I raz jeden pytam na poważnie, bo nie jest mi do śmiechu.
Czy jeśli po kilku dniach znajomości wirtualnej, bez spotkania się w cztery oczy, facet wyznaje miłość kobiecie, to jest normalne?
Nie chodzi mi o zawoalowane wyznania, ale słowo:
kocham cię.
Na podstawie zdjęcia (bo jesteś taka piękna, że wzdycham do ciebie cały dzień) i na podstawie paru zdań zamienionych (bo mógłbym cię słuchać godzinami...)
A kiedy proszę o to, żeby przemyślał swoje słowa, bo dla mnie takich wyznań nie składa się na wyrost, dostaję zje -ę, że jestem nieczuła, porąbana i inne inwektywy, o których wolę nie pisać. I zalew maili, od których włos się jeży.
W jednej sekundzie z uwielbianej kobiety stajesz się szmatą bez uczuć...
Proszę Was, powiedzcie mi, że nie zwariowałam i takie rzeczy nie są normą.
Ja tu opisywałam swoją znajomość, gdzie facet po dwóch tygodniach zapoznawał mnie ze swoją rodziną. Wtedy poszłam na żywioł, bo nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło, a nie chciałam się uprzedzać. Jak się skończyło, wiecie. Pisaliście, że to nieprawda, że zmyślam. Nie zmyślałam. I teraz też piszę prawdę. Nie wiem, czy to ja mam w sobie jakąś skazę, że przyciągam świrów? Pół nocy o tym myślałam, co ze mną jest nie tak?