Dodaj do ulubionych

Kocham siebie

06.09.12, 12:18
„Kiedy byłem jeszcze młody i pełen zapału, powiedziałem pewnemu starszemu i mądrzejszemu ode mnie człowiekowi, że całe moje życie i wszystkie siły chcę poświęcić kochaniu innych. On zaś łagodnie zapytał, czy mam zamiar z równą determinacją kochać siebie. Odparłem, że kochanie innych nie pozwoli mi na to, po prostu zabraknie mi czasu. Było to bardzo wzniosłe oświadczenie. Mój starszy i roztropniejszy przyjaciel zamyślił się, potem przyglądał mi się i w końcu rzekł: "Obrałeś samobójczą drogę". Ja na to z entuzjazmem: "Ale jakże piękna to droga!" Lecz to on miał rację. Po latach pojąłem to, co on zrozumiał już wówczas: prawdziwa miłość do innych wyrasta z prawdziwej miłości do samego siebie."

„Jeżeli nam się nakazuje, abyśmy "kochali bliźniego swego jak siebie samego", to najprostszą implikacją tego przykazania jest następujący wniosek: cokolwiek czynilibyśmy naszemu bliźniemu, w pierwszej kolejności powinniśmy uczynić to sobie. Innymi słowy - musisz obie osoby traktować jednakowo. Musisz kochać dwóch ludzi: siebie i swego bliźniego. Nie możesz kochać tylko jednego z nich”



Kochacie siebie?

Często zapominam (y) o tym co dla mnie (nas) dobre i najważniejsze – automatycznie poświęcając się w imię „czegoś” lub dla kogoś.
Czy to oznacza, że zapominając o sobie a poświęcając się dla kogoś – nie kocham ( y) siebie?
Obserwuj wątek
    • green.amber Re: Kocham siebie 06.09.12, 13:01
      z wytłuszczonym zgadzam się, co do jotywinksmile

      a co znaczy - poświęcając się w imię „czegoś” lub dla kogoś.??

      może bym odwróciła nieco pytanie - czy nie dbając o siebie, potrafimy zadbać o kogoś?? jeśli nie wiemy, co dla nas dobre, to skąd wiemy, co dobre dla kogoś - skoro, chyba, kogoś innego znamy jednak trochę mniej niż siebie??
      winksmile
      • ane-tal Re: Kocham siebie 06.09.12, 13:14
        Wiedziałam , że mogę na Ciebie liczyć w wątku.

        Nie wiem jak to fachowo nazwać( bo ty Amberku będziesz ciągnąc mnie za każe słowosmile )- chodzi mi o to, że w życiu robimy coś, bo chcemy żeby było ogólna harmonia. To na przykładzie jednym - czy np. pomoc koleżance (nie wiem,- finansowa, posłużyć uchem , być towarzystwem w danej chwili) itp. - a pomagamy z automatu, tak jakby się nie zastanawiając nad tym - ale czy wtedy - ponosząc jakieś "koszty" - możemy mówić że kochamy siebie? . Często jakaś pomoc, nie zawsze nam akurat "pasuje" , ale jednak spinamy się i pomagamy. Chyba o to mi chodzi z tym poświęcaniem się dla kogoś.
        • green.amber Re: Kocham siebie 06.09.12, 14:09
          się czepiam się, bo czasem mi wychodzi, że myśląc to samo, określając to inaczej - się można nie zgadzać i po co??winksmile a ogólnie to wszystko może być tak samo prawdą jak i nią nie być...
          może zależy czy z tym spięciem czujemy, że spinamy się, żeby pogonić lenia czy wygodnictwo własne czy robimy coś wbrew własnym zasadom, odczuciom, może nawet jakim niejasnym - jeśli się z czymś, co (z pozoru) wygląda na dobre czujemy źle, to może nie jest to jednak dobre...
          i chyba znów wraca do siebie, czyli do własnej wrażliwości (nie mylić z ckliwościąwinksmile), nie masz - nie czujesz, że może coś powinnaś...
        • green.amber Re: Kocham siebie 06.09.12, 14:21
          ane-tal napisała:
          > , tak jakby się nie zastanawiając nad tym - ale czy wtedy - ponosząc jakieś "ko
          > szty
          " - możemy mówić że kochamy siebie? . Często jakaś pomoc, nie zawsze nam ak
          > urat "pasuje" , ale jednak spinamy się i pomagamy. Chyba o to mi chodzi z tym p
          > oświęcaniem się dla kogoś.

          aaa koszty są zawsze, tak mi sie wydaje, ale te koszty trzeba odróznić od szkód - może o to chodzi...
          zakładając, że wszyscy jesteśmy jedną wielką energiąwinksmile to jeśli czujesz, że szkodzisz temu kawałkowi, który jest Tobą, to szkodzisz całościwinksmile ostatecznie, więc możesz tylko zadbać o ten Kawałekwinksmile pozostaje pytanie - jak??winksmile
    • robert.83 Re: Kocham siebie 06.09.12, 13:10
      W tym temacie łatwo ulec magii okrągłych ładnych słów i odpłynąć od tego co faktycznie znaczą i co ze sobą niosą. Kiedy rozmawiamy o takich postawach i uczuciach czasem oszukuje nas ludzka inteligencja - próbująca odnajwywać analogie, wzory itp - dlatego, że słowa (np. "poświęcenie" mają raz jedno raz inne znaczenia - w zależności od tego kto czyta, kiedy czyta itd). To taka luźna uwaga na wstępie.

      Czy kocham siebie? Chyba tak.

      A dalej już muszę cytować:
      > Często zapominam (y) o tym co dla mnie (nas) dobre i najważniejsze – aut
      > omatycznie poświęcając się w imię „czegoś” lub dla kogoś.

      A co jeśli to "coś" jest dla nas najważniejszy? Pomyśl o matce i dziecku np.
      Nie mówię, że nie masz racji. Słowo "poświęcenie" ma po prostu za dużo znaczeń.

      Jeśli założymy:
      - że dla "kogoś" i dla Ciebie jest ważny wspólny cel: szczęście obojga razem i każdego z osobna
      - że czasem osiągnięcie tego powyżej wymaga trudnych i bolesnych kroków
      To wychodzi z tego bardzo skomplikowany mechanizmsmile.

      Pomyslmy:
      Chłopak nie jest szczęśliwy z dziewczyną i chce ją rzucić, ale nie wie jak, co i w ogóle.
      Mógłby "poświęcić" się dla niej i z nią zostać. Ale czy to poświęcenie byłoby DLA NIEJ?
      Czy ona naprawdę chciałaby żyć u boku faceta, który jej nie kocha, który jest nieszczęśliwy...
      Czy on potrafiłby dać jej to co powinien?

      Kobieta zachodzi przypadkowo w ciążę i się poświęca - zostaje z facetem tak samo przypadkowym - dla dobra dziecka.
      Czy to naprawdę wyjdzie dziecku na dobre? No kurde NIE WIADOMO. Może tak, może nie.
      Jeśli to byłby facet, który całkowicie nie pasuje mamie to nie sądzę, żeby to wyszło młodzieży na dobre.

      Parka z różnych miast (a niech tam - niech będzie państw). Żeby być razem jedno dla drugiego musi się poświęcić i zrezygnować z dobrych perspektyw tzw "kariery". Czy to będzie dobre? Zależy od tego czy to poświęcające się będzie szczęśliwe. Są tacy/takie, które byłyby. Są i inni/inne.


      Jeśli poświęcenie wiąże się z cierpieniem ale nadal w ramach celu - wspólnego/osobniczego szczęścia, to dla mnie to nie jest nie kochanie siebie.
      Jeśli poświęcenie wiąże się z cierpieniem i zaprzepaszczeniem własnego szczęścia - to już trochę za daleko.

      Weźmy faceta ze wsi, który codziennie urabia sobie ręce, żeby jego dziecko nie musiało. Załóżmy, że wie, że zapewnienie dziecku warunków do wolności w wyborze dróg życia będzie znaczyło zero wyjazdów poza wieś, zero wygód, minimum odpoczynku, zapi... do końca.
      Czy to jest poświęcenie i nie kochanie siebie? Moim zdaniem niekoniecznie. Może to właśnie jest największe marzenie tego człowieka - szczęście dziecka. Większe niż własne wszystkie inne marzenia. A ten cytat z początku Twojej wypowiedzi pokazywałby, że ten facet właśnie siebie nie kocha.

      Anett. Jeśli to co boli przybliża do celu - to warto.
      • ane-tal Re: Kocham siebie 06.09.12, 13:24
        Tak mnie męczył ten temat od kilku dni. Tylko dlatego , że myślę , że trudno nam ( nie wiem może się wstydzimy lub nawet przez chwilę o tym nie pomyślimy w stosunku do siebie) - wiesz że powiemy - "tak kocham siebie i wiem co to oznacza". Mam wrażenie , że często zapominam o sobie (nie żebym jakoś cierpiała przez to) , ale myślę, że w dobrym celu idą wszystkie moje działania.
      • green.amber Re: Kocham siebie 06.09.12, 14:03
        robert.83 napisał:
        > Weźmy faceta ze wsi, który codziennie urabia sobie ręce, żeby jego dziecko nie
        > musiało. Załóżmy, że wie, że zapewnienie dziecku warunków do wolności w wyborze
        > dróg życia będzie znaczyło zero wyjazdów poza wieś, zero wygód, minimum odpocz
        > ynku, zapi... do końca.
        > Czy to jest poświęcenie i nie kochanie siebie? Moim zdaniem niekoniecznie. Może
        > to właśnie jest największe marzenie tego człowieka - szczęście dziecka. Większ
        > e niż własne wszystkie inne marzenia. A ten cytat z początku Twojej wypowiedzi
        > pokazywałby, że ten facet właśnie siebie nie kocha.

        dzięki Robiś, mniej mam pisaniawinksmile ooo tu jest dla mnie chyba mniej więcej to o co chodzi, czyli cienka czerwona linia, która moze być granicą między nie-kochaniem siebie a sensem życia - jeśli ów rodzic, i nie musi być koniecznie ze wsi, w mieście to nie tyrają??, dba o siebie, bo jeśli padnie na zawał, to raczej dziecku nie pomoże... to i się kocha i ma sens życia, na przykład, ale jeśli dbając o dziecko próbuje wymuszać na dziecku jaką wg niego lepszą wizję życia, to już może nawet przechodzić w nie-kochanie dziecka, pytanie czy to znaczy, że siebie kocha czy próbuje usprawiedliwić własne tyranizujące zapędy...

        > Anett. Jeśli to co boli przybliża do celu - to warto.
        jeśli boli niejako w wyniku podejmowanych działań, to może i tak, ale jeśli ma boleć z założenia, to nie sądzę... cel nie uświęca środków
        • robert.83 Re: Kocham siebie 06.09.12, 15:20

          EEeeeee.... słabo.
          Przykłady były przykładami i nie jest istotna wiejskość tego zasuwacza.
          Tyranizujący ojciec to po prostu inny przykład czegoś, co niby ma służyć dobru a wychodzi na coś innego. Może facet we własnym mniemaniu "poświęca" siebie - bo robi z siebie tyrana - na rzecz wpojenia... czegośtam, a w efekcie dostaje zupełnie nie taki efekt - nieszczęście
          dziecka.

          Tak czy siak nie o to chodzi, żeby dyskutować o tym jak zdrowo powinien żyć nieistniejący rolnik-despota, a o to, że poświęcenie TAK, a wyrzeczenie się siebie NIE.
          • ane-tal Re: Kocham siebie 06.09.12, 15:28
            W moich literkach "poświecenie " nie ma charakteru złego czegoś.

            Bardziej mi chodziło o to czy potrafimy siebie świadomie kochać i o tym mówić i czy działanie (poświęcenie) odbiera nam możliwość kochania siebie samego smile( bo tak jakby nie myślimy o sobie w niektórych sytuacjach )
    • czarny.onyks Re: Kocham siebie 06.09.12, 13:12
      może to jest odpowiedź na moje problemy...niepowodzenia...

      czasem tak trudno kochać siebie...
      • stefcia41 Re: Kocham siebie 06.09.12, 13:32
        A tego to nie rozumiem smile
        • czarny.onyks Re: Kocham siebie 06.09.12, 13:52
          hihi...ja sama siebie często nie rozumiemwink
    • czarny.onyks Re: Kocham siebie 06.09.12, 13:19
      ane-tal napisała:
      > Czy to oznacza, że zapominając o sobie a poświęcając się dla kogoś – nie
      > kocham ( y) siebie?

      może i kochamy..ale czy jest to zdrowa miłość?
      czy takie poświęcenie po dłuższym czasie wyjdzie nam na dobre...?
      czy nie będzie czegoś żal....straconych szans....

      chociaż...to też zależy, jakie poświęcenie...
    • wiem_i_powiem Re: Kocham siebie 06.09.12, 13:37
      Mądry tekst wstawiłaś.

      > Kochacie siebie?

      Chyba do tego daleko.

      > Czy to oznacza, że zapominając o sobie a poświęcając się dla kogoś – nie
      > kocham ( y) siebie?

      To zależy od sytuacji, Robert bardzo fajnie przedstawił różne przypadki.

    • bez.pokory Re: Kocham siebie 06.09.12, 15:15
      ane-tal napisała:



      >
      > Kochacie siebie?
      >
      czasami lubię
      • ane-tal Re: Kocham siebie 06.09.12, 15:29
        smile
    • butellishka Re: Kocham siebie 06.09.12, 18:36
      biorąc pod uwagę to, co ja wyprawiam, to wychodzi mi na to, że strasznie siebie nienawidzę
    • beja_81 Re: Kocham siebie 06.09.12, 20:08
      no... i cały czas na plus wychodzę wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka