magdusinska
23.10.06, 01:19
Słuchajcie kochane byłam z mężem w piątek na weselu. Młodemu bardzo zależało
i stawaliśmy na głowie, aby było mu miło i pojechaliśmy. Decyzja zapadła w
ostatniej chwili i taxi, na dworzec pkp i dawaj 200km w podróży. Wesele
skończyło się o 5 rano, goście zostali wyproszeni z sali, a nas z mężem
odwieziono na dworzec pkp. Czekaliśmy tam 2 godziny na pociąg do domu jak
idioci w barze dworcowym pijąc lurowatą kawę. Kurcze nie chcę podgrzewać
atmosfery w domu, bo mój małżon cały chodzi zdenerwowany. I wcale mu się nie
dziwię. Wstał o 5 rano, poszedł do pracy, biegiem wracał do domu, aby zdążyć
na pociąg, a tu takie kwiatki.Nikt nam nie zaproponował noclegu. Mało tego
nikt nawet nie zapakował nam małego prowiantu na drogę, a co jak co, ale
jedzenie i picie na weselu chyba zostało. Poza tym byliśmy jedynymi
przyjezdnymi gośćmi i chyba opłacenie nam noclegu nie byłoby katastrofą
ekonomiczną. I tak sobie myślę, że nigdy więcej nie będę poświęcać siebie i
swojej rodziny dla ludzi, którzy nie mają za grosz wychowania. Jak tak
podliczyliśmy to imprecha nas kosztowała 700 zł. A było lepiej sobie prezent
kupić. A może ja przesadzam dziewczyny? Może za dużo wymagam? Jak myślicie?