la.mi.la
26.04.07, 14:37
Jesteśmy razem dwa lata. Mieszkamy razem ponad rok. W zeszłym roku w czerwcu
dostałam pierścionek zaręczynowy - taką deklarację bez deklaracji. Czyli
dostałam pierścionek jako deklarację jego miłości, ale deklaracji co do ślubu
nie. No i tak sobie mija roczek i ... decyzji brak.
Początkowo nic nie mówiłam, nie pytałam... ale ostatnio mieliśmy kilka
rozmów. On mówi - tak, i owszem, oczywiście - ślub, dzieci, itp. Kiedy?
Kiedyś napewno.
Czekamy na większe mieszkanie, wydzieliliśmy pokoik dla małego. Rozmawiamy o
przyszłości - będziemy razem, bedzie dziecko, itp.
Ale na pytanie, kiedy ślub? odpowiedz jego w swoim czasie.
Ostatnio zakończyło sie moimi łzami, bo on twierdzi, ze nie potrafi
powiedzieć kiedy. A ja chciałabym abyśmy choc teoretycznie określili kiedy -
za pół roku, za rok, za dwa...
Zaczynam załować, że zamieszkaliśmy razem. Zaczynam się wkurzać, że mimo że
ma 35 lat to zachowuje się jak dziecko.
Jak poprowadzić taką rozmowę? Nie chcę go zmuszać, nie chcę stawiać
ultimatum - kocham go, jest nam dobrze razem, oboje kiedyś ustaliliśmy kolej
rzeczy - ślub, dzieci, itp. a teraz?
On wie, ze slub jest dla mnie ważny. Dla niego zresztą też, bo zawsze to
podkreślał ( a może juz nie jest?)
Rozmawialiśmy o naszym hipotetycznym ślubie - widmie (bo nie wiadomo kiedy)
oboje zgodnie stwierdziliśmy, ze nie chcemy wielkiego wesela.
Takie przyjęcie w małym gronie - rodzina, przyjaciele.
Teraz on sie wykreca - że on żadnego przyjęcia nie chce, żadnych tańców,
żadnych gości - lampka szampana, koperty i do domu.
Nie wiem, czy on takim postępowaniem chce na mnie wymusic taką forme ślubu -
albo moja wizja albo wcale?
Przeciez nie bedę go błagać o ustalenie daty, to poniżające.
Jak rozmawiać? Pomóżcie...