Dodaj do ulubionych

SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami???

16.08.04, 14:17
witam
jestem po slubie 3 lata mam poltarocznego synka
dusze sie w moim zwiazku ktory mial byc taki wspanialy
otoz chodzi o to ze moj maz wszystkiego mi zakazuje,nie moge za czesto
widywac znajomych ani rodziny,wypomina mi ze mam cudowne zycie -siedze w domu
z dzieckiem a on musi pracowac na nas(krotko mowiac jestem darmozjadem)
mam male dziecko i nie stac mnie zeby odejsc i kupis sobie mieszkanie.
ale są tez przyjemne chwile.........choc coraz mniej
Sama nie wiem czy zostac przy mezu i godzic sie na jego kaprysiki,p[oprostu
sie dostosowac
czy z czasem odejsc i zyc po swojemu
POMOZCIE I NAPISZCIE O SWOICH DOSWIADCZENIACH
kamila 23 lata
Obserwuj wątek
    • anula36 Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 16.08.04, 14:29
      ten post powinien miec tytul-"kto ma meza sadyste"
      Ja takich facetow omijam z dala. Moj facet mna nei rzadzi ani aj nim-jestesmy
      razem, jestesmy partnerami..zyjemy wspolnie.
    • myszzz Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 16.08.04, 14:38
      nie wiem czy akurat moge az tyle powiedziec bo po slubie jestesmy niecale 2
      miesiace wiec doswiadczenie praktycznie zadne jezeli chodzi o staz malzenski
      aczkolwiek nikt nikim nie rzadzi teraz ani tez w okresie narzeczenstwa ktory
      trwal 4 lata-nie bylo jakis zakazow czy nakazow, moze poprostu tacy jestesmy ze
      lubimy to samo, nie mamy potrzeb ktorych druga strona nie moglaby
      zaakceptowac :) Jedynie na samym poczatku znajomosci maz byl o mnie strasznie
      zazdrosny tzn wydzwanial do mnie zawsze jak wychodzilam gdzies ze znajomymi a
      zdarzalo mi sie to nawet czesto bo przedtem taki tryb zycia prowadzilam, a nie
      zawsze on mogl ze mna wychodzic bo mieszkal 40 km odemnie. Sprawa sie jakos
      wyjasnila: ja wiecej czasu spedzalam w domu, on przekonal sie ze tylko jego
      kocham i potem bylo juz OK :-)
    • ania.silenter_exunruzanka Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 16.08.04, 15:44
      Moj maz ostatnio wsciekl sie, ze zajmuje mu komputer (jest informatykiem i dla
      niego chwila bez kompa jest czasem straconym;)), wiec (samowolnie!) kupil mi
      notebooka. Z tego wynika, ze mna rzadzi bo nie chcialam tego prezentu (budujemy
      sie, wiec wole np. kilkaset cegiel na komin albo strop Teriva;)).
      pozdrawiam
      • loel Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 16.08.04, 16:00
        Tez jestem informatykiem. Komputer to nasze podstawowe narządzie pracy. Jesli
        Twój mąż pracuje w domu to zajmując komputer pozbawiałas go stanowiska pracy.
        • ania.silenter_exunruzanka Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 16.08.04, 16:08
          Moj maz pracuje w pracy;) na szczescie. I nie jest fanatykiem. I pomimo, ze
          jest informatykiem - posiada poczucie humoru, co wsrod informatykow zdarza sie
          niezmiernie rzadko.
          pozdrawiam
        • rriittaa Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 21.08.04, 13:50
          Loel czy ty nie przesadzasz? Czy to znaczy że jeśli masz męża informatyka to
          nie masz prawa usiąść przy komputerze który jest w domu? To skoro my wam
          gotujemy, pierzemy to może zaqbronimy wam wstępu do kuchni i łazienki?
    • ewacia2 Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 16.08.04, 15:59
      wg mnie powinnas porozmawiac, ale stanowczo z mezem i wyjasnic mu, ze owszem on
      pracuje, ale Ty nie lezysz calymi dniami-tez pracujesz w domu(tylko ze Tobie
      nikt nie placi).Ja tak zawsze mówilam mezowi i pomoglo. I zastanowilo mnie
      jeszcze jedno napisalas"mam male dziecko"-chyba powinno to brzmiec"mamy male
      dziecko???. Powiedz mu ze Ty nie zabraniasz mu wychodzenia od czasu do czasu i
      oczekujesz tego samego. Walcz o to, bo jak juz teraz popuscisz to pózniej
      bedzie juz tylko gorzej. Masz prawo gdzies wyjsc, pogadac, spotkac sie.Ja
      spotykam sie z kolezankami jak tylko one maja czas a ja ochote(nie jest to zbyt
      czesto-czasem raz na miesiac, czsem rzadziej, a czasem czesciej.Szczerze Ci
      radze walcz teraz bo pózniej bedziesz miala zal -najpierw do niego ze cie
      zamknal w zlotej klatce, a potem do siebie ze na to pozwolilas.Trzymaj sie.A to
      ze na Was pracuje sorry to jego obowiazek-chyba powinien utrzymac rodzine?
      Wyjdzcie razem, wychodz sama- niech posiedzi z dzieckiem, i zobaczy jakie to
      cudowne zycie. Sorry ze tak sie rozpisalam i unioslam ale znam kilka takich
      dziewczyn i wiem jak takie rzeczy sie koncza.
    • aleksandrynka Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 16.08.04, 18:47
      Kamila, utnij takie zachowania jak najszybciej, bo będziesz miała poważne
      kłopoty. Nie daj się wpędzać w poczucie winy ani inne manipulacje, jesteś
      dorosła i NIKT nie będzie Ci mówił, czy możesz wyjść, coś kupić, spotkać się z
      rodziną. NIKT, rozumiesz? Nie daj sobie złamać życia, bo początek jest wręcz
      modelowy. Tak się zaczyna przemoc, i nie o biciu tu mówię. On się doskonale
      czuje jako pan i władca, ale Ty chyba niekoniecznie. Nie ma na tym świecie
      żadnego powodu, żeby tak dalej było. Powiedz mu wprost, że nie życzysz sobie,
      żeby Ci coś narzucał, że będziesz się ze znajomymi spotykać tyle, na ile uznasz
      za konieczne i że przeciez nie zaniedbujesz przy tym rodziny, nie ma powodu do
      obaw. Jego teksty o pieniądzach to wstęp do przemocy ekonomicznej - logiczne
      jest, że Ty opiekujesz się domem i dzieckiem, on więc zarabia. To są Wasze
      wspólne pieniądze.
      Na poważne proponuję Ci kontakt z psychologiem, który pomoże Ci dojść do
      równowagi i zobaczyć całą sprawę z innej perspektywy. Może to być poradnia
      rodzinna, możesz tez zadzwonić do niebieskiej linii. Żaden wstyd ani ujma, a
      może z tego wyjść coś dobrego. Jeśli jemu na Was zależy zaakceptuje Twoje
      stanowisko, ale w innym razie można mówić o ogromnym bezkrytycyzmie, ale też o
      lęku... Że inaczej Cię nie zatrzyma, odejdziesz, że przestaniesz go kochać...
      Takich ludzi do podobnych zachowań pcha niskie poczucie własnej wartości,
      mężowi też by się przydała konsultacja ze specjalistą. Ale zacznij od siebie -
      nie zapominaj, że chodzi o Twoją godność...
      Uff, rozpisałam się, ale zwykle angażuję sie przy podobnych historiach. Dosyć
      przemocy, niewoli, bezmyślności. Czas na szacunek i GODNOŚĆ.
      • woman-in-love Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 17.08.04, 09:28
        Apodyktyczną teściową nosem czuję a szanowny małzonek - rzewny M A M I N S Y N E
        K. Klasyka. Długa praca wychowawcza bez gwarancji na sukces, ale może teraz są
        lepsze metody, niż kiedy rozwalało sie moje małzeństwo (wypisz-wymaluj)
        • woman-in-love Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 17.08.04, 09:34
          czas skończyć z tym modelem, to nasz obowiazek względem córek, wnuczek...te
          małe dziewczynki nie mogą w przyszłosci tak, jak my wegetować pod męskim butem.
          Opieka nad dzieckiem, prowadzenie domu - to ciężka praca, 24-godzinny dyżur bez
          urlopu i przerwy obiadowej.
    • balbina234 Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 17.08.04, 10:01
      Mam podobny problem. Kocham mężą - on jednak jest apodyktyczny, lubi sobie
      porządzić, tzn wydać polecenie. Zabija to powoli we mnie moje uczucia - nie
      jestem w stanie dotrzeć do niego, wytłumaczyć; robię się apatyczna,
      zrezygnowana, reaguję płaczem na byle jaką uwagę. Poważnie zastanawiam się nad
      wizytą u terapeuty, bo nie potrafię stawić temu czoła, czuję się słaba. Wielu
      mężczyzn narzeka, że ma zrzędliwe żony, ja mam zrzędzącego męża. Wiem za
      tydzień będzie lepiej, może to moje hormony tak mnie rozregulowały. Mam doła
      gigant.
      • kamila1234 Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 17.08.04, 10:10
        ja tez po kazdej aferze z mezem mam strasznego doła,budze sie juz z lękiem...a
        za pare dni wszytsko wraca do normy...tylko czy taka niestabilizacja ma sens???
        • mgosia76 Do Kamili i pozostałych mężatek :-) 17.08.04, 10:52
          Serdecznie Was pozdrawiam, bo zajrzałam tu po raz pierwszy. Macie dużo racji w
          tym, co piszecie. Bardzo ważne jest czytelne sygnalizowanie swoich potrzeb
          mężczyźnie, tego, że nadal chcemy spotykać się z koleżankami czy znajomymi. Nie
          warto z tego rezygnować, bo kontakty z przyjaciółmi mogą wiele dobrego wnieść
          do naszego życia, poza tym dajemy innym siebie, a nie tylko mężowi i dziecku.
          Nasi mężczyźni rzadko kiedy rezygnują z przedmałżeńskich znajomości. Warto
          zapoznać koleżanki czy znajomych z mężem, fajnie czasem spotkać się w kilka
          par, ale nie należy rezygnować też z osobnych spotkań z przyjaciółką czy
          koleżanką. Zupełnie niepotrzebnie pozbawiamy siebie i innych wsparcia.
          Kamilo, praktycznie każda para - małżeństwo musi nauczyć się życia ze sobą.
          Macie obowiązki związane z dzieckiem, to jest nowość w każdym związku. Poza
          tym, tak naprawdę do 30 wszyscy dojrzewamy (niektórzy nawet dłużej :-)). Chodzi
          mi o dojrzałość psychiczną, o umiejętność spojrzenia na sprawy nie tylko z
          własnego punktu widzenia, o empatię, której tak bardzo czasem w związkach
          brakuje. Życzę Tobie i mężowi dużo cierpliwości i wytrwałości w Waszej pracy
          nad związkiem. Trochę zbyt łatwo przychodzi nam powiedzenie: "rozwodzę się z
          Tobą". Nikt nie gwarantuje, że następny związek będzie idealny, a jak nie ten
          to kolejny. Czasem to, do czego dochodzimy z większym trudem (umiejętność bycia
          ze sobą codziennie, małe kompromisy) daje nam najwięcej satysfakcji.
          Jeszcze a propos komputerów :-)
          Dziewczyny, cieszmy się, że mamy własne maszyny. Jeśli mężowi tak bardzo jest
          potrzebny komputer również po pracy (rozumiem informatyków bardzo dobrze, to
          ich narzędzie pracy), wykorzystajmy drugi komputer dla siebie i nie marudźmy,
          nawet jeśli był to niezapowiedziany prezent. Czasem takie prezenty docenia się
          później, kiedy miną już nerwy z powodu nieoczekiwanego prezentu (zamiast np.
          cegieł :-))
          Poza tym, jeśli mąż tak dużo czasu spędza przed komputerem, warto czasem
          przesłać zabawnego maila czy skorzystać z komunikatorów. Założę się, że po
          zabawnym zaproszeniu do sypialni komputer będzie leżał odłogiem, a mąż będzie z
          Wami. :-)
          • kamila1234 Re: Do Kamili i pozostałych mężatek :-) 17.08.04, 13:46
            mgosia świete słowa.....łatwo powiedziec rozwodze sie a ten nastepny moze byc
            jeszce gorszy.....u mnie wszelkie komplikacje zaczely sie praktycznie po
            narodzeniu dziecka.....w sumie teraz maz mnie ma w garsci -mieszkam u niego
            siedze z dzieckiem on zarabia......ciekawa jestem czy to sie zmieni jak za rok
            pojde do pracy
            • mgosia76 Do Kamili: o trzymaniu w garści etc. (długie) 18.08.04, 10:17
              Witaj ponownie!
              Czasem bywa tak, że dziecko zjawia się na świecie, a my tak naprawdę jeszcze
              nie dorośliśmy, żeby je mieć. Niby cieszymy się, chwalimy przed znajomymi i
              rodziną, jakiego to mamy wspaniałego syna czy córkę, ale tak naprawdę bywa, że
              jesteśmy przerażeni obowiązkami, nowymi zobowiązaniami. Powoduje to czasem, że
              aby uciec od problemu zamykamy się w sobie, przyjmujemy dziwne pozy, jakby to
              dziecko było naszym wrogiem. Myślę, że część mężczyzn odbiera pojawienie się
              dziecka jako rywala, w końcu to na dziecku jesteśmy skupione podczas ciąży, a
              sam poród i późniejsza pielęgnacja, karmienie... Po prostu zmienia się duża
              część naszego życia, nie ma już tylko przestrzeni dla dwojga, ale trzeba
              odnaleźć się w powstałym trójkącie - rodzinie. Czasem nie zdajemy sobie sprawy,
              nie zastanawiamy się nad sobą, nad własnymi reakcjami, przyjmujemy wszystko co
              się dzieje natychmiast do wiadmości i oczekujemy, że inni będą postępować tak
              samo. Skoro kobieta została matką, to automatycznie jej mąż musi być ojcem i to
              koniecznie dobrym. Bywa, że mężczyźni dochodzą do znaczenia swej roli trochę
              później. Mąż wraca z pracy, chciałby mieć żonę znów tylko dla siebie, a tu nici
              z planów. Nie zdąży się do Ciebie przytulić, dziecko już Ciebie zabiera, bo
              płacze, jest głodne, albo też domaga się uwagi. Dziecko jest bardzo ważne, ale
              nie można zapomnieć, że poza rodziną, którą się tworzy, jest jeszcze związek,
              coś co zaczęliście tworzyć poznając się, spędzając ze sobą czas, dowiadując się
              o sobie nowych rzeczy. Trzeba umieć rozdzielać te rzeczy, cały czas pielęgnując
              związek, zabiegać o partnera i pozwalać, aby on nas także zdobywał. Nie jest to
              łatwe, ale to Wy jesteście w związku najważniejsci, od tego jak będzie w Waszym
              związku zależy przecież kondycja Waszej rodziny. Jeśli będziecie się kochać,
              szanować, ufać sobie, tego samego doświadczy też Wasze dziecko. Może zbyt mało
              czasu poświęcacie na bycie tylko ze sobą. Mówi się o mężczyznach, że do śmierci
              będą dziećmi. Coś w tym jest, ale zamiast narzekać, że mamy dwa maluchy do
              obsługi :-) warto spojrzeć na mężczyzn od strony ich patrzenia na świat.
              Gdybyśmy umiały wykorzystać choć połowę ich radości z życia i samozadowolenia,
              o ile byłybyśmy szczęśliwsze!
              Bywa, że dziecko w rękach kobiety jest kartą przetargową. Ja zajmuję się
              dzieckiem i domem, a Ty - zarabiaj! Słyszałam taki tekst w niejednym domu.
              Myślę, że będzie Ci łatwiej, gdy wrócisz do pracy. Przede wszystkim podniesiesz
              własną samoocenę, poczujesz się pewnie bardziej atrakcyjna dla siebie i
              otoczenia. Jest to złudzenie: tak naprawdę nieważne jest to, czy zarabiamy
              pieniądze pracując zawodowo, czy umiejętnie je wydajemy prowadząc dom i
              wychowując dzieci - ważny jest szacunek do samej siebie i przekonanie, że to co
              robimy przynosi korzyści. Nie można stawiać na równi pracy zawodowej z pracą w
              domą, bo to ta druga jest bardziej cenna. Ma inny wymiar, inwestujesz w
              dziecko, dajesz mu siebie, uczysz się także od dziecka, pogłębiasz własną
              wrażliwość, masz czas, żeby siebie lepiej poznać, a to jest bezcenne.
              Piszesz o trzymaniu w garści...
              Może czujesz się uwięziona? Obarczona pielęgnacją dziecka i prowadzeniem domu?
              Potrzebujesz wsparcia albo pomocy? Przecież to ciężka praca. Warto to
              przemyśleć, zapisać na kartce, co powoduje, że masz zły humor albo nastawienie.
              Warto poprosić o pomoc, przecież wtedy sprawiasz, że ktoś inny także czuje się
              potrzebny, a przez to bardziej szczęśliwy.
              Nie bardzo wiem, jak rozumieć Twoje słowa "mieszkam u niego". Jeśli jesteście
              razem, tworzycie rodzinę, to jest to Wasz wspólny dom, nieważne kto go kupił,
              na kogo jest zapisany. Przecież to ty tworzysz jego atmosferę, od momentu, gdy
              rano otwierasz oczy, do momentu, gdy zaśniesz. Czy nie widzisz jaką rolę
              odgrywasz? Założę się, że gdy Twój mąż wraca do domu, zastanawia się: "jaka Ona
              dziś będzie?", "Co nowego w domu?". Ważniejszy od posprzątanego na błysk domu
              czy ugotowanego superobiadu jest Twój dobry humor, Twój optymizm. Czy pozwalasz
              sobie na przyjemności, czy wiesz - co daje Ci zadowolenie?
              My kobiety mamy wiele fajnych cech, ale też jedną, ogromną wadę - huśtawkę
              nastrojów. Same wpędzamy siebie w kiepski nastrój i tak nam dobrze z nim, że
              próbujemy zarazić całą resztę świata, jak też nam niedobrze. Oczekujemy od
              męża/partnera wybawienia z humorzastości, ale same nie umiemy podpowiedzieć, co
              sprawiłoby nam radość, bo po prostu słabo siebie znamy.
              Kamilo, więcej uśmiechu, radości z każdego drobiazgu, a życie stanie się
              łatwiejsze. Kiedy rodzi się dziecko, my też mamy sznsę urodzić się na nowo i
              tylko od nas zależy, jakimi ludźmi będziemy. Zaakceptuj zmiany, bieg czasu,
              zmianę Waszych poglądów na różne sprawy. Przecież to, że założyliście rodzinę,
              a wcześniej postanowiliście być ze sobą było tego początkiem. Nie tylko
              początkiem przyjemnego życia we dwoje, seksu, ale i brania odpowiedzialności za
              życie swoje i innych. Od Ciebie i od Twojego męża zależy jaki będzie Wasz
              związek. Pielęgnuj związek, dbaj o niego, nie zapominaj o uśmiechu dla ludzi i
              dla siebie, bądź dla siebie dobra - tak łatwo o tym zapominamy. Pomyśl,
              czy "trzymania w garści" nie można inaczej zinterpretować. Trzymałaś kiedyś
              żywe stworzenie w garściach? Ja trzymałam pewnej zimy zmarzniętego wróbla, na
              początku był nieufny, bał się, a później rozchylił piórka, wypełniając całe
              moje dłonie sobą, napuszając piórka, przymykał oczka z wdzięczności, że
              podniosłam go, żeby ogrzać. Zamiast bać się, że garść się zaciśnie, poczuj
              ciepło, troskę, radość z tego, że Twój mąż jest z Tobą, zarabia pieniądze, że
              macie dom, jesteście zdrowi. Czasem źle pojmujemy niezależność, to bycie za
              wszelką cenę samodzielną, wolną kobietą. To Ty ustalasz granice własnej
              wolności, pamiętaj o tym. Ciesz się z tego co masz, doceń cuda, które
              codziennie się wydarzają: uśmiech Twojego dziecka, pocałunek męża, smakołyki,
              które gotujesz, dobre słowo od ludzi, dobrą książkę czy muzykę, która podniosła
              Cię na duchu. To wszystko cuda, a tak rzadko o tym myślimy. Jakie jałowe byłoby
              życie, gdyby te codzienne cuda nie miały miejsca. Doceniamy coś, gdy to
              tracimy. Korzystaj z życia, bierz pełnymi garściami, masz je tylko jedno. Miej
              marzenia i realizuj je.
              Gosia
    • wymyslona Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 17.08.04, 12:49
      Wydaje mi sie ze to jak pozwalamy sie traktować zależy od naszego charakteru i
      wewnętrznych potrzeb. Dla mnie zawsze najważniejsze było poczucie swobody,
      wolności i prywatności. Zakazy i nakazy wywoływały u mnie odwrotne reakcje, a
      próby ingerencji w moje prywatne królestwo powodowały karczemne awantury
      (rodzice pukali gdy chcieli wejść do mojego pokoju i nie mieli prawa tam nic
      przestawić bez mojej zgody). Fakt mam trudny charakter ale mój ukochany musiał
      to uszanować chcąc sie ze mną związać. Nie mam mowy o zakazach spotykania sie z
      moimi znajomymi ( nawet jeśli są to tylko moi znajomi i on za nimi nie
      przepada), nawet wtedy gdy zamierzam np. zostać u nich na noc – bo tak jest
      wygodniej. Nie wyobrażam sobie aby ktoś mi dyktował z kim i kiedy mogę sie
      zobaczyć, albo co wolno mi robić a co nie. W moim przypadku działa to również w
      druga stronę nigdy nie powiedziała mojemu już mężowi, że nie może gdzieś iść
      sam, z kumplami, oglądać mecz czy robić cokolwiek innego – zaufanie to podstawa.
    • martunia90 Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 19.08.04, 13:32
      Dokładnie Cię rozumiem, jestem w twoim wieku, bez ślubu żyję z facetem no i bez
      dziecka. Też się dusze, on tez podobnie się zachowuje a ja sama doszłam do
      wniosku, że mój świat dzięki jego zakazom ograniczył się tylko do biórka z
      komputerem w pracy. Myślałam, że skoro go kocham musze tak robić aby go nie
      drażnić. I to był największy błąd. Zrezygnowałam z siebie. Czemu ja nie odejdę?
      Do domu nie moge wrócić a na utrzynanie sie samej mnie nie stać.
      Ja jakoś to wytrzymam, ale Ty masz małą istotkę o której musisz pomyśleć.
      Radziłabym Ci odejść, ewentualnie podejść do tego tak jak jak. Traktuję ten
      związek jak przeczekalnię aż nie odłoże pieniędzy i stanę na nogi.
      • woman-in-love Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 19.08.04, 13:41
        Nawet kobieta o dużej potrzebie wolnosci da się omotac facetowi, którego kocha.
        Wystarczy jego słodkie:"zrób to dla mnie". Zanim się obejrzysz - przyjemniaczek
        pozbawi cie osobowosci. Ot, power of love. Rekonwalescencja jest radosna i pełna
        zdumienia: jak mogłam tak dać się omamic???(przerabiałam praktycznie)
        • woman-in-love Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 19.08.04, 14:31
          Dyktował mi, na przykład, jak i w co mam sie ubierac. Ponieważ był słodki i
          uroczy - spełniałam jego zyczenia (często wbrew sobie) Potem musiałam pochodzić
          po sklepach i pooglądać żurnale, żeby przypomniec sobie, co własciwie podoba
          sie M N I E S A M E J :-)))))
          • kamila1234 Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 19.08.04, 14:54
            myslalam ze bedzie dobrze...ale nic z tego wczoraj kolejna afera ze jestem
            gruba ,ze za duzo wychodze z małym...chyba tez zaczne traktowac ten zwiazek
            jako poczekalnie.....z moim mezem zycia normalnego sobie juz napewno nie uloze
            • giovanita Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 19.08.04, 15:27
              Ja już jestem po jednym nie udanym związku. Było minęło. Dziś wiem jedno, nie
              można żyć w cienu faceta. Podporządkowałaś się mu a on przestał cię szanować.
              Jeśli jeszcze chcesz ratować to małżeństwo pokaż swojemu mężowi tą dziewczynę z
              którą się ożenił. Poszukaj pracy, dziecko oddaj do żłobka, do babci albo pod
              opiekę opiekunce. Wiem, że nie będzie Ci łatwo, bo ogólnie zycie nie jest
              usłane różami, ale spróbuj. Pokaż że możesz być piękna, niezależna i kochająca
              samą siebie. Jeśli tak będzie dobrze, to wyprowadź się od niego ale nie
              występuj o rozwód, poczekaj z tym. Moim zdaniem on widząc Twoją odmianę znów
              znajdzie w sobię tamto uczucie.
              I poprę to swoim doświadczeniem - oddaliliśmy się z mężem bardzo, tak bardzo że
              nie widziałam już wspólnej przyszłości. Wyprowadziłam się, schudłam bo zjadły
              mnie stresy, zmieniłam swój wizerunek (nowa fryzura, inne ciuchy), zobaczyłam
              że świat może być piękny bez niego. Po jakimś czasie spotkaliśmy się by omówić
              pewne sprawy, on chciał wrócić, ja powiedziałam nie. Ostateczne doprowadziłam
              do rozwodu bo tak postanowiłam, uparłam się. Po wszysktim mój były już mąż
              powiedział, że był głupi że zmarnował taki związek. Dziś jestem mężatką po raz
              drugi i nie dam się zdominować. Wtedy też nie byłam zdominowana ale on przestał
              we mnie postrzegać atrakcyjną kobietę i partnerkę życiową. Ja odzyskałam
              atrakcyjność w oczach innego mężczyzny którego jestem teraz szczęśliwą żoną.
    • warna Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 19.08.04, 15:32
      Masz dopiero 23 lata ! Jesteście 3 lata po ślubie ! Byc może to pierwszy
      poważniejszy kryzys w waszym małżeństwie. Porozmawiaj z mężem.Przede wszystkim
      nie daj sobie wmówić, że SIEDZISZ W DOMU Z DZIECKIEM I NIC NIE ROBISZ !!! Ktoś,
      kto nie "siedział" w domu wychowując własne dziecko, nawet nie wie, jaka to
      ciężka praca ! A efektów nie widać. Postaraj sie mieć swoje zajęcia ! Jesteś
      gruba?! No to zapisz sie na aerobik i wychodź z domu 2 x w tygodniu na 1
      godzinę. Takie zajęcia często odbywają się w osiedlowych domach kultury, w
      szkołach, niekoniecznie musi to byc "fitness club" (że nie wspomnę o różnicy w
      opłatach).Poszukaj w pobliżu miejsca zamieszkania. Ćwiczy sie przeważnie w
      godzinach wieczornych (19-20), więc mąż może godzinkę - w ramach relaksu i
      oderwania sie od monotonnej ciężkiej pracy :-) zająć się dzieckiem. NIE DAJ
      SIĘ !!! Rozśmieszył mnie jego zarzut, że za długo spacerujesz z dzieckiem.
      Niektórzy mówią, że w małżeństwie najtrudniejsze jest pierwsze 50 lat, a potem
      to już można się przyzwyczaić :-). Zostało Wam tylko 47 lat...
      • nierozumiem Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 19.08.04, 15:46
        A u mnie jest odwrotnie.
        Moja żona nigdzie nie wychodzi, nie ma koleżanek itp.
        Mówi, że musi poświęcać więcej czasu naszemu synkowi (4,5 roku).
        A jak chciałbym gdzieś wyjść, to mi robi wyrzuty.
        No i co wy na to?
    • rriittaa Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 21.08.04, 13:47
      Nie czytałam jeszcze innych odpowiedzi, ale na pewno nie dostosowuj się do
      męża. Jeśli masz dość siły to walcz z nim, negocjuj. zaproponuj mu zamianę -
      niech on siedzi z dzieckiem w domu a Ty pójdziesz do pracy.... Zobaczymy czy
      się zgodzi? Watpię. Mój też trochę "skakał" jak przeszłam na dużó niższy
      wychowawczy nie z własnej woli, ale na taką propozycję - wystopował.
      Wystarczyło,że został jeden dzień (sobota) sam z dzieckiem. Co prawda mogę
      wychodzic gdzie chcę i kiedy chcę , ale teraz to najlepiej z dzieckiem... Ale
      to zawsze lepiej niż tak jak Ty... Szkoda tylko, że ta wielka miłość zamienia
      się w taką relację....
    • weronikarb Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 26.08.04, 14:43
      Wiesz co trudno powiedziec rzadzi nie rzadzi. Jesli ktoremus z nas zalezy na
      czyms to tak dlugo "truje" az doprowadzi do tego ze druga strona sie zgodzi. No
      coz jesli chodzi o Twoj przypadek, to jest klasyczny przypadek tego iz nie
      rozmawiacie przed slubem. Ja z mezem sporo rozmawialismy jak bedzie wygladac
      nasze zycie, czego oboje oczekujemy od zwiazku, z czego chcielibysmy aby druga
      strona zrezygnowala itp.
      Ja z mezem z kolegow, znajomych to prawie zrezygnowalismy, mamy ich w pracy ale
      prywatnie zadko sie spotykamy. Oboje tak chccemy.
      Sa momenty gdy czlowiek chce sie wyrwac, ale jedno drugiemu nie robi w tym
      przeszkody, bo wtedy mowie, mam ochote oderwac sie od wszystkiego i normalnie
      poplotowac z kolezanka itp.
      Mamy siebie i to nam wystarcza :-)
      Pozatym moj maz wie co to praca w domu z dzieckiem, bo od samego poczatku, mimo
      ze pracowal wdrazalam go w opieke nad dzieckiem. Teraz oboje pracujemy i raz on
      raz ja jestesmy z dzieckiem (maz chodzi na zmiany) i wtedy czuje na wlasnej
      skorze co to znaczy byc samemu. Sprobuj pomalu tego samego ze swoim mezem niech
      poczuje na wlasnej skorze co to znaczy siedziec w domu :-)
      Pomoze wiem to :-)
      Wczesniej jeszcze w ciazu troszke wykorzystywalam swoj stan i maz przywyczail
      sie do obowiazkow domowych typu, sprzatanie, gotowanie itp.
      Czesto same jestesmy winne temu jak zachwuje sie nasz partner, poprostu
      obowiazki matki przenosimy na siebie, ale my nie jestesmy ich matkami tylko
      zonami, a to znaczy partnerkami. Czyli obowiazki na pol i zrozumienie potrzeb
      drugiej strony
    • blindy Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 27.08.04, 09:18
      powiem tak ... na swoj sposob mna rzadzi :)))) ... tzn. staram sie spelniac
      jego prosby i zachcianki bo go kocham :)))
      jakkolwiek mam taki charakter ze nigdy nie dam sobie wejsc na glowe nikomu!!! w
      malzenstwie oboje jestesmy tak samo wazni i dlatego nie moze byc tak ze ja
      robie dla niego wszystko a on tylko marudzil ... taki maz jak twoj dostal by
      ode mnie niezly ochrzan :)))))
      poza tym nie widze problemu w tym ze i ja i dziecko jestesmy od niego zalezni
      finansowo ... jakby co to mam dwie rece zeby sama popracowac , mam tez rodzine
      ktora mi pomoze jezeli tego bede potrzebowac .... nie wyobrazam sobie tego by
      dac sie zniewolic ... mowie taki mam charakter - niedookielznania ....
    • an_ni Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 27.08.04, 09:37
      a moze nie trzeba bylo wychodzic za maz tak mlodo i nie majac szans na
      samodzielna przyszlosc (praca) rodzic dziecko ? ...
      • kamila1234 Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 27.08.04, 11:27
        to fakt ze za mlodo wyszlam za maz...ale skad moglam przypuszczac ze maz mnie
        tak potraktuje??? to logiczne ze gdyby byl taki chocby zaraz po slubie na
        dziecko w zaden sposob bym sie nie zdecydowala....a czy 22 lata jak sie
        wychodzi za maz to az tak młodo??? nie sadze!!
    • edgar_78 Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 27.08.04, 14:14
      Właśnie mam kolejny krysys mojego małżeństwa. Jestem 3 lata po ślubie, znamy
      się od 10 lat. Mamy 20 mies. córeczkę. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień
      coraz mniej kocham mojego męża. Mam dość jego apodyktycznego charakteru. Ma mi
      za złe że pracuję 8 godzin. Ze jestem po pracy zmęczona. Wypomina mi i nie
      pozwala- robi awantury jak mam zamiar wyjść sama na pół godziny np na solarium.
      Argumentuje ze jestem beznadziejna matką i zoną bo spędzam czas z dzieckiem od
      16,30 czyli od przyjścia z pracy do jej zaśniecia, a to wg niego bardzo krótko
      w porównaniu z nim. On ma taką prace że może sobie pozwolić na załatwianie
      swoich spraw w czasie pracy np grę w tenisa, czy szybsze przyjście do domu. Ja
      w ciągu tych kilku godzin od skończenia pracy mam tylko zająć sie dzieckiem.
      Ciągle mnie poucza i zrzedzi. Mowi że nic nie robię w domu, że mało zarabiam,a
      jednoczesnie gdy np, mówię ze chce dokończyć studia stwierdza ze sama mam to
      opłacać bo on ani złotówkki nie dołoży i w ogóle sobie tego nie wyobraza bo w
      ogóle dziecka nie bedę widziała. Po porodzie wróciłam do pracy jak mała miała
      niecałe 6 miesięcy - ponieważ on sobie nie wyobrazał że tylko on zarabia na
      dom i utrzymuje takiego darmozjada jak ja.Dodam że moja córeczka jest cudownym
      i mądrym dzieciaczkiem, na dodatek wesołym.Wszystko z zewnątrz wygląda cudownie
      ale w środku gnije. Przepraszam Was za tak niepoukładane myśli, ale teraz jak
      to napisałam widzę że jestem zdominowana, mimo że dla znajomych jestem silną i
      niezależną kobietą.
      Mam dość jego wyrachowania, złości i żółci. Płakać mi się chce....
      W tym związku czuję sie niedowartosciowana i nic mi się już nie chce...


      I.
      • dr_tusia Re: SONDA-czy wasi mezowie rządzą wami??? 27.08.04, 15:24
        Wiecie, jak tak czytam te posty, to dochodze do wniosku, ze ogromna czesc ludzi
        nie wie, co to jest milosc. Naprawde! Nie chce przez to powiedziec, ze jestem
        ekspertem w tej dziedzinie;), ale to niesamowite, ze ludzie nie chca wzajemnie
        dla siebie tego, co dobre- skonczenia szkoly, studiow, ze nie widza WSPOLNEGO
        celu, jakim jest WSPOLNE dziecko, ze facet śmie uzalezniac kobiete od swoich
        fanaberii dlatego, ze pracuje... JAKIM PRAWEM??
        Fakt, ze niezaleznosc finansowa duzo daje- ja sama pracuje od ponad 6 lat /a
        mam niespelna 24/ i nie przeszkadza mi to w studiowaniu medycyny, byciu
        aktywnym przewodnikiemm gorskim /razem z mezem/, a teraz prowadzeniu
        malzenskiego gniazdka. Nie dopuscilabym do sytuacji, w ktorej jestem od kogos
        zalezna, ale to akurat mam po przewrazliwionej na tym tle mamie:))
        Natomiast zupelnie inna sprawa to- tak jak juz ktoras napisala- rozmawianie
        przed slubem. To, co dzieje sie w domu , co sie wydarzy, gdy rodzina sie
        powiekszy, to MUSI byc jasne o wiele, wiele wczesniej, niz mysli sie powaznie o
        slubie...
        A co sie tyczy znajomych- u nas sprawa jest o tyle prosta, ze wszyscy znajomi
        sa wspolni, tak sie zlozylo szczesliwie. Co w niczym nie zmienia faktu, ze od
        czasu do czasu ide na babskie pogaduszki, a moj maz /jeszcze rzadziej;)/ ma
        ochote z kolegami pogadac o komputerach:) I dobrze! Byle tylko zawsze wiedziec,
        gdzie kto jest i kiedy wroci- nie dlatego, by sie spowiadac, ale dla poczucia
        bezpieczenstwa /on nie pozwala mi samej wracac po zmroku, ja tez lubie
        wiedziec, kiedy sie go spodziewac, a nie stresowac sie, czy mu ktos krzywdy nie
        zrobil/.
        Dla mojego meza kobieta, ktora rodzi dziecko jest swietoscia- on to podziwia,
        ceni i wiem,ze gdybym zaszla w ciaze, nosilby mnie na rekach. Ale fakt faktem-
        nie byl taki od poczatku znajomosci, nie mial zdania w wielu waznych kwestiach.
        Ludzie zartuja czasem,ze tak dlugo zwlekalismy ze slubem- jestesmy razem 9 lat-
        ale to nam dalo szanse nauczenia sie wielu rzeczy o sobie, wyrobienia sobie
        wspolnego zdania, jakiegos wyobrazenia tego, co bedzie zasadą naszego wspolnego
        zycia... Stanowczo jestem zdania, ze ludzie musza sie bardzo dobrze znac- i to
        w roznych okolicznosciach, nie tylko wtedy, gdy sie idzie na impreze i pieknie
        wyglada- przed slubem, by swiadomie sie na niego decydowac. Chociaz wiem, ze to
        tez czesto nie pomaga...
        • kamila1234 do Edgar 28.08.04, 09:29
          witam Cie mi tez sie wszystkiego odechciewa...moj maz jest odzwierciedleniem
          twojego-cokolwiek bym zrobila wszystko jest zle,,,,Zle ze nie pracuje,zle ze
          siedze z dzieckiem,zle dziecko wychowuje i wogole jestem nikim...
          tak samo czuje sie w tym zwiazku bardzo niedowartosciowana
          ..tak mnie zastanawia co takim zachowaniem męzczyzni chca osiagnąc-to ze beda
          placic alimenty po odejsciu zony ,przygruchaja sobie kolejna laska która
          predzej czy pozniej tez tego nie wytrzyma...zupelnie BEZSĘSU!!!!
          • edgar_78 do kamili1234 28.08.04, 13:00
            właśnie mija kolejny dzień - nie odzywam sie do niego, jeżeli on sie do mnie
            zwraca to tylko żeby coś pretensjonalnym tonem mi wytknąć. Wiesz , ja naprawdę
            nie pojmuję co kieruje takimi ludźmi. Niby wszystko jest ok, tzn. zajmuje sie
            dzieckiem, zrobi sniadanie ale to nie jest z takiego odruchu czystego serca, no
            nie wiem jak to nazwać, tylko z wyrachowaniem i bólem. może życie ze skorpionem
            tak właśnie wygląda?? zaborczość, zazdrość, buta, pewność siebie i ranienie
            innych w świetle, jak on to nazywa, gołej prawdy. Dodam,że jest to jego
            baaardzo subiektywna prawda. Kiedyś tez sie kłóciliśmy ale inaczej teraz nawet
            mi sie już godzić nie chce. On ma w głowie jakiś obraz kobiety idealnej i
            próbuje mi to narzucić. Nie rozumie że ja to ja. Obraża moją rodzinę jakby jego
            była święta. Boże, za kogo ja wyszłam???? Rozwiodłabym sie z nim lecz sprawy
            majątkowe są zbyt zagmatwane i wiem, że to nie było by takie proste. Oprócz
            tego sprawa jego charakteru tzn.: nie dałby mi żyć- nie rozstałby sie
            spokojnie jak kulturalny człowiek- byłaby wojna. O wszystko. On twierdzi że bez
            niego zginę. Widzisz jaki jest wspaniały...Na szczęście to tylko jego bredzenie
            bo mimo tego jestem silna i nie patrzę i słucham go z podwiniętym ogonkiem.

            Konkludując, faceci z takim rozdwojeniem, niestabilni i niedający poczucia
            bezpieczeństwa niestety istnieją i maja sie dobrze. Może sam sobie znajdzie
            jakąś laskę i da mi świety spokój bo jak na razie mimo, że jestem przecież taka
            beznadziejna to tkwi ze mną. Bo w to że sie zmieni już nie wierzę, a jest przed
            30-stką - bedzie tylko gorzej.
            To smutne.

            I.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka