silencjariusz
06.11.16, 00:33
Półtora roku temu zaczepiałem na portalu randkowym pewną dziewczynę. Miała w profilu coś, co mnie zaintrygowało. Oczywiście nie dostąpiłem zaszczytu otrzymania od księżnej pani jakiejkolwiek odpowiedzi. Pół roku później znowu ją zaczepiłem. Pani nie miała zdjęcia w profilu, więc kompletnie nie pamiętałem, że to ta księżna pani, dla której napisanie do mnie czegoś typu "nie jestem zainteresowana" czy "spieprzaj dziadu" w odpowiedzi na moje wcześniejsze zaczepki było czymś najwyraźniej niewyobrażalnie poniżającym. Oczywiście i tym razem księżna pani mnie olała. Historia powtórzyła wczoraj. Księżna pani wlazła na mój profil więc znowu ją zaczepiłem, nie mając świadomości, że już dwukrotnie mnie kompletnie zignorowała. Tym razem księżna pani odpisała i...
Olśniło mnie wtedy, że to jest ta księżna pani, dla której spławienie faceta w kulturalny sposób jest czym, co wykracza poza jej intelektualne możliwości. I w związku z tym poinformowałem księżną panią w grzecznych słowach, że ze względu na to jak mnie potraktowała poprzednimi razy nie mam jednak ochoty na rozmowę z kimś, kto nie potrafi się zachować w kulturalny sposób.
Po co to piszę? Bo mam ogromną satysfakcję, że choć raz jakaś księżna pani znalazła się w sytuacji podobnej do tej, w której ja jestem przez kobiety stawiany prawie zawsze. I łudzę się, że choć na chwilę popsułem jej nastrój.