Dodaj do ulubionych

ChcęMojegoMężaBezMamy - czy odejsc z dzieckiem?

20.10.04, 12:47
"Trudno tak, razem być nam ze sobą, bez siebie...-????? Trzeba nam, trzeba
dbać o te miłość. Nam nie wolno stracić jej..." - piękne prawda?
Do niedawna ta piosenka byla moim mottem, dodawała mi sił. potwierdzenia, ze
warto, ale teraz juz nie wiem, czy warto w sytuacji, gdy druga strona(razem
ze swoją mamą) uważa, że nie ma szans, że ja ją(ich) niszczę ...

Mieszkamy wraz z mamą męża. Przed ślubem było ok. i zaraz po... Wtedy byłam
raczej traktowana jak gość przez teściową. Problem zaczął sie po jakimś
czasie, jak zaczęłam coś robić w domu, przejmować pewne obowiązki. Wtedy były
pretesje, że robię za mało lub źle. Pragnę dodać, że przyszło na świat dzidzi
i było mi co raz trudniej przy karmieniu piersią zaplanować sobie nawet
wyrwanie się by zrobić siusiu, nie mówiąc już o innych deklaracjach co mogę
zrobić w domu, i kiedy. Sen dziecka był nieprzewidywalny, krótki i czułam sie
do niczego, ze nic nie mogę w domu zrobić, choć bardzo chciałam...
Kiedy wzięłam się za mycie podłóg, gotowanie obiadu, a w międzyzasie obudziła
się nasza pociecha, przejęła ją raz czy dwa razy mama i zadeklarowała, że jak
ma ją dźwigać (a faktycznie ma problemy z kręgosłupem) i patrzeć jak ja to
wszystko robie, to ona woli wszystko zrobić, a ja żebym sie zajęła
naszym "darciuchem". I tak przez półtorej roku starałam się przymróżać oczy
na jej docinki, i starać się z robotnej teściowej brać jak najlepszy (pod
względem organizacji robót domowym), na ile mogłam przy dzidzi... I tak jak
wychodziłam z dzieckiem na spacer, to były pretensje, że zabieram d.... i
zostawiam ją z tym całym bałaganem. Jak deklarowałam, że ja posprzątam, a
mama, żeby mnie podmieniła na dworze przy śpiącym w wózku dzidziusiu - robiła
aferę, że ona to nie jest młodzież, żeby spacerować, bo ma chore nogi, zylaki
etc. Moja opinia jest taka, że mniej "żyłujące" byłoby posiedzenie 1h na
ławeczce przy wózku niż latanie z zakupami i gotowanie obiadu, zmywanie
podłóg etc. A ja bym się poczuła, że do czegoś się nadaję... Już wcześniej
jak robiłam w ciąży sama remont domu, tapetowanie, wtedy zaczęły sie
pretensje, że mama za długo mieszka w zawalonym meblami pokoju. Mama wzieła
średni pokój, a nam odstąpiła duży i mały dla dziecka. Wspaniałomyślne i
szczodre, ale dlaczego strasznie mi to teraz wypomina i wygania mnie w ogóle
z domu, bo nie jestem w stanie sprostać jej oczekiwaniom. I tak jest do dziś,
mówi do mojego męża a swojego syna (przy dziecku!!!, które już rozumie
2lata), żeby mnie wygonił z domu, bo jestem nie do życia. I co najgorsze mój
mąż jest tak zapatrzony w ideał matki, idealnej kucharki i gospodyni, ze ją
popiera, i w sumie też insynuuje, żeby się zabrała z dzieckiem i odeszła.
Przy dziecku wszystko się posuło między nami. Nic nie pomagał i czuł się
usprawiedliwiony, tłumacząc, że to od wieków kobiety zajmowały dziecmi i
domem, a mężczyźni chodzili na polowania, że nie jest stworzony do tego, by
zająć się na chwilę, bym mogła coś zrobic w domu, bo nie jest kobietą...
Wcześniej był mi bardzo pomocny, głównie z komputerowymi sprawami... teraz
jest bardziej pomocny wszystkim kolegom, którzy potrzebują help with komputer
niż mnie. Tłumaczy, ze tata był cały czas w pracy i mama sobie sama jakoś ze
wszystkim radziła. Nawet jak dziecku się ulewało i prosiłam go o podrzucenie
pieluchy wskazując, że leży obok niego, to nie podał mi dla zasady, że mogłam
przewidzieć i wziąć ze sobą, sobą... i musiałam przebierać dziecko... Gdybym
była sama, trudno, stało się i nie miałabym do nikogo żalu, ale on był obok a
jakby go nie było! OK, z tą (nie)samodzielnością było doświadczenie. Mama
wyjechała kilka razy na 2 tyg. lub tydz. Pierwszy raz drżałam, ze nie
podołam. Okazało się,że wsio dało się zorganizować. Zakupki z dzieckiem,
potem trzy ziemniaczki- huśtawka itd., obiadek na czas (ew. 0,5h poślizg, wg.
mamy i męża nie do wybaczenia). Byłam zadowolona, że sprawdziłam się jako
samodzielna gospodyni przed sobą chociaż, że da się. Trudno trzeba było
więcej kombinować z dzieckiem, ale dało się. Po powrocie mamy, wsio wraca do
statych norm. Mama okupuje kuchnie, a mnie wygania do dziecka. Ja deklaruje,
że dziś gotuje, patrzę a ona już rozmraża swoje mięso... więc ogarniam dom w
miarę, bo i tak się uczepią, na ile pozwala mi skowyczące, że chce już na
dwór dziecko, choć najpierw razem z małą sprzątamy zabawki... Ale i tak coś
zostanie nie tak i tego się przecież nie da wybaczyć, prawda.
Inne sytuacje dla mnie absurdalne:
Ja usypiam dziecko wieczorem, na noc, im wcześniej ty lepiej, bo pisze pracę
magisterską, żeby coś zdołać zrobić - mama upiera się, że nie można odłożyć
zmywania po kolacji do rana, zmywa (nie zawsze mnie uda się to zrobić przed
usypianiem). Budzi się dzidzia i ja mam zabawę 1-1,5 godzinną od nowa. W
końcu od tego sama robię się śpiąca i padam. A potem słyszę, że to moja wina,
ze nie potrafie sie zabrać za pracę, żeby przysiąść. Przepraszam, z mała to
ja moge robić porządki, czy gotować, damjej miotłę, czy garnek i dwa ogórki,
ale jak z nią ma przysiąść do kompa i zacznie mi miąchać po klawiaturze,co
robi bardzo chętnie, bo zawsze dziecko naśladuje...to nie wiele z tego
wyjdzie. To, co do tej pory zrobiłam , zrobiłam w tydzień dzięki opiece nad
dzieckiem ze strony moich rodziców, podczas pobytu u nich. Chętnie mi ją
zabierali na spacerki, a ja wtreszcie mogłam ruszyć ze sprawą... Szkoda, że
na codzień nie mam takiej pomocy.
Inna absurdalna sprawa. Mam niepisany zakaz wzięcia prysznica po godz. 21.00.
Mama chodzi wcześnie spać ok. 21.00 i wstaje wcześnie o 5.00 z
przyzwyczajenia, bo tak całe życie wyprawiała męża i syna do pracy. Jak uśpię
dzidzię i chcę się odświeżyć po 21.00, nie mówiąc już o tej czynności po
kochaniu... Wtedy są straszne pretensje, że woda szumi i ją budzi ją w nocy i
już nie może zasnąć. Szkoda mi jej, ale czy to powód by druga kobieta w domu
miała zrezygnować z higieny???
Mąż we wszystkim popiera swoją mamę. Nie ma odstępstw. To ja nigdy nie mam
racji i zawsze jestem wszystkiemu winna. Trudno, żenym nidgy nie wybuchnęła z
e swoimi prośbami i oczekiwaniami (nie nazwałabym ich roszczeniami) -
zyskałam u mamy miano wariatki, która nie panuje nad sobą i nadaje sie do
zakładu zamnkniętego. Mąż popiera. Przynajmniej w słowach. A dziecko słucha.
Dla psychiki dziecka lepszym było stamtąd uciekać... ale w końcu dzecko
kojarzy, nas zawsze razem...
A dla mnie to wszystko są to tak elementarne i drobne rzeczy, które niestety
składają się na olbrzymią rzeczywistość i powtarzane wciąż na nowo... bolą,
dołują, że nie da sie porozumieć...
Finanse. Kolejne pole do popisu. Mąż ma najwyższe wynagrodzenie. Mama dostaje
emerytury generalnie więcej, czasami mniej od mojego wynagrodzenia (mam pracę
dorywczą, popołudniami lub weekendy, tak, że dopołudnia zawsze jestem z
dzieckiem). Mama najwięcej łoży w opłaty, bo tak było od zawsze, to jej
mieszkanie etc. Mąż daje mamie za nas ok. połowę wysokości opłat ze swojego
wynagrodzenia. Ja ze swojego, nakmniejszego, co 3 miesiąc płacę za telefon.
Mama pozostałą część emerytury przeznacza na kuchnię obiadową, ja na kuchnię
śniadoniowo-kolacyjkową i dziecko: ciuchy, zabawki (jakieś tanie typu
piramidka, czy klocki), książeczki (za max 3zł). Nie ma tego za wiele, a mąż
ma do mnie pretensje, że dawniej dzieci same sobie robiły zabawki z papieru,
z drewna, albo wcale nie miały i jakoś wyrosły na inteligentnych ludzi. Nie
patrzę, choć widzę jakie kształcące zabawki mają dzieci znajomych. Tatuś
nigdy nie kupił małej nic w prezencie do zabawy... A teraz ma do mnie
pretensje, że jak jest bałagan, to przez to, że są zabawki. Jakby ich nie
było, to nie miałaby czego rozrzucać...
Uff... sam resztę godziwej swej pensji składa i dziwi się dlaczego ja ciągle
wydaje na bieżąco. Pampersy, mleko, soki i inne takie finansujemy w stosunku
3:1, z przewagą dla niego. Jak ja akurat jeste
Obserwuj wątek
    • karolina_23_81 czy chcesz odejsc? 20.10.04, 13:14
      • karolina_23_81 Re: czy chcesz odejsc? 20.10.04, 13:22
        ups, coś mie sie pokręciło ale do rzeczy.

        Najbardziej przykre w całej Twojej histori jest zachowanie Twojego M. Rozumiem,
        że jest zapatrzony w mamę do momentu kiedy nie ma żony ale teraz to Ty i
        dziecko powinniście być jego oczkiem w głowie . Jeśli tak nie jest to rodzą się
        konflikty spowodowane właśnie TEŚCIOWĄ (a o nich na tym forum jest 1000 postów).

        Jeśli na prawde rozmawiałaś z mężem i nie dociera do niego co sie dzieje w
        Twoim i dziecka życiu, jeśli nie rozumie że oprócz obiadków DLA męża sa wspólne
        spacery i wzajemna pomoc, jeśli on tego nie KPW to jest poprostu egoistą, który
        musi mieć zawsze wyprane wyprasowane i podsuniete pod nos. Napewno jest w tym
        rączka Twojej TEŚCIOWEJ ale widocznie wbiłaś sie w taki model rodziny i albo go
        zaakceptujesz abo uciekaj. NIkt ci tu nie da jednoznacznej odpowiedzi co
        powinnaś robić ...

        Akceptacja w moim mniemaniu nie polega na poddaniu sie wyżej ustalonym głupim
        zasadom, ale nie zwracanie uwagi na szczegóły, nie możesz być wrazliwa i miła
        mieszkając w tak pokręconym domku.


        Spróbuj przed podjeciem ostatecznej decyzji porozmawiać z męzem może zrozumie
        ze bez ciebie i dziecka to juz nie bedzie to samo...?

        Pozdrawiam
        Karolina
    • jagodka2 Re: ChcęMojegoMężaBezMamy - czy odejsc z dzieckie 20.10.04, 13:25
      Nie chcę udawać najmądrzejszej,ale...
      ...stara prawda mówi: Mieszkanie z teściową zawsze jest niszczące dla związku,
      a niekiedy prowadzi nawet do rozwodu. Uważam, że dla młodego małżeństwa
      najważniejsza jest nauka życia razem, ale tylko we dwoje! Jeśli kochasz męża a
      on kocha Ciebie zmuś go do wyprowadzki i zamieszkania osobno - daleko od Jego
      matki, żeby nie wpadała zbyt często.
      Na Twoim miejscu nie liczyłabym, że ta sytacja kiedykolwiek się zmieni, będzie
      coraz gorzej. A jeśli będziecie żyć osobno, to może uda się go jakoś wychować.
      Życzę powodzenia:)i podejmowania mądrych decyzji.
    • aniusia_u Re: ChcęMojegoMężaBezMamy - czy odejsc z dzieckie 20.10.04, 13:33

      uważam, że twój mąż jest tu najwiekszym problemem. To on powinien bronić ciebie
      przed atakami swojej mamusi a nie być po jej stronie.
      Aż mi się nie chce wierzyć co to za typ jak czytam twój list. Niezły
      duecik:mamusia i synuś. I to jeszcze z jakimi poglądami na życie:papierowe
      zabawki, kobieta do dziecka i do garów. Jesteś zaszczuta, jeśli chcesz
      normalnie żyć i wychowywać dziecko na szczęśliwego człowieka napewno pod tym
      dachem tego nie dokonasz. powodzenia
    • merlott Re: ChcęMojegoMężaBezMamy - czy odejsc z dzieckie 20.10.04, 13:41
      no coz... Twoj maz powinien sie wreszcie nauczyc, ze tylko SYNEM to on byl
      kiedys. Teraz zas zalozyl rodzine i powinien byc przede wszystkim MEZEM I
      OJCEM. Jesli on tego nie zrozumie, to zadna Twoja szarpanina nie ma sensu.
      Przykro mi bardzo, ze znalazlas sie w takiej sytuacji. Moge proponowac tylko
      bardzo powazna i spokojna rozmowe z mezem. I musisz chyba byc dosc
      kategoryczna. Tylko przed rozmowa zastanow sie czego Ty chcesz, jak dokladnie
      widzisz zmiane w Waszym zwiazku i co zrobisz jesli on nie poprze cie. czasem
      grozimy odejsciem, bo myslimy, ze wowczas maz sie otrzasnie. czasem jednak tak
      nie jest. jesli zdecydujesz sie na odejscie - pomysl, ze takie zakonczenie tez
      moze cie spotkac.

      Zycze owocnej rozmowy i mam wielka nadzieje, ze Twoj maz sie otrzasnie i
      dojrzeje. Powodzenia i trzymaj sie dzielnie!!
    • chrisb004 RATUJ SIE KTO ŻYW ! 20.10.04, 13:59
      Rany boskie ze tak powiem.
      Jak zobaczylem taki dlugi post mialem go nie czytac, bo brak mi sil.
      Ale przeczytałem i załamałem się. Dziewczyno skad ty masz w sobie tyle życia ??
      Przeciez niedługo dostaniesz chomąto i kopa w t...ek i na pole, a i tak bedzie
      ze krzywo orzesz.
      Ten facet jest chory a jego matka - Brak słów. Jezeli masz jeszcze energii
      zeby od tego sie wyzwolić - zmykaj poki jestes normalna.
      Nie wiem ile lat ma Wasz maluch, ale zdrowsze dla niego jest mieć rodziców po
      rozwodzie niż ubezwlasnowolnioną matkę i dom wariatów.
      Skad sie biora tacy ludzie.
      Trzymam mocno kciuki za Ciebie ! POWODZENIA !
      • mama007 Re: RATUJ SIE KTO ŻYW ! 20.10.04, 14:11
        popieram
        ja bym go, kurwa (przepraszam), zostawila w cholere.
        ulozysz sobie zycie od nowa i zobaczy co stracil, moze zmadrzeje. olej go,
        kobieto!!! jestes jeszcze mloda, pelna energii, zrob z nia cos pozytywnego, nie
        daj soba pomiatac. ja bym na pewno stamtad odeszla, przeciez to nawet nie jest
        ojciec dla twojego dziecka (z tego co piszesz).
        pozdrawiam i zycze sily!!
        • dobraniedobrazona Re: RATUJ SIE KTO ŻYW ! 20.10.04, 15:51
          Pragnę dodać coś na obronę męża. To nie jest tak do końca, że nie jest ojcem
          dla naszego dziecka. Jest dla niej czasami świetnym opiekunem pod warunkiem, że
          mnie nie ma w domu. A jak jestem, to chce być traktowany jakby go nie było.
          Radź sobie sama, a jak wyjdziesz to sie nią zajmę i pokażę Ci, że jestem w tym
          lepszy niż Ty, bo przy mnie zawsze ...(wymienianka), a nigdy ...(wymienianka).

          Szkoda tylko, że nie pomyslał, że jak będę chciała odpocząć od dziecka, to będę
          miała ochotę po prostu wyjść z domu (co jest równiez destruktywne dla zwiazku).
          Najczęściej odpoczywam w pracy, popołudniami, jak on jest z dzieckiem (z pomocą
          swojej mamy).

          Jest świetnym rodzicem, jest dość rzeczowy, jasno stawia jej granicę, tłumaczy,
          wyjaśnia, rozmawia z nią i jest w tym konsekwenty. Zawsze robi minę właściwą do
          sytuacji. W przeciwieństwie do mnie, ja czasami ją skarcę, a potem wybucham
          śmiechem i ona chyba czuje dysonans między intonacją głosu przy karceniu a
          treścią... Uczę się od męża tej stanowczości i konsekwencji. I skutkuje. Ma też
          świetne podejście do dzieci swojego brata. Nie chcę ją z tego okrawać,
          szczególnie, że jej się to należy... to jej tata!
          Zawsze się popieramy w zakazach i to skutkuje, nie podważamy swoich autorytetów
          względem dziecka - i to jest dobre... Tylko mój maż się przechwala, że robi to
          lepiej, że jest idealny w podejściu do dzieci, a jak dziecko marudzi, to niby
          moja szkoła, bo ja z nią jestem więcej i to niby ja ją tak nauczyłam... (obłęd,
          jeżeli chodzi o takie prostackie obwinianie u człowieka na poziomie.
          Szkoda, że to dobre podejście do dziecka jest mu aplikowane tak rzadko, i widzę
          tylko wyrywki, bo tak się mijamy w opiece nad małą i nie mogę we własnym domu
          skorzystać z pomocy męża by skończyć swoja pracę mgr...

          Dzięki wszystkim..

          • aleksandrynka Re: RATUJ SIE KTO ŻYW ! 20.10.04, 20:59
            Tylko mój maż się przechwala, że robi to
            > lepiej, że jest idealny w podejściu do dzieci

            szkoda, że Twój mąż nie chwali się, że jest najlepszym mężem, ale na tym mu
            chyba nie zależy... Tak wnioskuję z powyższego opisu. Jedyne, co sprawia mu
            satysfakcję to udawadnianie Ci, że Ty jesteś gorsza, mniej sprawna, mniej
            zaradna, mniej konsekwentna, mniej mniej mniej... Niż on, i jego mama,
            oczywiście. Jak ktoś trzeźwo zauważył - syneczkiem to on był, teraz jest też
            ojcem i mężem. Ale chyba o tym zapomina, a mamunia mu w tym dzielnie pomaga.
            Trochę to "nie po mojemu", że nie rozmawialiście przed ślubem o tym, jak
            wyobrażacie sobie życie razem, jak widzicie podział obowiązków, wspólne
            mieszkanie z mamą... Jeśli jednak rozmawialiście a on teraz jest inny niż się
            wydawało, że będzie, to... Ech, zacznij wreszcie żyć według siebie i DLA
            siebie, a nie pod dyktando wszystkich innych. Kurczę, po co tak za wszelką cenę
            starasz się zadowolić wszystkich dookoła? Pozwoliłaś im na to i doprowadziłaś
            do tego, że sama na siebie krzywo patrzysz. Wspomniałaś, że czujesz się
            bezwartościowa, niezaradna... Jakoś tak... Może poczujesz, że to
            niesprawiedliwe, ale tak to widzę - za tą sytuację jesteś mimo wszystko
            współodpowiedzialna, w końcu nie jesteś małą dziewczynką, a dajesz się tak
            traktować. Pora sięgnąć do swoich "dorosłych" zasobów i zacząć wymagać
            szacunku, zrozumienia, pomocy przy codziennych niekończących się zajęciach. W
            zasadzie słowo "pomoc" nie jest tu najwłaściwsze. Wymagaj współuczestnictwa
            męża we wszystkich robotach, nie wyłączając zajmowania się córką. I to nie
            tylko, jak wychodzisz, rodzicami się jest cały czas, a nie tylko pod
            nieobecność drugiego. Wybacz, ale scena z pieluchą to dla mnie jakiś czeski
            film. Mój mąż raczej nie chciałby usłyszeć tego, co po podobnym wybryku
            miałabym mu do powiedzenia... Nie wiem, jaka była intencja napisania tego
            postu, chyba ucięło Ci końcówkę. Podejrzewam jednak, że chciałaś spytać: co wy
            na to? Jak byście postąpiły?
            Co ja na to chyba wiesz, a jak bym postąpiła... Cierpliwość już dawno by mi się
            wyczerpała, ale zakładając, że jestem Tobą wyczerpuje się teraz. Dlatego
            zaczynam szukać wyjścia z sytuacji, czego jednym z objawów jest ten post.
            Dowiaduję się, że to wszystko "jakies chore", utwierdzam się w przekonaniu, że
            jednak niesłusznie daję sobą pomiatać. Dlatego przeprowadzam dobrze
            przygotowaną i przemyślaną, kategoryczną rozmowę z mężem, której konkluzja
            brzmi: DOSYĆ TEGO. Wyczerpał się limit "jeżdżenia po mnie", teraz albo
            zaczniesz dbać o mnie i o nasze małżeństwo, nie wykluczam wspólnej terapii,
            albo się żegnamy, bo dłużej nie zamierzam znosić podobnego traktowania. Czy ci
            się to podoba czy nie, jestem nieugieta, to moja ostateczna decyzja i teraz od
            ciebie zależy, co dalej. Nie przyjmuję żadnych zarzutów i pretensji, tego się
            już nałykałam na zapas. Teraz jedyne, co zaakceptuję to obietnica zmiany naszej
            relacji i realizowanie tego. Aha, jeszcze jedno. Wyprowadzka jak najszybciej, z
            tobą czy bez ciebie - to już twoja decyzja. To warunek nie do dyskusji.
            Pozdrawiam.
            I pisz koniecznie, może być na priv., co dalej, będę kibicować. Chętnie też
            pomogę. Jeśli jesteś z Warszawy z przyjemnością sie też spotkam. Może ze
            wsparciem będzie łatwiej...
          • chrisb004 Jaka obrona ! RATUJ SIE KTO ŻYW ! 21.10.04, 06:06
            To ma byc na obrone Twojego meza ?
            Teraz to juz ewidentnie go pograzylas tym opisem.
            Ktos kto umie tylko wypominac, stawiac pewne zasady,
            nie bedzie ani dobrym mezem ani ojcem.
            Spadaj stamtad zanim nie zaczeli zamykac Cie w jakiejs skrzyni !
            (potem beda wmawiac dziecku i Tobie ze to dla Twojego dobra, bo
            mamusia jest chora)
            Brrrr.....
            • dobraniedobrazona Re: Jaka obrona ! RATUJ SIE KTO ŻYW ! 22.10.04, 07:49
              Z tą skrzynią to prawie blisko...Obecnie, pomimo, że jestem jedynym kierowca w
              rodzinie, zabiera mi kluczyki lub dokumenty i mówi, że to dla mojego dobra. Bo
              bym pewnie jeździła niewiadomo gdzie i załatwiała setki różnych spraw o których
              on nie miałby pojęcia. Czyżby zazdrosny? Obecnie daje mi do zrozumienia, że
              poza domem mam sie czuć lepiej niż w... a twierdzi,że kobieta powinna trzymac
              się domu... Tylko, że swojego - to z przyjemnością. Jak mama wyjeżdza, to
              prawie tak się czuję.
              Obecnie pozostaje mi, jak mam coś do zalatwienia uśpić jego czujność i mu
              je "wykraść"... lub jeździć bez dokumentów? Chore?

              Pozdr.
              • chrisb004 Ubezwlasnowolnienie - to to co ci grozi ! 22.10.04, 13:10
                Dziewczyno !
                Na co jeszcze czekasz, sam mezulek daje Ci odpowiedz
                a ty pytasz na forum ?
                TO JEST CHORE ! Dopoki myslisz normalnie zmykaj stamtad.
                Szkoda mi nie tylko Ciebie ale i tego dziecka.
                Ktoremu od malego ktos wpoi chore zasady i urosnie kolejne
                pokolenie wypaczone ! On wprowadzi to w swoim domu itd. itd.
                Owszem w islamie tak moze i jest, ale tu dopoki masz swiadomosc
                i mozliwosc decyzji - działaj !
          • sol_bianca Re: RATUJ SIE KTO ŻYW ! 10.11.04, 19:27
            Może i jest *czasami* świetnym ojcem, ale mężem to on jest do d... Przykro mi
            to mówić. Mamy do diabła 21 wiek i nie mieści mi sie w głowie podejście "kobieta
            jest do garów i opieki nad dzieckiem".
        • zuzia1 Re: RATUJ SIE KTO ŻYW ! 10.11.04, 13:50
          dziewczyno wyrywaj stamtąd jak najszybciej z tego co piszesz to twój męzulek ma
          taki sam charakter jak jego mamusia, zastanawiasz sie nad dzieckiem no cóż jak
          myslisz lepiej zeby dziecko miało dwoje rodziców i ciągłe niemiłe atmosferki
          czy tylko matkę i w domu swiety spokój???????
    • miska77 Re: ChcęMojegoMężaBezMamy - czy odejsc z dzieckie 20.10.04, 15:37
      MATKO BOSKA !!!! bardzo Ci wspolczuje i mam dla Ciebie kilka rad:
      1. Badz zlosliwa w stosunku do tesciowej tzn. jak ona zaczyna zmywac kiedy
      usypiasz dziecko i ono sie rozbudza to specjalnie bierz prysznic wtedy kiedy juz
      spi czyli 22-23 :-)
      2. Zacznij traktowac meza jak powietrze, moze zrozumie co traci - nawet sie do
      niego nie odzywaj
      3. Sprzataj tylko po sobie i dziecku, nie sprzataj po mezu, nie pierz jego
      rzeczy - niech zrozumie, ze jestes mu potrzebna (a moze nie?)
      4. Ty masz sie dobrze czuc ! olej tesciowa, tez zacznij traktowac ja jak
      powietrze ! jezeli zacznie ci mowic, ze powinnas odejsc to spakuj rzeczy jak jej
      i meza nie bedzie i pojedz na kilka dni do rodzicow nie informujac ich dokad
      pojechalas a rodzicow popros, zeby nie mowili im, ze u nich jestes.

      Moze twoj maz (sorry ale to jest KRETYN ! ) sie opamieta bo sluzaca to mozna
      wynajac a o zone trzeba dbac !!!!
      Wtedy powazna rozmowa, ze nie bedziecie juz mieszkac ze stara wiedzma bo inaczej
      jej nie mozna nazwac .

      Pozdrawiam,
      Ewa
      • anula36 Re: ChcęMojegoMężaBezMamy - czy odejsc z dzieckie 20.10.04, 20:49
        Uwazam,ze od powaznej rozmowy i na na niej trzeba skonczyc.Takie podchody sa
        dobre dla dzieci a nei pary majacej problemy malzenskie.JAk czytam takie posty
        to po raz kolejny dziekuje losowi,ze dal mi sile odejsc od faceta uzaleznionego
        od matki.
        Pogadaj z mezem i zmykaj stamtad najszybciej jak mozna, moze maz przejrzy na
        oczy wreszcie.
      • aleksandrynka Re: ChcęMojegoMężaBezMamy - czy odejsc z dzieckie 20.10.04, 21:02
        ogólnie się zgadzam, tylko co do pkt-u 4 mam obiekcje - niestety, nie można
        zabrać dziecka bez zgody małżonka, nie informując go, gdzie ono będzie
        przebywać. Ale intencje rozumiem, oj...
      • mama007 a ja bardzo popieram miske77!! 21.10.04, 18:28
        chlop mi jeczal, ze cos tam, ble, ble, ble, mowil ze SIEDZE caly dzien w
        domu... w tej chwili nigdy mu nie prasuje (w ogole nie prasuje, a juz na pewno
        nie jemu!!), obiad robie DLA NAS, a nie dla niego, nigdy nie podaje mu pod nos
        jak przychodzi (co to , rak nie ma?? ja tez jestem zmeczona), w ogole -
        naprawde da sie tak czegos nauczyc.
        a jak mi cos mocno dokopie to oswiadczam - wtedy i wtedy jade do rodzicow
        odpoczac, pa. (w niedziele tak zrobie nota bene :))) zebyscie widzialy jak on
        za mna teskni potem... :)
        wyjedz na pare dni, a po powrocie zapytaj czy jest mu lepiej z toba czy bez
        ciebie a z mama.
        i pierwsza najwazniejsza rzecz jaka mozesz zrobic - WYPROWADZ SIE Z TEGO
        CHOREGO DOMU!! sama albo z mezem. jak nie z nim to sama z dizeckiem. wynajmnij
        chocby najmniejsza kawalerke czy garsoniere, zobaczysz czy sie opamieta i do
        ciebie przyjdzie. jak nie... to zacznij szukac kogos innego, naprawde.
        I NIE POZWALAJ SIE TAK NIE SZANOWAC!! KOBIETO!!
        pozdrawiam
    • karo_lina79 Re: ChcęMojegoMężaBezMamy - czy odejsc z dzieckie 20.10.04, 22:47
      Kolejny raz mam powód, by za żadne skarby nie zamieszkać z teściową i sprawdzić
      ukochanego przed ślubem!
    • veloute Re: ChcęMojegoMężaBezMamy - czy odejsc z dzieckie 21.10.04, 20:28
      wiesz co???

      Ja miałam identycznie, czytam to co piszesz, i przed oczami mam mojego męża i
      moja teściową we wszystkich sytuacjach jakie opisujesz. Wiem jaki to koszmar.
      Ja uciekłam. Sama - bo wiedziałam, że on sie w stosunku do mamuńci nie zmieni.
      Notabe obrzydliwa i wstrętna jedza.
      Uciekłam i odżyłam. I okazuje sie ze bardzo słusznie. Bo mój "ukochany meżusio"
      upił sie i sie powiesił potem. Po prostu alkohol wyzarł mu mózg, a mamunia mu
      kibicowała w znecaniu sie nademna i dzieckiem. Chcesz czekać, aż zacznie łapy
      na Ciebie podnosić???
      Piszesz, że Twoi rodzice są pomocni... To jeśli Cię nie stać póki co na
      zamieszkanie samej, o idź do nich. A z nim postępuj jak on z Tobą, może w końcu
      otrzeźwieje.


      pozdrawiam serdecznie jako wreszcie wolna iszczęśliwa samotna matka.
    • dobraniedobrazona Re: ChcęMojegoMężaBezMamy - czy odejsc z dzieckie 22.10.04, 08:05
      Ktoś pisał o terapii. Super sprawa, pozwala nazwać wreszcie rzeczy po imieniu.
      Świetna terapeutka. Przechodziliśmy, przez to, z tym, że od pewnego momentu
      mojemu mężowi przestało to odpowiadać i porzucił te zabawę. Myślę, że
      kontynuacja w pojedynkę nie miałaby sensu, na dodatek po cięciach stała sie
      odpłatna i to dużo.
      Na terapii mieliśmy "zadania domowe". Polegały one na popracowaniu nad pewnymi
      drobiazgami w życiu codziennym. Np. przez tydzień ja czy on spełniamy prośby
      drugiej osoby, potem vice-versa, i potem tydzień jak dawniej i relacja.
      Rezygnujemy z jednej rzeczy, z tych których nie chcieliśmy zrezygnować, na
      rzecz drugiej osoby i deklarowaliśmy co, lub terapeutka sugerowała, bo mój mąż
      nie chciał z niczego zrezygnować. I wypiął się na to całą terapię. Mówił, że
      się na tym nawet świetnie bawił. Jak na mój gust to on nieźle bawił sie z tą
      terapeutką ciętymi słowami, uzyskiwał odwet, potem dalej swoje i miał pełna
      satysfakcję z tych potyczek słownych. Ja chciałam podejść do sprawy poważnie.
      Szkoda, że nie wyszło.

      Pozdr.i dzięki za wsie posty, niektóre mnie wzmacniają.
    • dobraniedobrazona Re: ChcęMojegoMężaBezMamy - czy odejsc z dzieckie 22.10.04, 10:25
      Z newsów: mam upatrzone do wynajęcia 1-pokojowe mieszkanko koleżanki, która
      zmyka w świat. Chwilę jeszcze musze zaczekać, bo świat na nią jeszcze czeka.
      Do rodziców nie bardzo moge na dłużej, ze wsględu, że ciasno, mam tyle
      rodzeństwa, że nawet jak jestem na tydzień to trochę się kochamy, a trochę
      przeszkadzmy sobie... Gdyby mój pokój nie był teraz zajęty to pewnie bym tam
      wróciła.
      A w "domu" rozpętała się wojna o to, że to p r z e z e m n i e rachunek
      za wodę jest o 5m3 wyższy niz w zeszłym roku i to picie, że przeze mnie trwało
      3 dni, nie pomagały kwestie, że oprócz normalnego podziału opłat sobie zapłacę
      te różnice. Mam prawo się korzystac z prysznica, własnej pralki etc. wg.
      potrzeb i zasad higieny i bardziej sie juz na dzień dzisiejszy nie umiem
      ograniczyć. Mogę próbować i w przyszłości po rachunkach zobaczymy. Jak
      wytłumaczyć, że nie ma sensu nawarstwianie pretensji o coś, czego już nie można
      zmienić.
      Obłęd.
      Niedługo są 2-gie urodzinki małej i nie wiem co robić, czy wyprawić je i udawać
      jakby nigdy nic czy uciekać. Jak próba rozstania, to chyba po urodzinkach...
      Mama, kochana teściowa miesza jak zwykle. Raz mówi, że jej nie będzie,
      wyjedzie. Ja planuję sobie co zrobię na gorąco etc., a tu nagle mama mówi, że
      zrobi bogracz, bo ja mam dużo pracy (akurat mam). Wielkie dzięki za jej pomoc,
      ale naprawdę większą satysfakcje bym miała, gdybym mogła zrobić sama to co
      sobie zaplanowałam, a mamę widziałabym wyłącznie roli gościa... Kolejny powód (
      z jej pktu widzenia), żeby się obrazić i zadeklarować, że wyjedzie...
      Rozdwojenie jaźni...
      • chrisb004 Re: ChcęMojegoMężaBezMamy - czy odejsc z dzieckie 22.10.04, 13:15
        urozinki malej - zrob je sama a starej powiedz ze jesli chce byc to owszem ale
        jako gosc. jelsi sie obrazi OLEJ JĄ !
        Przy malej zachowaj jeszcze pozory, w koncu to dziecko (sam mam taką) i
        urwałbym łeb kazdemu kto zakloca harmonie naszych stosunków.
        najwazniejsze zeby maal czuła ze rodzice ja kochają. Zapros swoja rodzine,
        zwlaszcza małe dzieci. Imprezka jest fajna dla doroslych, ale maluchy wola
        zabawe z rowiesnikami.
        A potem mysl jak stamtad uciec. Jezeli maz bedzie chcial potem znow byc razem -
        mzoesz sprobowac jesli sie zmieni ale tylko poza domem mamusi.

        Rachunku nie komentuje, brak mi slow sily i ogrniczen zeby nie napisac @#$%^&*
        (#@$%^&*()$%^&*(.
    • axy23 Re: ChcęMojegoMężaBezMamy - czy odejsc z dzieckie 22.10.04, 12:05
      walcz dziewczyno o swoje życie - im dluzej zwlekasz tym bedzie to trudniejsze
      pozwolilas na to, zeby tak cie traktowali, dlatego jest to w duzej mierze twoja
      wina, ale dobrze ze chcesz to zmienic - bardzo mocno trzymam za ciebie kciuki :)
      i musisz byc silna, bo oczywiscie za wszystko beda obwiniac ciebie (za
      przyczynianie się do rozpadu rodziny, malzenstwa, itd) i przypuszczam nawet, że
      beda to robic przy dziecku (!!!) córka identyfikuje sie z matka i jezeli
      pozwolisz zeby cie przy niej ponizali, obwiniali, wytykali wady, to ona albo
      wyrośnie na osobke niedowartosciowana, albo dolaczy do nich i bedzie toba
      gardzic - w obu przypadkach bedzie nieszczesliwa, dlatego mysle, ze dla niej
      wasz rozwod moze byc lepszym rozwiazaniem, niz zycie w takiej chorej rodzinie
      (mowie to jako dziecko rozwodzacych sie przez kilkunascie lat rodziców)
      jeszcze dodam, ze tobie tylko wydaje sie ze maz jest idealny - sama piszesz jak
      cie krzywdzi, a potem bronisz go - przejrzyj wreszcie na oczy !!! przeczytaj
      sobie chociazby jeszcze raz to co sama napisalas

      nie beda cie szanowac dopoki nie zaczniesz sama ustanawiac pewnych zasad w
      domu, a bez szacunku meza nie ma szans na udane malzenstwo
      dlaczego pozwalasz sie tresowac jak pies?!!! (z tą pieluchą)
      dlaczego pozwalasz tesciowej decydowac o wszystkim?!!!
      jesli masz inne zdanie to powiedz jej to, tylko spokojnie
      jezeli twoj maz chce sie wieczorem kochac, to niech porozmawia z mama na temat
      wieczornych prysznicow - a jesli nie obchodzi go to, ze nie mozesz sie umyc to
      odmow mu seksu
      po prostu pokaz, ze masz swoje potrzeby, swoje zdanie, swoje uczucia
      bo na razie to zaspokajasz potrzeby wszystkich wokół, nie myslac o własnych, a
      oni za to wcale cie nie beda szanowac, tylko odwrotnie - wykorzystywac coraz
      bardziej i coraz mocniej ograniczac twoja wolnosc i wszelkie prawa

      a jak juz bedziesz mogla sie wyprowadzic, to uciekaj stamtad i nie zgodz sie
      pod zadnym pozorem na powrot do mieszkania z mamusia - jesli maz chce byc z
      toba i dzieckiem to znajdzcie razem cos swojego
      (a jesli bedziesz sie musiala rozwiesc to jak najszybciej, bo im dziecko
      starsze, tym wieksze prawdopodobienstwo, ze maz bedzie ci chcial zabrac prawa
      rodzicielskie...)

      trzymaj sie!!!
      pozdrawiam :)
    • deno17 Re: ChcęMojegoMężaBezMamy - czy odejsc z dzieckie 22.10.04, 14:46
      Na początku bardzo serdecznie Cię pozdrawiam i życzę wytrwałości. To o czym
      piszesz to jak fabuła jakiegoś filmu. Aż mi się nie chce wierzyć, ze coś
      takiego może sie dziać.
      Wyobrażam sobie co musisz przeżywać. Mnie denerwuje panoszenie się mojej
      teściowej w mojej kuchni, zaglądanie do szafek, zmienianie moich planów
      obiadowych, pomaganie mi na siłę, gdy chcę coś zrobić sama. Ona właściwie jest
      u nas gosciem, ale ponieważ pilnuje mi teraz małego jest bardzo bardzo często.
      Jej postępowanie mnie denerwuje, ale wiem że robi to nie żeby mi zrobić na
      złość, ale raczej w dobrej wierze - wydaje sie jej po prostu, ze to co robi to
      bardzo mi pomoze bo ona to zrobi lepiej, bo ja jestem jeszcze młodziutką
      gospodynią (jak to ona mówi, a mam 31 lat, gospodarzę sama już 12 lat). Stara
      się być po prostu dobra dla nas. Natomiast to co robi Twoja teściowa nie
      wygląda mi na chęć okazania pomocy, chyba ze ona pokazuje to w tak chory
      sposób. Najwyraźniej chce zaznaczyc ze to jej dom, jej syn a Ty jesteś
      własciwie obcą dla niej osobą, która w dodatku niewiele potrafi.
      Na dodatek zachowanie Twojego męża. Muszę powiedzieć tak: z tą pieluchą to ja
      miałam podobnie, mój mąż po prostu stwierdził, że musze się nauczyć radzić
      sobie sama i przewidywać, oczywiscie było to czyste lenistwo z jego strony.
      Bardzo się o to obrażałam. Nie wiem co go naszło bo bardzo się kochamy i jest
      nam razem naprawdę dobrze, ale czasami coś takiego głupuiego wypali, ze jest mi
      po prostu przykro. Ale jedno wiem na pewno zawsze trzyma moją stronę w
      kontaktach z teściową, to co ja powiem jest ważne. Mam to szczęscie ze
      mieszkamy sami więc te kontakty z teściową nie są aż tak częste, choć
      ostatnio , jak pisałam, widzimy sie częściej bo pilnuje syna.
      Ja, gdybym była w Twojej sytuacji, na pewno miałabym jakąś pomoc od rodziców,
      choć zapewne nie chcieliby abyśmy sie rozstali z meżem i namawiali by mnie do
      przeczekania. Natomiast gdybym ich przekonała, zrobiliby wszystko aby mi pomóc.
      Jeżeli byłbym zdana tylko na siebie i jezeli byłoby mnie na to stać
      wyprowadziłabym sie. Moze spróbuj wyprowadzić się do tej koleżanki. Porozmawiaj
      z mężem jak się czujesz w tym domu, co ci przeszkadza. Ja nie mówiłabym o
      wyprowadzce aby razem z teściową czegoś nie wymyslili. Jeżeli będzie chciał
      abyś wróciła, a jeżeli Cię kocha to pewnie tak będzie, zaproponuj mu niech się
      do Was wprowadzi. Musicie zobaczyć jak jest Wam dobrze bez teściowej, może tak
      już zostanie, ze będziecie sami.
      Musisz coś zrobić bo tak nie można żyć. Twoje odczucia czuje też dziecko.
      Dotrwaj jeszcze do urodzin małej, a potem podejmij decyzję. Wiem, ze łatwo jest
      radzić i wiem że ja sama bardzo bym się wahała, ale to Twoje zycie i musisz sie
      odważyć nim kierować.
      Mam tylko nadzieje, ze Twój mąż zmądrzeje.
      Bardzo Ci tego zyczę i trzymam kciuki.
      Powodzenia
      Ania.
    • ihalas Re: ChcęMojegoMężaBezMamy - czy odejsc z dzieckie 22.10.04, 20:49
      NIE POZWALAJ DŁUŻEJ SOBĄ POMIATAĆ TEJ STAREJ JĘDZY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!UCIEKAJ Z
      TEGO DOMU!!!A mąż, nich zadecyduje,albo idzie z tobą, albo zostaje z
      mamuśką.Jeśli zostanie to FRAJR!!!!!!!!!
      Podziwam cię, bo ja bym tak długo tego wszystkiego nie wytrzymała.
      Życzę powodzenia.
    • dobraniedobrazona Re: ChcęMojegoMężaBezMamy - czy odejsc z dzieckie 22.10.04, 21:11
      Newsy:
      dzień 1 Mąż nie odbiera telefonów ode mnie, obraża się za mamę.
      dzień 2 Mąż coś straszy samobójstwem, stwierdził, że stracił sens życia.
      Przykro mi bardzo. W ten sam dzień mąż odbiera telefon ode mnie, będąc poza
      domem, czego po tych straszeniach sie w ogóle nie spodziewałam! Przyszedł do
      niego gość...
      dzień 3 Mąż robi się niezmiernie grzeczny wobec mnie i pobił rekord zabawy z
      dzieckiem. Tańczyli 1,5 kasety. Super, ten układ przyda się do urodzin...

      Mama X. czuje się obrażona rolą gościa, obraża się, że coś w ogólę mówi się do
      niej, dodam p o k o j o w e g o , nawet j e s z c z e b a r d z i e j
      się wtedy obraża (!!?? To zauważyła także druga synowa :)) Chyba urządzę sobie
      kilka cichych dni, ewentualnie zacznę się z nią porozumiewać wyłącznie poprzez
      męża (gorzej jak będzie w pracy). Kilka razy tak próbowałyśmy, ale krótko nam
      wychodzi. Ona ma wiecznie pretensje, a ja nie jestem u siebie tak do końca,
      więc czasem pytam, czy czegos mogę użyć, lub gdzie coś jest (np. klucz od
      piwnicy, gdzie trzymam swój rower, czy taka a owaka blacha).
      ach... przemęczymy jeszcze trochę, zobaczymy... Leję na wszystko, nie przymilam
      się, mam swoje prawa i oczkiwania.

      dzięki za kibicowanie
      wciąż uważam, że odejście to też zło, tylko które mniejsze...
      • chrisb004 Re: ChcęMojegoMężaBezMamy - czy odejsc z dzieckie 24.10.04, 21:11
        Na straszenie samobojstwem powiedz mu ze dziecku wytlumaczysz ze tatus byl nic
        nie wart. Bo olal i ciebie i dziecko. A poza tym o samobojcach sie szybko
        zapomina, wiec niech sie dobrze zastanowi.
        Tesciowa sie nie lam. Ma byc gosciem i cala spiewka. A niech sie obraza.
        I dziewczyno - szukaj oddzielnego mieszkania.
        Albo we dwoje albo we troje - ale w domu w ktorym wy ustalacie zasady.
    • mamcia32 Re: ChcęMojegoMężaBezMamy - czy odejsc z dzieckie 25.10.04, 11:09
      Bardzo ci współ czuje choć twoja sytuacja jest podobna do mojejproblem w tym że
      twó mąż woli pomagać przy komputerze kolegą a mój woli po pracy iść na piwko z
      kolegaminizx pomóc mi przy dziecku kiedys jak wysłałam mu sms że oliwerek
      (nasze4 dzidzi 4 miesiace)strasznie płacze zanosi sie i dusi napisał ze nie ma
      spustu jak menel i przyjdzie jak wypije całe piwo. tesciowa mnie wyzywa od
      psychicznych i robie awantury z niczego bo przeciez maz moze wypic piwo z
      kolegami a jak przyjdzie pijany to mam sie zamknac bo on wcale nie jest pijany
      w ciay gdy bylam tez nie dostałam pomocyja teraz mieszkam z rodzicami i jest i
      mi i dziecku dobrze radze ci zrob to samo moze po pewnym czasie zrozumie ze was
      straciłze zle robił i do was wroci wtedy wynajmijcie mieszkanie

      pozdrawiam Ewa
      • anett26 Re: ChcęMojegoMężaBezMamy - czy odejsc z dzieckie 10.11.04, 21:20
        witam Cie! i moge Ci poradzic tylko jedno, badz konsekwentna i doprowadz do
        konca to co zaczynasz. bez wyjatku egzekwuj swoje prawa.
        moj maz takze kiedys probowal mi cos tam zakazywac, nie bylo to podobne do
        Twoich doswiadczen, ale tez przeginal. minelo mu, oczywiscie z moja pomoca:)
        tez wczesniej chcial stawiac na swoim, i chcial mi dac do zrozumienia , ze to
        on ma racje, czasem prostackimi sposobami. na szczescie zmienil sie, dlatego,
        ze ja sie zmienilam, i jestem pewna, ze jesli by sie nie zmienil zostawilabym
        go, bo juz bylo blisko. teraz nasz zwiazek nie jest perfekcyjny, mamy caly czas
        nad czym pracowac, ale maz mnie szanuje i bardzo liczy sie z moim zdaniem.
        inaczej nie wyobrazam sobie malzenstwa. wczesniej po prostu zgadzalam sie na
        takie traktownie, nie robiac nic poza rozmowa. co bylo zla metoda, jak zaczelam
        dzialac , poskutkowalo. teraz jestem szczesliwa, pomimo kilku problemow:)
        wiec powtorze to , co juz wczesniej ktos napisal, wiesz to troche Twoja wina
        ( tak samo, jak to byla moja wina, ze pozwalalm mezowi, na jego zachwanie), ze
        doszlo to az do takiego momentu, ale gratuluje, ze sie ocknelas, badz
        nieugieta, i badz egoistka.
        trzymam kciuki, zycze szczescia i sily, wiedz, ze nie jestes sama:)
        pozdrawiam , pa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka