wujek7
02.07.05, 22:40
Witam,
Mam pewien problem z moja zona. Jestesmy od prawie dwoch lat malzenstwem, mamy
po 26 lat. Ogolnie zyje nam sie swietnie, widze jednak, ze moja zonka ma chyba
dosc duzy problem (chociaz sama moze nie zdaje sobie z tego sprawy). Ona po
prostu nie ma zadnych przyjaciolek, z ktorymi czasem by wyszla gdzies na
wieczor albo w ciagu tygodnia w odwiedziny i sobie "po babsku" porozmawiala.
Martwi mnie to, poniewaz sam dosc latwo nawiazuje kontakty z ludzmi i mam
wielu znajomych. Czesto tez chcialbym z nimi gdzies wyjsc. Z drugiej strony
widze, ze moja zona czesto nie ma ochoty na spotkania z nimi i sprawia jej
przykrosc samotny wieczor w domu. Staram sie te wyjscia ograniczac aby nie
robic jej przykrosci, lecz czasami po prostu MUSZE wyjsc dla wlasnej tzw.
higieny umyslowej. Ale nie to jest najwazniejsze!
Probowalem juz kilka razy zabrac ja do znajomych kolezanek zeby podlapala
troche kontaktow, ale nic z tego nie wyszlo. Widze, ze ma duze trudnosci z
nawiazaniem glebszej znajomosci. Niby wszyscy ja lubia, mowia ze mila jest i
usmiechnieta, ale na tym sie niestety konczy. Martwi mnie to bardzo. Wiem, ze
jestem dla niej jako maz najlepszym przyjacielem, itd. ale moim zdaniem trzeba
miec jeszcze kogos, komu powiemy to z czego "mezusiowi" za nic w swiecie
zwierzyc sie nie da ;-). Znamy sie dosc dlugo i wiem, ze jesli jej jakos nie
pomoge, samej bedzie jej trudno.
Pytanie do Was: czy wszystkie dziewczyny maja takie trudnosci w przelamywaniu
"pierwszych lodow"? Czy wasze nastawienie do przyjaciolek zmienia sie po
wyjsciu za maz? Jak zapatrujecie sie na przyjaciol waszych mezow?