Od razu mówię, że nic się nie stało (nic nowego), nic w stylu, że życie jest podłe itp. Tak po prostu popłakałabym sobie, żeby...no, może oczyścić organizm. Słucham Edith Piaf i jakoś mnie naszło. Kłopot w tym, że jestem w pracy i nie bardzo mogę. A jak wrócę do domu, to pewnie ochota przejdzie.
PS.Nie wiem, czy z moją głową wszystko w porządku