happy end - zaręczyny

29.01.06, 23:17
Dawno nie pisałam, ale może ktoś pamięta - paroletni związek, mnóstwo
wątpliwości, facet znajdujący coraz to nowe warunki niezbędne do zaczęcia
wspólnego życia, wreszcie moje fascynacje...
Było już bardzo źle, z mojej strony - miałam nadzieję, że się ułoży, ale
psychicznie przygotowałam się na to, że może to jednak nie będzie "ten".
Chyba w jakiś sposób dałam sobie szansę na oddech, na rozejrzenie się wokół,
na rzut oka na innych facetów, na odkrycie, czego chcę od życia, a z czego
mogę zrezygnować. Sobie dałam trochę wolności, jemu trochę czasu na
dorośnięcie, na oswojenie się z dorosłością, pracą... Nie naciskałam, bo nie
umiałabym później żyć w takim wymuszonym związku, ale dałam nam obojgu szansę
na spojrzenie na nas z perspektywy i na podjęcie świadomej decyzji - już
dorosłej, nie tylko prostej konsekwencji młodzieńczego związku.
I... zaręczyliśmy się. We wrześniu będę szczęśliwą mężatką, już urządzamy
nasze mieszkanie - przeprowadzka za miesiąc.
Jednym słowem - happy end.
Czego życzę wszystkim, które wciąż cierpliwie czekają.
    • bacha1979 Re: happy end - zaręczyny 30.01.06, 08:02
      Pamiętam co pisałas. :)
      Serdeczne gratulacje i oby się wszytsko jak najlepiej ułozyło. :))
      • nchyb Gratulacje! 30.01.06, 08:38
        I oczywiście wszystkiego dobrego na tej nowej drodze życia, która po
        zaręczynach i później po ślubie nastąpi. Wszelkiej pomyślności!
    • baranka81 Re: happy end - zaręczyny 30.01.06, 10:46
      Pamiętam Cię i gratuluję również.
      A u mnie, (jak może też pamiętasz były i są podobne problemy) w sumie bez
      większych zmian. To znaczy nie podjęliśmy żadnych wiążących decyzji i zaczyna
      mnie to męczyć. Oboje pracujemy, w weekendy jeździmy do rodzinnego miasteczka,
      wracamy i kolejne tygodnie mijają.
      I nie wiem, co z tym fantem zrobić. Nie naciskam, a przynajmniej staram się.
      Mamy plany zamieszkania razem (ja mieszkam u rodziny, on z kuzynem), ale coś
      nie chcą się one zrealizować.
      Jak to u Ciebie było - nagłe olśnienie (z jego strony), czy probowałaś coś
      robić?
      Bo nie mam koncepcji, a sama czasem mam wrażenie, że coraz mniej mi zależy...
      mimo, że nie ma wielkich kłótni, tylko raczej codzienna monotonia.
      • baranka81 Re: happy end - zaręczyny 02.02.06, 10:55
        zaglądasz tu jeszcze?
        • mati29 Re: happy end - zaręczyny 03.02.06, 16:45
          czyli przeczytal posty i powiedzial sobie
          kurde zarecze sie jak jej na tym tak zalezy
          tylko kurna czemu wypisuje o tym calej polsce a mi nic nie mowi :)
          • kotekkk Re: happy end - zaręczyny 07.02.06, 13:48
            no to się cieszę wraz z tobą
    • paulinek1 Re: happy end - zaręczyny 12.03.06, 21:09
      babuzonku! Przypadkiem trafilam na twój post i ja oczywiscie tez bardzo dobrze
      pamiętam twoją historię. Bardzo się ciesze z pozytywnego rozwiązania całej
      sytuacji i zycze mnóstwo szczescia na nowej drodze zycia:)))

      Ja tez powoli ukladam swoje zycie, za tydzien przeprowadzka a ślub we wrzesniu
      2007.

      powodzenia moja droga!!
    • babuzonek Re: happy end - zaręczyny 12.04.06, 14:39
      Piszę już po przeprowadzce.
      Nie mówiłabym o nagłym "olśnieniu" z jego strony, on faktycznie zrealizował, co
      miał zrealizować - studia, praca etc.
      Z drugiej strony ja odpuściłam zupełnie - zero nacisku, zero rozmów, planów -
      nie było tematu; co więcej - wręcz (ale też nie nachalnie) podkreślałam, że w
      sumie jeszcze między nami nic nie jest przesądzone (bo w pewnym momencie miałam
      tego zawieszenia do tego stopnia dość, że faktycznie tak myślałam). Dałam
      oddech i sobie i jemu.

      No i doczekałam się.
      Po miesiącu wspólnego mieszkania muszę przyznać, że jest super.

      Baranka, odetchnij, wiosna idzie, rozejrzyj się wokół - jakoś się ułoży, nie z
      tym, to z innym...
      Paulinek - gratuluję!

      I bardzo dziekuję Wam wszystkim za dobre słowo!

      Pozdrawiam,
      babuzonek
      • baranka81 Re: happy end - zaręczyny 13.04.06, 14:04
        Babuzonku,
        Wspaniałe wieści!
        U mnie tez rewolucja ale w zupełnie innym kierunku.
        Skoczyłam na głęboką wodę i rozstaliśmy się. Bez awantur i gróźb, czasami się
        spotykamy... Nie szukam na siłę pocieszenia w ramionach innego, w sumie jest
        OK. Nie potrafiłabym wybaczyć tego okresu "zawieszenia", ciągle leżało mi to na
        wątrobie.
        Nie chciałam wymuszonego ślubu, i w sumie chyba jestem zadowolona, bo
        szczęśliwa to na razie zbyt wielkie słowo.
        Masz rację, może wiosna coś zmieni? Myślę o wyjeździe za granicę - jak to łatwo
        planować, będąc "wolną".
        Pozdrawiam Cię ciepło, fajnie, ze Tobie się ułożyło.
Pełna wersja