam z siebie, żeby się
przypodobać jako druga synowa. Odstawiałam takie „cyrki”, że głowa mała, ale
cóż, to było za mało, bo przecież Irenka i tak zrobiłaby to lepiej. W końcu
spasowałam, szczególnie, że dowiedziałam się, że teściowa za naszymi plecami
żyje w bardzo dobrych kontaktach z ex i ze wszystko jej „wynosi” co się
dzieje między mną, a mężem. Bardzo mnie to zabolało. Nie wiem czemu ale
uważałam, że skoro Andrzej ożenił się po raz drugi, to, że teraz my jesteśmy
rodziną, a tamto było minęło. Zresztą to by wyjaśniało te wszystkie ploty na
mieście. Była kłótnia. Andrzej się nawyzywał z matką, potem ona mnie wyzwała
od różnych (....) i zerwaliśmy kontakty. Tak żyjemy ze sobą, bo w tym samym
budynku (dzieli nas klatka schodowa) i nie rozmawiamy już prawie dwa lata,
znaczy się normalnie nie rozmawiamy. Teście od czasu do czasu rzucą jakimś
mięsem, a ja się potem zbieram parę godzin. Ex wyszła za mąż, ma syna, ale
nadal sobie nie odpuszcza i wciąż moją teściową podburza, a ja głupia płacze,
bo nie umiem tego ścierpieć. A konkretnie boli mnie to, że nie jestem
akceptowana, że albo jestem wyzywana, albo tak jak teraz cała rodzina
traktuje mnie jak powietrze, a ex jest najlepsza, wciąż, choć nie są z
Andrzejem już tyle lat razem. Czy któraś z was dziewczyny jest w takiej
głupiej sytuacji? Teściowa nastawia przeciwko mnie rodzinę, znajomych, czuję
się jak wyrzutek społeczny, a na dodatek o ex mówi „moja synowa” a o
mnie „ta” lub „ona”. Poradźcie coś, bo już wymiekam. Strasznie mnie boli ta
sytuacja, nie umiem się w tym odnaleźć. Co zrobić żeby móc to olać. Zawsze
inaczej wyobrażałam sobie stosunki w mojej rodzinie. Ostatnio nawet sobie
pomyślałam, że chyba jej nienawidzę i że jak urodzi się nasza dzidzia, a ona
przyjdzie do szpitala, to powiem jej, że ma wypier..... do swojej kochanej
synowej po wnuka, bo chyba z kur...... nie chce mieć wnuka (przepraszam)
oraz, że „nie ma płakać po ludziach, że ją dom opieki na starość czeka, bo
skoro Irenka taka kochana synowa to na pewno wszystko rzuci i poleci
teściowej dupę podmywać, nie to co ja, k.. i dz... niewdzięczna” (za to też
sorrki). Po prostu mam już zjechaną psychikę i nie umiem myśleć inaczej.
HELP.