czerwonafiesta
13.05.06, 11:57
Od połtorej roku jestem z nim, od 8 miesięcy mieszkamy razem.
I mam coraz więcej wątpliwości.
Może pomyslicie, że jestem materialistką...
On zarabia ok 1300, ja ok 2000.
Kasę mamy oddzielną. Po równo zrzucamy się na mieszkanie, rachunki, ratę...
(łącznie ok 600 zl/mies na głowę).
I zazwyczaj jest tak, że on ok. 20-ego jest już spłukany... i wtedy ja muszę
robić zakupy itp.
On nie ma skrupułów, gdy płacę za niego.
W zeszłym miesiącu kupiłam mu kurtkę, w tym miesiącu spodnie.
Mi byłoby głupio na jego miejscu????
Ja oczywiście w wielką radością mu kupuję, ale potem kurczę żal jest mi
trochę... bo chciałam odłożyć... na fryzjera, na deskę, na fajne buty.
Ja mam samochod - ok, dostalam od rodziców grata za 3 tys za skonczone studia.
W tygodniu jezdze nim ja - do pracy (mam duzo dalej). W weekendy jezdzimy
razem - do jego mamy, nad morze, na spacery, do sklepow itp. Czasem zdarza mi
sie odebrac go z pracy.
On łaskawie tankuje mi bak raz w miesiącu (ok. 35 zl) i twierdzi, że to i tak
duzo, "bo przecież to ja nim jeżdżę...".
Nie zrozumcie mnie źle - przez 80% czasu, który spędzamy razem jest super...
a wątpliwości nachodzą mnie takie:
Różnica wykształcenia:
Ja wyższe, on liceum zaoczne dla dorosłych.
Ja chcę pójść na podyplomowe, nauczyć się drugiego języka.
Gdybym mieszkała sama, to z tych 2 tys. pewnie odkładałabym dobre 7 stówek i
byłoby mnie stać. A tak???
On nie ma ambicji. Cieszy się z pracy za 1300 i tłumaczy mi, że i tak zarabia
najwięcej ze wszystkich współpracowników w jego firmie.
Ja namawiam go na naukę języka lub studia (licencjackie chociażby)... On nie
ma kasy...
W sumie racja... pewnie ja musialabym za te studia płacić.
O zrobienie prawka błagam go od roku....
On uwielbia gapić się w tv, książek nie czyta.
Gazetę tylko wtedy, gdy idzie na kibel.
Jest mądrym facetem, ale o polityce z nim nie porozmawiam.
Ma braki w wiedzy, która mi wydaje się elementarna.
Nie wychodzi to w towarzystwie (np. wśród moic znajomych) - świetnie się ze
wszystkimi dogaduje... ale...
Moi znajomi ze studiów zaczynają kariery...
Ja też marzę o tym, żeby mieć lepszą pracę za lepsze pieniądze. Teraz jestem
asystentką, a chciałabym przacować w finansach. 2 tys. zł to dla mnie dobra
płaca na początek... na dluzsza mete chce dwa razy tyle.
On mi sie dziwi. "Przeciez ty bardzo duzo zarabiasz!!"
Mam szansę na pracę w Wawie - on zakomunikował mi, ze on do Wawy nie pojedzie.
Namawiałam go na zagranicę - ot, pojechać, zarobić przez 2 , 3 lata na
mieszkanie... - on za granicę nie bardzo - woli tu pracować przy komputerze na
1300 zl niż tam fizycznie...
No i kwestia mieszkania.
Kredyt brałabym ja i moi rodzice. Bo on nie ma umowy na czas nieokreślony.
A on jeszcze wydziwia z lokalizacją. Mówi, że będzie miał do pracy za daleko...
Nie wiem...
Chyba go kocham... bo bedac w pracy mysle o tym, zeby juz byc w domu, z nim.
Z drugiej strony wygaslo juz szalencze uczucie z poczatku znajomosci.
Dostrzegam w nim coraz wiecej wad..., juz nie chce mi się dla niego stroic i
malowac...
Opadło mi kompletnie libido.
Jest dobrym towarzyszem do spedzania czasu...
A moze sie myle?
Moze sie okaze, ze gdy go zostawie, to nie bede mogla bez niego zyc?