uschla.paprotka
30.09.11, 23:01
Znowu jestem na "nie", we wszystkim na nie, dzisiejszy dzień był na nie.
Na szczęscie chłodzę Desperadosa, a może nie na szczęście, a na ciąg dalszy depresyjnego nastroju. Ale od początku... nie, od końca jednak - kto to, kurna widział, żeby w piatek pracować do 20, he? Że ciężki dzień w pracy dodawać nie muszę, bo piątkowe godziny dodatkowe zawsze są cięzkie do zniesienia... nawet jeżeli w domu nie czeka nikt z gorącym obiadem ani słodkim buziakiem na deser, albo przystawkę. A po pracy spacer z psem i te dziesiątki par mijanych po drodze. W piątkowy wieczór niesparowani nie wychodzą chyba z domów, bo ja nie widziałam nikogo kto szedłby sam, poza mną. Spacer i unikanie miejsc, w których możnaby spotkać eksa z jego nową potencjalną panną, nie wiem czy już ma, ale podobno już niejedna chciała mu do łóżka wskoczyć, ale misio takich nie chce (hm) , wolę jednak unikać ewentualnych spotkań jego w objęciach nowej pani. Unikanie też miejsc, w których mogłabym spotkać mojego spacerowego całuśnego kolegę...
I ogólnie jakoś tak smutno, ze nie ma się do kogo przytulić, i że zawsze chcą przytulać tylko ci, których my nie chcemy.