gyubal_wahazar
11.04.11, 13:08
Stalim kiedyś w korku. Młodej było ze 3 wiosny. Może 4. Mówię : pograjmy w słówka. Wyłożyłem co i jak i że na ostatnią literę słówka poprzednika, trzeba ułożyć nowe.
- To kto zaczyna ?
- Ty, tato
- Dobra ... konik
Tu dojrzały namysł - tak z pół minuty .... We wstecznym widzę malujące się na obliczu pędrasia napięcie, marszczące się czółko, buźka w ciup, kraśniejące jagody i przebijającą to wszystko chuć, by dokopać tacie. W końcu, ze szczerym entuzjazmem okrzyk :
- ZABA !!
Czem są szpony konwencji czy okowy konwenansu w starciu z młodością ? Nietzschem