ane-tal
06.09.12, 12:18
„Kiedy byłem jeszcze młody i pełen zapału, powiedziałem pewnemu starszemu i mądrzejszemu ode mnie człowiekowi, że całe moje życie i wszystkie siły chcę poświęcić kochaniu innych. On zaś łagodnie zapytał, czy mam zamiar z równą determinacją kochać siebie. Odparłem, że kochanie innych nie pozwoli mi na to, po prostu zabraknie mi czasu. Było to bardzo wzniosłe oświadczenie. Mój starszy i roztropniejszy przyjaciel zamyślił się, potem przyglądał mi się i w końcu rzekł: "Obrałeś samobójczą drogę". Ja na to z entuzjazmem: "Ale jakże piękna to droga!" Lecz to on miał rację. Po latach pojąłem to, co on zrozumiał już wówczas: prawdziwa miłość do innych wyrasta z prawdziwej miłości do samego siebie."
„Jeżeli nam się nakazuje, abyśmy "kochali bliźniego swego jak siebie samego", to najprostszą implikacją tego przykazania jest następujący wniosek: cokolwiek czynilibyśmy naszemu bliźniemu, w pierwszej kolejności powinniśmy uczynić to sobie. Innymi słowy - musisz obie osoby traktować jednakowo. Musisz kochać dwóch ludzi: siebie i swego bliźniego. Nie możesz kochać tylko jednego z nich”
Kochacie siebie?
Często zapominam (y) o tym co dla mnie (nas) dobre i najważniejsze – automatycznie poświęcając się w imię „czegoś” lub dla kogoś.
Czy to oznacza, że zapominając o sobie a poświęcając się dla kogoś – nie kocham ( y) siebie?