"Rodzinna sielanka"

03.10.04, 23:37

Witam Wszystkich. Do tej pory byłam tylko czytelniczką przeróżnych forów,
dzisiaj jednak postanowiłam napisać, bo problem coraz bardziej mi doskwiera.
Jestem mężatką(dokładnie rok), mamy 15 mies. synka .W małżeństwie ok.,
problem stanowią moi teściowie i ich podejście do życia .Otóż są to ludzie
egoistyczni, pozbawieni empatii, nieszczerzy, martwiący się tylko o własny
tyłek, a przy tym baaardzo pazerni na pieniądze.
Zaczynając od początku :po ślubie kątem zamieszkaliśmy u moich rodziców
(nas trójka +rodzice +moja siostra).Ze strony teściów nie padł nawet cień
propozycji, abyśmy zamieszkali u nich, mimo, że mieszkają sami w piętrowym
domu. Mają również mieszkanie w oddalonym o 20 km. mieście, które stoi puste.
Przez ten rok ani razu z własnej inicjatywy nie odwiedzili nas, aby zobaczyć,
jak wnusio się chowa(mieszkamy w tej samej miejscowości).Na początku
małżeństwa, przez pierwsze parę tygodni zapraszali nas na niedzielne obiady,
ale niestety sielanka się skończyła, bo...spóznialiśmy się 10,15 minut. Przy
małym dziecku trudno być punktualnym, no więc kiedy przychodziliśmy
spóżnieni, patrzyli na nas jak na seryjnych zabójców i już w drzwiach
torpedowali pytaniami w stylu-CZYJA TO WINA??? Tak więc obiadki się
skończyły...Jeżeli chodzi o kwestie finansowe-pracuje tylko mąż (jest
stażystą za 450zł.miesięcznie), oboje jeszcze studiujemy. Jesteśmy
praktycznie na utrzymaniu moich rodziców, którzy również na pieniądzach nie
śpią-tato tyra po 12 godzin za ok.1500 zł., mama zarabia drugie tyle. Po
opłaceniu rachunków zostaje na podstawowe życie bez żadnych ekstrawagancji,
nie pamiętam, kiedy np. mój tato kupił sobie nowe spodnie .A na utrzymaniu
jest jeszcze siostra, którą trzeba za coś wysłać na studia. Rodzice męża są
oczywiście od tych problemów odcięci, żyją sobie w miarę dostatnio w swoim
domku, spokojni, że im nikt d...nie zawraca. Nie interesują się niczym, nigdy
nie zaproponowali moim rodzicom :"Słuchajcie, może Was wspomożemy finansowo,
dlaczego tylko wy macie ponosić dodatkowe koszta? Nie chodzi mi o niewiadomo
jakie kwoty, ale np.200 zl./mies. na głupie soki czy zupki dla maluszka. Im
się chyba wydaje, że my żyjemy powietrzem! Czy oni nie zdają sobie sprawy, że
przy dodatkowych osobach w domu wszystkie opłaty idą w górę?
Maluch też nic nigdy od nich specjalnie nie dostał-grzechotki, ubranka,
książeczki ot tak, z czystej babcinej miłości. Kupili ostatnio pieluszki-
fajnie, pomyślałam, zaoszczędzimy te 35 zł. Czar prysł następnego dnia, kiedy
to mąż oznajmił po wizycie u nich, że jednak musimy te 35 zł. oddać.
O siebie dbać jednak potrafią. Przy każdej wizycie widzę koszyk kiwi,
pomarańcze, brzoskwinie i krew mnie zalewa, bo nam raz na miesiąc dadzą 2
banany i 3 jogurty. Nie chodzi mi o te owoce, bo Maluchowi też ich nie
brakuje ale o jakieś ludzkie odruchy, uczucia, myślenie o innym człowieku a
nie tylko o własnym tyłku. Pamiętam sytuację, kiedy robili zakupy w
hipermarkecie: no więc wychodzą z tego sklepu, ja stoję przy samochodzie,
kosz pełny jogurtów, teściowa do mnie: ”Wez sobie, córcia, JOGURCIK”. Mojej
mamie też teściowa powtarza przy każdej okazji: ”Trzeba o siebie dbać! Musisz
jeść 3 kiwi dziennie, bo to wspaniale oczyszcza”. A mama, dobra kobieta,
zamiast na kiwi dla siebie, woli wydać te pieniądze na wnuka. Naszą trudna
sytuację i ciężar, jaki spadł na moich rodziców mają w głębokim poważaniu. O
to, by zaopiekowali się wnuczkiem, też trzeba ich prosić z dużym
wyprzedzeniem. Obydwoje są na emeryturze, więc mogliby z czystej
przyzwoitości czasem nas odciążyć. Ani razu nie zaoferowali jednak pomocy.
Kiedy jest to potrzebne, opiekują się Maluszkiem moi rodzice mimo, że oboje
pracują. Tam natomiast arystokracja ma spokój i ciszę.
Pracę mężowi również załatwiła moja mama. Teściowie palcem nie kiwnęli, mimo,
iż mieli kiedyś prywatną firmę i (wg tego co mówi teść) wszyscy
przedsiębiorcy w mieście-od handlarza stalą po wł. salonu samochodowego-to
jego dobrzy koledzy. Owa pryw. firma jest teraz w rękach siostry męża. Przez
jakiś czas robiliśmy delikatne starania, aby męża w tę firmę wciągnęli,
bezskutecznie. Chodzi oczywiście o kasę. Bronią się jak mogą, żeby im tylko z
koryta nie ubyło, siostra męża mówi :”Przyjmiemy go jak nie będziemy musieli
płacić za dzierżawę”, na co teściowa :”Nie ma mowy, i tak płacicie mniej niż
inni”(firma jest na placu, który należy do rodziców męża). Tak więc rodzinka
kłóci się o 600-700 zł., a my nie mamy za co żyć.
Nie spotkałam jeszcze ludzi, dla których kasa byłaby ważniejsza od
najbliższej rodziny. Te parę stów mniej ani jednej ani drugiej stronie nie
poczyniłoby większych szkód. Teściowie maja wysokie emerytury, coś jeszcze z
tą firmą kombinują na lewo, dzierżawią plac trzem firmom, z czego również
mają niemałą kasę. Dom, mieszkanie, 2 samochody, plany kupna trzeciego. No
ale synowi w trudnej sytuacji pomóc nie można, bo nie ma pieniędzy.
Oj, tyle się tej złości nazbierało, że mogłabym pisać i pisać...i mnożyć
przykłady ich egoistycznych zachowań. Czasami myślę, że może się czepiam,
może za dużo od nich wymagam? Ale przecież nie chcę nie wiadomo jakich
luksusów. Boli mnie po prostu ta cholerna niesprawiedliwość, że cały ciężar
finansowy, mieszkaniowy zw. z tym, że założyliśmy rodzinę spadł na moich
rodziców . Płakać mi się chce jak widzę mojego tatę wracającego o 21 z pracy
przez 5 dni w tygodniu, bo on z tego harowania nie ma dla siebie nic,
wszystko pochłaniają rachunki i jedzenie. A teściowie żyją sobie beztrosko
zadowoleni, że pozbyli się syna z domu(no bo przecież zaoszczędzą).
Jeżeli ktoś jeszcze nie zasnął przy lekturze, to mam pytanie, czy taka
sytuacja jest normalna? Bo może to ja żyję w jakimś nierealnym świecie i
błędnie wydaje mi się, że ludzie powinni sobie pomagać, zwł. rodzina ? Czy
ktoś był w podobnej sytuacji?

    • anula36 Re: "Rodzinna sielanka" 03.10.04, 23:49
      owszem przeczytalam dokladnie i do konca, ale nei wzrusza mnie caloksztalt.
      Nie wzruszaj mnie ludzie ktorzy nie zarabiaja na wlasne utrzymanie tylko
      rozgladaja sie skadby tu zorganizowac jakies wsparcie.Zastanawiam sie tylko
      jaki jest twoj maz, wychowany przez tak skapych rodzicow.
      Jacy by zreszta nie byli, to jest wasze zycie i tesciowie nei maja zadnego
      obowiazku was utrzymywac,owszem moga pomagac,ale skoro tego nie robia,moze twoj
      maz np zastanowi sie jak dodatkowo cos zarobic.
      W koncu zreszta i tak odziedziczy to co twoi tesciowie zarobia.
      • amelia791 Re: "Rodzinna sielanka" 04.10.04, 00:43
        Ja też przeczytałam Twój list i w przeciwieństwie do mojej poprzedniczki -
        wzruszył mnie. Być może Anula36 nigdy nie potrzebowała wsparcia i łatwo jej
        oceniać - szczęściara. Mnie i mężowi też się nie przelewa, mamy małe dziecko,
        jesteśmy na dorobku. Gdyby nie bezinteresowna pomoc rodziny od czasu do czasu,
        byłoby nam bardzo ciężko. Owszem, nikt nie ma obowiązku pomagać małżeństwu
        które założyło rodzinę, jednak zwykły ludzki odruch naszych najbliższych,
        którym finansowo wiedzie się lepiej, skłania ich do tego żeby nam od czasu do
        czasu pomóc. I dlatego bardzo dziwię się Twoim teściom i potępiam taką
        krótkowzroczność i brak wyczucia z ich strony w sytuacji kiedy wy ledwie
        wiążecie koniec z końcem a oni żyją dostatnio. Przecież to są wasi rodzice
        (teściowie), i dziadkowie Twojego dziecka! To nie jest wina, nas młodych ludzi,
        że zarabiamy głodowe pensje mając wyższe wykształcenie. Moi bliscy potrafią się
        dzielić. Wiem, że kiedy będzie mi się powodzić lepiej, ja i mój mąż
        odwdzięczymy się kiedy oni będą w takiej potrzebie jak my teraz.
        • woman-in-love Re: "Rodzinna sielanka" 04.10.04, 07:43
          Syty nie rozumie głodnego, ot, co. Mają kochani tesciowie kierunek "pod siebie".
          Lepiej by Ci było zapomnieć o nich. Miałam podobne układy rodzinne, ale dzięki
          temu jestem teraz silniejsza, a dzieci dostana wiekszy spadek :-))ą
    • annb Re: "Rodzinna sielanka" 04.10.04, 07:49
      to przykre co opisujesz, żal mi twojego ojca bo się zatyra na smierć.
      a tesciowie-nawet jeden jogurt to ich dobra wola, nie obowiązek.
      ciesz się że nie każą wam sobie pomagać bo zusy srusy bo wprawdzie trzy place
      ale sama wiesz....biznes cieńko idzie.....i takie tam....
    • eve.hq Nie jest to do końca normalne... 04.10.04, 09:05
      Odpowiadająć Ci na pytanie nie , nie byłam w takiej sytuacji, choć owszem na
      poczatku małżeństwa zanim zaczęliśmy sobie świetnie radzić rodzice zarówno moi
      jak i męza pomagali nam choć będąc oboje bardzo ambitnymi ludźmi wzbranialiśmy
      się od tej pomocy bardzo...Twoja sytuacja jest odmienna i zrozumieć ją
      najlepiej może matka, dziecko potrzebuje nie tylko upominków dziadków(przeciez
      to przywilej dziciństwa , kiedy dziecko ma mieć zabawki jak nie teraz?) ale
      także jakiegoś ciepła,żywego zainteresowania...i za to należałoby się kopa w
      d... Twym teściom...właśnie"teściom" , choć u mnie to słowo nie istnieje ja mam
      dwie mamy i dwóch ojców...tak się złożyło ,że i moi rodzice i rodzice męża są
      wspaniałymi, dobrymi ludźmi , zawsze mogliśmy liczyć na ich pomoc, obecnie, gdy
      nam się już dobrze wiedzie to my pomagamy im finansowo choć teraz dla odmiany
      to oni nie chcą o tym słyszeć, ba jeszcze usłyszałam od swego ojca ,że dziecko
      ja od Ciebie żadnych pieniędzy nie wezmę , bo źle bym się z tym czuł...no więc
      wmyśliliśmy coś innego...Czyli może tak być normalnie... skoro jest tak u mnie,
      dzieci, które planujemy z mężem bedą mieć wspaniałych , będących dla nich
      autorytetem dziadków, ludzi mądrych , wrazliwych na czyjąś biedę i
      szczerych...Ciesz się z tego ,że chociaż rodziców masz dobrych , to ważne,
      wiem ,ze na razie jest Wam ciężko , ale taka sytuacja nie bedzie trwała zawsze,
      zobaczysz,że staniecie na nogi:) jeszcze będzie dobrze:)swych tesciów nie
      zmienisz takich ludzi bedzie ciagle zżerać zawiść i sknerstwo, nawet jak Wy
      się juz dorobicie będą Wam mieli to za złe, a jak sobie przypomną o wnukach to
      pewnie będac już jedną nogą w trumnie...Chyba ,że jakieś kołowrotki losu ich
      oświecą , a od Ciebie będzie zależało czy im wybaczysz, bo żalu i krzywdy
      uzbierało się już dużo w Tobie i często jak piszesz był ten żal
      uzasadniony...fakt nie muszą i nie mają obowązku pomagać , bo to ,czy człowiek
      ma odruch serca zależy od charakteru, od jego sumienia...sęk w tym , by nie
      musieć,a mimo to chcieć, na tym polega między innymi istota
      człowieczeństwa...Ja będę z czystym sumieniem rozpieszczać wnuki i bedę to
      robić ze zwykłej babcinej miłości...życzę Ci aby Wasza sytuacja się
      wyklarowała, abyś nie musiała martwić się o przyszłośc swego dziecka i Waszą,
      wiem jak trudno teraz sie żyje, ale pomyśl ,ze się Wam uda tak samo jak udało
      sie mnie i mężowi, pozdrawiam i trzymaj się cieplutko:)mam nadzieję,że choć
      trochę otuchy Ci dodam , bo nie trzeba być jasnowidzem , zrozumieć ,że bardzo
      Ci jej brakuje...

      Ewa.
    • eewa6 Re: "Rodzinna sielanka" 04.10.04, 09:35
      Droga Zielonaherbata1,
      Płakać to mi się zachciało, jak czytałam Twojego posta. Współczuję takich
      teściów........szczerze.
    • baranka81 Re: "Rodzinna sielanka" 04.10.04, 09:59
      A ja tu się zgodzę z anulą36. Nie chodzi mi o wypominanie tutaj "trzeba było
      myśleć przed" tylko o pewną samodzielność i inicjatywę. Jeśli mąż zarabia
      450zł, a ma na utrzymaniu dziecko i żonę - niech zrobi wszystko, by zmienić
      pracę, wziąć dodatkową robotę, itd. Nie można tylko liczyć na to, co skapnie z
      góry, od rodziców czy od teściów... Teściowie nie mają obowiązku na Was łożyć.
      Ich zachowanie jest nieludzkie, ale chodzi mi tu o relację "dziadkowie-wnuki",
      brak okazywania miłości itd. a nie o to, że Wam nie dają pieniędzy.
      Nie chcę Was ani potępiać, ani zbytnio oceniać, ale staram się zrozumieć także
      drugą stronę.
      Pozdrawiam,
      B.
      • karo_lina79 Zabawa w dom 04.10.04, 10:46
        Ja też przeczytałam wszystkie posty. Uff.
        I nie rozumiem. Dlaczego, skoro takie są warunki, założyliście rodzinę?
        Jak się nie ma możliwości, to się nie pędzi do ołtarza, bo po pięknym ślubie
        jest tylko płacz i zgrzytanie zębów.
        Dlatego uważam, że anula i baranka mają rację.
        Chociaż Anula, pamiętam, jak mi gdzieś pisałaś w innym wątku, że jak ktoś chce,
        to da radę. No widzisz, nie wszystkim się tak układa, dlatego nadal potępiam
        ślub dla samego ślubu.

        Zielona herbato,
        chociaż nie jestem mężatką, to mam podobną sytuację do Twojej, to znaczy moi
        rodzice serce by wyjęli, a rodzice mojego chłopaka nie dają mu nic. Dlatego
        wiem, że po ślubie nic od nich nie dostaniemy i na nic nie liczę, tylko na
        siebie.
        Czy nie wiedziałaś, jeszcze przed swoim ślubem, jak wygląda ta sytuacja?
        Moim zdaniem to jest w ogóle niedojrzała sytuacja oczekiwać czegokolwiek od
        teściów. Niby z jakiej racji mają coś dawać? Syna wychowali, więc skoro poszedł
        na swoje, to niech sam zadba o swoją rodzinę. Dawanie czegokolwiek to tylko
        objaw dobrego serca. Widocznie oni nie są szczodrzy.
        Ja też niczego nie daję ot tak, poza bliskimi osobami. Wiem, ilke mnie kosztuje
        zdobycie pieniędzy.
        Wasze zachowanie przypomina mi zabawę w dom. Nie obrażaj się, ale poszukaj
        rozwiązania - może Twój mąż mógłby rozejrzeć się za pracą, która da Wam
        wystarczające dochody? A może Ty też mogłabyś iść do pracy? Zastanówcie się
        razem, czy nie można by podrzucać dziecka do drugiej babci, żebyś mogła w tym
        czasie pracować. Dziwi mnie, że babcia nie wykazuje ochoty "porwania" wnusia do
        siebie. Babcie są raczej wręcz za skoro do opieki nad potomkiem...

        A na zakończenie chcę Cię pocieszyć: może dzięki temu ciułaniu, Twój mąż
        dostanie w przyszłości duży spadek???
        Pozdrawiam i powodzenia!
        Odezwij się, jak już coś ustalicie.
        Karola
    • zielonaherbata1 Re: "Rodzinna sielanka" 04.10.04, 11:30
      No właśnie do drugiej babci.Maluch zawsze jest z moją mamą, kiedy jest taka
      potrzeba, mimo, że ona sama jeszcze pracuje i ma na głowie mnóstwo
      obowiązków.Odp. na zarzuty poprzedniczek, ja nie chcę od nich żadnych
      pieniędzy, chcę, żeby wykazali choć trochę zainteresowania i troski, a nie
      tego, żeby zapewnili nam dostatnie życie, bo lepiej żyć skromnie, ale z
      honorem.Poza tym mieszkamy w rejonie objętym dużym bezrobociem, naprawdę ciężko
      jest znalezć pracę komuś kto nie ma doświadczenia za więcej niż 500 zł.Być
      może cała ta sytuacja jest dla mnie trudna o tyle, że ja zostałam wychowana w
      domu, w którym chęć pomocy drugiemu człowiekowi jest b. ważna, mama zawsze
      uczulała nas abyśmy zauważały innych ludzi.W rodzinie męża natomiast te
      wartości są nieobecne, liczy się własny interes i kasa.Ja po prostu takiego
      podejścia do życia nie rozumiem.
      • eve.hq Widzę ,że trochę odstaję od poprzedniczek... 04.10.04, 13:52
        Mam nadzieję ,że mój post przeczytałaś... nie piszę w nim niczego w tonie
        napastliwo- ironicznym, wrecz przeciwnie, choć nie jestem w Twej sytuacji to
        mam wyostrzoną cechę ( rzadkośc w dzisiejszych czsach), która się zwie
        empatia...tu nie chodzi o to , by radzić Ci jak żyć, a już na pewno nie chodzi
        o to , by Ci "uświadamiać" ,ze po co ślub i takie tam ble ble ble... jak to
        zrobiły niektóre forumowiczki, sorry kochane , bo choć młodziusia jak niejedna
        z Was to ja nie jestem lecz życiem i często niełatwym doświadczeniem mogłabym
        obdażyć niejedną, więc jak czytam w czyimś poście o braku zwykłych ludzkich
        odruchów(nawet zwierzęta je mają)zwyczajnej troski, jakiegoś wykazania ciupiny
        zainteresowania rodziców to mnie się robi niedobrze...jeszcze raz mówię , nie
        mają obowiązku finansowego rodzice, tak jak i my nie mamy żadnych obowiązków
        względem nich czyli to, czy my swym rodzicom , teściom , bliskim, a nawet obcym
        osobom itp pomożemy, gdy starosć,bieda, choroba i niedołęstwo zapuka do ich
        drzwi zależy tylko od DOBROCI SERCA, którą każdy współczujący i mający
        sumienie człowiek posiada...i tejże DOBROCI SERCA brakuje niektórym...i bardzo
        mi Ciebie szkoda ,ze takiej dobroci zaznajesz tylko od swych własnych,
        styranych pracą rodziców...mam nadzieję ,że masz przyjaciół i oparcie w mężu,
        ważne byscie się nie poddawali, szukali możliwosci jakiegokolwiek zarobku,
        wiem ,ze nie jest to łatwe , bo piszesz ,ze mieszkacie w rejonie duzego
        bezrobocia, bedę trzymać za Was kciuki:)) życzę Wam wszystkiego najlepszego, a
        pisze to kobieta , która też była kiedyś bez grosza przy duszy, bez pracy i
        perspektyw, dziś jest inaczej lecz pieniądze mnie nie zmieniły i myślę ,że
        Tobie i Twej rodzinie za te chude dla Was dni los wynagrodzi w dwójnasób tak
        jak mnie i mojej rodzinie...to co się w życiu liczy to dobroć ,bo pięknych i
        nagromadzonych rzeczy nie da się wziąść ze sobą na tamten świat , a Twoi
        teściowe żyć wiecznie nie będą, a czy to zrozumieja tego nie potrafię Ci
        powiedzieć, ważne byś Ty była w zgodzie ze swym sumieniem, szczęście samo
        przyjdzie z najmniej spodziewanej strony czego Ci życzę szczerze:)))

        Ewa.

        • kasia64 Re: Widzę ,że trochę odstaję od poprzedniczek... 04.10.04, 14:15
          Zwierzęta nie maja ludzkich odruchów bo.......sa zwierzxętami.
          W naturze każde zwierzę po uzyskaniu samodzielności bezpardonowo wywalane jest
          z gniazda i musi radzić sabie samo.
          • eve.hq To taka przenośnia była... 04.10.04, 14:35
            zwierzęta wiele potrafią ... opiekują się czesto nie swoim potomstwem, dzielą
            się pokarmem z chorymi zwierzętami , nie widziałaś tego nigdy???... aha i ni
            kazde zwirzę jest wywalane jak to napisałś z gniazda , jest wiele gatunków
            bardzo towarzyskich, stadnych i zgodnie żyjących i nie muszę ich wymieniać , bo
            to byłoby śmieszne, jak mniemam uczyłaś się bilogii?... a tak swoja drogą to
            każdy nie posiadajacy sumienia człowiek zawsze znajdzie jakieś krętackie
            wytłumaczenie dla swego nikczemnego postepku, to tyle.
      • boeretang203 Re: "Rodzinna sielanka" 04.10.04, 14:45
        Zielonaherbato,
        Bardzo Ci współczuję i nie, nie jest to normalne. Jako osoba wychowana w
        normalnej, kochającej się rodzinie również uważam zainteresowanie, wspomaganie
        ze strony bliskich za oczywiste i naturalne. Odnoszę to również do siebie.
        Pomoc finansowa to oddzielna sprawa. Jasne, że każdy ponosi odpowiedzialność za
        swoje wybory - czyli Wy za założenie rodziny, ale nie zawsze wszystko przychodzi
        w porę - najpierw życiowe ustawienie się a potem dzieci. Wam zdarzyło się
        odwrotnie. Mam wielu znajomych,którzy podejmując świadome decyzje o powiększeniu
        rodziny a jeszcze nie mogący w 100% jej utrzymać, korzystają z dobrowolnej
        pomocy finansowej rodziców i tesciów, o wsparciu poza materialnym nie
        wspominając. Wiadomo, że młodzi muszą się rozpędzić żeby zarabiać na poziomie. I
        absolutnie nie jestem za bezmyślnym sposoringiem w nieskończoność.
        Odpowiedzialni, dorośli ludzie powinni umieć się samodzielnie utrzymać ale
        znając sytuację w naszym kraju, nie oszukujmy się, nie jest to kwestia tylko
        dobrej woli i chęci. Trzeba walczyć, zabiegać i nie osiadać na laurach, ale wiem
        z przykladów we własnej rodzinie i znajomych, że to jest ciężkie i frustrujące.
        I w międzyczasie jakoś trzeba przetrwać, mając świadomość że nie jest się samemu.
        Na pewno sobie w końcu poradzicie, jeszcze bardziej doceniając to, co uda Wam
        się osiągnąć, cierpliwości.
        Ale wracając do sedna sprawy, czy teściowie zawsze tak się zachowywali, przed
        Tobą w życiu ich syna? Jeśli tak to współczuję tym bardziej, pieniądze jako
        wyznanie nie prowadzą do szczęścia.
        Jeśli nie i mają Ci(Wam) za złe, że tak szybko potencjalnie ich obciążacie,
        chyba trzeba inaczej w nimi pogadać. Czy Twój mąż nie gadał w rodzicami? Tego
        bym nie zrozumiała. Jasne duma dumą ale chodzi o dziecko a teściowie są z
        pewnością w stanie Was wspomóc do czasu, jak nie będzie to już konieczne.
        Może celowo Was ignorują bo nie akceptują i tak wyrażają swoje niezadowolenie.
        Trzeba pogadać, powiedzieć jak się czujecie, jaka jest sytuacja w Twoim domu.
        Przynajmniej dowiecie się na czym stoicie ( i oni też będą mieli jasność, nie
        będą żyć więcej wyobrażeniami że tak wspaniale sobie radzicie), czy jest o co
        walczyć, czy dla nich nie ma problemu - a wtedy możesz zapomnieć o ciepłych
        słowach i próbach włączenia dziadków w zycie wnuka. Wtedy musisz zagryźć zęby i
        przyjąc do wiadomości że musisz być samowystarczalna, jakkolwiek to ciężkie na
        początku.

        Mi się to nie mieści w głowie, po co ci ludzie wogóle mieli dzieci?

        Trzymaj się ciepło, życzę powodzenia. Dostałaś od swoich rodziców coś, czego nie
        można kupić.
        Mam nadzieję, że znajdziecie pracę jak najszybciej.
        Pozdrawiam :))
        • eve.hq Cieszę się ,że dostrzegasz co co ja:)) 04.10.04, 15:00
          To bardzo miłe móc się podpisać pod Twym postem:):)obiema rączkami:)ale sama
          chyba zauważyłaś ,że jestesmy w mniejszości?:D przynajmniej jeśli chodzi o
          postrzeganie opisywanej sprawy , czy to jest właśnie ten znak "wrednych i
          nieludzkich" czasów" jak to mawia mój znajomy?...też byłam wychowywana w
          kochajacej się rodzinie podobnie jak mój mąż:))teraz też bardzo sobie
          pomagamy:) Może dlatego obie umiemy współczuć i nazywać rzeczy po imieniu?
          chyba wielu zapomina o tym jak się teraz ciężko wielu ludziom żyje i to jest
          przykre dla mnie...widzę tyle nieszcześć obok siebie, staram się jak mogę i
          pomagamy z mężem jednej rodzinie, a nasi rodzice anonimowo niedużymi lecz
          regularnymi kwotami wspierają uboższych...gdyby każdy człowiek okazał choć
          drugiemu odrobinę zrozumienia drugiemu to byłoby to życie lepsze, a tak czasem
          idę ulicą , patrzę co się dzieje i nieraz myślę sobie Boże Ty widzisz to i nie
          grzmisz?...eh się rozpisałam ale taki już wrażliwiec ze mnie...
          • boeretang203 Re: Cieszę się ,że dostrzegasz co co ja:)) 04.10.04, 15:25
            Eve, pomaganie finansowe to kwestia dobrej woli, chyba dużej wrażliwości na
            nieszczęście innych ludzi, ale nie ma we mnie nic z Robin Hooda. To że nie
            wszyscy mają bardzo dobrze nie znaczy, że ci, którzy mają muszę się dzielić. To
            ich wybór. No ale rodzina to jest specjalna kategoria - pod warunkiem, że osoby
            "poszkodowane" nie czekają biernie na pomoc, tylko robią wszystko, co mogą aby
            samemu sobie radzić. Natomiast wsparcie niematerialne, zainteresowanie,
            zaangażowanie, to dla mnie po prostu coś co powinno byc wpisane w więzy
            rodzinne. Jak nie jest, to strasznie przykro, wiem coś o tym.
            To tak dla jasności,żeby nie wyszło że mi tęskno do "idylli" kiedy wszyscy mieli
            po równo.
            Egoizm rodziców względem własnego dziecka to cięzki kaliber, gdybym nie czytała
            nie uwierzyłabym że tak można. Niestety zdarza się nierzadko.
            pozdrawiam i życzę owocnego przekazywania przyszłym dzieciom takiej postawy
      • vinca Re: "Rodzinna sielanka" 04.10.04, 22:39
        ja nie chcę od nich żadnych
        > pieniędzy, chcę, żeby wykazali choć trochę zainteresowania i troski, a nie
        > tego, żeby zapewnili nam dostatnie życie, bo lepiej żyć skromnie, ale z
        > honorem.

        Ale głównie o pieniadzach piszesz.

        Poza tym mieszkamy w rejonie objętym dużym bezrobociem, naprawdę ciężko
        >
        > jest znalezć pracę komuś kto nie ma doświadczenia za więcej niż 500 zł.

        To dlaczego zdecydowaliście sie akurat teraz zakładać rodzinę???

        Nie zazdroszczę Ci takiej sytuacji, to musi boleć gdy widzisz, że Twoi rodzice
        od ust sobie odejmują, ale nie zmienia to faktu, że tak ciężko by im nie było
        gdybyście potrafili utrzymać się sami. Smutne to, ale niestety prawdziwe.

        A czy Ty nie mozesz w jakiś sposób zacząć dorabiać? No nie wiem - głupimi
        korepetycjami może, jeśli np. znasz dobrze język, moze potrafisz robić coś co
        można sprzedać; moze potrafisz szyć na przykład. Skoro tak Ci ciężko z tym, że
        stanowicie ciężar dla Twoich rodziców - to postaraj się jakoś pomóc. Pomyśl -
        nie ma sytuacji bez wyjścia, na pewno przyjdzie Ci coś do głowy fajnego.

        Życzę dużo siły i szczęścia

    • maggie11 Re: "Rodzinna sielanka" 04.10.04, 13:51
      Moze w tej sytuacji tez powinnas isc do pracy chociazby za 500 zlotych?
      Tesciowie sie nie zmienia to pewne. Olej ich ich pomysl co sami mozecie zrobic,
      zeby poprawic swoja sytuacje.
    • burza4 Re: "Rodzinna sielanka" 04.10.04, 14:44
      W kwestii finansów - moi rodzice też się nie garnęli z pomocą, mimo że mieli i
      mogli. Pomagali co nieco przy dziecku (pracowali jeszcze wtedy), zapraszali na
      obiadki, dawali czasem prezenty - ale z jakiejś okazji. Kasy mimo że ledwo
      wiązaliśmy koniec z końcem nie dawali. Po prostu wychodzili z założenia, że jak
      chcieliśmy skakać na głęboka wodę ze ślubem, to powinniśmy sobie sami radzić,
      bo inaczej nie odczujemy na własnej skórze co to znaczy dorosłe życie. I do
      głowy by mi nie przyszło, żeby tego od nich oczekiwać, a tym bardziej miec o to
      pretnesje. I zapewniam, że wtedy mi się nie przelewało, ale dla mnie było
      oczywiste, że to ja i mąz mamy zarobić na siebie i swoje wydatki. I uważam, że
      rodzice mieli ZDROWE podejście. Bo czym innym jest pomoc, a czym innym
      wyręczanie - i nie ma żadnego powodu, żeby rodzice zakasywali rekawy zamiast
      dwojga dorosłych ludzi, którzy mają własne ręce całkowicie sprawne.

      Rodzice pomogli mi bardzo - znacznie później - kiedy rozwiodłam się z mężem,
      ale tę pomoc starałam się ograniczyć do niezbędnego minimum. Bo wszelka pomoc
      stanowi dla mnie dyskomfort - uważałam, że teraz to ja im powinnam pomagać!!

      I doprawdy nie rozumiem, dlaczego rodzice/tesciowie mieliby wspomagać finansowo
      DOROSŁE dzieci, które zdecydowały się na rozpoczęcie DOROSŁEGO życia. Jak sobie
      pościelesz, tak się wyśpisz... nie ma powodu, żeby rodzice ponosili koszty
      niefrasobliwości dzieci. Wyliczanie im, co mają jest wysoce nie na miejscu - to
      oni pracowali i zarabiali na to całe życie. To żenujące, że w naszej kulturze
      normą jest fakt, że rodzice do końca świata powinni sobie od ust odejmować, a
      dokładać dzieciom i wnukom. Tekst że "te parę stów mniej ani jednej ani drugiej
      stronie nie poczyniłoby większych szkód" mnie po prostu rozwala. Sorry, ale
      dzieciom o takim roszczeniowym podejściu też nie miałabym ochoty dawać nawet
      złamanego szeląga.

      I nie mówcie mi, że nic się nie da zrobić, bo takie czasy, bo trudno dorobić.
      Nie tylko wy żyjecie w obszarze o wysokim bezrobociu.
    • kasia64 Re: "Rodzinna sielanka" 04.10.04, 14:56
      Dziewczyno!Wychodząc za mąż i rodząc dziecko stałas sie osobą dorośła w pełni
      za własne zycie odpowiedzialną.Dziwi mnie dlaczego pretensje kierujesz do
      teściów, a nie do siebie i męża zarabiającego 450zł.Teściowa kupuje kiwi za
      swoje pieniądze którymi może rozporządząć w dowolny sposób.Ona swoje dzieci już
      wychowała- przyszedł teraz czas na spełnianie własnych zachcianek.na soczki i
      jogurciki dla dziecka zaróbcie sami.Pytasz czy sytuacja jest normalna?wg mnie
      tak.O wiele bardziej nienormalna sytuacja panuje u ciebie w rodzinie.A propos
      pomocy- oczywiście,że rodzina powinnna sobie pomagać.Proponuje odciążyc
      rodziców i zasponsorowac siostrze podręczniki na studia i akademik.
      • zielonaherbata1 Re: "Rodzinna sielanka" 04.10.04, 15:35
        Ja nie mam do nich pretensji, ja mam do nich żal.Jestem daleka od roszczeniowej
        postawy, bo nie o kasę mi chodzi i absolutnie nie czekam na gotowe.Czy to, że
        czasami chciałabym, aby Maluch dostał cos, ot tak bezinteresownie oznacza,że
        mam roszczeniową postawę wobec zycia???Jest mi po prostu szkoda, ze ma takich
        dziadków.Na urodziny nie dostał nawet drobiazgu,przyszli za to z flaszką, bo
        teściu lubi sobie łyknąć.Cz oczekiwanie jakiegoś wsparcia(choćby duchowego)od
        najbliższej rodziny oznacza, że jestem nienormalna?
        • boeretang203 Re: "Rodzinna sielanka" 04.10.04, 15:48
          Zielona, jesteś nienormalna bez 2 zdań. Jak Ty to sobie wyobrażasz, niby czemu
          najbliżsi mają Cię wpierać? Co z tego będą mieli?? świadomość że tego samego
          mogą oczekiwać w zamian? satysfakcję, że komuś ułatwią trochę życie? To straszny
          obciach, niemodne od paru sezonów.
          Przyznam się w sekrecie, że moja rodzina i cała masa znajomych urwaliśmy się z
          książyca, tam ludzie wobec siebie są bezinteresownie życzliwi. Mi np. mama jak
          ją odwiedzam pakuje ze sobą obiadek i piecze ciasto ( a pracuję i sama się
          utrzymuję z powodzeniem) ale to jest z potrzeby serca, chce mi zrobić
          przyjemność i jej samej to sprawia radość, ale....... cicho, to tajemnica, tacy
          jesteśmy dziwni.
          Serdecznie pozdrawiam, tylko się nie zmieniaj i nie wątp
          • agul77 Re: "Rodzinna sielanka" 04.10.04, 16:06
            witaj herbatko:) rozmumiem nieco Twoje uczucia.co niektórzy chyba nie zauwazyli
            ze napisałaś iż siostra Twojego męża ma "lepiej". jesli to cie boli -rozumiem w
            100%. mam podobna suytuację. mieszkamy z męzem ( od 9miesięcy) u jego rodziców
            razem z jego zamęzną i " dzieciatą: siostrą.co miesiac dajemy pieniadze na
            swoje utzymanie ( 800zł )a i tak mamy wypominane światło, wodę itp.Ja i mąż
            pracujemy po ponad 8godzin dziennie , nie ma nas więcej niz jesteśmy a i tak
            źle. moja szwagierka cały dzien siedziw domu, nic nie robi tylko maluje
            paznokcie i jest nietykalna:)zaznaczam ze mieszkamy tam dlatego iz teściowie
            tego chcieli:)).boli mnie jak traktują mojego męża na co dzień, to ze ciagle
            maja do niego pretensje chociaż to głownie on zajmuje sie pracami przy
            domu.boli to ze nie moze na nich liczyć, ze zwracajac sie do niego "warczą".
            nie moge juz dłuzej znieśc tej sytuacji. dla mnie są mili powiedziałabym ze za
            bardzo czasami:) ale chciałabym sie wyprowadzić. na szczęscie mamy taka
            mozliwość i juz niedługo ...hurra spokój. co najciekawsze : tesciowe sa
            obrazeni bo ich zostawiamy i kto im bedzie pomagał. interesuje ich tylko to kto
            narabie drwa na opał, zrzuci wegiel, skosi trawę itd itd. siostra zaciera łapki
            bo powiększy swoje " mieszkanko" o nasze 3 pokoje. sielanka.....:)
        • burza4 Re: "Rodzinna sielanka" 04.10.04, 16:18
          > Ja nie mam do nich pretensji, ja mam do nich żal.Jestem daleka od
          roszczeniowej postawy, bo nie o kasę mi chodzi i absolutnie nie czekam na
          gotowe.

          Co czujesz i czego oczekujesz wiesz sama najlepiej - mogę ci powiedzieć
          natomiast tylko jedno - zwróć uwagę na to co piszesz i jak piszesz. Bo z
          twojego pierwszego postu biją sformułowania takie jak:

          - "Nie interesują się niczym, nigdy nie zaproponowali moim
          rodzicom :"Słuchajcie, może Was wspomożemy finansowo, dlaczego tylko wy macie
          ponosić dodatkowe koszta?"

          Bo ani oni ani twoi rodzice nie powinni dodatkowych kosztów ponosić - to wasze
          koszty i powinniście zarobić na nie sami

          - "Nie chodzi mi o niewiadomo jakie kwoty, ale np.200 zl./mies. na głupie soki
          czy zupki dla maluszka. Im się chyba wydaje, że my żyjemy powietrzem! Czy oni
          nie zdają sobie sprawy, że przy dodatkowych osobach w domu wszystkie opłaty idą
          w górę?"

          To samo - to wasze rachunki i wasz problem. Nie chcą przykładać ręki do "zabawy
          w dom" - i według mnie słusznie. Bo dorosłości człowiek się uczy jak jest zdany
          na siebie. Liczenie wyłącznie na siebie mobilizuje do wysiłku, żeby do czegoś
          dojść samemu.

          - "Naszą trudna sytuację i ciężar, jaki spadł na moich rodziców mają w głębokim
          poważaniu."

          Niekoniecznie, widać uważają, że jeśli ktoś się decyduje na założenie rodziny,
          to sam powinien się o nią martwić. Być może również nie są uszczęśliwieni tym,
          że syn ożenił się tak wcześnie i chcą żeby odczuł konsekwencje na własnej
          skórze.

          - Obydwoje są na emeryturze, więc mogliby z czystej przyzwoitości czasem nas
          odciążyć.

          W czym odciążyć, bo nie rozumiem? emerytura jest po to, żęby starsi ludzie po
          wielu latach pracy mogli SAMI odpocząć, a nie "odciążać" młode, zdrowe potomstwo

          - Te parę stów mniej ani jednej ani drugiej stronie nie poczyniłoby większych
          szkód. Teściowie maja wysokie emerytury, coś jeszcze z tą firmą kombinują na
          lewo, dzierżawią plac trzem firmom, z czego również mają niemałą kasę. Dom,
          mieszkanie, 2 samochody, plany kupna trzeciego.

          To ich kasa, ciężko na nią zapracowali i nie ma żadnego powodu, żeby mieli
          rezygnować z czegokolwiek żeby poprawić standard życia dzieciom - oni już swoje
          w dzieci włozyli, teraz najwyższa pora, żeby pomyśleć o sobie

          -A teściowie żyją sobie beztrosko zadowoleni, że pozbyli się syna z domu(no bo
          przecież zaoszczędzą).

          Wiesz - syna to się nie pozbyli, sam z domu odszedł zakładając własną rodzinę.
          Na tym polega życie, żeby dzieci w świat wypuścić, i przygotować je do życia
          tak, żeby zaczęły w końcu żyć na własny rachunek.

          Co do kwestii duchowych to osobna sprawa, widać nie są zbyt uczuciowi, ale o
          swoich oczekiwaniach w tym względzie dość mało było na początku, za to
          precyzyjnie opisałaś ich standard życia oraz to jak mało w was inwestują. Więc
          nie dziw się, że tak jest ten post odbierany.




    • zlosia Re: "Rodzinna sielanka" 04.10.04, 16:29
      Przeczytałam uwaznie twój post. Wszystkie dziewczyny w jakiś sposób
      skomentowały to, że Ty niby masz pretesje do teściów, że niepomagają Wam. Za to
      zwróciłam uwagę na cos innego.

      >Bronią się jak mogą, żeby im tylko z koryta nie ubyło, siostra męża
      mówi :”Przyjmiemy go jak nie będziemy musieli płacić za dzierżawę”, na co
      teściowa :”Nie ma mowy, i tak płacicie mniej niż inni”(firma jest na placu,
      który należy do rodziców męża).

      Wychowałam się w bardzo kochającej rodzinie. Jesteśmy bardzo zżyci. Rodzice są
      dla nas przede wszystkim przyjaciółmi. Mozemy mówic im o wszystkim. Jesli
      potrafią pomóc, pomogą, jesli nie, pocieszą. Mąż (jeszcze jako mój chłopak) nie
      miał pracy, to pomogli mu, przyjmując do swojej firmy. On bardzo stara się
      wyręczać mojego ojca jak może. Jestesmy rodziną. Trzeba sobie pomaga. Musimy na
      siebie liczyc.
      Nie wyobrażam sobie, żeby moi rodzice kazali sobie za cos płacic. Obcym
      ludziom, wydzierżawiają ziemię, ale nie przyjaciołom, rodzinie. To jest dla
      mnie chore. Do tego powinnyscie się przyczepić, a nie do pretesji, które może
      Zielona Herbata źle ujeła. Dla mnie przede wszystkim liczy się zainteresowanie
      rodziców. Gdzie tamci ludzie mają serce. Zaobserwujcie to po sobie. Macie
      dzieci, czy je kochacie?, czy opiekujecie się nimi, interesujecie? Wydaje mi
      się, że osoba wychowana w normalnej rodzinie odpowie "tak". A czy wasze
      zainteresowanie mija gdy dziecko dorasta? NIE!!! Powinno całe zycie byc dla Was
      najwazniejsze. Nie chodzi mi o pomoc finansową, ale zainteresowanie!!! Łatwo
      narobic sobie dzieciaków, a potem puscic je w świat- to jest moim zdaniem
      nieodpowiedzialne.
      • burza4 Re: "Rodzinna sielanka" 04.10.04, 16:48
        zlosia napisała:

        Macie
        > dzieci, czy je kochacie?, czy opiekujecie się nimi, interesujecie? Wydaje mi
        > się, że osoba wychowana w normalnej rodzinie odpowie "tak". A czy wasze
        > zainteresowanie mija gdy dziecko dorasta? NIE!!!

        Owszem, nie - ale to nie znaczy, że mam zamiar się w dorosłe życie córki
        angażować i do końca życia martwić się ZA NIĄ. Pora wziąć ster w swoje ręce jak
        się zakłada rodzinę.

        Powinno całe zycie byc dla Was> najwazniejsze.

        NIE, NIE I JESZCZE RAZ NIE!!! moje życie nigdy nie kręciło się i nie będzie się
        kręcić wokół dziecka, a tym bardziej dorosłego! Kocham, troszczę się, ale mam
        swoje życie i najnormalniejsze dla mnie jest to, że ona kiedyś będzie prowadzić
        swoje - odrębne.

        Nie chodzi mi o pomoc finansową, ale zainteresowanie!!! Łatwo
        > narobic sobie dzieciaków, a potem puscic je w świat- to jest moim zdaniem
        > nieodpowiedzialne.

        Ależ tak właśnie ma być! ludzie (i młodzi i starzy) powinni mieć własne życie,
        własne zainteresowania, a nie żyć życiem swoich dzieci! zainteresowanie tak,
        ale jego stopień powinien być wyważony - bez włażenia z butami w czyjeś życie i
        bez chęci usuwania pyłków spod nóg.
        • anula36 do karoliny79 04.10.04, 22:10
          Owszem pisalam ze jak sie chce tos ie rade da, nawet u rodzicow i przy
          dochodach 450 zl, zreszta zielona z mezem jakos rade sobie daja.
          Nadal uwazam,ze dorabianie sie do skutku aby zawrzec slub moze sie predzej
          skonczyc smiercia w narzeczenstwie niz szczesliwym stadlem malzenskiem,ale sa
          ludzie ktorzy zyja za male pieniadze bez pretensji do kogokolwiek.
          Moze dlatego ze mam juz troche wiecej lat znudzilo mi sie czekanie na
          dom ,mercedesa i piersien z ogromnym brylantem apotem slub stulecia:)
          Wole mieszkanie w bloku, autobus, maly pierscionek i kocia lape- ale za ro
          codzienne bycie z kims bliskim.
          Bez pretensji i korzystania z pomocy rodziny.
          • karo_lina79 Re: do karoliny79 05.10.04, 00:11
            Oj, nie chciałam Cię urazić.
            Po prostu jestem idealistką i moja wizja różni się od Twojej. Kto wie, czy
            jednak nie będę jej musiała zweryfikować na Twoją:)
            Zielona moim zdaniem sobie nie radzi - weź pod uwagę, że mieszka u rodziców. Ja
            też bym sobie mogła palnąć ślub i wprowadzić lubego do mojego obecnego pokoju.
            Ale tego nie zrobię, bo uważam, że nie mam prawa włazić moim rodzicom na głowę.
            Dlatego dopóki nie zarobię na swoje utrzymanie, muszę się obejść smakiem.
            Jasne, że chciałabym żyć już tak jak Ty, być blisko z moim wybranym.
            Ale postanowiłam, że lepiej na razie potęsknić, za to potem być razem bez
            rodziny za ścianą.
            Właśnie, bez pretensji i wyciągania ręki po cudze. Świetna puenta.
            • anula36 Re: do karoliny79 05.10.04, 01:11
              Wcale nie czuje sie urazona,czasem tylko czuje potrzebe szerszej prezentacji
              pogladow wlasnych w celu udowodnienia ze sobei jednak nei przecze;)
              Nie zamierzam nikomu narzucac wlasnych pogladow,daleka jestem od tego.
              Wyznaje zasade-zyj i pozwol zyc innym.
              Jak na swoje mozliwosci to zielona radzi sobie calkiem dobrze, ma gdzie
              mieszkac, co jesc iza co utrzymac dziecko, co w wersji mieszkania osobno raczej
              byloby niemozliwe za 450 zl.
              Po prostu kazdy sobie radzi jak potrafi i lubi. Jedni na swoim, inni u
              rodzicow, jedni i drudzy przezyja i dziecko wychowaja:) I pomysl,ze jedni beda
              zadowleni bo skromnie ale u siebie,a inni bo u rodzicow;)
              Ilu ludzi tyle pogladow na zycie.
              A mnei z idealizmu wyleczyl raz na zawsze poprzedni zwiazek w ktorym cierpliowsc
              ( ktora podobno jest cnota) nei zostala nagrodzona malzenstwem.
              Gdyby wpadlo mi do glowy strzelic sobie slub i wprowadzic sie do rodzicow,np po
              roku znajomosci przekonalabym sie o tym fakcie braku nagrody za me
              starania ,duzo,duzo wczesniej i na pewno mniej cierpiala.
              Tyle,ze moi rodzice wtedy staneli okoniem, a dzis mnei za to przepraszaja, bo
              uwazaja,ze zycie ktore teraz prowadze swiadczy o moim krancowym upadku i gdyby
              nei byli tacy zasadniczy lat temu 10 bylabym teraz przykladna zonka:)
              Dzieki bogu wole byc kobieta upadla przynajmniej w ich oczach:)
        • zlosia Re: "Rodzinna sielanka" 05.10.04, 07:58
          Nie wiem co uważasz za wywazony stopień. Może brak kontaktu.
          Mogę Ci już teraz powiedziec jaka bedę matką. Będę starała się zapewnic dziecku
          jak najlepszy start. Czyli jesli bedzie mnie stać, dostanie mieszkanie,
          samochód. Nie chcę być dla dziecka rodzicem, ale rówież przyjacielem, do
          którego może się zwrócić z problemami. Mnie wychowano w takich wartościach. Moi
          dziadkowie pomagali rodzicom (przez 5 lat mieszkali w jednym mieszkaniu!!!, bo
          młodzi nie mieli wtedy możliwości kupić mieszkania, chociaż oboje świetnie
          zarabiali), teraz rodzice pomagają dziadkom (dziadkowie mieszkają z nimi).
          Poprostu nie przeszkadza im obecność rodziców. Jestesmy zbyt związani, żeby
          zerwać kontakt. Będę się starała, żeby w mojej rodzinie wytworzyc takie więzy.
          Tak więc bedę okropna matką, która bedzie się interesowała swoim dzieckiem (w
          granicach rozsądku, sama mam nadopiekuńczych teściów) i dostanie wszystko na co
          bedzie mnie stać. Zresztą kiedyś i tak to bedzie jego. (lub ich :-)
    • kruszynka301 Re: "Rodzinna sielanka" 04.10.04, 23:02
      Zielonaherbato, mam również bardzo dobrze usytuawanych teściów (rodziców również), ale ani jedni, ani drudzy nie dali nam NICZEGO - i to uważam za normalne, zdrowe podejście. Do wszystkiego doszliśmy sami, sami spłacamy kredyt, czasami jest bardzo ciężko, bo wcześniej nie musieliśmy liczyć się z każdym groszem, nie wiedziała, ile co kosztuje, ale naprawdę do głowy by nam nie przyszło, żeby czuć się urażonym - przeciwnie, mamy olbrzymią satysfakcję, że zawdzięczamy wszystko sobie.......
      Może jestem dziwna, ale nie czułabym sie dobrze w mieszkaniu podarowanym przez rodziców, a już dawanie pieniędzy przez rodziców czy teściów jest wykluczone.....
      Przecież każda rzecz, która jest osiągnięta własnymi siłami, cieszy, a darowizna, przynajmniej mnie, by upokorzyła jako dowód na to, że nie jestem samodzielna, potrzebuję wsparcia.
    • capa_negra Spojrzenie z całkiem innej strony 05.10.04, 11:26
      Nie wdając sie w temat czy teściowie powinni pomagac czy nie zwróciła moja
      uwage w historii opisanej przez zielonaherbatę jedna rzecz.

      Nierówne traktowanie dzieci - czyli o róznice w traktowaniu swoich dzieci
      przez teściów

      "Mieli kiedyś prywatną firmę ........ Owa pryw. firma jest teraz w rękach
      siostry męża" czyli córka przejeła po nich firmę, a co z synem ????

      Mniej dziwi mnie fakt, że płaci im dzierzawę - skoro jakiś grunt jest ich
      własnościa maja prawo czerpać niego pozytki ,a dzierżawa 600 - 700 złotych to
      smieszna kwota bewzględu ile jest tam m2 - wiec właściwie to dzierżawa za
      symbolicza złotówkę - czyli dalej jakaś forma pomocy

      Zastanawia mnie dlaczego tak forują jedno dziecko - przeciez maja ich dwoje.
      Ale jak powiada mój mąż - jeśli masz dzieci to albo obdziel je równo, albo
      wcale.
      Przerobił w taką sytuacje we własnej rodzinie i oby ona nie skończyła sie dla
      teściów zielonejherbaty jak ta o której wspomniałam - jedni ich będa
      nienawidzic/nieszanowac bo dostali wszystko, drudzy bo niedostali nic...
    • sonnja1 Zaraz sie przewroce ze smiechu 05.10.04, 11:47
      "ta cholerna niesprawiedliwość, że cały ciężar
      finansowy, mieszkaniowy zw. z tym, że założyliśmy rodzinę spadł na moich
      rodziców"
      ". Im
      > się chyba wydaje, że my żyjemy powietrzem! Czy oni nie zdają sobie sprawy, że
      > przy dodatkowych osobach w domu wszystkie opłaty idą w górę?"


      Ty naprawde uwazasz, cze czyimkolwiek , np. tesciow, obowiazkiem jest
      utrzymywanie waszej rodziny, tj. Ciebie, meza i dziecko? W takim razie ani Ty
      ani zdaje sie Twoj maz nie powinniscie byli tej rodziny zakladac, no w kazdym
      razie nie teraz , moze za jakies 5? 10? lat jak troszke podrosniecie i
      zaczniecie kumac na czym zycie polega.
      A to dobre, dobre.
      • zielonaherbata1 Re: Zaraz sie przewroce ze smiechu 05.10.04, 12:40
        A czy ja w ktoryms momencie mojego postu napisalam, ze chce, aby mnie ktos
        utrzymywal???Jest mi po prostu smutno, ze moi tesciowie sa bezduszni i chodzi
        mi tu o jakis emocjonalny wymiar, a nie finansowy.Fakt, moze poparlam to
        zbyt "materialnymi" argumentami.Poza tym sytuacja, w ktorej siostra meza ma
        firme, a on sam bezskutecznie szuka pracy wydaje mi sie troche przegieta.Czy
        myslenie, ze mogliby go przyjac, chociaz na krotki czas, aby mial jakis punkt
        zaczepienia, jakas szanse, swiadczy o tym, ze jestem niedojrzala, pusta i licze
        na drapane?
    • onionka Re: "Rodzinna sielanka" 05.10.04, 18:55
      zielonaherbata1 napisała:

      >
      > Witam Wszystkich. Do tej pory byłam tylko czytelniczką przeróżnych forów,
      > dzisiaj jednak postanowiłam napisać, bo problem coraz bardziej mi doskwiera.
      > Jestem mężatką(dokładnie rok), mamy 15 mies. synka .W małżeństwie ok.,
      > problem stanowią moi teściowie i ich podejście do życia .Otóż są to ludzie
      > egoistyczni, pozbawieni empatii, nieszczerzy, martwiący się tylko o własny
      > tyłek, a przy tym baaardzo pazerni na pieniądze.
      > Zaczynając od początku :po ślubie kątem zamieszkaliśmy u moich rodziców
      > (nas trójka +rodzice +moja siostra).Ze strony teściów nie padł nawet cień
      > propozycji, abyśmy zamieszkali u nich, mimo, że mieszkają sami w piętrowym
      > domu.
      a JAKI NIBY MILBY PASC?????!!!!!
      Mają również mieszkanie w oddalonym o 20 km. mieście, które stoi puste.
      > Przez ten rok ani razu z własnej inicjatywy nie odwiedzili nas, aby zobaczyć,
      > jak wnusio się chowa(mieszkamy w tej samej miejscowości).Na początku
      > małżeństwa, przez pierwsze parę tygodni zapraszali nas na niedzielne obiady,
      > ale niestety sielanka się skończyła, bo...spóznialiśmy się 10,15 minut. Przy
      > małym dziecku trudno być punktualnym, no więc kiedy przychodziliśmy
      > spóżnieni, patrzyli na nas jak na seryjnych zabójców i już w drzwiach
      > torpedowali pytaniami w stylu-CZYJA TO WINA??? Tak więc obiadki się
      > skończyły...Jeżeli chodzi o kwestie finansowe-pracuje tylko mąż (jest
      > stażystą za 450zł.miesięcznie), oboje jeszcze studiujemy. Jesteśmy
      > praktycznie na utrzymaniu moich rodziców, którzy również na pieniądzach nie
      > śpią-tato tyra po 12 godzin za ok.1500 zł., mama zarabia drugie tyle. Po
      > opłaceniu rachunków zostaje na podstawowe życie bez żadnych ekstrawagancji,
      > nie pamiętam, kiedy np. mój tato kupił sobie nowe spodnie .A na utrzymaniu
      > jest jeszcze siostra, którą trzeba za coś wysłać na studia.
      BYLO CZAS POMYSLEC WCZESNIEJ! To nie Twoi rodzice chcieli miec dziecko, ani
      Twoi Tesciwie. To Ty i tylko Ty decydujac sie na dziecko powinnas wiedziec czy
      Ciebie na to satc!
      Rodzice męża są
      > oczywiście od tych problemów odcięci, żyją sobie w miarę dostatnio w swoim
      > domku, spokojni, że im nikt d...nie zawraca. Nie interesują się niczym, nigdy
      > nie zaproponowali moim rodzicom :"Słuchajcie, może Was wspomożemy finansowo,
      > dlaczego tylko wy macie ponosić dodatkowe koszta? Nie chodzi mi o niewiadomo
      > jakie kwoty, ale np.200 zl./mies. na głupie soki czy zupki dla maluszka. Im
      > się chyba wydaje, że my żyjemy powietrzem! Czy oni nie zdają sobie sprawy, że
      > przy dodatkowych osobach w domu wszystkie opłaty idą w górę?
      > Maluch też nic nigdy od nich specjalnie nie dostał-grzechotki, ubranka,
      > książeczki ot tak, z czystej babcinej miłości. Kupili ostatnio pieluszki-
      > fajnie, pomyślałam, zaoszczędzimy te 35 zł. Czar prysł następnego dnia, kiedy
      > to mąż oznajmił po wizycie u nich, że jednak musimy te 35 zł. oddać.
      > O siebie dbać jednak potrafią. Przy każdej wizycie widzę koszyk kiwi,
      > pomarańcze, brzoskwinie i krew mnie zalewa, bo nam raz na miesiąc dadzą 2
      > banany i 3 jogurty. Nie chodzi mi o te owoce, bo Maluchowi też ich nie
      > brakuje ale o jakieś ludzkie odruchy, uczucia, myślenie o innym człowieku a
      > nie tylko o własnym tyłku.

      A o czyim tylku Ty myslalas?

      Pamiętam sytuację, kiedy robili zakupy w
      > hipermarkecie: no więc wychodzą z tego sklepu, ja stoję przy samochodzie,
      > kosz pełny jogurtów, teściowa do mnie: ”Wez sobie, córcia, JOGURCIK”
      > ;. Mojej
      > mamie też teściowa powtarza przy każdej okazji: ”Trzeba o siebie dbać! Mu
      > sisz
      > jeść 3 kiwi dziennie, bo to wspaniale oczyszcza”. A mama, dobra kobieta,
      >
      > zamiast na kiwi dla siebie, woli wydać te pieniądze na wnuka. Naszą trudna
      > sytuację i ciężar, jaki spadł na moich rodziców mają w głębokim poważaniu. O
      > to, by zaopiekowali się wnuczkiem, też trzeba ich prosić z dużym
      > wyprzedzeniem. Obydwoje są na emeryturze, więc mogliby z czystej
      > przyzwoitości czasem nas odciążyć. Ani razu nie zaoferowali jednak pomocy.
      > Kiedy jest to potrzebne, opiekują się Maluszkiem moi rodzice mimo, że oboje
      > pracują. Tam natomiast arystokracja ma spokój i ciszę.
      > Pracę mężowi również załatwiła moja mama.

      No to juz czysty dopust bozy. Jesli masz takiego meza ktremu tesciowie musza
      zalatwac prace to swiec Pannie nad Twoja dusza.

      Teściowie palcem nie kiwnęli, mimo,
      > iż mieli kiedyś prywatną firmę i (wg tego co mówi teść) wszyscy
      > przedsiębiorcy w mieście-od handlarza stalą po wł. salonu samochodowego-to
      > jego dobrzy koledzy. Owa pryw. firma jest teraz w rękach siostry męża. Przez
      > jakiś czas robiliśmy delikatne starania, aby męża w tę firmę wciągnęli,
      > bezskutecznie. Chodzi oczywiście o kasę. Bronią się jak mogą, żeby im tylko z
      > koryta nie ubyło, siostra męża mówi :”Przyjmiemy go jak nie będziemy musi
      > eli
      > płacić za dzierżawę”, na co teściowa :”Nie ma mowy, i tak płacicie
      > mniej niż
      > inni”(firma jest na placu, który należy do rodziców męża). Tak więc rodzi
      > nka
      > kłóci się o 600-700 zł., a my nie mamy za co żyć.

      A ile Ty zarabiasz na utrzymanie rodziny?

      > Nie spotkałam jeszcze ludzi, dla których kasa byłaby ważniejsza od
      > najbliższej rodziny. Te parę stów mniej ani jednej ani drugiej stronie nie
      > poczyniłoby większych szkód. Teściowie maja wysokie emerytury, coś jeszcze z
      > tą firmą kombinują na lewo, dzierżawią plac trzem firmom, z czego również
      > mają niemałą kasę. Dom, mieszkanie, 2 samochody, plany kupna trzeciego. No
      > ale synowi w trudnej sytuacji pomóc nie można, bo nie ma pieniędzy.

      Syn jak rozumiem jest samodzielny i ma wlasna rodzine. Kiedys byl taki zwyczaj,
      ze jezeli mlody czlowiek nie mogl utrzymac rodziny to nie mial prawa prosic o
      reke wybranki. Jesli wiec zalozyl owa rodzine to i o fundusze postarac sie musi.

      > Oj, tyle się tej złości nazbierało, że mogłabym pisać i pisać...i mnożyć
      > przykłady ich egoistycznych zachowań. Czasami myślę, że może się czepiam,
      > może za dużo od nich wymagam? Ale przecież nie chcę nie wiadomo jakich
      > luksusów. Boli mnie po prostu ta cholerna niesprawiedliwość, że cały ciężar
      > finansowy, mieszkaniowy zw. z tym, że założyliśmy rodzinę spadł na moich
      > rodziców .
      A powinien na was!!!! Oni swoja rodznie juz dawno zalozyli.

      Płakać mi się chce jak widzę mojego tatę wracającego o 21 z pracy
      > przez 5 dni w tygodniu, bo on z tego harowania nie ma dla siebie nic,
      > wszystko pochłaniają rachunki i jedzenie. A teściowie żyją sobie beztrosko
      > zadowoleni, że pozbyli się syna z domu(no bo przecież zaoszczędzą).
      > Jeżeli ktoś jeszcze nie zasnął przy lekturze, to mam pytanie, czy taka
      > sytuacja jest normalna? Bo może to ja żyję w jakimś nierealnym świecie i
      > błędnie wydaje mi się, że ludzie powinni sobie pomagać, zwł. rodzina ? Czy
      > ktoś był w podobnej sytuacji?
      >
      Zyjesz kochana w bardzo nierealnym swiecie. Nikt za Ciebie zycia nie przezyje.
      Jesli na cos Cie nie stac to tego nie oczekuj. Chcials miec dziecko to trzeba
      bylo przewidziec wsyzystkie tego konsekwencje, a zatem noce nieprzespane,
      wakacje w tanim pensjonacie rodzinnym, przecierane zupki zamiast tych
      reklamowanych w TV, pieluchy z tetry prane po kazdej kupie zamiast slawnych
      pampers, wieczory przed telewizoreem zamiast na wernisazu etc.
      Twoi Tesciowie juz swoje dzieci wychowali i teraz maja prawo do wlasnego zycia
      i czy to sie Tobie podoba, czy tez nie nie musza troszczyc siem o Twoje
      samopoczucie ani wygody.
      • alicja0 Re: "Rodzinna sielanka" 09.10.04, 21:57
        Z jednej strony zgadzam się z poprzednimi wypowiedziami, że zakładając rodzinę,
        trzeba samemu podjąć ciężar jej utrzymania a nie liczyć na pomoc rodziny. Nawet
        jak jest ciężko, to jest to już dorosłe życie, w którym nie ma mamusi i tatusia
        obcierającego nos.
        Z drugiej strony, żyjemy w czasach po PRL-owskich - przynajmniej nasi rodzice w
        takich czasach spędzili młodość i tego się tam nauczyli - żaden przeciętny
        obywatel nie poradzi sobie sam i trzeba sobie pomagać.
        Praca nawet była, ale nie było np. mieszkań. Sama pamiętam, że w trzypokojowym
        mieszkaniu z jedną kuchnią i łazienką mieszkały trzy rodziny: w jednym pokoju
        moi dziadkowie z najmłodszym synem, w drugim pokoju średni syn z żoną i 1
        dzieckiem, w trzecim pokoju moi rodzice oraz ja i moja młodsza siostra. Pokoje
        młodych małżeństw miały po 10-12m2.
        Chyba właśnie przez takie czasy, gdzie młodzi mieli do wyboru: albo będą żyć na
        kupie, albo rodzinę założą nie wcześniej niż około 40-tki, w naszym
        społeczeństwie wyrosła mentalność wszechstronnej pomocy ze strony rodziców
        poczynając od pieniędzy, mieszkania, opieki nad wnukiem, gotowania itd.
        O ile niektóre małżeńtwa starały się jak najmniej korzystać z tej pomocy
        szukając środków do życia samodzielnego, to niektóre małżeństwa wręcz uważały,
        że ta pomoc im się należy.
        Dlatego pewno nasi rodzice mają jeszcze ten syndrom heroicznej pomocy dorosłym
        dzieciom, choć czasy trochę się zmieniły. Ale chyba nie tak bardzo, bo jednak w
        Polsce poza Warszawą istnieją jeszcze inne rejony, gdzie faktycznie bezrobocie
        jest b.duże i pomijając nierobów, to nawet ciężko pracujący człowiek (młody czy
        stary) nie zarabia adekwatnie do włożonego wysiłku w swoją pracę.
        Dlatego pewno ten syndrom pomocy rodzicielskiej będzie nadal żył.
        W przypadku mojego małżeństwa, nasi rodzice nie są zamożni i nigdy nie
        czekaliśmy na ich pomoc. Jednak tą pomoc, czasem siłą otrzymywaliśmy :))
        Teraz rodzice już się nauczyli, że sami sobie radzimy, choć łatwo nie jest i
        już trochę przystopowali z pomocą. Co prawda, syndrom odrodził się wraz z
        nowiną o powiększeniu się naszej rodziny o dzieciątko (pierwszy wnuk), więc
        znów rodzicom odpala :))
        Ale choć każdy grosz się przyda (a mamy olbrzymi kredyt na karku), to jednak
        nie oczekujemy, że obowiązkiem rodziców jest pomoc nam, dorosłym dzieciom.
        Jeśli mimo naszej ciężkiej pracy, bylibyśmy nagle w trudnej sytuacji - to co
        innego. Może nie żądalibyśmy pomocy, ale spodziewalibyśmy się jednak jakiś
        odruchów serca - w końcu jesteśmy rodziną, a nie samotnymi, samowystarczalnymi
        jednostkami. Czasem może noga się podwinąć.. byle nie być bezczynnym, jak ktoś
        kiedyś powiedział: można upaść, ale po co się od razu wylegiwać?

Pełna wersja