Wiem, że mam rozwolnienie wątkowe, ale wybaczcie, sporo się wokół mnie dzieje...
Tak się zastanawiam, gdybyście mieli wymienić składniki, tak jak na obiad, składniki szczęścia, to co by to było?
Pewnie dla każdego coś innego, ale...
Bo ja dochodzę do wniosku, że nie umiem bywać szczęśliwa. Kiedyś bywałam...
Parafrazując, chyba każdy swoje szczęście nosi w sobie. Są tacy, którzy obiektywnie mają ciężko w życiu, a umieją zachować pogodę ducha, radość z życia. A są takie trutnie, jak ja, co mają sporo, a ciągle widzą jedynie braki. Jednego, czego się nauczyłam, to nie zadręczać innych swoim brakiem optymizmu. Oprócz was, oczywiście. Bo wam mogę się wygadać bez konsekwencji. Najwyżej znowu wyjdzie, że marudzę i nikt nic nie napisze na temat.
A temat sam w sobie radosny miał być: szczęście.
A wyszło jak zwykle