07.09.06, 00:58
Od pazdziernika bede sama,moje kochanie wyjezdza do Niemiec,dopiero za 16
miesięcy będziemy już na stałe razem.W miedzyczasie oczywiście będziemy sie
widywać itp,ale po 1,5 roku wspólnego mieszkania,roznica będzie
dotkliwa...macie jakies spospoby na złagodzenie tęsknoty albo może któraś z
Was też coś takiego własnie przeżywa/będzie przeżywać?
Obserwuj wątek
    • lilimala Re: sama 07.09.06, 01:22
      ... a nie mozesz jechac z nim? To bardzo dlugi czas.
    • caysee Re: sama 07.09.06, 08:22
      Ja cos takiego przezylam, 2,5 roku dojezdzania do siebie na trasie
      Polska-Niemcy. Przezylismy to jakos tylko dzieki:
      - dlugim wyjazdom do siebie (na 2-3 tygodnie, a w wakacje 3 miesiace)
      - nie za dlugim przerwom miedzy wyjazdami (4-5 tygodni)
      - skype'owi - gadalismy po 3-5 godzin dziennie

      Na szczescie juz ten okres minal, z tej perspektywy wydaje mi sie ze dosc
      szybko, ale na poczatku bylo to dosc przygniatajace. Glowa do gory, przezyjecie
      to, tylko jak najwiecej sie ze soba kontaktujcie :)
    • funia3 Re: sama 07.09.06, 09:47
      ja tez tak mialam. rok czasu bylam w Budapeszcie w erze zanim internet
      zawedrowal pod strzechy, wiec pisalam tony listow. potem moj kochany wyjechal
      na praktyki do Irlandii. niestety gorzej ma ten, ktory zostaje. postanowilam,
      ze nie bede sie juz z M rozstawac, chociaz zaczynalam prace wymagajaca ciaglych
      wyjazdow. czas bez niego stawal sie pusty.
      Wytrzymacie, chociaz napewno bedzie smutno...
      • szonik1 Re: sama 07.09.06, 10:31
        Na razie najdłuższy czas niewidzenia sie z nim,to ok 30 dni.Sprawy i obrazki
        codzienne,które normalnie nie mają znaczenia, zaczynaja boleć i wzbudzać
        zazdrość - pary idące ulicą,filmy o miłości (wtydy nie jestem czegoś takiego w
        stanie w ogóle oglądać),jakieś piosenki,wspomnienia.
        Dzięki za słowa otuchy,pewnie za 2 lata stwierdzimy,że ten czas szybko minął.
        Jechać z nim nie mogę,bo po prostu już skończyłam studia tam,a on będzie je
        jeszcze kontunuował,a ja w Polsce mam pracę tzw.rozwojową i zależy mi na
        niej.Tak to zresztą wspólnie ustaliliśmy.
    • nicola844 a ja życze powodzenia 07.09.06, 12:32
      A ja życze powodzenia i wytrwałości :))))
    • cantatea Re: sama 07.09.06, 12:59
      > macie jakies spospoby na złagodzenie tęsknoty

      Ja w takiej sytuacji poszłam na studia zaoczne (na coś w rodzaju
      podyplomowych). Weekendy siedziałam na uczelni, a i w tygodniu miałam więcej do
      roboty, bo prace zaliczeniowe trzeba było przygotować. I na tęsknoty tudzież
      jałowe rozważania nie miałam zbyt wiele czasu.
    • jo_miekka Re: sama 07.09.06, 13:56
      Nie jestem mężatka, ale w sytuacji podobnej.
      Mój luby wyjechał przedwczoraj.
      Nie wiadomo na jak długo właściwie, ale wiadomo, że minimum pół roku.
      Jest strasznie. Wszystko mi mówi, że nie dam rady.
      Nie mam mobilizacji do wykonania najprostszych czynności.
      Pisze i dzwoni, ale to nie to.
      Ja go potrzebuję czuć. Na codzień.
      Dopiero teraz dowiedzielismy się jak bardzo jestesmy do siebie przywiązani.
      Może damy radę się przyzwyczaić...
      A co będzie, jeśli przyzwyczimy sie zanadto?
      A co będzie, jeśli coś się zmieni?
      Gdyby był gdziekolwiek w Europie... Tak żeby można choć raz na jakiś czas się
      odwiedzić...
      On jest w Libii.
      Tam nie da się pojechać.
      Jestem w rozsypce. Boję się, że starsznie go obciążam moim cierpieniem.
      On wie, że mam depresyjne skłonności.
      I ja boję się... że przestanę wstawać z łóżka, że będę już tylko płakać...
      • szonik1 do jo_miekka 07.09.06, 14:28
        Ja też jeszcze niemężatka:)
        Ej,tak nie można,na dłuższą metę tak sie nie da zyc!Na razie z doswiadczenia
        miesiecznego wiem,ze najgorsze sa pierwsze dni - to jak z odchudzaniem,glupie
        porownanie,ale mi sie to tak kojarzy:trzeba "przestawic sie"na ten
        tryb "sama",czy tryb "dieta" i choc na początku jest okroponie,potem wpada sie
        w rytm i jest juz jakos - no wlasnie,nie super,ale jakos i tylko liczy sie dni
        do jego powrotu.
        Ja nie boje sie,ze bez niego nie da sie zyc,bo da sie.Chodzi tylko o jakosc
        tych dni bez niego.Nie mozesz calej swojej egzystencji i spraw tak podstawowych
        jak praca i nauka uzalezniac od niego,bo ty i on,mimo ze razem,to dwa osobne
        organizmy,ktore chca zyc razem,ale moga tez istniec samodzielnie.No prosze,z
        pocieszanej stalam sie pocieszycielka...
      • cantatea Re: sama 07.09.06, 14:36
        > Jest strasznie. Wszystko mi mówi, że nie dam rady.
        > Nie mam mobilizacji do wykonania najprostszych czynności.
        > Pisze i dzwoni, ale to nie to.
        > Ja go potrzebuję czuć. Na codzień.

        Ostatnio na forum ktoś to ładnie określił: kobieta-huba. Można też bardziej
        romantycznie: kobieta-jemioła :D
      • caysee Re: sama 07.09.06, 15:44
        > On jest w Libii.
        > Tam nie da się pojechać.

        Czemu?
        • jo_miekka Re: sama 07.09.06, 16:08
          Libia nie przyznaje wiz turystom indywidualnym.
          • k4t4rink4 Re: sama 07.09.06, 21:49
            Tez bede w podobnej sytuacji, ale wiem, ze to dla naszego lepszego bytu. Moj
            Luby ma zamiar pojechac do Hiszpanii do pracy, ja nie moge z Nim jechac bo mam
            studia:( Pierwszy przyjazd na swieta Bozego Narodzenia:( Ale wiem, ze bedzie
            pracowal dla Nas, na nasz slub i jakis lepszy start w zyciu...
          • caysee Re: sama 08.09.06, 11:11
            No ale tak w ogole to da sie pojechac, nawet niedawno to roywazalam ;)
            • jo_miekka Re: sama 08.09.06, 13:20
              No tak w ogóle to sie da, ale nie zasadzie takich ot zwykłych odwiedzin.
              Na dłużej nie mogę - mam tu swoja pracę...
              Ale jest jakoś.
              Daje radę.
              No, ale to dopiero kilka dni...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka