kotek004
23.12.05, 09:18
Witajcie! Jutro Wigilia a ja mam myśli samobójcze. Mam 30 lat, cudowne
dziecko, męża. Co to więcej chcieć od życia. A jednak moge powiedzieć, że
daleko mi do szczęścia. Ostatnio przeżywamy z Mężem kryzys. Trwa to już od
roku ale teraz jest to już bardzo głęboki kryzys. Sama niewiem skąd on się
wziął. Ale może pokrótce przedstawię moją sytuację to może znajdzie się jakaś
życzliwa dusza, która mi choć trochę pomoże. Poznałam Sławka dziewięć lat
temu (jesteśmy małżeństwem od siedmiu). Gdy Go poznałam byłam w trakcie
przygotowań do ślubu z kim innym. Nie zastanawiałam się wogóle nad zerwaniem
z tamtym i zrobiłam to natychmiast. Po prostu byłam pod wielkim urokiem
Sławka. Moi rodzice powtarzali, zebym się zastanowiła co ja najlepszego
robię, że to nie jest chłopak dla mnie it.itp. Ja nie chciałam ich słuchać a
co najgorsze żyłam z nimi na wojennej ścieżce bo przecież... Sławek wie
lepiej co jest dla mnie dobre. Teraz perspektywy lat wiem, że to oni mieli
rację. Po dwóch latach znajomości bo kilku życiowych przejściach (między
innymi straciliśmy dziecko, które poroniłam) postanowiliśmy się pobrać.
Wesele było udane ale już na poprawinach nie było tak fajnie. Mój mąż na
oczach moich i gości obmacywał jakąś gówniarę. I to dość nachalnie co i jej
się bardzo podobało. Potem co prawda przepraszał, zapewniał,że do niczego by
nie doszło itp. itp. Potem życie było raz udane a raz nie. Mojemu mężowi nie
podobały się moje koleżanki tak więc dla świętego spokoju zerwałam z nimi
kontakt. Nie lubił mojej rodziny tak więc i z nimi przestałam się spotykać. A
jak się spotykałam to po kryjomu. Pierwszy raz uderzył mnie miesiąc po ślubie
bo przeczytał mój list do koleżanki w którym go trochę "opisywałam". Zaczęłam
rudawać i robić wiele rzeczy wbrew sobie aby tylko Sławek nie był zły. A
njgorsze jest również to, że mieszkam z teściową, która mnie po prostu
nienawidzi i nigdy nie tolerowała. Wiele razy słyszałam, że jestem przybłędą,
debilką bo skończyłam studia, wyrodną matką, macochą, suką itp. Jestem obcą
osobą w tym domu. Popychadłem do którego można się przyczepiać o byle co.
Przekupuje cały czas Mateuszka (mój synek) aby wolał ją ode mnie. Kupuje mu
cały czas słodycze i wszystko co lubi bo wie, że mnie na to nie stać (Sławek
nie pracuje i nawet nie szuka pracy). Rok temu Sławek mnie dotkliwie pobił.
Byłam na obdukacji a on gdy on się o tym dowiedział wyzwał mnie i kazał mi
sie wynosić. Ja ze łzami w oczach błagałam go o przebaczenie. Wiele razy
myślałam o tym, żeby od niego odejść ale boję się, że on zrobi wszystko aby
mi odebrać Mateusza. A tego to już bym nie przeżyła. Teraz nie możemy wogóle
się dogadać. Ja nienawidzę tego domu, tej atmosfery a jak pomyślę, że po raz
kolejny mam usiąść z teściową do stołu wigiljnego to mam ochotę skończyć z
sobą. Nie chce po raz kolejny czuć się jak obcy do ktorego zwraca się per
ona. Ze Sławkiem nie da się na ten temat rozmawiać bi zaraz słyszę, że
przesadzam i że moi rodzice też za nim nie przepadają. Ale jak mają go kochac
jak widzą go raz na rok choć mieszkają 20 km od nas. Oni do mnie wogóle nie
mogą przyjeżdżać bo teściowa sobie tego nie życzy. Ze Sławkiem już nie
rozmawiamy, nie sypiamy ze sobą. Po prostu zaczyna mi to przypominać fikcję.
Proszę może ktoś mnie zrozumie i poda pomocną dłoń bo inaczej w te święta
może przybyć samobójców. Życzę wszystkim spokojnych Świat. Marta