nie moge pozbyć się urazu

28.05.07, 17:28
2 lata temu napisałam wąterk o tym jak rodzina męża w paskudny sposób
zniszczyła najpiękniejszy dzień mojego życia- wesele
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12264&w=28585553&a=28585553
Mimo tego przezycia postanowiłam dac szanse temu małżeństwu. Mąz zrozumiał,
że to ja jestem dla niego najważniejsza i poszliśmy na kompromis, nie
utrzymuję kontaktu z jego rodziną, bywam tylko na świętach czy grzecznościowo
składam życzenia. I wszystko było Ok gdyby nie to, że mój mąz po jakimś
czasie zaczął robić podchody - próbował mnie zintegrować z rodziną myśląc, że
o wszystkim zapomniałam. Udało mu się namówić na jedno spotkanie, nie udało
się, zostałam obrażona przez jego braci, byli wobec mnie wulgarni (Adam
twierdzi, że zrobili to nieumyślnie bo w ich środowisku są to zabawne żarty).
Nadal trzymam dystans, bo nie dość, że rażą mnie zachowania tych ludzi, to
nie jestem w stanie zapomnieć tego wesela. Problem w tym, że mimo iż mąż wie
co się stało mimo wszystko co jakiś czas próbuje integrować mnie z rodziną.
Mało tego, przestał się kontaktować z moją! Stwierdził, że to dlatego, bo ja
nie kontaktuje się z jego rodziną. Tyle, że jakie to niesprawoiedliwe - moi
rodzice wciąż mu nadskakują, a od teściowej usłyszałam niedawno - ,,nie
spieszcie się z wnukami bo i tak się TYM nie zajmę". Nawet nie zadzwoni do
syna, poprostu pozbyła się go z domu! Ale mojego męża to nie razi. Uważa, że
nie powinnam tyle czasu pielęgnować urazu, ale ci ludzie nie dają mi szansy
na to abym się do nich przekonała. Wiem, że jego ordzina się nie zmieni, nie
zabraniam mu kontaktów z nią ale nie rozumiem jego odwetu na moich rodzicach
a także mam żal, że on nie chce zrozumieć, jaką krzywdę wyrządziła mi jego
rodzina. Nie wiem już co mam robić, może podpowiecie mi cos mądrego? :(
    • potvorna1 Re: nie moge pozbyć się urazu 28.05.07, 17:29
      przepraszam za te literówki, ale gdy człowiek się śpieszy to diabeł się cieszy,
      jestem w pracy :)
    • kiecha3 Re: nie moge pozbyć się urazu 29.05.07, 09:46
      przez dwa lata pielęgnujesz w sobie nieawiść i złość... rozwiązanie... mniej
      emocji, więcej zrozumienia... nie chcesz do nich jeździć, źle sie tam
      czujesz... nie jedź, nie rozmawiaj, nie narzucaj sie z kwiatkami na imieniny..
      i daj spokój mezowi.. on tez ma prawo nie czuc sie dobrze w gronie twojej
      rodziny.. i jak nie chce.. nie zmuszaj go do kontaktów z "białymi kołniezykami"

      proponuję zapomnieć fatalne wesele i cieszyc sie dniem dzisiejszym.. a nie
      rozpamiętywac stare zdarzenia...
    • twojahanus Re: nie moge pozbyć się urazu 29.05.07, 14:03
      Rozumiem Twój problem, bo też mam teściów nie z tego świata troszkę. Dwa różne
      światy, na weselu i przed było parę akcji obciachowych z ich strony.
      Ja poprostu nie utrzymuję z nimi ŻADNEGO kontaktu i nikt mnie do tego nie
      zmusi. Nawet na święta nie dzwonię, ani inne uroczystości bo jak to robiłam w
      zamian nie otrzymałam dziękuję nie mówiąc o tym, zeby o moich urodzinach
      pamiętali. Mam ich więc z głowy.
      A Twój mąż powinien w obronie stanąć Twojej, jeśli nie widzi ich zachowania, to
      wybacz, dla mnie jest takim samym burakiem jak cała reszta jego rodziny. Ty
      jesteś teraz jego najważniejsza rodziną, a nie bracia
    • umber82 Re: nie moge pozbyć się urazu 29.05.07, 14:32
      nie zazdroszczę atmosfery, koszmar, musisz być stanowcza i nie dać sie
      prowokować, bo ja mam wrażenie że oni tylko na to czyhają, teraz to może być
      tak że specjalnie tak się zachowują sprawdzając twój próg wytrzymałości, a mąż
      wybacz ale to jakiś dziciuch, twoi rodzice nic mu nie zrobili aby zrywał z nimi
      kontakty, zwykła przekora? dziecienada? musicie to między sobą załatwić tak aby
      nie doszło do jakieś tragedi . ?Bo dalej tak być nie może..

    • brak.polskich.liter Re: nie moge pozbyć się urazu 29.05.07, 15:32
      Wot, uroki mezaliansu. Nie dziwie Ci sie, ze masz uraz i nie odpuszczasz. Nie
      masz zadnego powodu, zeby odpuscic, gdyz rodzina meza zachowuje sie, jakby nic
      sie nie stalo i wszyscy udaja, ze szafa gra.
      Za jakiekolwiek proby "integracji" z rodzina meza objechalabym go w krotkich,
      zolnierskich slowach.
      Mam wrazenie, ze najbardziej boli nie sam fakt, ze rodzina meza sklada sie z
      chamow, tylko to, ze on nie widzi w tym problemu i absolutnie mu to nie przeszkadza.
      Zerwanie kontaktu z Twoja rodzina "bo tak" - zenada. Ale nie naciskaj. Nie chce,
      to nie.
      A co mozesz zrobic? Niewiele, obawiam sie. Mozesz cierpliwie i klarownie
      tlumaczyc mezowi, dlaczego zachowanie jego rodziny Ci przeszkadza. Zrozumie albo
      i nie. Mozesz - i powinnas - konsekwentnie trzymac sie raz obranej strategii i
      obstawac przy swoim. Rodzine meza ignorowac. Zero kontaktu, zero interakcji. Oni
      sie nie zmienia, ale byc moze to, ze sa burakami, przestanie Ci w koncu
      przeszkadzac.
    • istota Re: nie moge pozbyć się urazu 29.05.07, 17:01
      najwidoczniej Twojemu mezowi bardzo zalezy zebys sie zintegrowala z jego
      rodzina, moze przestal sie kontakowac z Twoja zeby Ci uswiadomic co czuje
      moze dla niego moglabys sprobowac integrowac sie z nimi w minimalnych ilosciach
      np. raz do roku wpasc do nich na pol godziny?
      • brak.polskich.liter Re: nie moge pozbyć się urazu 29.05.07, 17:38
        Totez dziewczyna sie starala, napisala przeciez. Dala sie namowic na spotkanie
        rodzinne, na ktorym to spotkaniu zostala obrazona przez braci meza. Maz sprawe
        zbagatelizowal, nie po raz pierwszy zreszta.

        Zrozumienie dla uczuc wspolmalzonka, do ktorych namawiasz autorke, to fajna
        sprawa, ale chyba powinna dotyczyc obojga partnerow, nie tylko zony, nie uwazasz?
    • kocurki_dwa Re: nie moge pozbyć się urazu 29.05.07, 17:51
      no nie za wesoło jest ale powiem Ci szczerze ze jestem w stanie Cie zrozumieć;)
      po prostu musisz porozmawiać jak zamkniesz się w sobie to dobrze nie wróży.
      Ciesz sie małzeństwem bo teraz to sie liczy.NIe daj się zwariować sa bardzo
      gorsze przypadki uwierz mi
    • ida-sierpniowa Re: nie moge pozbyć się urazu 30.05.07, 08:22
      Niestety po paru latach małżeństwa i ja dochodzę do wniosku, że ślub bierze się
      nie tylko z facetem, ale i z całą jego rodziną. I ja miałam ten niefart trafić
      na ciekawe egzemplarze. Też moja i jego rodzina to dwa różne światy, czego ja
      na początku, zaślepiona uczuciami i nawinie myśląca, że one wystarczą na dobre
      małżeństwo, nie chciałam widzieć. Z początku starałam się ile wlezie
      zintegrować z towarzystwem, a te szpilki w, za przeproszeniem, tyłku, które
      czułam pdczas każdej wizyty w domu rodzinnym męża, czy u kogoś z krewnych,
      tłumaczyłam sobie tak, że to pewnie moja wina, że to ja mam jakiś problem, nie
      potrafię... Aż miarka się przebrała, zostałam zlekceważona w taki sposób, że
      nie mogłam mieć dalej złudzeń. Ogólnie nieciekawie to się skończyło, ale to u
      mnie, u Ciebie nie musi. Na Twoim miejscu byłabym stanowcza, trzymała się
      swojego zdania, nie dawała wejść na głowę. Nic na siłę. Trzymaj się, wiem, że
      nie jest Ci łatwo, bo sama to przerobiłam. Pozdrawiam.

      PS. Jeśli chcesz, zapraszam na maila.
    • little_roo Re: nie moge pozbyć się urazu 05.06.07, 15:44
      Słoneczko nie daj się!!! wiem doskonale co czujesz-ja mam prawie to samo,ale jakby nie do końca z teściami,a z teściem i rodzicami teściowej(ona sama jest OK:)na samym początku dziadkowie mojego męża zwyzywali mnie od najgorszych(k**** to było najłagodniejsze słowo jakiego w stosunku do mnie użyli)a potem z premedytacją nikt z jego strony oprócz mamy i młodszej siostry nie przyszedł.Dodam tylko że cały czas mi wypominają że złapałam ich wnusia na brzuch(a jednak nie zrobiłąm sobie przecież dziecka sama, no i faceta nijak nie da się zgwałcić;)On miał być księdzem-tak to sobie dziadkowie wymarzyli,a ja im to popsułam.Sebastian jak widać nie czuł powołania i wybrał mnie:)zawalczył i jestem z niego dumna!wiem jak jest ci trudno,ale na początek zaciśnij zęby na jakiś czas a potem najpewniej on sam zauważy że coś jest nie tak,że jest ci źle..potem zostaje długa i bolesna rozmowa,bez podnoszenia głosu,rzeczowa,i bez mówienia "ty zawsze..ja nigdy bym..."moja koleżanka nagrywała swich teściów na dyktafon,a potem na zimno w domu puszczała mężowi,żeby zobaczył to czego nie dostrzegł pod wpływem emocji-poskutkowało!on sam porozmawiał z rodzicami,stwierdzając ze jesli go kochają to kochają to co jest dobre dla niego(w tym wypadku Julitkę-jego żonę)i zmienili się na korzyść.Nie od razu,ale zaczęli się starać...Musisz być dzielna,u mnie to trwa do dziś-nie spotykam się z jego rodziną oprócz dosłownie kilku osób.A on z moją rodzina zyj w świetnej komitywie-widać ze się lubią...Nawet kiedyś mój mąż mi powiedział że mój Tato jest dla niego bardziej ojcem,niż jego rodzony(alkoholik po chemioterapii i esperalu nie wiem ile już razy..)i że od mojego Taty nauczył się tego czego nie dał mu rodzony ojciec..aż się popłakałam wtedy...ale najpierw były ciężkie czasy i kłótnie,mąż się ocknął kiedy byłam w szpitalu z zagrożeniem poronienia.Mam nadzieję że u ciebie obejdzie się bez takich dramatów.A co do rodziny-nie spotykaj się z nimi na siłę,bo wtedy łatwiej cię będzie zdenerwować.Duużo rozmawiajcie,o wszystkim,nie tylko o tym,żeby on poczuł że jest ci potrzebny-to działa na facetów kiedy się mają kim opiekować...w razie czego zapraszam na GG 1823061 3maj się:*
Pełna wersja